02.05.2024, 16:33 ✶
Wdech, wydech.
Słuchała słowotoku Brenny jednym uchem, a i tak sprawiał on, że myśli w jej głowie tworzyły niemający sensu mętlik. Czasem zastanawiała się, jak to się stało, że zaprzyjaźniła się z kimś tak gadatliwym jak jej kuzynka, podczas gdy sama potrzebowała spokoju, by skupić się na swoich zadaniach. Cicuta Abisinia, figa jadowita. Nie, na odwrót. Ugh, Brenna.
Wszyscy wciąż powtarzali, że Potterówna powinna bardziej skupić się na nauce do egzaminów końcowych, które miały zadecydować o jej przyszłości, ale totalnie nie miała do tego głowy. Nie teraz, kiedy znajdowała się tak blisko odkrycia idealnej mikstury, która miałaby niwelować wszelkie niedoskonałości. Nie tylko pryszcze, na które uskarżały się czwartoklasistki, ale również o wiele większe znamiona, zdecydowanie nie będące powodem do dumy każdej szanującej urodę czarownicy.
Malwa powoli zakwitała w donicy znajdującej się w ich sypialni. Jane musiała jedynie przypilnować, by pąki osiągnęły odpowiednie stadium rozwoju. Zatem jedynym, czego jej brakowało, była cykuta. Ojciec pewnie złapałby się za głowę, gdyby dowiedział się, że jego ukochana córka eksperymentuje z truciznami. Jednak jeśli enzym wydzielany przez suszone figi był w stanie zneutralizować jad szaleju w eliksirze kurczącym, w ten sam sposób mogłoby to zadziałać na ludzkiej skórze. Miała rację? Być może nie, ale wolała o tym nie dyskutować z Brenną, bo pewnie skutecznie wybiłaby jej taki pomysł z głowy. Póki sądziła, że to jedynie delikatny krem na zmarszczki, który zamierzała sprezentować profesor McGonagall, Jane mogła być spokojna.
Poprawiła chustę na szyi, bardziej się nią opatulając. Wpadające przez okna dormitorium słońce okazało się zdradzieckie i chociaż spodziewała się upału, ścieżkę prowadzącą do Hogsmeade owiewał chłodny wiatr znad jeziora. I w tym wypadku przydałoby się ciepłe piwo kremowe... albo szklanka rozgrzewającej whisky zamiast lodowego deseru, którym skusiła Brennę. Poza tym wolała, żeby apteka wystawiła rachunek na Longbottomów, bo Marcus Potter od razu zorientowałby się, co knuła jego pociecha.
- Podobno mugole znają sposób, jak usmażyć lody - zagadnęła, wiedząc już, że i tak nie skupi się na powtarzaniu potrzebnych do eliksiru składników. - Wyobrażasz to sobie? Jakim cudem one się nie topią?
Słuchała słowotoku Brenny jednym uchem, a i tak sprawiał on, że myśli w jej głowie tworzyły niemający sensu mętlik. Czasem zastanawiała się, jak to się stało, że zaprzyjaźniła się z kimś tak gadatliwym jak jej kuzynka, podczas gdy sama potrzebowała spokoju, by skupić się na swoich zadaniach. Cicuta Abisinia, figa jadowita. Nie, na odwrót. Ugh, Brenna.
Wszyscy wciąż powtarzali, że Potterówna powinna bardziej skupić się na nauce do egzaminów końcowych, które miały zadecydować o jej przyszłości, ale totalnie nie miała do tego głowy. Nie teraz, kiedy znajdowała się tak blisko odkrycia idealnej mikstury, która miałaby niwelować wszelkie niedoskonałości. Nie tylko pryszcze, na które uskarżały się czwartoklasistki, ale również o wiele większe znamiona, zdecydowanie nie będące powodem do dumy każdej szanującej urodę czarownicy.
Malwa powoli zakwitała w donicy znajdującej się w ich sypialni. Jane musiała jedynie przypilnować, by pąki osiągnęły odpowiednie stadium rozwoju. Zatem jedynym, czego jej brakowało, była cykuta. Ojciec pewnie złapałby się za głowę, gdyby dowiedział się, że jego ukochana córka eksperymentuje z truciznami. Jednak jeśli enzym wydzielany przez suszone figi był w stanie zneutralizować jad szaleju w eliksirze kurczącym, w ten sam sposób mogłoby to zadziałać na ludzkiej skórze. Miała rację? Być może nie, ale wolała o tym nie dyskutować z Brenną, bo pewnie skutecznie wybiłaby jej taki pomysł z głowy. Póki sądziła, że to jedynie delikatny krem na zmarszczki, który zamierzała sprezentować profesor McGonagall, Jane mogła być spokojna.
Poprawiła chustę na szyi, bardziej się nią opatulając. Wpadające przez okna dormitorium słońce okazało się zdradzieckie i chociaż spodziewała się upału, ścieżkę prowadzącą do Hogsmeade owiewał chłodny wiatr znad jeziora. I w tym wypadku przydałoby się ciepłe piwo kremowe... albo szklanka rozgrzewającej whisky zamiast lodowego deseru, którym skusiła Brennę. Poza tym wolała, żeby apteka wystawiła rachunek na Longbottomów, bo Marcus Potter od razu zorientowałby się, co knuła jego pociecha.
- Podobno mugole znają sposób, jak usmażyć lody - zagadnęła, wiedząc już, że i tak nie skupi się na powtarzaniu potrzebnych do eliksiru składników. - Wyobrażasz to sobie? Jakim cudem one się nie topią?