• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10.07.1972] (nie)Pierwsza lepsza | Laurence, Camille

[10.07.1972] (nie)Pierwsza lepsza | Laurence, Camille
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
07.05.2024, 12:31  ✶  
Na koleżeńskiej drodze… Camille uniosła kącik ust w lekkim uśmiechu. Czy Lestrange naprawdę uważał, że dało się to tak rozwiązać? Czy był na tyle naiwny, a może po prostu niezbyt… rozsądny, jeśli chodziło o te sprawy? Z tego co słyszała o tej rodzinie, to chyba ciążyło nad nimi jakieś fatum, jeśli chodzi o związki - a raczej ich brak.
- Nie wiem - odpowiedziała szczerze, zgodnie z prawdą. Nie miała pojęcia co powinni zrobić i jak. Rzucenie się w wir emocji było ryzykowne - zbyt łatwo mógł ich pochłonąć. Ale z drugiej strony czy potrafiliby pływać wokół niego, starając się trzymać z daleka, z głowami na powierzchni, udając po prostu znajomych? Wciąż ją kochał - i chociaż ona nie powiedziała tego na głos, to ona również wciąż go kochała. - Ale to… To co robimy teraz, to dobry start.
Chyba. Naprawdę chciała w to wierzyć. Rozmowa, odkrywanie swoich wątpliwości i słabych punktów, spokojne analizowanie przyszłości, bacząc na przeszłość i teraźniejszość. Dla wielu osób taka miłość nie byłaby w żaden sposób romantyczna czy atrakcyjna, lecz to nie o to chodziło - chodziło o to, by czuć się bezpiecznie.
- Mam na myśli rozmowę zamiast ucieczki i chowania się za sztucznie wzniesionymi murami - nie chciała mu nic obiecywać, bo sama nie wiedziała, jak to wszystko się potoczy. To, że ją skrzywdził nie oznaczało, że chciała skrzywdzić jego. - Możemy zacząć od odprowadzenia do domu, co ty na to?
Wreszcie jej twarz się rozluźniła, a oczy nabrały nieco blasku. Jakby jakiś wyjątkowy ciężar spadł nagle z jej barków, powodując że te się lekko uniosły, nadając sylwetce spokojnej, dawnej postawy. Nie tak zestresowanej, jak jeszcze chwilę temu.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#12
09.05.2024, 11:42  ✶  

Chciał podejść do tego od podstaw. On nowa. Nie chciał na nic naciskać. Może sam się w tym gubił. Może potrzebował jednak kogoś, kto mu pomoże obrać odpowiedni kierunek? Z rodzeństwem nie chciał poruszać tego tematu. To był jego uczuciowy problem. Jak mu pomogą? Sam nie wiedział. Przypadek ten może zostać inaczej przez każdego interpretowany.

Dlatego zaproponował znajomość koleżeńską. Ale czy daliby radę, czy zaś ona, patrzeć na niego w tej sposób? Udawać, że nic takiego nie miało miejsca? Czarodziej nie wiedział jak miałby inaczej naprawić swój błąd. Nie był w tym dobry. Żaden nawet eliksir temu nie pomoże.

Fatum rodzinne? Prawdopodobnie może być w tym jakaś część prawdy. Mimo bogactwa, zarządzania szpitalem, coś jednak mogło nie iść dobrze w kwestiach miłosnych, rodzinnych? Lecz czy ktokolwiek z ich gałęzi rodzinnej się do tego przyzna?

Nie chciał drugi raz popełnić swojego błędu. Wykonał już najpewniej wszystkie obietnice i założenia ojca jako dziedzic. Czy mógł już teraz czuć się od tego wolny, że może żyć tak jak chce? Z kim, chce? Jego syn możliwe, że potrzebował matki. Dorastając, zapomni ją na pewno. Myślał także o przyszłości syna. Stanął przed sytuacją trudną, musząc samemu zająć się jego wychowywaniem. Przynajmniej do czasu, aż chłopak pójdzie do Hogwartu.

Camille, zapewniła, że to co próbował z nią ustalić na początek, jak zacząć na nowo się spotykać, odbudować relację. Związek. Dała mu nadzieję. Otuliła swymi słowami jego serce.

Rozmowa zamiast ucieczki. Zamiast chowania się. Przytaknął, że rozumiał. Jak sam wspomniał, dostosuje się. Aby ją odzyskać. Aby była jego. Ponownie. Nie interesowało go już zdanie i opinia innych.

- Oczywiście.
Zgodził się od razu, posyłając jej swój ciepły uśmiech. Jakby próbował w nim ukryć nadzieję, którą mu dała. W którą chciał wierzyć, że dostał szansę naprawienia bolesnego błędu. Aby nie odebrała to źle, inaczej interpretowała. Szanował ją i jej zdanie. Z tej podzięki, ujął pewniej jej dłoń i ucałował, przysuwając bliżej. Zaraz odłożył, puścił. Nie będąc wstanie oderwać od niej wzroku. Także on poczuł w sobie ulgę. Swobodę.
- Dziękuję.
Podziękował za to, że dała mu szansę. Nawet, jeżeli była malutka. Zgodził się od razu na to odprowadzenie do domu. Jakby to miało nadać im początek odbudowania co było stracone.
Skupił zaraz swoją uwagę na kawie, której upił łyk. Zamówili, trzeba ją wypić, zanim opuszczą kawiarnię.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
18.05.2024, 21:36  ✶  
Gdyby tylko wiedział, ile wewnętrznej siły musiała mieć, żeby tak po prostu zignorować łopoczące w klatce piersiowej serce, które krzyczało “tak, tak, tak!”... Gdyby tylko wiedział, ile wysiłku kosztowało ją utrzymanie pozornego dystansu, powściągliwości i kamiennej twarzy - gdyby wiedział, zapewne by się nie wahał w niczym, co zaplanował, bo Delacour była silna, owszem, ale jednocześnie nie potrafiła przy nim udawać aż tak długo. To tak jakby ktoś kazał jej trzymać wyciągnięte do przodu ręce - z pozoru proste zadanie, czyż nie? Ale z upływem czasu mięśnie zaczynały drżeć, a mózg krzyczał żeby odpuścić. W tej relacji było tak samo: mogla trzymać wyciągnięte dłonie, by utrzymać dystans, ale im dłużej Laurence po prostu był obok, tym te ręce schodziły coraz niżej, by po prostu opaść wzdłuż ciała.

Gdy tylko poczuła jego ciepłe usta na swojej dłoni, wiedziała już że przepadła. Znowu weszła w tę pułapkę, jak mysz która wciąż i wciąż wychodzi z nory tym samym wejściem, wiedząc że tuż za rogiem ciągle czai się kot. Głupie, bo przecież powinna kazać mu ją zostawić w spokoju, przecież tak bardzo ją zranił - a teraz, gdy nagle został sam to postanowił łaskawie dać jej szansę? Lecz z drugiej strony… To co mówił o rodzinie i to co o nim wiedziała sprawiało, że natrętne podszepty podejrzliwości cichły coraz bardziej. Laurence nie był złym człowiekiem, chociaż pochodził z rodziny o… Ugruntowanych poglądach i zachowaniu. Słyszała, że niektórzy z Lestrange’ów potrafili być niezwykle okrutni, jeśli chodzi o relacje międzyludzkie. On jednak dał jej się poznać jako osoba ciepła, kochana i po prostu dobra. Cień uśmiechu przemknął przez jej usta. Może go adoptowali? Nie pasował do takiej Loretty czy Louvaina.
- Jak ci idzie praca w Ministerstwie? - zagadnęła z pozoru niewinnie, ale prawda była taka, że chciała trochę odwrócić od siebie uwagę. I sprawdzić czy idzie mu tak, jak ona sama słyszała. - Jest lepiej niż w Mungu?
Czy ma mniej pracy? A może więcej? A może w ogóle nocuje w budynku Ministerstwa Magii? Tego nie wiedziała, a chciałaby się dowiedzieć jak bardzo przez te lata się zmienił. Uśmiech ukryła za filiżanką z kawą, ale nie spuszczała z mężczyzny wzroku. W zasadzie mieli wiele lat do nadrobienia.
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#14
20.05.2024, 21:34  ✶  

Wiedział, że od razu nie mógł mieć wszystkiego. Tego dnia, tego spotkania, musiało mu wystarczyć to, że może ją zobaczyć i porozmawiać. Zauważył, że kiedy ucałował jej dłoń, nie zabrała jej. Jakby, złagodniała? Nie chciał co prawda niczego przyspieszać. Był po prostu wdzięczny za szansę, jaką mu dała. Jakąkolwiek. Byleby mógł odnowić z nią znajomość, choćby do statusu przyjaźni. O ile będzie to możliwe i nic więcej nie stanie im na przeszkodzie. Zrozumiał swoje błędy.

- Zdecydowanie lepiej. Nie czuję tej presji ze strony rodziny, jaką miewałem w szpitalu. Na początku nie było łatwo. Praca jako uzdrowiciel była często w terenie niż w jednym miejscu. Nowe doświadczenie i zmiana otoczenia dużo mi dały. A teraz, sam zarządzam grupą uzdrowicieli.
Rozwinął swoją odpowiedź, żeby nie powiedzieć samo ”dobrze”. To jej przecież parę lat temu powiedział jako pierwszej o swoich planach. Wyczekiwał zgłoszeń do pracy, wolnych etatów aż się zgłosił i dostał. Nawet, jeżeli jego ojcu nie za bardzo podobało się. Teraz pełnił stanowisko Zastępcy Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof.
- Jeżeli zaś chodzi o moje godziny pracy… Staram się nie siedzieć po godzinach.
Tutaj już gestykulował dłonią, jakby chciał ją zapewnić, że nie przeholowuje z nadmiarem obowiązków.
- Jednak jak są duże akcje, jak ostatnio na Beltame, to niestety… Nie mam wtedy wyboru. Sama pewnie wiesz, jak to jest w sytuacji ze szpitalem.
Niezbyt przyjemne wspomnienie, co się wtedy wydarzyło w maju na sabacie i w kniei. Coś, czego nikt się w sumie nie spodziewał. Upił łyk kawy, robiąc przy tym przerwę i dać może Camille chwilę na zadawanie kolejnych pytań.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#15
21.05.2024, 21:53  ✶  
Uśmiechnęła się. Ciepło i promiennie. Czyżby w jej niebieskich oczach pojawiła się iskra dumy i szczęścia? Być może do jej uszu dochodziły informacje na jego temat, ale sama aż tak starała się nie śledzić losów Laurence'a. Głównie dlatego, że to było zbyt bolesne. Ale siłą rzeczy nie dało się uniknąć jego tematu - nie w Mungu, nie wśród czystokrwistych, nawet jeżeli jej rodzina i ona sama pochodzili z Francji. W końcu zdecydowała się zamieszkać w Londynie, była więc poniekąd wizytówką rodziny Delacour, jej zadaniem było chodzenie na bankiety i pokazywanie się tam, gdzie chcieli, by się pokazała. A temat odejścia jednego z Lestrange'ów z Munga, później jego zaślubin, pomiędzy temat podjętej nowej pracy sam się przewijał. Nie mogła go ucinać, bo przecież jeszcze ktoś by się domyślił. I chociaż była rozżalona, to nie chciała mu nigdy sprawić problemów.

Gdy powiedział o godzinach pracy, roześmiała się. Tu ją miał. Wzrok Camille pomknął w kierunku teczki, która spoczywała na krześle i bezczelnie przypominała o swoim istnieniu. Blondynka tylko wzruszyła ramionami, jakby to, że ona sama dała się złapać w sidła pracoholizmu, nie było niczym dziwnym i niespotykanym. I niczym złym.
- Tak, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Wciąż mamy całkiem sporo na głowie - powiedziała, poważniejąc. Zniknął ten blask, który pojawił się w jej oczach, gdy tylko przypomniała sobie co działo się tuż po Beltane. Z cichym westchnięciem uniosła filiżankę do ust. Wypiła już połowę kawy, więcej nie miała ochoty pić. Piła ją dla smaku, nie pragnęła pobudzenia, przynajmniej nie w tej chwili i nie o tej godzinie. Dlatego odsunęła od siebie ostrożnie na wpół dopity napój. - Cieszę się, że jesteś szczęśliwy i z pracą jest lepiej. Widać, że jest lepiej - kiedyś, gdy rozmawialiśmy o Mungu, zawsze wykrzywiałeś usta i charakterystycznie marszczyłeś brwi. Jakby przy okazji tego tematu coś wskakiwało ci na plecy i próbowało cię dusić.
Powiedziała, splatając dłonie na blacie stolika. Przyjrzała się mężczyźnie uważniej. Nie dostrzegała teraz tych oznak duchoty w jego postawie. Zmiana otoczenia i zmiana pracy naprawdę mu służyły. Przynajmniej w tej materii mu się ułożyło.
- Będę się powoli zbierać - powiedziała w końcu, zerkając na złoty zegarek. Tkwił w delikatnej bransoletce. Nie był mocno zapięty, Camille nigdy nie lubiła, gdy coś ją ograniczało. Tyczyło się to również ubioru. Obcisłe suknie, spodnie czy biżuteria lub golfy - to nie było dla niej. Wtedy sama miała wrażenie, że coś stara się ją udusić. - Być może twój pracoholizm z przeszłości przeszedł na mnie.
Dodała żartobliwie, zerkając po raz kolejny na teczki. Miała w planach je przejrzeć w domu, ale... Chyba jej się odechciało. Czy naprawdę musiała to robić akurat dzisiaj?
Ten Inny
Musicie mnie zaakceptować, bo nie mam zamiaru dla nikogo się zmieniać.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Brązowooki, ciemnowłosy brunet, z minimalną ilością siwych kosmyków, mierzy 183cm wzrostu. Zawsze ubiera się elegancko, odpowiednio do sytuacji.

Laurence Lestrange
#16
29.05.2024, 01:11  ✶  

To prawda. Zmiana pracy, otoczenia, uwolnienie się od naciskającej niekiedy rodziny, wyszły mu na plus. Umiał się odpowiednio usamodzielnić, zarobić na siebie i rozwinąć karierę. Kupić dom, założyć rodzinę. Ale nie umiał w uczucia. Nie umiał z jakiegoś powodu postawić się rodzinie, która zaaranżowała mu małżeństwo. Miał być przykładnym synem dla swojego ojca. Uważał, że nim był. Lecz błędnie.

Swój pracoholizm musiał ograniczyć, ze względu na opiekę nad synem. Musiał, gdyż to nawet dobrze na zdrowie mu wyjdzie. Jak już jej wspomniał, przy większych, niespodziewanych akcjach, zdarzeniach, musiał nagiąć swoje zasady. A uzdrowiciele przecież w tym świecie byli także na wagę złota. Ich pomoc często jest nieodwzajemniona, bardzo cenna.

Widział, jak Camille spojrzała na teczki. Sam, po sekundzie, powędrował w ich kierunku wzorkiem. Usmiechnął się lekko. Pamiętał to. Sam brał coś do domu, aby na spokojnie przejrzeć.

- Tak. To prawda. Ale do pełnego szczęścia, brakuje jednego elementu.
Nie musiał mówić jakiego. Ten brakujący element, siedział przed nim i dopijał kawę. Ten element, wybaczył mu błędy przeszłości i dał szansę na odbudowanie relacji.
- Rozumiem. Pozwól, że cię odprowadzę i po drodze spróbuję Cię wyleczyć z pracoholizmu.
Zrozumiał, zgodził się na zakończenie spotkania, ale jak wcześniej wspomniała, od czegoś mieli zacząć naprawę znajomości. Zatem zaoferował się z odprowadzeniem jej do domu. Bądź gdziekolwiek chciała.

Laurence dopił swoją kawę, po czym wstał ze swojego miejsca. Poza opłaconą kawą, zostawił napiwek. W tym czasie Camille, mogła zebrać swoje rzeczy. Opuścili wspólnie lokal, udając w znanym sobie kierunku.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (3461), Laurence Lestrange (2838)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa