• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 … 16 Dalej »
[21.07.1971r.] Another!

[21.07.1971r.] Another!
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#11
01.04.2024, 19:45  ✶  
Wiedział, że te obietnice to jedynie takie gadanie. Alkohol, są sobie obcy. Zwykłe grzecznościowe zwroty, nic więcej. Jednak wiedział też, że czasem zdarzają się słowni ludzie, którzy faktycznie podejmą się wyzwania i będą go szukać przez pół miasta, aby powiedzieć mu o czymś. Nie wiedział co było dla niego gorsze. Powierzchowność i udawanie, czy zbyt mocne zaangażowanie? Złoty środek jest ciężki do znalezienia.
Groźba, jak to groźba powinna podziałać jeśli jest dobrze przemyślana, a ta groźba... Niby była przemyślana, ale i tak się zdziwił, że podziałała. Patrzył na faceta z dezaprobatą, a może to było zwyczajne znużenie, gdy przyjął zapłatę i faktycznie mu nalał tego czego chciał w tej niezręcznej atmosferze. Chociaż tyle, że nie pocieszony Felicio zniknął zza szyby.
Zerknął na klienta i uniósł jedną brew. Czy to było ryzykowne.
-Czy ja wiem, najwyżej bym znów w pysk oberwał. Kiedyś już mnie klient walnął tą... Eee...-postukał palcem we własne kłykcie.-Kolczatką.-no zapomniał słowa, o ile je w ogóle kiedykolwiek znał.-Ale to było przypadkiem.-czy w ogóle to co mówił miało sens? Facet przyszedł się napić, a on mu tu gada.
-To od kiedy Jankesi nie istnieją?-zagadał, opierając się biodrem o blat. Chwila odpoczynku, to chwila odpoczynku, chociaż jak patrzył po kuflach, to niektórzy zaraz zaczną składać zamówienia.
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#12
16.04.2024, 00:08  ✶  
Facet odszedł do swoich, odprowadzony czujnym wzrokiem Feliciana. Hollow nie był pewien, co ma o nim myśleć, ani też czego się spodziewać oprócz oczywistego złego scenariusza. Pijani ludzie nigdy nie dają łatwo za wygraną, nawet jeśli wygląda, że jest inaczej. A jak do tego majà pretekst, to już pozamiatane, zaś przy odpowiedniej dawce alkoholu wszystko może być pretekstem i pretekst znajdzie się przy wszystkim.
Zresztą, sam Felician nie omieszkał domówić sobie kolejnej szklanki.
Zmarszczył lekko brwi, patrząc na chłopaka j jego rękę. Przez chwilę zastanawiał się, jak można kogoś uderzyć kolczatką, ale w końcu chyba załapał.
— Kastetem — Poprawił go i upił ze szklanki. A zaraz znowu uniósł brwi i spojrzenie. — Da się kogoś walnąć z pięści przypadkiem? — rzucił z powątpiewaniem. Jakoś nie umiał sobie tego wyobrazić. No, chyba że przypadek wyglądał tak, że chłopak wszedł na linię strzału w kogoś innego, ale musiałby mieć wyjątkowego pecha. — Co? — znów podniósł na niego wzrok znad szklanki, a w głowie łączył fakty. A no tak, zaczął to mówić. — Chyba od wojny secesyjnej?... Jankesi to byli północni... i po wojnie już nie miałeś Północy i Południa, nie? — wyjaśnił dość mętnie, bo to były tego typu szczegóły, które człowiek ma znać w szkole, ale potem zupełnie się nie przydają całymi latami.

Mecz minął w miarę spokojnie, choć nie obyło się bez dźwięków proletariackiej frustracji, kiedy wyszło, że "nasi" jednak przegrali. Co to były za przeżycia, emocje, co za gniew i głód odegrania się...
Choć meczu nie oglądał, Felician siedział i pił dalej, i gadał o rzeczach, o których na trzeźwo nigdy by nie wspomniał, ale w zasadzie były to rzeczy normalne. Stosunkowo normalne, których po prostu na trzeźwo nie uznawał za ciekawe. I tak się zasiedział, że doczekał końca zmiany Neila, więc opuścili lokal we dwóch. Wtedy też dowiedzieli się, że wcale nie minęło wiele czasu od końca meczu, bo towarzystwo kibiców już na nich czekało na podjeździe.
— Co jest... — Fel zmrużył ślepia i zaklął pod nosem, kiedy ci zaczęli się zbliżać. Zerknął za siebie, ale drzwi były zamknięte tak jak zostawił przed sekundą.
Kolorowy ptak
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Neil Enfer
#13
16.04.2024, 18:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2024, 22:47 przez Neil Enfer.)  
Póki co było spokojnie i ważne by doceniać pierdoły, więc doceniał chwile odpoczynku i względnego relaksu od napięcia i konieczności ciągłego usługiwania innym.
-TAK.-rzucił z pstryknięciem palcami. tego słowa mu brakowało. Jak to dobrze mieć pod bokiem kogoś, kto lubi mówić.-Powiedzmy, że nachyliłem się w złym momencie.-nie brał na siebie winy, ale rozumiał, że nieszczęścia chodzą po ludziach i czasami po prostu oberwie się w ryj czy się tego chce czy nie.
Uniósł brew na jego słowa. Wojna secesyjna? Mhmmm. Słuchał i myślał, a na koniec wsparł się dłonią o ladę, popijając swój napój.
-Ciekawe. Ale co się z nimi właściwie stało?-zapytał, jak słodka idiotka, gotów edukować się dalej dzięki przystojnemu obcemu.

Czas płynął względnie spokojnie. Wiadomo krzyki, oklaski, gwizdanie stawały się coraz mniej skoordynowane wiele kufli później, ale na pewno nie brakowało im pasji. On jednak polewał, sprzątał i dalej słuchał gadania klienta, które momentami było mało składne i nie do końca odpowiadało na zadane pytanie, ale nie upominał go. Miał zamiar go słuchać dalej, bo zaproponował odprowadzenie go chociaż trochę do domu. Nie to, że nie ufał jego umiejętnościom poruszania się w linii prostej, ale przezorny zawsze ubezpieczony.
Na zewnątrz czekała go jednak jeszcze jedna niespodzianka. Pakował klucze do torby gdy wyłapał słowa pijaczka, na które od razu podniósł wzrok i po plecach przeszedł go dreszcz. Pijani faceci zawsze mieli pstro w głowie i niezwykle nie lubił, jak był jedynym trzeźwym w grupie. Odpowiedzialność spadała na niego. Ruszył szybciej do przodu, wychodząc na spotkanie kibiców, już wiedząc co się święci. Wystarczyło tylko spojrzeć na ich uśmiechy.
-Evans, nie!-rzucił rozkazująco, wystawiając w jego stronę grożąco palec.-Zbanują cię z baru i gdzie będziesz pić? Do reszty z was to samo!-zafukał to tłumu. Niektórych to niby ruszyło i rozważyli nawet wycofanie się, ale napuszony Ev szybko i dosadnie zignorował ostrzeżenia wilkołaka, szarpiąc go za kołnierz i rzucając na bok, aż młodzik zachwiał się na nogach, wpadając na jednego z kibiców.
-Spieprzaj młody.-wychrypiał, dalej idąc w stronę Feliciana.-A ty co się, kurwa gapisz, co? Patrzcie go jaki przystojniak, co? Psia krew. To się da naprawić.-dodał jednocześnie rozbawiony i wściekły.
Neil obrócił się przez ramię, by spojrzeć na agresorów. Zapowiada się cudowna noc... Westchnął z myślach, żałując, że w ogóle wyszedł kiedykolwiek z domu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1742), Neil Enfer (1723)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa