10.04.2024, 20:45 ✶
Patrick był taki mądry.
Wyobraźnia Brenny natomiast niekiedy bywała nazbyt bujna. Słowa Patricka natychmiast pchnęły jej myśli ku kelpie (i Nessie z Loch Ness, która była tą najbardziej znaną spośród nich), a potem dalej, ku zastanawianiu się, czy jeśli ofiary nie były przypadkowe, ktoś na kempingu je wybierał albo coś, co zrobiły na kempingu, sprawiło, że tymi ofiarami się stały.
– Mogła utonąć uciekając przed nimi… hm, stworzenia takie jak druzgotki zostawiłyby ślady na ciele… Chyba że żywe trupy byłyby faktycznie tylko fragmentem obrazu – mruknęła, zamyślona, i zupełnie nieświadoma, że żywe trupy faktycznie były tylko częścią czegoś większego: że jej nagłe uwielbienie wobec Patricka (którego zawsze lubiła i zawsze szanowała, ale teraz jakoś bardziej) jest nienaturalne, że ośrodek wpływa i na jego emocje.
– Tylko jeśli wybrałby Tarę, to czemu by utonęła? To znaczy, śmierć sama w sobie chyba nikomu by się nie przysłużyła, chyba że by wiedziała coś więcej? Poza tym… hm, utonięcie, być może samobójstwo, zaginięcia, rozczłonkowane ciało. Ci, którzy znikli, mogliby na upartego też utonąć, ale dziewczyna zabita na terenie ośrodka nie pasuje. Nieumarli też nie pasują, chyba że znaleziono ją gdzieś na obrzeżach kempingu, albo to było poza sezonem? Bo dlaczego zaatakowaliby tylko ją? – spytała, oglądając się znowu, by spojrzeć na Patricka pytająco. On zawsze wszystko wiedział. Na pewno będzie wiedział, gdzie konkretnie znaleziono zabitą dziewczynę i czy istniała szansa, że żywe trupy ot tak przyszłyby niezauważone, zabiły ją i później sobie poszły, zostawiając resztę wczasowiczów w spokoju.
W jej aurze nie było niechęci. Nić biegnąca do Patricka pozostawała taka sama, jak zwykle: ba, może nawet nabrała głębszych kolorów, jakby nagle lubiła go wręcz na skraju obsesji. Poza zwykłą czerwienią odbijało się w niej co najwyżej zaniepokojenie, w niezbyt dużych ilościach zresztą – cała ta sytuacja była przecież niepokojąca, ale Brenna jednocześnie wierzyła, że Steward szybko rozwiąże sprawę.
Nitki szarości wplatały się w intensywny kolor. Niezbyt liczne, trudno było powiedzieć, czy osiadające się w aurze na stałe, czy też jedynie czasowe, może w związku z pobytem tutaj, a może z wyprawą na wyspę.
– Dzięki! – oświadczyła, posyłając uśmiech funkcjonariuszowi, który wręczył jej koszulę. Plama po kawie: z jednej strony niedobrze, bo intensywny zapach kawy utrudni nieco schwycenie zapachu samego Owena, z drugiej bardzo dobrze, bo wyglądało na to, że Bagshot nosił to ubranie niedawno. Brenna obróciła się więc do Patricka, by odejść kilka kroków. – Pobiegam na skraju obozowiska. Idziesz ze mną? – spytała. Z jednej strony obecność człowieka mogła ją trochę spowolnić, z drugiej… nawet jeżeli nie zamierzała od razu biec w las, a tylko sprawdzić, czy podejmie trop, to w ośrodku, w którym działy się takie rzeczy, bezpieczniej było nie zostawać w pojedynkę. – Taaaak – westchnęła, kiwając głową na słowa Patricka. Wszak żywe trupy też miały raczej… dość mocny zapach.
Wyobraźnia Brenny natomiast niekiedy bywała nazbyt bujna. Słowa Patricka natychmiast pchnęły jej myśli ku kelpie (i Nessie z Loch Ness, która była tą najbardziej znaną spośród nich), a potem dalej, ku zastanawianiu się, czy jeśli ofiary nie były przypadkowe, ktoś na kempingu je wybierał albo coś, co zrobiły na kempingu, sprawiło, że tymi ofiarami się stały.
– Mogła utonąć uciekając przed nimi… hm, stworzenia takie jak druzgotki zostawiłyby ślady na ciele… Chyba że żywe trupy byłyby faktycznie tylko fragmentem obrazu – mruknęła, zamyślona, i zupełnie nieświadoma, że żywe trupy faktycznie były tylko częścią czegoś większego: że jej nagłe uwielbienie wobec Patricka (którego zawsze lubiła i zawsze szanowała, ale teraz jakoś bardziej) jest nienaturalne, że ośrodek wpływa i na jego emocje.
– Tylko jeśli wybrałby Tarę, to czemu by utonęła? To znaczy, śmierć sama w sobie chyba nikomu by się nie przysłużyła, chyba że by wiedziała coś więcej? Poza tym… hm, utonięcie, być może samobójstwo, zaginięcia, rozczłonkowane ciało. Ci, którzy znikli, mogliby na upartego też utonąć, ale dziewczyna zabita na terenie ośrodka nie pasuje. Nieumarli też nie pasują, chyba że znaleziono ją gdzieś na obrzeżach kempingu, albo to było poza sezonem? Bo dlaczego zaatakowaliby tylko ją? – spytała, oglądając się znowu, by spojrzeć na Patricka pytająco. On zawsze wszystko wiedział. Na pewno będzie wiedział, gdzie konkretnie znaleziono zabitą dziewczynę i czy istniała szansa, że żywe trupy ot tak przyszłyby niezauważone, zabiły ją i później sobie poszły, zostawiając resztę wczasowiczów w spokoju.
W jej aurze nie było niechęci. Nić biegnąca do Patricka pozostawała taka sama, jak zwykle: ba, może nawet nabrała głębszych kolorów, jakby nagle lubiła go wręcz na skraju obsesji. Poza zwykłą czerwienią odbijało się w niej co najwyżej zaniepokojenie, w niezbyt dużych ilościach zresztą – cała ta sytuacja była przecież niepokojąca, ale Brenna jednocześnie wierzyła, że Steward szybko rozwiąże sprawę.
Nitki szarości wplatały się w intensywny kolor. Niezbyt liczne, trudno było powiedzieć, czy osiadające się w aurze na stałe, czy też jedynie czasowe, może w związku z pobytem tutaj, a może z wyprawą na wyspę.
– Dzięki! – oświadczyła, posyłając uśmiech funkcjonariuszowi, który wręczył jej koszulę. Plama po kawie: z jednej strony niedobrze, bo intensywny zapach kawy utrudni nieco schwycenie zapachu samego Owena, z drugiej bardzo dobrze, bo wyglądało na to, że Bagshot nosił to ubranie niedawno. Brenna obróciła się więc do Patricka, by odejść kilka kroków. – Pobiegam na skraju obozowiska. Idziesz ze mną? – spytała. Z jednej strony obecność człowieka mogła ją trochę spowolnić, z drugiej… nawet jeżeli nie zamierzała od razu biec w las, a tylko sprawdzić, czy podejmie trop, to w ośrodku, w którym działy się takie rzeczy, bezpieczniej było nie zostawać w pojedynkę. – Taaaak – westchnęła, kiwając głową na słowa Patricka. Wszak żywe trupy też miały raczej… dość mocny zapach.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.