• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu

[6.08 - wieczór | Warownia Longbottomów] Impromptu
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#11
18.05.2024, 15:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 23:52 przez Millie Moody.)  
– Ten lowelas, najpierw musi przetrwać ze mną miesiąc. Jesteś w stanie wymienić chociaż jedno nazwisko, chociaż jedną osobę, której się to udało? JA mam problem, żeby ze sobą wytrzymać, a co dopiero ktoś zupełnie z zewnątrz. Poza tym hej, wiesz jaką mamy robotę, wiesz jakie mamy hobby, szczerze nie wierzę... hmm... po prostu nie wierzę, żeby Brenna musiała z kimkolwiek rozmawiać o czymkolwiek. Już no, temat zamknięty, bo nie będziesz mi bratem krwi, a jebanym wujkiem na yule, co się dopytuje czemu jeszcze dzieciaków nie mam – prychnęła, zła na siebie, że w ogóle dała się wciągnąć w tą rozmowę, która z drugiej strony miała pewnie być tylko zaczepką, jakimś jebanym testem czy znów będzie nadawać o tym, że jednak zmieniła zdanie i chciałaby zostać panią Longbottom.

– To nie jest krzyż tylko gwóźdź, więc równie dobrze możesz sobie rozjebać palec młotkiem, męczenniku, albo przyjebać palcem od nogi w szafkę. Albo nie wiem... rzygać tak długo, aż Ci żołądek przenicuje na drugą stronę, bo zjesz jakieś gówno na mieście. Z resztą zobacz... ten gwóźdź jest na górze filiżanki, to znaczy, że będzie to krótkotrwałe, przejściowe. A tu w słońcu– podsunęła mu pod nos pierwszą, którą wybrał. – Jebaniutkie na samym dnie, co znaczy, że wiesz... ten spokój i szczęścia. Długotrwały efekt.

Odetchnęła gdy sięgnął po przedostatnią z filiżanek, przez moment zastanawiając się, czy po tej małej degustacji jej "klient" będzie dłużej sikał niż ona opowiadała mu co też w tych fusach widzi. A potem zobaczyła...

Rzut Symbol 1d258 - 5
Balon (krótkotrwałe kłopoty)


...balon. Zamknęła oczy, a jej twarz wyrażała irytację, kpinę i prawdziwie Millie nie wiedziała czy się śmiać, czy wkurwiać, rzucić filiżanką o ścianę, czy też pogodzić się z faktem, że w Warowni nawet herbata ma uszy. Już chciała powiedzieć, że już wystarczy, ze to nie ma sensu, bo każdy symbol najwidoczniej jest odbiciem ich rozmowy, kiedy usłyszała dudlenie piątej, ostatniej filiżanki. No dobrze....

– Cztery. Ten gwóźdź jest po to, żeby przebić balon. Jak widać, ja nie musze tego robić, bo los przejmie sprawy w swoje ręce. Krótkotrwałe kłopoty, też widzisz fruwa przy obrzeżu, więc to taka blotka, żadne wielkie arkana. – umilkła, szukając w jego twarzy zrozumienia dla tego co mówiła. Jak tyle przebywał z Morpheusem, żeby zacząć śpiewać ku chwale Heliosowi, to na pewno umie już rozróżniać arkana małe od wielkich. – A w ostatniej...

Rzut Symbol 1d258 - 89
Koło (dobry los/zasłużony sukces)


zajrzała i rozpromieniła się momentalnie. Finisz jednak był dobry. – Ha słońce dwa kropka zero! Koło, czyli zasłużony sukces i dobry los. Czyli... podsumowując Twój sierpień – nie jest źle, na pewno nie tak źle jak było. Los będzie Cię kopał w dupę, zawiedziesz się na kimś, będzie bolało, pojawią się jakieś przejściowe kłopoty, ale w ostatecznym rozrachunku to dobrze Erik. To dobrze, bo wypracujesz sobie zasłużoną nagrodę. A taka zasłużona, zapracowana nagroda smakuje bardziej, niż gwiazdka z nieba, nie sądzisz? – Och, chciałaby mu kiedyś opowiedzieć o tym jak w lecznicy każdego dnia walczyła o to, by otworzyć oczy, by przypomnieć sobie jak się udaje normalną na tyle, by w końcu ją wypuścili. Chciałaby mu powiedzieć jak tęskni za niebytem i jak słowa brata zabraniające jej marzyć o śmierci trzymają ją stalową kotwicą. Chciałaby. Może kiedyś.

– Jestem kiepska w fusy, ale cieszę się, intuicja podpowiada mi, że sierpień będzie dla Ciebie łaskawy. Mm... chcesz, ja... chcesz żebym zapytała o coś karty, czy masz dosyć na dziś. Mm... może babeczke? – wyciągnęła do niego ciastko, jakby bała się, że bez słodkiej zachęty Erik zaraz sobie pójdzie. Znaczy... w sumie nie dziwiła się, jakby pęcherz za moment wezwał go na ważne spotkanie, ale może jeszcze uda jej się ukraść dwie minuty.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
18.05.2024, 20:25  ✶  
— Strasznie dużo aluzji do łóżkowych zbliżeń dziś rzucasz — skomentował bezwiednie, gdy przypięła mu łatkę starszawego stryjka, który wpycha noc w sprawy młodych. Eh, zawsze był tym najgorszy. Jak żyć, pani Minister, jak żyć w takich warunkach? — Chyba faktycznie potrzebujesz jakiegoś towarzystwa. Podoba ci się ktoś z Brygady albo Biura Aurorów, kto będzie jutro na przyjęciu? To może być twoja szansa.

Przez Warownię miało się jutro przewinąć paru mężczyzn. Nie wiedział, czy na widok któregokolwiek z nich słabe serduszko panny Moody biło nieco szybciej, jednak miał nadzieję, że spędzi ten czas spokojnie. Chociaż przed wypadkiem Millie jawiła się jako osoba witająca chaos z otwartymi rękoma, tak długa rekonwalescencja mogła ją odrobinę pod tym względem naprostować... A gdyby tak jeszcze wpoiła parę takich zasad Brennie... Eh, nadzieja matką głupich. Longbottom nie miał pojęcia, co czekało gości w sadzie. Nie wiedział też, że przyjdzie mu chować się pod stołem, aby uniknąć bitwy na słodkości.

— Wielkie arkana to coś ważnego, co nie? — Uniósł pytająco prawą brew, nie wiedząc, czy dobrze kombinuje.

Może i przyjął po Morfeuszu kilka zwyczajów, jednak od wróżbiarstwa trzymał się z daleka, a zwłaszcza od jego technikaliów. To, co go pociągało w przepowiadaniu przyszłości, polegało raczej na tajemnicy tego, jak dokładnie jasnowidzowie rozeznawali się w gobelinie czasu i przestrzeni i co sprawiało, że decydowali się na podążenie za konkretną nitką, aby zobaczyć, co się może wydarzyć w przyszłości. Małe arkana, duże arkana... Podejrzewał, że łączą się z jakąś umowną wartością poszczególnych znaków, jednak trudno mu było wywnioskować, jakie konkretnie znaczenie miały ze sobą nieść.

— A więc... Zaczynam z poziomu sukcesu i w trakcie miesiąca będę się staczał coraz niżej pod wpływem nadchodzących problemów, ale koniec końców jakieś wydarzenie ponownie wywinduje mnie na szczyt? Dobrze rozumiem? — Podrapał się za uchem, zaglądając do ostatniej filiżanki po herbacie. — Jakaś cholerna pętla. Cykl odnowy jak u feniksów. Rozmawiałem jakiś czas temu o tym z Morfeuszem. A przynajmniej o czymś podobnym.

Wówczas dyskutowali raczej o postępie społecznym i zmianach w środowiskach czarodziejów na przestrzeni pokoleń, jednak motyw pętli poniekąd wpisywał się w ten schemat. Chyba że spojrzeć na ten symbol z innej strony i rozważać go w kategorii spirali, po której można było piąć się ku górze w celu osiągnięcia oświecenia lub po której spadało się coraz niżej ku nieprzeniknionej ciemności, gdzie czekał tylko ból i zapomnienie.

— Mam parę pomysłów, ale chyba nie chcę znać odpowiedzi na te pytania. Przynajmniej na tym etapie.

Uśmiechnął się słabo, mając nadzieję, że nie będzie miała mu tego za złe. Chociaż przepowiednie na nadchodzący miesiąc nie napawały go jakimś szczególnym entuzjazmem, tak przecież... Mogło być gorzej. Zawsze mogło być gorzej. A może po prostu na powrót zasłaniał się swoją własną naturę dobrotliwego człowieka i liczył, że wszystko się jakoś ułoży. Nie chciał jednak kusić losu i dopytywać o sprawy, które naprawdę były dla niego ważne. Biorąc pod uwagę, że nieubłaganie zbliżała się data wyprawy na wyspę, dopytywanie o los najbliższych wydawało się bardzo złym posunięciem.

— Zjem babeczkę — przystał na propozycję Millie, wyswobadzając słodkości spomiędzy jej palców. Wgryzł się w nią powoli, starając się niepotrzebnie nie ubrudzić. Wypieki z klubokawiarni to wprawdzie nie były, ale jak na domowe warunki i to, co na co dzień wychodziło spod ludzkich rąk w kuchni Warowni i tak wyszło całkiem nieźle. — Mmm... Dużo ci jeszcze zostało do przygotowania?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#13
18.05.2024, 23:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 23:52 przez Millie Moody.)  
– A co, porobisz mi za skrzydłowego? Zostaniesz moją swatką? – skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie rozbawiła ją wizja Erika, który narzeka na nią od lat i nagle zacząłby zachwalać jej przymioty przed jednym z zakonników, tak żeby ktokolwiek potraktował go na poważnie. – Stary ale Ty wiesz przecież kto przyjdzie. prawda? Z resztą, umówmy się nikt nie jest tak zajebisty jak Alastor. – najlepsza taktyka kłamania? Mówienie prawdy tak, żeby i tak nikt w nią nie uwierzył. – Jest najsilniejszy, najcwańszy, najwytrwalszy. Jest najprzystojniejszy i najczujniejszy. I jest bardzo czuły, gdy nikt nie patrzy. Kiedyś obiecałam sobie, że żeby to miało w ogóle sens wiesz, że jakiś chłop miałby się nadać do tego by być w moim życiu na stałe, to musi być kimś, kto byłby chociaż tak dobry jak mój brat. W łapaniu ryb, przestępców i rzuconych lentilek w locie – wymieniała płynnie. – Także widzisz, jakieś standardy jednak mam i dzięki temu umrę samotnie w starczym wieku czterdziestu lat. – Może nie powinna mówić o umieraniu, skoro rzeczywiście przed chwilą otarła się o śmierć? A może umarła, ale ktoś pozwolił jej wrócić? Nieistotne. Bez względu na te arytmetyki była spierdolona i w sumie pogodziła się już z faktem, że spierdoleni ludzie nie łapią się na happy end w domku na przedmieściach.

– Tak, wielkie arkana to te ważne. Życiowe. Kamienie milowe. Lekcje przez duże L. A małe arkana to coś tam coś tam, jest i minie. Dodatkowe... he, nie interesuje Cię to prawda? No nic, nie mam żalu, zwłaszcza po maratonie z herbatami, też bym już nie chciała mojego pierdolenia o przyszłości słuchać. – parsknęła sięgając po karty, zupełnie jakby to co mówiła nie pokrywało się z tym co zamierzała zrobić.

– Koło nie zmienia okoliczności Erik, tylko Ty wypracujesz sobie sukces. To nie los. To Twoje ręce, decyzje, działania odwrócą złą kartę. Czy tam... złego fusa. – Palce wsunęły się w stare karty, które przed laty dostała od Morpheusa kiedy jebnął ją piorun i złamała sobie obie nogi spadając z miotły. To był świetny czas w skrzydle szpitalnym. Tyle prezentów dostała, że szok! Czy wtedy umarła po raz pierwszy? Intuicja poprowadziła opuszki i wyciągnęła kartę na jutrzejszy dzień.


Rzut Tarot 1d78 - 59
Piątka Buław


Widząc piątkę buław, pięciu mężczyzn okładających się pałami bez ładu i składu powinna się zmartwić. Konflikt. Mierzenie sobie penisów, kto lepiej walnie oponenta w głowę. Tymczasem uśmiechnęła się decydując, że podejdzie do tej karty nader dosłownie. Drewniane flamingi czekały, podobnie jak jeże gotowe do zawieszenia pośród gałęzi. W spiżarce czekały ciasta niekoniecznie tak dobre jak wypieki Bertiego czy Nory, ale dostatecznie dobre, by udekorować kilku osobom twarz. Nie było sensu jednak uprzedzać faktów, zdradzać niespodzianki. Dlatego też karta powędrowała do talii, a uwaga Millie znów osadziła się na Eriku.

Wieczór upłynął im dalej na spokojnej rozmowie głównie o słodyczach i opowieściach o wspólnym pieczeniu tortu z Bottem. Tyle dobrego z tego wyniknęło, że kiedy w końcu trafiła do swojego łóżka, nikt nie musiał jej czytać, żeby zasnęło jej się całkiem szybko. Szczęśliwie, tego dnia w Warowni nie miała żadnych snów. Ani słodkich, ani tych drugich. To był dobra noc.

Koniec sesji


« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (2728), Millie Moody (3047)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa