30.09.2024, 14:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2024, 14:26 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte nie imały się płomienie może właśnie dlatego, że w żyłach miała lód. Nie przejmowała się śmiercią kolegi z pracy. Miała nadzieję, że jego testament pozostanie w mocy i ciało zostanie podarowane Departamentowi - tak dla dobra nauki. Oglądała go odruchowo, chociaż ta śmierć w żaden sposób nie była ciekawsza niż inne: może nawet trochę... bardziej zwykła, jeśli faktycznie popełnił samobójstwo. Szybko jednak pozostawiła te oględziny, skupiwszy się na papierach na stole.
Panował tu ogromny bałagan.
Starała się niczego nie dotykać, a gdy musiała przesunąć kubek, zrobiła to ostrożnie, na dłoń naciągając materiał rękawa. Jej spojrzenie przesuwało się po papierach, a na czole pojawiła się pionowa zmarszczka, gdy zdała sobie sprawę z tego, że owszem, notatki dotyczą tego, na co liczyli... ale do licha... nie są takie, na jakie liczyła.
Dyskretnie wsunęła ruchem różdżki papiery do torebki.
- Nic - powiedziała, z dużym naciskiem. - A teraz wyjdziemy stąd i zawiadomimy Brygadę - zarządziła, kierując się na schodach. Dopiero tam wydobyła papierosy z torby i rzuciła do Lestrange'a dość cichym tonem. - Mam część papierów. T... nie do końca osiągnął rezultat, którym się przechwalał - dodała z kamiennym wyrazem twarzy, gryząc się w język w ostatniej chwili, by nie wyrzucić z siebie wszystkich słów, które pchały się na język.
Miała dziwne wrażenie, że Cygnusa nikt nie zabił.
Popełnił samobójstwo, bo wziął na siebie projekt, który go przerósł i nie potrafił się przyznać, że nie zdołał dokonać odkryć, co do których zapewniał, że będą absolutnie przełomowe - i że wcale nie potrzebuje całego zespołu badawczego, aby przeprowadzić stosowne analizy...
Panował tu ogromny bałagan.
Starała się niczego nie dotykać, a gdy musiała przesunąć kubek, zrobiła to ostrożnie, na dłoń naciągając materiał rękawa. Jej spojrzenie przesuwało się po papierach, a na czole pojawiła się pionowa zmarszczka, gdy zdała sobie sprawę z tego, że owszem, notatki dotyczą tego, na co liczyli... ale do licha... nie są takie, na jakie liczyła.
Dyskretnie wsunęła ruchem różdżki papiery do torebki.
- Nic - powiedziała, z dużym naciskiem. - A teraz wyjdziemy stąd i zawiadomimy Brygadę - zarządziła, kierując się na schodach. Dopiero tam wydobyła papierosy z torby i rzuciła do Lestrange'a dość cichym tonem. - Mam część papierów. T... nie do końca osiągnął rezultat, którym się przechwalał - dodała z kamiennym wyrazem twarzy, gryząc się w język w ostatniej chwili, by nie wyrzucić z siebie wszystkich słów, które pchały się na język.
Miała dziwne wrażenie, że Cygnusa nikt nie zabił.
Popełnił samobójstwo, bo wziął na siebie projekt, który go przerósł i nie potrafił się przyznać, że nie zdołał dokonać odkryć, co do których zapewniał, że będą absolutnie przełomowe - i że wcale nie potrzebuje całego zespołu badawczego, aby przeprowadzić stosowne analizy...
Koniec sesji