• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19.08.72] summertime sadness | Ger & Thomas

[19.08.72] summertime sadness | Ger & Thomas
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#21
25.04.2024, 21:44  ✶  

- Na pewno tylko ten jeden raz? Nie miałeś nigdy takiej dzikiej satysfakcji, że możesz ukarać kogoś, kto cię wkurzył? - Nie chciało jej się w to wierzyć, bo wiedziała, że ludzie bywają różni i sama na pewno byłaby szczęśliwa, gdyby mogła zafundować im mandat, przy okazji widzieć ich zdenerwowanie. Taki mały prztyczek w nos, niektórzy go potrzebowali. Zresztą ją dostawanie mandatów również, jakoś specjalnie nie ruszało, szczególnie, gdy były uzasadnione, gdyby każdy robił to, na co ma ochotę zapanowałby chaos.

Geraldine nie przestawała się uśmiechać, miło było tak sobie pogawędzić, jakby nigdy nic, jakby świat wcale nie płonął, jakby ona nie tonęła i nie sięgała dna zagubiona w tym swoim depresyjnym ostatnio życiu. Thomas wzbudzał w niej taki komfort, jakiego nie czuła przy nikim innym, i spokój, którego ostatnio jej brakowało.

- Na pewno to trudne, to na pewno wprowadziło też między wami pewien dystans. - Hardwick mógł się stać dla nich w pewien sposób obcy, zważając na to, że został rzucony w świat, o którym nie mieli pojęcia. Musiało im być z tym ciężko, tak samo jak jemu, naprawdę podziwiała go za to, że mimo to, nie brakowało mu optymizmu i tej lekkości ducha, co by się nie działo w jego życiu.

- Na pewno w górach może czaić się coś, co trzeba będzie unicestwić, wystarczy jedno słowo, a cię przed tym uratuję. - To nie tak, że nie sądziła, żeby Thomas nie poradził sobie z tym sam, jednak dobrze było wiedzieć, że i dla niej znajdzie się miejsce w tym jego wymarzonym domku z kominkiem. Zabawne, bo raczej nigdy nie oczekiwała od nikogo tego, że będzie na stałe w jej życiu, jednak jeśli chodziło o niego, to wolałaby, żeby o niej nie zapomniał, żeby był, gdzieś obok. Nie zauważyła jego zarumienienia, nie sądziła w ogóle, że mógłby się przy niej wstydzić mówić o czymkolwiek, przecież widzieli siebie w naprawdę najróżniejszych sytuacjach podczas lat spędzonych w jednym dormitorium.

- Świetny toast. - Szkło zadzwoniło, kiedy ich szklanki o siebie stuknęły, za takie słowa warto było wypić, czy to nie polegało na tym, że im większą ilość alkoholu teraz wypiją, tym większe prawdopodobieństwo, że się on spełni? Ktoś jej kiedyś mówił, że tak to działa. Wypiła więc spory haust whisky ze szklanki.

- Na całe szczęście nie mam żadnej siostry, to ja byłam ich księżniczką, ale tak, świadomość, że ktoś jest obok jest naprawdę świetna. - Nie sądziła, że kiedyś przyjdzie jej to docenić, jak widać czas potrafił weryfikować niektóre poglądy.

- Nawet tak nie mów, nikt nie będzie cię wpędzał do grobu, większość z nich nie dorasta ci do pięt. - Starała się mu dodać pewności siebie, bo jej zdaniem Thomas na to zasługiwał, przecież władał magią lepiej niż niejeden czystokrwisty, zresztą nie był jedynym mugolakiem, który to robił.

- Chyba się zagalopowałeś. - Oczy jej błysnęły, bo nie mogła w ogóle uwierzyć, że wygłasza takie herezje. Co jak co, ale miotła to jeden z jej koników, nie ma szans, żeby ją prześcignął w powietrzu. - Traktuje to jako wyzwanie, następnym razem musisz zabrać miotłę, żebym mogła utrzeć ci nosa. - Yaxley przesunęła się nieco w jego stronę, nie położyła się jednak, a usiadła po turecku i bezczelnie mu się przyglądała pijąc przy tym alkohol ze swojej szklanki.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#22
15.05.2024, 20:44  ✶  
Thomas nie należał do osób mściwych i pamiętliwych, a przynajmniej jeśli w grę wchodziły jakieś drobnostki. Więc nie, dawanie mandatów nie było czymś, co służyło karaniu kogoś, kto mu podpadł. Szczególnie niezasłużenie. Zresztą…
- Jeśli ktoś mnie wkurzy tak, bym chciał się zemścić, to raczej zrobiłbym to poza pracą, a nie zasłaniając się mundurem. No, chyba, że mówimy o zrobieniu mi czegoś naprawdę koszmarnego, ale wtedy mandat raczej by nie wystarczył. Nie bardzo chyba wierzę w zemstę jako taką, bardziej, nie wiem, w sprawiedliwość? Wiem, wiem, strasznie to prawe i w ogóle, ale zawsze chciałem wierzyć w lepszy świat. - Uniósł jeden kącik ust wiedząc, że to naiwne. Ale trochę taki był. Chciał widzieć na świecie jak najwięcej dobra.
Nawet nie zauważył jak wiele powiedział Gerry przez ten krótki czas, jaki ze sobą rozmawiali. Nie bał się mówić o tym, co myśli, co czuje i rzucać swoimi drobnymi sekretami. Czuł, że nie zostanie wyśmiany, a nawet jeśli, to mógł to przeżyć, jeśli rzeczywiście ją rozbawi. Było mu, cóż, błogo. Na duszy.
- Trochę tak. Z częścią rodzeństwa ostatnio się trochę pogłębił, ale z pozostałymi próbuję chyba ostatnio trochę to wszystko odbudować. Nie wiem jak to wszystko do końca wyjdzie, ale wiesz, to rodzina. Czasem cię wkurzą i masz ich dość, ale ich kochasz. I wybaczasz, szybciej, niż pewnie się powinno. - Przynajmniej na razie. Potrafił zrozumieć wszystko co ich spotkało i choć nie zawsze było kolorowo, tak nigdy nie poczuł się nieodwracalnie skrzywdzony.
Czasem po prostu bolał go ten kompletny brak zrozumienia, który, jak zdał sobie sprawę, nie musiał być oczywistością.
Zaśmiał się, na zapewnienie ochrony. Nie dlatego, że nie wierzył w Gerry. Raczej przez to, że sama wizja bycia księżniczką w wieży go rozbawiła.
- Będziesz moim rycerzem na białym koniu? Choć znając ciebie, wparowałabyś na smoku i nawet bym nie mrugnął okiem. No, dobra, może jednak bym mrugnął, ale wiem, że mogę jak coś na ciebie liczyć. - Nie, żeby chciał potrzebować pomocy, bo w końcu miał swoją męską dumę i wolał problemy rozwiązywać samemu. Choć już się przekonał, że istnieją sytuacje beznadziejne, gdzie jeśli chce się żyć, trzeba ją przełknąć.
Whisky wypita podczas toastu przyjemnie paliła. Czasem czuł się niepewnie, zastanawiając, ile osób czyha na jego życie i jak szybko może ktoś chcieć je dokończyć. Wiedział, że takie osoby istnieją bo już próbowali. A jednak dzięki Gerry czuł w tej chwili, że może nie jest tak źle i jednak dadzą radę. Że są po prostu lepsi i to jest ich przewaga.
- Dzięki. Naprawdę dobrze czasem to usłyszeć. Cieszę się, że też jesteś lepsza od nich wszystkich. Ostatnio nawet z zaufaniem jest ciężko, gdy wiesz, nie wie się co i jak i kto stoi po jakiej stronie, mimo, że się nie przyznaje. Kiedyś ktoś popadnie w paranoję, mówię ci. - Westchnął, biorąc kolejny duży łyk alkoholu.
Podobało mu się, gdy tak wisiała nad nim, a jej włosy lekko opadały na jej twarz, przysłaniając ją lekko. Uśmiechał się mimowolnie na ten widok, wędrując wzrokiem po jej oczach, policzkach, wargach i nosie.
- Umówieni. - Rzucił, wiedząc, że nawet jeśli jednak przegra, nie będzie czuł się z tym źle. Nie jeśli to ona miała wygrać i mieć na ustach ten swój radosny uśmiech.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#23
16.05.2024, 00:11  ✶  

Uważała tę jego naiwność za całkiem uroczą. Świat byłby naprawdę dużo lepszym miejscem, gdyby więcej osób miało podobne podejście. Wyglądało to jednak zupełnie inaczej, wiele osób wykorzystywało swoje pozycje, aby zemścić się na innych, czy osiągać swoje cele w nie do końca prawy sposób. Hardwick był inny, naprawdę jej to imponowało. - Sprawiedliwość dosięgnie każdego, prędzej, czy później. Warto w nią wierzyć. - Najwyraźniej miała co do tego podobne zdanie, co Thomas.

Nie miała tendencji do wyśmiewania się z innych, nawet jeśli ich problemy były bardzo różne od tych jej. Nie wspomniała mu jeszcze o swoich ostatnich problemach z bratem bliźniakiem, nie chciała tego robić, bo to spotkanie wydawało się być od ogromną odskocznią od tego, co działo się w jej życiu, chyba naprawdę tego potrzebowała, żeby odetchnąć. Przestać tak intensywnie myśleć nad tym wszystkim co się działo. Nie zamierzała tego wieczora wracać do tych myśli, czuła spokój, pierwszy raz od naprawdę dawna. Nie sądziła, że może jej tego, aż tak bardzo brakować.

- Tak, więzy krwi rządzą się swoimi własnymi prawami, te relacje są silniejsze niż wszystko inne. - Dodała jeszcze, bo naprawdę rozumiała jego podejście, w końcu miała takie samo. Nie mogła więc tego negować, chociaż rodziny były różne, czasem przecież się nienawidziły, ale wolała myśleć o tym, że jej, czy Thomasa należą do przeciwieństwa tych nienawidzących się.

- Konie nie są specjalnie atrakcyjne, nie dla takich rycerzy jak ja. Smok robi wrażenie, na pewno przyleciałabym na smoku! - Roześmiała się w głos, a w myślach wyobraziła sobie siebie, jako smoczego jeźdźca, jej marzeniem było wytresować smoka, zmusić go do słuchania swoich poleceń, o tym jednak Hardwick nie mógł wiedzieć, jedyną osobą której o tym wspominała był Theseus, zabawne było całkiem to, że sam wpadł na taki pomysł.

- To nie tak, że nie wolałabym być księżniczką, chociaż raz, ale chyba to do mnie nie pasuje. - Te opowieści z bajek, czy baśni, które znała od najmłodszych lat zawsze stawiały kobiety w roli tych słabszych ogniw, ona nigdy nie należała do tych osób, które nie byłyby w stanie sobie poradzić same, może na siłę też kreowała się jako taka silna, ostatnio bowiem czuła, że nie daje sobie rady, że może faktycznie przydałby się i jej jakiś książę, który wyciągnąłby ją z tego wszystkiego i zabrał daleko stąd.

Alkohol powodował, że czuła się nieco pewniej, dodawał jej odwagi, a do tego przynosił przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele. Coraz mniej przejmowała się tym, co mówi, czy robi.

- Nie wiem, czy jestem lepsza Thomas, ale mam swoje poglądy, które nigdy się nie zmienią, zresztą miałeś szansę to widzieć, już w szkole. - To w Hogwarcie zaczęła bronić tych, którzy potrzebowali tej pomocy, nie znosiła tych sztucznych podziałów wynikających ze starych przekonań, uważała, że dawno powinni pozostawić je za sobą.

- Mam wrażenie, że niektórzy już mogli popaść w paranoję. - Zresztą wcale im się nie dziwiła, to było nawet wskazane w sytuacjach, w których nie wiadomo było komu ufać.

Uśmiechała się niemalże cały czas podczas tej rozmowy, dawno nie czuła się tak lekko. Była to naprawdę cudowna odskocznia od przytłaczającej codzienności. Znajdowała się nad nim, postanowiła zbliżyć się do niego jeszcze bardziej, tak że jej włosy mogły połaskotać go po twarzy, uśmiechała się przy tym promiennie, a oczy jej błyszczały, czuła się naprawdę błogo. - Musisz tylko wybrać datę spotkania, i nie uciec mi znowu. - Dodała jeszcze. Miała ochotę go w tej chwili pocałować, bo ich twarze znajdowały się naprawdę blisko siebie, ale póki co się przed tym powstrzymywała.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#24
22.05.2024, 13:46  ✶  
Naprawdę, miło by było, gdyby za złe uczynki z automatu przychodziła kara, świat jednak tak nie wyglądał. Tak wiele okropieństw pojawiało się na świecie, po czym nie spotykały za nie żadne konsekwencje, właśnie dlatego,że nie było nikogo, kto by potrafił się im sprzeciwić na odpowiednim etapie. Właśnie to spowodowało, że wstąpił do Zakonu. Nie chciał stać z boku, gdy mógł pomóc ukarać tych, którzy na to zasługiwali i chronić tych, którzy nie mogli poradzić sobie sami.
- Warto też jej pomóc - odpowiedział więc, patrząc gdzieś z zacięciem w dal. Miał nadzieję, że naprawdę im się uda. Musiało im się udać.
Miał nadzieję, że Geraldine ma rację. Tamta katastrofa, która miała być tylko i wyłącznie obiadem u rodziców uświadomiła mu zdecydowanie więcej, niż powinna. Pokazała,których członków rodziny powinien zacząć trzymać bliżej siebie, a których może w końcu należało pozostawić samych sobie. A jednak ta myśl bolała, bo nie chciał ich stracić ze swojego życia, choć tak bardzo pokazywali, że on nie pasował do ich.
Czasami żałował, że nie może wrócić do czasów, gdy byli mali i jedyne kłótnie jakich doświadczali to te o to, kto weźmie lepszy patyk, kto musi tym razem nakarmić kury i kto chwyci największy kawałek ciasta, które czekało na nich na kaflowej kuchni.
Dorosłość jednak była skomplikowana.
- W takim razie czekam na ten dzień, gdy pochwalisz się nową bestią, choć, to chyba trochę nielegalne, więc polecam zrobić to po godzinach pracy. - Zmarszczył lekko czoło, uświadamiając to sobie. Nie był może specjalistą od prawa dotyczącego magicznych zwierząt, coś jednak mu wyraźnie świtało.
Zastanowił się chwilę, gdy usłyszał narzekania kobiety. Chyba rozumiał. Już za czasów Hogwartu była wysoką i wysportowaną dziewczyną, teraz zaś wszystko to jeszcze bardziej rzucało się w oczy. Patrząc na nią w pierwszej chwili ciężko było zobaczyć ją jako delikatną i słodką panienkę w sukni. A jednak była przecież kobietą. Piękną.
I jak tak teraz myślał, to przyszła mu do głowy pewna myśl.
- Wiesz co, może nie księżniczka, ale królowa? Ładnie by ci było w koronie. A do tego miałabyś więcej władzy i poddanych u stóp. Przemyśl, jak będziesz kiedyś szukać nowej pracy. - Zaśmiał się. Tak, ta rola zdecydowanie lepiej jej odpowiadała.
- Nikt nie jest w stu procentach dobrym człowiekiem, ale przynajmniej nie masz zamiaru mordować niewinnych - rzucił, spoglądając znów w niebo. Naprawdę nie potrafił tego pojąć, nie ważne jak bardzo chciał. Voldemort musiał mieć mocno nie po kolei w głowie, gdy obmyślał swój niecny plan terroryzowania magicznej społeczności, która przecież była tak różna. A najgorsze, że nie był sam. Ktoś naprawdę stwierdzał, że to dobry pomysł. I po co? By poczuć się lepszym? Jakby niektórzy nie robili tego i tak na co dzień od kiedy tylko wkroczył do tego świata?
To był w pewnym sensie szalony dzień. Spotkali się po takim czasie, gdzie Tomasz myślał, że zawalił całą sprawę po całości i dostanie co najwyżej w twarz, zamiast tego jednak siedzieli na kocu, popijali whisky, która powoli trafiała mu do głowy i rozmawiali niemal o wszystkim i niczym. Jak gdyby nagle, gdy znaleźli się na tej polanie świat na zewnątrz przestał funkcjonować, a wszystko co było wcześniej i będzie później przestało mieć znaczenie.
Patrzył w jej oczy, jasne, lekko błyszczące. Jej włosy muskały jego policzki, a on nie mógł przestać się uśmiechać. Bał się trochę tego, co mogła przynieść następna chwila. Jeszcze parę godzin temu myślał, że Gerry tak naprawdę nigdy nie wybaczy tego, że podał się w jej sprawie, a teraz, w tej chwili tak bardzo chciał ją pocałować. Nie był pewien, czy jeśli się na to odważy, nie popsuje tego wszystkiego. Nie zburzy pokoju, który udało im się stworzyć.
Odgarnął jej włosy za ucho, nie potrafiąc spuścić wzroku z jej twarzy, napawając się jej każdą małą blizną, każdym piegiem i zagubioną na policzku rzęsą.
- Gdybym teraz uciekł, byłbym największym głupcem na ziemi - powiedział cicho, po czym położył swoje dłonie na policzkach i lekko musnął jej usta swoimi, by zaraz się odsunąć.
Nie był pewien, czy nie spieprzył właśnie wszystkiego, a jednak chwila zwyciężyła nad rozsądkiem. Czekał, wstrzymując powietrze, na reakcję Ger, nie będąc pewnym, czy powinien zacząć przepraszać, czy jednak po prostu zapaść się w tym momencie pod ziemię.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#25
23.05.2024, 12:17  ✶  

Gerry nie podchodziła do wizji świata, aż tak idealistycznie, jak Thomas. Jasne, dobrze było pomagać sprawiedliwości, ryzykować, ścigać tych złych nawet po godzinach pracy, rozumiała jego pobudki, ten konflikt dotyczył jego, takich jak on, którzy byli zupełnie niewinni. Dla niej samej jednak wygodniej było się nie wychylać, bo ona pochodziła z czystokrwistych, jej rodzina tkwiła w tym świecie od lat, miała swoją pozycję, może nie należeli do tych ulubionych rodów z czystokrwistej śmietanki, ale od dawna mieli swoje miejsce w tym porządku świata, zwyczajnie, egoistycznie nie chciała tego stracić, bo w pewien sposób dzięki temu właśnie mogła robić to, co kochała. Miała fundusze i klientów, gdyby się wychyliła mogłaby część z nich stracić, możliwości by zmalały, a tego nie chciała. Oczywiście, gdy ktoś krzywdziwł niewinnych na jej oczach, to nie zamierzała tego ignorować, reagowała - zawsze. Wszystko jednak w granicach zdrowego rozsądku. - To prawda, warto. - Nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby go od tego odciągać, bo gdyby była na jego miejscu na pewno postępowałaby w podobny sposób.

Uśmiechnęła się do niego zadziornie. - Znowu mamy konflikt interesów panie władzo, jak przyjdę w czasie pracy to skujesz mnie w kajdanki i zaprowadzisz do celi? - Jej myśli zmierzały zdecydowanie w nieodpowiednim kierunku, mrugnęła pospiesznie dwa razy, żeby pozbyć się z głowy tego, co sobie przed chwilą wyobraziła.

Rola księżniczki zdecydowanie do niej nie pasowała, gdy jednak Thomas wspomniał o królowej to oczy jej się zaświeciły, fakt, mogłaby wszystkimi rządzić, chociaż to królestwo zapewne szybko by upadło przy jej chaotycznym charakterze, ale zdecydowanie ta opcja jej się bardziej podobała. - To brzmi zdecydowanie lepiej, przemyślę sprawę, może nawet wyślę swoją kandydaturę, jak pojawią się gdzieś wolne miejsca na objęcie władzy. - Roześmiała się przy tym głośno, bo ta wizja naprawdę ją bawiła.

- To prawda, ludzie nie są moim celem... - Nie licząc ostatnio jej brata bliźniaka, o tym póki co wolała nie wspominać, bo była to bardzo mocno skomplikowana sprawa. Nie chciała aktualnie przytłaczać Thomasa swoimi problemami, bo miał te swoje, które już na nim ciążyły. Bycie dorosłym wcale nie było takie proste, jak jej się wydawało, a szkoda. Może kiedyś uda im się wrócić do względnej normalności, nie będą musieli myśleć o tym, że w każdej chwili ktoś niewinny może tracić życie.

Ten dzień i dla Geraldine był bardzo wyjątkowy. Dawno nie czuła takiego spokoju, jak podczas tego pikniku z Thomasem. Jakby wszystkie problemy jej burzliwego ostatnio życia przestały mieć znaczenie, nie spodziewała się, że będzie jej tu z nim, aż tak przyjemnie. Zdecydowanie to takiego oderwania od rzeczywistości potrzebowała, w sumie cieszyła się z tego, że postanowiła do niego napisać, że wykonała pierwszy krok, no może nie pierwszy, bo przecież krążyli wokół siebie od dawna, tyle, że żadne z nich jakoś nie potrafiło się określić.

Znajdowała się tuż nad nim, wpatrywała w jego niebieskie oczy nie do końca wiedząc, czego powinna się spodziewać. Znali się przecież długo, wcale nie tak prosto było zdecydować się na coś nieprzemyślanego bez obaw, że może to popsuć ich dotychczasową relację, obawiała się, że może nie do końca szuka w niej tego, co ona zaczęła widzieć w nim. Thomas był uroczy, ciepły, był takim chłopakiem o którym mogła marzyć dziewczyna. Ona sama nigdy nie miała podobnych marzeń, bo wydawało jej się, że raczej nie ma szans zainteresować kogoś podobnego swoją osobą, bo nie była idealną kandydatką na partnerkę, bo żyła zupełnie inaczej niż większość osób. Najwyraźniej nie przeszkadzało mu to wcale, bo zbliżył się do niej, schował jeden z niesfornych kosmyków włosów za ucho. Wstrzymała wtedy powietrze, ale mógł dostrzeć na jej twarzy, że usta drgnęły jej w uśmiechu. Dotyk jego dłoni był przyjemny i ciepły, czuła, że serce zaczęło bić jej szybciej.

Wtedy położył dłonie na jej policzkach, i musnął ustami jej usta. Stało się, nie zdążyła nawet zareagować, bo szybko się od niej odsunął, nie zamierzała tego przerywać, chciała się zbliżyć do niego jeszcze bardziej, szczególnie, że najwyraźniej on chciał tego samego.

Bardzo szybko zbliżyła się do niego ponownie, by nie miał żadnych wątpliwości, tym razem to ona nachyliła się nad nim i wreszcie go pocałowała, nie było to już tylko muśnięcie, chciała czegoś więcej. Pozwoliła sobie przy tym zarzucić mu dłonie na karku, aby znaleźć się jeszcze bliżej niego, nie przestawała go przy tym całować, a towarzyszył jej w tym wszystkim dziwny spokój, pewność, że jest to dokładnie to, czego potrzebuje.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#26
30.05.2024, 14:10  ✶  
Niektórzy po prostu mieli w swoim życiu wybór. I rozumiał, że korzystali z niego, gdy w grę wchodziło całe ich dotychczasowe życie. Pewnie ktoś podjąłby z nim kłótnię, że przecież i on mógł po prostu usiąść i czekać na rozwój spraw, ale w jego sytuacji wygrana innych przekonań mogła zniszczyć życie jego i jego rodziny, będącej przecież mugolami.
Dlatego w pewnym momencie zrozumiał, że tak naprawdę stając w swojej obronie nic nie traci. I tak był na celowniku.
Bał się tylko tego, że kiedyś jego rodzice czy rodzeństwo może przez niego oberwać. Próbował jednak odsunąć od siebie te myśli.
Przy Geraldine było to naprawdę proste. Szczególnie, gdy podrzucała takie a nie inne dwuznaczności.
Sam musiał chwilę odczekać, zanim tekst o kajdankach został przerzuty i przyswojony przez jego umysł, by lekko się po chwili speszyć. Jego wyobraźnia też podsunęła mu pewne obrazy.
- Jeśli nie będę miał wyboru - odpowiedział, czując, jak zasycha mu w ustach. Dobrze, że mieli pod ręką alkohol.
Cieszył się, że jego odpowiedź ucieszyła Ger, bo chciał, by po prostu poczuła się dobrze. Wiedział, że wielu kiedyś naśmiewało się z niej za cechy,które Thomas tak naprawdę zawsze w niej cenił. Była silna nie tylko ciałem, ale i charakterem. Mieli przez to wiele starć, nie oznaczało to jednak,że gdzieś tam w środku nie kryła się wrażliwa dziewczyna. Znał trochę motyw dopasowywania się do wyobrażeń innych o tobie samym.
Sam nie raz reagował uśmiechem wtedy, gdy w środku czuł ból, zachowując łatkę trochę naiwnego optymisty. Bał się, że gdy ją zdejmie, zawiedzie niektóre osoby.
O dziwo, nie czuł tego teraz.
- Jak będziesz dobrze płacić, to mogę rozważyć rolę twojego pomagiera. Mój głos na pewno już masz, o ile oczywiście władzę będziesz zdobywać dyplomatycznie. - Trochę w to powątpiewał, znając ją, ale tego już na głos nie powiedział.
Nie mówiła mu wszystkiego, ale on przecież też nie zaczął od rozwiewania wszystkich swoich tajemnic i opowiadania każdej  szalonej historii. Zresztą, to co działo się tego dnia, przekroczyło jego wszelkie oczekiwania.
Przez ułamek sekundy, gdy się od niej odsunął bał się, że wszystko popsuł. A mimo to nadal patrzył w jej oczy, nie potrafiąc się od nich oderwać, skoro postanowił, po naprawdę długim czasie, w końcu dać się pociągnąć uczuciu,które kotłowało się w nim już  tak naprawdę w Hogwarcie, choć wtedy tak bardzo starał się tego wyprzeć.
Była inna niż wszystkie kobiety, które dane mu było poznać. Inne niż jego przyjaciółki, inna niż jego dotychczasowe miłostki. Pociągała go w sposób, który trudno było wytłumaczyć.
A teraz całowała go, wybijając z płuc całe powietrze, które pochłoną, w oczekiwaniu na najgorsze.
Trochę nie wierzył, w to, co właśnie się działo, czuł jednak euforię, która sprawiała, że nie potrafił się powstrzymać przed ponownym skosztowaniem jej ust, gdy już musieli się na chwilę od siebie oderwać, by zaczerpnąć tchu. Był świadomy jej ciepła, zapachu, rąk które zarzuciła na jego kar. Wplótł jedną z rak w jej blond włosy, chcąc nasycić się ich miękkością. Najchętniej poznałby Gerry w  tej chwili od podstaw, kawałek po kawałku, pocałunek za pocałunkiem, znów jednak poczuł niepewność.
Przerwał ich kolejny pocałunek, spojrzał na nią i zdał sobie sprawę, że nie ma pojęcia co ma powiedzieć. Czuł na wargach posmak whisky, która przed chwilą pili, a która teraz leżała gdzieś teraz zapomniana.
- Gerry… - zaczął, nadal jednak nie mógł wymyślić nic, co mógłby dodać. A jednak w tym jednym słowie dało się wyczuć mnogość emocji, które teraz w nim buzowały. Podniecenie, uczucie, ale i ogromną niepewność do tego, co dalej.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#27
30.05.2024, 22:15  ✶  

Można było też uznać, że nie chce się wychylać, przecież mogła zachować się, jak Longbottomowie, którzy jasno określili swoje podejście. Erik nie bał się mówić, co myśli o tych samozwańczych akcjach śmierciożerców, ona w tym przypadku była jednak bardziej ostrożna. Co było nawet zabawne, zważając na jej zwyczajne podejście do wszystkiego i nieprzejmowanie się. Tym razem jednak zachowywała się w miarę odpowiedzialnie, nie chciała sobie odcinać żadnych możliwości, palić mostów, bo kto wie, z czyjej pomocy kiedyś będzie musiała skorzystać. Jasne, nie pozwoliłaby w swojej obecności nikogo skrzywdzić za samo pochodzenie, jednak potrzebowała przy takich ewentualnościach dyskrecji, by czystokrwiści nie mieli co do jej lojalności żadnych wątpliwości. Dlatego też pojawiała się na balach, czy innych spędach, bo utrzymywanie relacji, w przypadku rodzin, które znajdowały się dosyć wysoko w hierarchii było dość istotne.

To prawda, Geraldine potrafiła odwrócić uwagę, nawet jeśli często jej słowa były nie do końca stosowne. Zazwyczaj najpierw mówiła, później zastanawiała się nad brzmieniem wypowiedzianych słów. Przyzwyczaiła się do ponoszenia konsekwencji przez swój narwany temperament.

- Jakby coś, postaram się nie robić nic niestosownego, jak będziesz miał służbę. - Wolałaby jednak, żeby Thomas nie musiał jej skuwać, znaczy wszystko zależy od sytuacji, ogólnie wolałaby uniknąć zadzierania z prawem, jednak nie zawsze udawało jej się robić wszystko zgodnie z nim.

To nie tak, że Geraldine się dopasowywała, było wręcz przeciwnie, ale to też nie była łatwa droga, raczej pełna niezrozumienia. Nie oszukujmy się, trochę odstawała, i wyglądem i charakterem i musiała się pogodzić z tym, że jest wytykana palcami. Nie zamierzała się zmieniać przez to, że komuś mógł się nie podobać jej sposób bycia. Była tak już wychowana, nieco szorstko, nie widziała jednak w tym nic złego, no i ojciec, była zawsze jego ulubienicą, nie wynikało to z przypadku, czy płci, po prostu urodziła się jako jego kopia.

- Czy ja wiem, czy dyplomatycznie? Czyż nie prościej jest zdobyć ją siłą, chociaż wtedy poddani mogą czekać na twój upadek. - Zastanowiła się nad tym nawet chwilę, zdecydowanie nie była specjalistką od takich spraw. - Na pewno odpowiednio cię wynagrodzę, jeśli zostałbyś pomagierem. - Nawet zabawna wizja, rządziliby razem, świat chyba by spłonął zważając na to, jakie z nich były nieodpowiedzialne osoby, chociaż Thomas i tak był zdecydowanie bardziej ogarnięty od samej Yaxley.

Może kiedyś przyjdzie moment, w którym odważy mu się powiedzieć więcej. Nie chciała jednak teraz zawracać Thomasowi głowy swoimi problemami, w końcu i on nie miał lekko. Bez sensu było mu dokładać niepotrzebnych informacji dotyczących jej życia. Sama sobie poradzi ze swoim losem, a przynajmniej taką miała nadzieję, bo nie zamierzała umrzeć, przynajmniej jeszcze, tylko walczyć o to życie, bo może nie było idealne, ale jednak było.

Thomas zrobił pierwszy krok, nieco niepewnie, jednak ona postanowiła kontynuować, to rozpoczął. Miała do niego pewien sentyment, już kiedy mieszkali w jednym dormitorium patrzyła na niego inaczej, niż na resztę chłopaków. Zawsze wydawał jej się wyróżniać na ich tle, tyle, że wtedy nie wiedziała, że mógłby się nią zainteresować w ten sam sposób. Jako, że bała się odrzucenia pogodziła się z tym, że raczej nie będą nigdy dla siebie nikim więcej niż znajomymi. Najwyraźniej jednak się myliła.

Każdy pocałunek był coraz odważniejszy, coraz bardziej łapczywy, naprawdę chciała poznać smak jego ust. Czuła przy tym, że serce biło jej coraz szybciej, bo może i trochę spodziewała się, że może się między nimi coś wydarzyć, jednak nie sądziła, że stanie się to teraz. Thomas nie był pierwszym, lepszym typem, w którego ramionach szukała zapomnienia i ucieczki od rzeczywistości. Przeraziło ją to trochę, jednak odsunęła od siebie te myśli, nie chciała teraz się na nich skupiać.

W końcu Hardwick przerwał pocałunek, twarz Geraldine nadal znajdowała się bardzo blisko niego, wpatrywała się w oczy mężczyzny, widać chciał coś powiedzieć. Pozwoliła sobie położyć dłoń na jego policzku, muskała go delikatnie kciukiem. Ona nie była dobrym mówcą, nie potrafiła ubierać myśli w słowa. Zdecydowanie lepiej wychodziło jej działanie. - Nie musisz nic mówić. - Nie oczekiwała od niego żadnych deklaracji, miał prawo przecież się rozmyślić, teraz, czy później, chociaż pewnie wolałaby, żeby tego nie zrobił.

Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#28
04.06.2024, 20:28  ✶  
Thomas dobrze wiedział, jak to jest klepać głupoty, zanim w ogóle się przemyślało, jaki mogą przynieść skutek, jeszcze gorzej bywało w momentach, gdy robił głupoty, o czym najlepiej pewnie wiedział Erik, taki już po prostu był i wiedział, że walka jest z tym stracona na starcie. Rozumiał to.
- Ale poza moją służbą mam ci dać już pozwolenie? - zaśmiał się, nie bardzo wierząc, że mógłby być buforem, który powstrzymałby Gerry. Nie wtedy, gdy była zdeterminowana. Pewnie i jego mało co zatrzymywało w takich chwilach.
Thomas czasem bał się bycia innym. Posiadał tą łatkę gdziekolwiek się nie obejrzał tylko przez to, że urodził się tym, kim był, na ile głupio to brzmi. A jednak z czasem nauczył się, że wcale nie oznacza to czegoś złego. Inność była ciekawa, intrygująca i pasjonująca. Jak Geraldine. Wyróżniała się, przykuwała wzrok, sprawiał, że inni czuli się ze sobą lepiej.
Thomas miał wiele odwagi, także do robienia rzeczy głupich, lub zabawnych, często jednak jedynie odciągał uwagę od tego, jak często był niepewny w sytuacjach, dla innych normalnych, a które go przerastały.
Jej potwierdzenie o zdobyciu władzy raczej siłą wprawiło go w śmiech. Nie chciał mówić - a nie mówiłem - ale widać zdążył ją na tyle poznać, by zdawać sobie z pewnych kwestii sprawę.
- Ważne by być lepszym niż poprzednicy, z ewentualnymi rebeliami pomoże ci twój pomagier, skoro obiecujesz go doceniać - zażartował, wiedząc, że gadali kompletne głupoty, bo w momencie, gdyby Brenna albo Erik dowiedzieli się, że właśnie objęli władzę nad czymkolwiek, poza własnymi życiami, prawdopodobnie zareagowaliby szybciej, niżby nacieszyli się władzą. Trochę się im nie dziwił.
Nie wiedział, gdzie dzisiejszy dzień miał ich zaprowadzić. Wszystko wydarzyło się szybko, przyznanie się do winy, przebaczenie, a następnie prosta i przyjemna rozmowa prowadząca do kolejnych pocałunków, od których Thomas chyba powoli się uzależniał.
Nie mówił nic więcej. Nie chciał psuć tego, co zbudowali, na tej polanie, która zdecydowanie zdobyła dla niego jeszcze więcej znaczenia, niż miała wcześniej.
Nie spieszyli się z niczym. Ani z jedzeniem, ani z alkoholem, ani z kolejnymi zetknięcia ich warg, tak częstych, jakby nie mogli się nimi nacieszyć.
I choć czas leciał, a słońce chyliło się ku zachodowi, nie potrafili przerwać tej magicznej chwili, która otuliła ich bezpiecznym woalem radości, którą czuli.
Nawet jeśli następny dzień miał być już zupełnie inny.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (9544), Thomas Hardwick (8960)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa