• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[07.07.72] I tak to się żyje na tej wsi | Brenna i Thomas

[07.07.72] I tak to się żyje na tej wsi | Brenna i Thomas
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#11
24.04.2024, 19:11  ✶  
Abigail zaśmiała się, musiała jednak przyznać Brennie rację.
- Tak, ma naprawdę dobre serce, przez co chyba jeszcze bardziej się o niego martwimy. On, cóż, lubił pakować się w kłopoty, tylko po to, by nam pomóc i często wychodził na tym najgorzej. Wtedy, jak tata wylądował w szpitalu, był jedną z pierwszych osób, które się tam pojawiły, mimo, że miał chyba najdalej, do tego ciągle wspierał matkę, nawet jeśli nie wiedział, jak pomagać jej z formalnościami, albo jak rozumieć słowa lekarzy, potem został by pomóc Connorowi ogarnąć całe gospodarstwo, bo Albert miał problemy u siebie i szczerze? W pewnym momencie sama musiałam go wygonić, bo przecież ma własne życie i to na nim powinien się skupić. A jednak jest czasami w tym tak niemożliwy - narzekała, wyraźnie zirytowana. Stawiane przez nią szklanki coraz głośniej uderzały o drewniany blat.
Uśmiechnęła się jednak, gdy usłyszała o rowie.
- Może wspominał, może nie - odpowiedziała tajemniczo, widocznie lubiąc się droczyć z ludźmi.
Szybko jednak znów spoważniała.
- Thomas ci mówił, że się wszystkiego zrzekł? To dowodzi jak wielkim dobrodusznym idiotą jest. Ale trochę rozumiem. Najgorzej chyba jest pomiędzy Albertem, Connorem i ojcem. Ojciec nie jest skłonny, by dzielić rodzinny majątek, szczególnie ziemię. Connor i Albert od dziecka się tutaj wszystkim zajmowali i robią to tak naprawdę nadal, choć Albert wraz z żoną dostał jej gospodarkę, no i to tam przez ostatnie parę lat urzędował, ale to jest w tej samej wsi, więc żniwa odbywały się wspólnie, co chwila także wpadał i w czymś pomagał, bo już wcześniej ojciec trochę narzekał na stawy i - przerwała na chwilę, wzdychając i zamykając drzwi szafki. - Connor chce wszystko odziedziczyć. Albert chce trochę ziemi. Ojciec chce Alberta spłacić i zostawić ziemię nienaruszoną, Connor jest za ojcem, do tego dochodzi kłótnia kto ile powinien dostać, bo przecież część rodzeństwa pracowała tu bardzo długo nieodpłatnie, praktycznie całe swoje życie, Marnie po studiach i rozwodzie praktycznie leczyła tu zwierzęta tylko po cenie leków, Matthias zaś stwierdza, że wszystkim należy się pieniędzy po równo, bo wszyscy jesteśmy przecież rodzeństwem i nagle robi się wielki chaos, bo każdy zaczął sobie wszystko wytykać, przez co nie możemy dojść do porozumienia. Ja, Thmoas i Lizzy mam naprawdę to wszystko gdzieś, ale tylko Thomas zrezygnował z pieniędzy, gdzie ja i Lizzie zdecydowałyśmy, że kiedyś nam się jednak przydadzą, gdy będziemy już na swoim. A jeszcze Matt zaproponował, że weźmie prawnika i rozjuszył tym rodziców i Alberta, bo przecież żaden obcy gość nie będzie się mieszał w nasze rodzinne sprawy. - Poruszała ręką, głosem parodiując prawdopodobnie ojca. Potem spojrzała na Brennę i lekko się speszyła. - Przepraszam, chyba właśnie użyłam cię, by się wygadać, ale z kim nie poruszę tego tematu w rodzinie, to muszę się liczyć z ewentualną kolejną kłótnią. - Mruknęła, wyraźnie też zmęczona.
Widocznie także Thomasem, bo wcale się nie rozchmurzyła, gdy usłyszała zdawkową odpowiedź Brenny.
- Gdyby wypytanie go o cokolwiek przyniosło lepszy efekt. - Pokręciła głową, sięgając po kolorowe serwetki z szuflady kredensu.
Sekundę później coś piszącego o jasnych blond włosach wpadło na Abigail.
- Siostra! Skąd masz tę bluzkę i czemu powiedz mi, dręczycie mnie wszyscy tymi ciastkami, co? O niczym innym nie słyszę, jak tylko próg tego domu przekroczyłam, zresztą Matt zabrał mnie z dworca i zapytał, czy nie mam ze sobą żadnych wypieków tym razem, więc już dłużej, Boże, czy ty wiesz, że musiałam z nim jechać sama i nie pozwolił mi zmienić muzyki na jakąś normalną, tylko ciągle męczył tego Starmana, którego mam już po dziurki w nosie, a minęło tylko pół godziny. A i Katie jest chora, więc Margie została z nią w domu, więc Mathias przyjechał sam. - Blondynka trajkotała, po czym w końcu odkleiła się od niewzruszonej tym zachowaniem Abigail. A potem jej wzrok padł na Brennę.
- Oooo, ty musisz być koleżanką Thomasa, Brenna, prawda, mówił, że jesteś, jak się z nim zobaczyłam w kuchni. Cieszę się, że istniejesz naprawdę i Thomas nie wypisuje o swoich znajomych chcąc nas uspokoić, że ma się dobrze, a tak naprawdę nie ma. Och, czy to ta zastawa od nas na urodziny? Te kwiatki są naprawdę ładne i... - mówiła dalej, komentując każdą drobną zmianę, która zaszła w salonie, od kiedy widać ostatnio tu była.
Tuż za nią wszedł Thomas i inny mężczyzna, z dłuższymi włosami i ubrany w czarną skórzaną kurtkę, oboi z równie przepraszającymi minami.
Thomas odchrząknął, ignorując dalej mówiącą siostrę, która wyglądała teraz przez okno.
- To jest Lizzie, a to Mathias - przedstawił. Zaraz za nimi zaczęła w pomieszczeniu gromadzić się reszta domowników, w tym także wcześniej nieobecni Connor i Albert. Zaczął się widocznie znany już rytuał znoszenia kolejnych potraw i zaginionych sztućców, oraz rozsadzania się na krzesłach. Brennę Thomas usadził strategicznie gdzieś po lewej stronie stołu, koło siebie, po jej drugiej stronie przysiadła Abigail. Ojciec, nadal na wózku, usadowił się u szczytu stołu.
Złożył krótką modlitwę dziękczynną, po czym wszyscy zabrali się do jedzenia. I pierwszych rozmów.
- Jak ci się podoba u nas Brenno? - zagaiła matka Thomasa.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
25.04.2024, 10:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.04.2024, 10:06 przez Brenna Longbottom.)  
Abigail najwyraźniej potrafiła rozgadać się podobnie jak Brenna – ewentualnie bardzo potrzebowała do kogoś pogadać, a nie bardzo miała do kogo. Mogło wydawać się to paradoksalne, biorąc pod uwagę, ilu otaczało ją krewnych, ale skoro w rodzinie trwała zimna wojna, niekiedy przechodząca w nieco bardziej gorące stadia, Brenna nie do końca się temu dziwiła.
Wysłuchała słów Abigail w dość nietypowym dla siebie milczeniu, ale spoglądała na nią znad rozstawianej zastawy, wyraźnie słuchając. I pomyślała, że może to nie tylko dobroć serca – że może to też trochę wyrzuty sumienia, że oni byli tutaj i mierzyli się z takimi problemami, gdy jego wciągał inny świat i tocząca się tuż obok mugoli ukryta wojna. Wieczne rozdarcie mugolaków.
– Troszczy się o was. To normalne – powiedziała w końcu, posyłając Abigail kolejny uśmiech. – Chyba nie wspominał, ale właściwie nie jestem zdziwiona. – Jakoś nawet przez chwilę nie brała pod uwagę, że Hardwick pojawia się tutaj, aby wyszarpywać dla siebie coś z majątku. Pewnie by mógł i pewnie by mu się to przydało, bo pensję Brygadzisty miał niezłą, ale przecież nie był bogaczem, a kiedyś będzie chciał od życia czegoś więcej – własnego domu, może rodziny albo przynajmniej kupienia sobie absurdalnie drogiego samochodu. Pewnie już sięgałby po te wszystkie rzeczy, gdyby w ich świecie nie trwała wojna, która zbyt wiele rzeczy stawiała na głowie. – Hm, nie znam się za bardzo na takich sprawach, ale jeżeli mam być szczera, to chociaż wydaje mi się, że każdemu dziecko coś się należy, to nie mogę zgodzić się z Matthiasem. Więzy krwi są ważne, ale chodzi przecież o coś więcej. Jak lojalność i włożona praca. A i spłata wydaje mi się sensowniejsza niż dzielenie ziemi, ale pewnie patrzę tak dlatego, że takie są zwyczaje w mojej rodzinie.
W tej chwili Matthias jawił się jej trochę jako oportunista, który chciał skorzystać z okazji. Skoro Albert i Connor troszczyli się o to miejsce, w jej oczach nie było sprawiedliwe, aby ktoś, kto rodzinie nie pomagał, domagał się takich samych udziałów. Podziały ziemi zaś może były rozsądne, ale Brenna nie patrzyła na to oczyma mugolki – a córki rodu czystej krwi.
Każdy członek rodziny miał swoje miejsce w Warowni i dla każdego wyciągnięto by pieniądze z rodzinnego skarbca, by wesprzeć go w karierze i trudnej chwili. Ale pewnego dnia jedynym panem Warowni, z imienia właścicielem sadów i ogrodu, które ją otaczały, stanie się Erik. I Brennie nigdy nie przyszłoby do głowy, aby domagać się w tym udziału albo choćby spłaty. Z drugiej strony patrzyła też na to w ten sposób dlatego, że majątek matki i całkiem pokaże pieniądze ojca już dawno zabezpieczyły jej przyszłość – a poza tym nie sięgała wzrokiem do przodu dalej niż na kilka miesięcy, świadoma widma mroku, które nad nimi wszystkimi wisiało.
Chyba nie wierzyła, że przeżyje własnego dziadka.
– Możesz mnie bezczelnie wykorzystywać do wygadywania się, ile zechcesz. Ja zwykle nie mam oporów i trajkocę aż ludziom uszy więdną – stwierdziła, i nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo oto do środka wpadła kolejna osoba: Brenna uśmiechnęła się mimowolnie, słysząc jej trajkotanie i pomyślała, że może dlatego Thomas miał tak dużą tolerancję na nią, i to już w Hogwarcie. Przywykł. Przypominała mi wiecznie rozgadane siostry.
Z pewnością była to Lizzie od wypieków z niespodzianką. Nie musiała się nawet przedstawiać.
– Cześć, tak, to ja, myślę, że jestem całkiem istniejąca, boję się aż zapytać, bo on o mnie pisał, skoro uznaliście, że jednak jestem wymyślona – powiedziała, posyłając jej uśmiech, w momencie, w którym udało się jej wtrącić w słowotok Lizzie. – Cześć, miło was poznać – zapewniła, gdy pojawił się Thomas i dokonano kolejnej prezentacji: to była chyba jej nowa mantra.
Przy stole ścichła nieco, głównie dlatego, że ludzi wokół było mnóstwo, co nie onieśmielało Brenny może, za to skłaniało do pewnych obserwacji. Podczas modlitwy skłoniła lekko głowę, bo może nie była to jej modlitwa i jej Bóg, ale mogła okazać szacunek ich wierzeniom: zresztą, czy w ostatecznym rozrachunku i on nie był po prostu towarzyszem bądź innym obliczem Pani Księżyca?
– Bardzo ładny dom i gospodarstwo, pani Hardwick. Miałam okazję zobaczyć na razie tylko kawałek ogrodu, ale jest świetny – zapewniła wesoło znad swojego talerza, kiedy zagadnęła ją matka Thomasa. – Thomas mówił, że muszę też koniecznie zobaczyć traktor.
Może tym razem nie spróbuje jej zabić.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#13
15.05.2024, 22:48  ✶  
Abigail polubiła Brennę. Powoli rozumiała, czemu Thomas ją do nich zaprosił, jako pierwszą czarownicę, którą dane im było poznać, oczywiście poza nim samym. Była miła i widać było, że troszczy się o jej brata, który brutalnie został na wielu płaszczyznach odcięty od rodziny Hardwicków. Dobrze było widzieć, że miał kogoś przy sobie, przez co nie czuł się tak samotny. Abigail najbardziej się tego obawiała.
- Wolałabym by zatroszczył się o siebie. Czasem przydałoby się mu trochę zdrowej samolubności. Nie wiem, czy mogę o to ciebie prosić, ale po prostu zadbaj trochę, by o tym pamiętał. - Westchnęła, przeczesując miodowe włosy, które pozostawiła w jeszcze większych nieładzie, niż wcześniej był.
Uniosła brwi, gdy usłyszała zdanie kobiety, Znów się uśmiechnęła, tym razem patrząc w stronę pokoju, gdzie przebywał Matthew.
- Mówisz to samo, co ojciec, nie każde jednak się z nim zgadza. Najgorsze, że trochę rozumiem każde z nich. Prawie wszyscy włożyli w to miejsce wiele serca, pomagali od najmłodszych lat. Wszyscy kochamy to miejsce, a jednocześnie trochę go nienawidzimy. Sama myślę o tym, by jak najszybciej się stąd teraz wyrwać. Tak naprawdę reszta jest do ugłaskania, ale najgorzej jest pomiędzy Albertem i Connorem. Albert jest pierworodnym, ale ma gospodarkę po żonie, Connor za to zajmuje się tym miejscem głównie, ale wiesz, jest najmłodszym z braci. To oni najgorzej się kłócą. Reszta potem do nich dołącza i robi się jeden wielki chaos. Z tego co wiem, masz brata, prawda? Wiesz więc pewnie, że niewiele wystarczy do kłótni, a teraz? Lepiej nie mówić. - Uśmiechnęła się krzywo.
Na przyzwolenie do wygadania się, w jej oczach zapaliły się wesołe ogniki.
- O, słuchaj, jeśli oczywiście możesz i chcesz, też możesz narzekać mi na mojego brata, bo doskonale wiem, że święty nie jest. Mogę ci podać adres, przynajmniej ten tutaj, bo nie wiem gdzie skończę za parę miesięcy, ale wiesz. Po prostu, chcę jak najbardziej uczestniczyć w tym, co dzieje się u Thomasa. W tym jego świecie. Zrozumieć, nawet jeśli on się tego boi. - Zastanawiała się, czy Brenna będzie wiedzieć, o co jej chodzi. Ciekawość, troska, miłość. Wszystko to kryło się za tą prośbą, która mogła nie być tak naprawdę tak prosta do spełnienia.
Thomas cieszył się, że na razie wszystko przebiegało w miarę w porządku. Brenna poznała całą jego najbliższą rodzinę, wszyscy zachowywali się w miarę cywilizowany sposób i mógłby to zaliczyć do całkiem miłych wieczorów. Prawie odetchnął z ulgą. Prawie.
- Dziękuję bardzo. - Mama Thomasa uśmiechnęła się na słowa Brenny. - Nawet nie wiesz, jak ciężko było utrzymać ten dom w całości przy tej gromadzie dzieci, ale w nie żałowałam ani jednej pomalowanej ściany czy rozkopanej grządki. Teraz jak na nich patrzę, trochę tęsknię gdy te ściany tętniły życiem, ale nawet nie wiesz jak się cieszę, gdy widzę, gdy zakładają własne rodziny. Powiedz mi, statkujesz się? Czy jednak jak Thomas unikasz tematu jak ognia? - Pioruny które posłała Thomasowi pani Hardwick sprawiły, że prawie zakrztusił się sokiem, który właśnie pił.
- Mamo, możesz zmienić temat?
- Mówiłam? - uniosła brwi, w geście potwierdzenia.
- Pierwszy raz widzę, by miastowa tak była zainteresowana sprzętem. U was takich nie macie? - zapytał za to ojciec Thomasa, wyraźnie ciekaw. To zdziwiło Thomasa, który wcale tego nie ukrywał. Matthew wcześniej rzadko interesował się światem czarodziejów. A już na pewno mało kiedy zdawał o niego pytania.
I może wieczór skończyłby się na krępujących pytaniach i pozytywnych zaskoczeniach. Ale nigdy nie było tak łatwo. Thomas wiedział, że moment, w którym Albert postawił na stół butelkę mocnego alkoholu, to moment w którym wszystko się sypnie. Zawsze tak się zaczynało. Grzecznie odmówił kieliszka, wiedząc, że woli dziś utrzymać trzeźwość umysłu, ojciec, Albert i Connor jednak nie odmówili. Mama wyjęła jakieś lżejsze wino, proponując je reszcie. Skusiła się Samantha, Lizzie i Abigail, która stwierdziła, że na trzeźwo tego nie zniesie. Nie pochwalał jako starszy brat, ale rozumiał.
Zaczęło się niewinnie.
- A ja ci mówię Connor, nie uciągniesz tego sam bez pomocy, już teraz ledwo dajesz radę, codziennie to jestem by ci pomóc. Odstąp trochę ziemi, to będzie ci łatwiej - Albert widać nie zamierzał dziś dac im spokojnego wieczoru.
- A ja ci za to mówię, że ogarnę i masz się nie wtrącać - młodszy z braci warknął, wyraźnie poirytowany.
- Ziemi nie dzielę. Koniec kropka. Jak masz z tym Albert problem, to może trzeba było trzymać się tego co twoje, a nie uciekać na obczyznę. - Thomas westchnął i spojrzał niemal błagalnie w górę. A potem przeniósł wzrok na Brennę i pokręcił głową.
- Nadal jestem za wezwaniem do tej sprawy profesjonalisty, który pomógłby nam zgodnie z prawem…
- Och tak, zgodnie z prawem, czy tak, żeby to cośmy w tą gospodarkę włożyli się nie liczyło, gdy ty wyjechałeś do wielkiego miasta i się na nas wypiąłeś?
- Własnymi rękami zbudowałem własny biznes, nie potrzebując pomocy nikogo z was…
- A co zarabiało na twoją szkołę, co? Oczywiście, że gospodarka…
- Na twoją tak samo, więc nie wiem, czemu teraz mi robisz wyrzuty
- Należy mi się coś z tej ziemi, która do tej pory obrabiałem…
- Tak, możesz dostać pieniądze, bo nic więcej.
Członkowie rodziny zaczęli się przekrzykiwać. Matka Thomasa wstała od stołu i poszła w stronę kuchni, nikt sobie jednak nic z tego nie robił. Tomek spojrzał przepraszająco na Brennę, nie bardzo wiedząc, co ma ze sobą tak naprawdę zrobić. Abigail wzięła duży haust ze swojego kieliszka.
- Wiedziałem, że tak będzie, nie powinienem był cię jednak zapraszać, bo przecież musiało się tym skończyć, jak zwykle - westchnął i przetarł twarz dłonią, wyraźnie tym zmęczony.
- Czy możecie przestać się wykłócać, gdy mamy gościa? - Próbował złagodzić sytuację, to jednak nie pomogło.
- A ty jak zwykle, nigdy cię w tym domu nie było, a teraz nagle wielki mediator i dobroczyńca. Jak zrezygnowałeś z majątku, to się chociaż nie wtrącaj, bo i tak nic nie rozumiesz. Trzymaj się tych swoich ludzi i daj sobie może w końcu spokój - Albert widać dziś nie szczędził frustracji.
Zabolało. Thomas zamilkł, patrząc w talerz
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
19.05.2024, 12:19  ✶  
– To prawda. I jasne, postaram się dać Thomasowi lekcję ze zdrowej samolubności – obiecała Brenna, oczyma wyobraźni nawet już widząc samą siebie przy tablicy, z dużą ilością kolorowych pisaków i karteczek. Takiej, jakiej czasem używali, kiedy próbowali rozwikłać jakąś sprawę. – Hm… obawiam się, że mój brat niezbyt umie się ze mną kłócić – powiedziała Brenna, posyłając dziewczynie niemalże figlarny uśmiech. Może była to wina ugodowej natury Erika, może tego, że od małego słyszał, że ma zaopiekować się siostrą, która odkąd zaczęła raczkować, ciągle robiła coś przyprawiającego starszych o apopleksję, a może kwestia, że Brenna wcale nie była dziewczynką dobrą do szpiku kości i kiedy chciała, umiała całkiem dobrze swoimi bliskimi manipulować. Na szczęście dla wszystkich: chciała to robić bardzo, bardzo rzadko. Relacje rodzinne u Hardwicków za to wydawały się bardzo skomplikowane, a Albert jawił się Brennie jako coraz mniej sympatyczny człowiek. Nie chciała jednak komentować tego na głos do jego siostry: była w końcu kimś z zewnątrz i nie ogarniała też pełnej historii.
– Się rozczarujesz, nie za bardzo mam na co narzekać w przypadku Thomasa, ale nie ma sprawy, mogę czasem napisać do ciebie list i zrelacjonować, co ciekawsze wydarzenia.
Na przykład o tym, jak przebierze się za Alicję, chociaż to była na razie pieśń przyszłości, której Brenna jako widmowidz, nie jasnowidz, nie mogła przewidzieć. Zdawało się jej jednak, że akurat ta siostra bardzo troszczyła się o Thomasa i bodaj jako jedyna faktycznie zupełnie nie dbała o to, że Hardwick należał teraz bardziej do świata czarodziejów niż tego mugolskiego.
*
– Mogę sobie wyobrazić. Moja mama pomagała wychować nie tylko mnie i mojego brata, ale też moje kuzynki: ich matki zmarły bardzo wcześnie, a tata miał prawie samych braci, więc ona była właściwie jedyną kobietą w rodzinie. Do tej pory się dziwię, jak dała sobie radę z całą naszą gromadą – odparła Brenna pani Hardwick, kiedy ta wspomniała o tym, jak trudno było utrzymać dom z taką masą dzieci. A Elise miała przecież łatwiej, z magią i skrzatem domowym na podorędziu, chociaż Brenna przeczuwała, że nie było to dla niej proste: cztery dzieciaki w domu, piąty często podrzucany, wszyscy ojcowie pracujący w magicznej policji. I w przeciwieństwie do Thomasa uśmiechnęła się tylko na pytanie o to statkowanie się. Słyszała je już nie raz i nie dwa, chociaż jej ojciec chyba doskonale rozumiał, że wojna pewnym rzeczom nie sprzyja, a matka… zaczęła godzić się z losem. – Obawiam się, że praca pochłania większość mojego czasu i raczej jest mi pisany los starej panny – powiedziała, na tyle pogodnie, że nie wydawało się, że choć trochę jej to przeszkadza. Bo nie przeszkadzało: tak naprawdę przecież nie wierzyła, że będzie jej dane dożyć starości.
– Widziałam taki sprzęt, ale zwykle z daleka. – W Dolinie w końcu mieszkali także mugole. - Tylko raz z bliska, ale był trochę stary, i hm, okazał się uszkodzony.
A konkretnie kuzyn Aveliny go uszkodził magią, bo nie wzięli go na przejażdżkę…
Czy Brenna spodziewała się, że awantura prędzej czy później wybuchnie? Tak. Thomas ją ostrzegał, a ona, choć w ich rodzinie konflikty występowały rzadko, była świadkiem paru z nich i aż za dobrze wiedziała, jak wygląda rodzinna sytuacja kilkorga przyjaciół. Nie wspominając już o częstych wezwaniach, w których dwadzieścia osób wyciągało różdżki przy rodzinnym obiedzie, bo On Nie Powinien Mówić Takich Rzeczy O Naszej Doreen.
Miała ochotę powiedzieć wiele rzeczy, zwłaszcza kiedy Albert naskoczył na Thomasa. Ugryzła się jednak w język, w pełni świadoma, że mogłaby tylko pogorszyć sytuację Hardwicka, chociaż naprawdę poczuła, że pan domu powinien po prostu spisać testament i kazać się najstarszemu synowi chrzanić. Pewne sprawy rodzinne były jednak zbyt skomplikowane. Zamiast tego wyciągnęła tylko rękę, by poklepać Thomasa po dłoni.
– Nie przejmuj się, jestem w końcu twoim człowiekiem, tak? – mruknęła do niego, pochylając się lekko. Trzymaj się tych swoich ludzi… Cóż, żadne z nich faktycznie nie zwróciłoby się do niego w ten sposób. W obliczu śmierciożerców czy wściekłej rodziny, nic się nie zmieniało. – A on jest zazdrosny – dodała, te słowa już wypowiadając bardzo cicho, tylko do niego, zanim się odsunęła.
W Albercie Hardwicku tym, co widziała, była bowiem zazdrość.
Nawet nie pazerność. Gdyby był pazerny, wziąłby po prostu pieniądze: ale on chciał ziemi, mając swoją własną, wyraźniej nie mogąc znieść myśli, że miałby ją dostać najmłodszy, nie najstarszy syn, nawet jeżeli to ten najmłodszy tu pracował.
I szła o zakład, że gdzieś w Albercie tkwiła zazdrość i o to, że Thomas miał dostęp do świata, który dla niego na zawsze był niedostępny. Że kiedy on pracował na roli, jego brat chodził do szkoły, o jakiej w dzieciństwie obaj słyszeli w baśniach.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#15
23.05.2024, 16:33  ✶  
Matka Thomasa widać była całkiem zadowolona, że nowo poznaną dziewczyną można było porozmawiać na przyziemne tematy. Bała się trochę, że nie będzie umiała znaleźć tematu z pełnoprawną czarownicą, że różnili się zbyt bardzo, a jednak może się myliła. Z uśmiechem słuchała o matce Brenny, czując, że może by nawet się zrozumiały.
- Mi pomagała teściowa, przynajmniej dopóki żyła, więc nie byłam jedyna, zresztą, moje dzieci potrafiły też zadbać o siebie nawzajem, więc muszę sobie wyobrazić, jak samotna była twoja mama. Myślę jednak, że robiła co w jej mocy, by było wam jak najlepiej. Wiem po sobie. - Spojrzała na swoje pociechy, w jej oczach, które otaczały drobne zmarszczki, widać jednak było troskę i smutek.  Martwiła się o los swoich dzieci, jak każda inna matka.
- Nie mów nigdy moja droga. Wierzę, że ani ty, ani mój drogi Thomas nie skończycie samotni. Praca jest ważna, ale kiedyś usiądziecie przy pustym stole i zdacie sobie sprawę, że wcale nie najważniejsza.
Thomas wydawał się słyszeć już tą wypowiedź kilka razy, po spojrzał jedynie porozumiewawczo na Brennę.
- Widzisz mamo, czasami po prostu ma się w życiu inne priorytety. I nie martw się o pusty stół, są inni ludzie, którymi zawsze można go wypełnić.
Jeszcze jakiś czas temu wale by tak nie twierdził, przebywanie z Longbottomami uświadomiło mu, że są różne rodzaje bliskich relacji, takich, które wcale nie kończyły się na pokrewieństwie. Na początku trochę czuł się z tym dziwnie, z czasem jednak zrozumiał, że przyjaźń może być cenniejsza niż cokolwiek innego.
- Zresztą, mamy jeszcze czas. Podobno miłość nie zna wieku i tego się będę trzymać. - W końcu chciał poczekać na kogoś naprawdę wyjątkowego. Przez chwilę nawet myślał, że kogoś takiego znalazł, ale, ach, skomplikowane to wszystko się stało. Tak przynajmniej sobie powtarzał.
- Zapewniam cię, że nasza maszyna jest w pełni sprawna. A ktoś spróbowałby o to nie zadbać. Tomek może cię nim pewnie przewieźć, niech sobie przypomni jak się tym jeździ, bo kto wie, co mu się w życiu jeszcze przyda - tata Thomasa spojrzał wymownie na syna znad krojonego jedzenia. Jakby młodszy Hardwick mógł kiedykolwiek zapomnieć umiejętność, którą pojął w wieku kilku lat i o której nikt w tym domu nie dał mu zapomnieć.
Wywrócił jednak tylko oczami, nie chcąc być tym, kto zacznie dziś słowne przepychanki.
- Możemy po obiedzie wyjść i ewentualnie wyjechać na pole - cóż, mieli się podobno do traktorów nie zbliżać, ale widać ten plan jednak został porzucony.
Albo i nie, bo Thomas poczuł,że może jednak czas się stąd jak najszybciej zmyć. Posłał Brennie dziękczynny uśmiech, wiedząc, że chciała go pocieszyć, trudno jednak było mu zachować pogodę ducha w tej chwili. Zresztą chyba nie tylko jemu.
Lizzy wstała nagle i walnęła z otwartych dłoni w stół, mając już chyba kompletnie dość tego, co się działo. Przywołała tym nawet panią domu,która przyszła z kuchni sprawdzić, jak się mają sprawy.
- DOŚĆ!- krzyknęła młoda dziewczyna, patrząc po wszystkich z załzawionymi oczami. - Słyszę to samo już któryś raz z kolei. Mam tego serdecznie dość! Ciągle ta sama śpiewka, ciągle kłócicie się o to samo, gdy ja chcę po prostu spędzić radośnie czas z rodziną. Nie umiecie się nawet powstrzymać w momencie, gdy Thomas przyprowadza do domu dziewczynę! - Thomas chciał to jakoś skomentować, umilkł jednak widząc sunące po twarzy siostry łzy. - Wiecie co, w tym momencie, chciałabym, by nie było o co się kłócić, byłby w końcu święty spokój - rzuciła, po czym chwyciła alkohol z blatu i wybiegła z pomieszczenia, sądząc po trzaskaniu drzwi, również z domu.
Thomas ukrył twarz w dłoniach.
- Świetnie - mruknął, po czym poczuł nagłe szarpnięcie rękawa. Spojrzał na przestraszoną Abigail i zmarszczył brwi. Najmłodsza z Hardwicków mówiła cicho, Brenna jednak mogła spokojnie ją usłyszeć.
- Thomas, ona zabrała moją zapalniczkę - wypaliła, zerkając nerwowo na drzwi. Tomek zamrugał, spojrzał na Brennę, zastanawiając się, czy może i ona zaczęła łączyć te same fakty, po czym zerwała się nagle z krzesła, wybiegając przed dom.
Miał bardzo złe przeczucia.
- Lizzy?! Hej, młoda, gdzie jesteś?!- zawołał, rozglądając się gorączkowo. Nie zauważył jednak małego błysku dochodzącego ze stodoły, który wydawał się bardzo niepokojący, biorąc pod uwagę aktualne fakty.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
24.05.2024, 15:03  ✶  
- Myślę, że żadne z nas nie może narzekać. Miała pomoc, ale poradziła sobie najlepiej, jak mogła. Obawiam się, że niektórzy z nas byli... trochę trudni do opanowania - powiedziała Brenna, uśmiechając się mimowolnie, bo najtrudniejsza do opanowania z tej całej gromady była przecież bez wątpienia ona. Erik nawet jako dzieciak był dość spokojny, Mavelle spędzała z nimi dużo czasu, ale nie mieszkała w Warowni na stałe, Dani była uroczym, wesołym dzieckiem, a Lucy raczej trzymała się odrobinę z boku i nie miała dość energii na wszystkie zabawy, słabsza fizycznie od kuzynostwa.
- Mam szczęście, pani Hardwick. Mój stół nigdy nie bywa pusty - dodała, i chociaż uśmiechała się dalej, to w istocie było poważne stwierdzenie. Brenna wiedziała, oczywiście, że jej przyjaciele i krewni urządzą sobie pewnie w większości życia, ale chyba wierzyła, że dopóki chodzi po tym świecie, to część z nich przynajmniej nie zapomni o niej zupełnie. Czy było to naiwne? Może. Czy wiele osób pożałowało takiego podejścia? Pewnie tak. Ale często i ci, którzy mieli partnerów i dzieci, kończyli na starość samotnie.
Brenna nauczyła się już, w życiu różnie splatają się ścieżki.
– Brat mnie zabije, jeśli dowie się, że zbliżyłam się do traktora – roześmiała się jeszcze tylko, zanim skupiła się na jedzeniu. Bo cóż, mimo ostatnich, mało przyjemnych, traktorowych przygód, Brenna była gotowa wsiadać na traktor znowu i spróbować, czy szczęście i tym razem postanowi sobie z niej zakpić.
*

A potem… cóż.
Zaczęła się awantura, i tak jak Brenna cudem utrzymała język za zębami, tak nie udało się to Lizzy. I nie żeby się jej specjalnie dziwiła, podobnie jak wykrzyczanym słowom, ale ledwo chwilę później one, pochwycony alkohol i zapalniczka ułożyły się w mało przyjemny obraz.
Te krzyki? Wpływ emocji. Zabrany alkohol? Chciała się napić i znieczulić. Zapalniczka? Planowała zapalić.
Być może.
A może te wszystkie sytuacje doprowadziły ją do ostateczności: alkohol był paliwem, zapalniczka miała pozwolić podłożyć szybko ogień w kilku miejscach, krzyki świadczyły o tym, że w dziewczynie pękła jakaś tama. Brenna i Thomas widywali już takie rzeczy w swojej pracy. Gdy pozornie błaha sytuacja sprawiała, że następował niespodziewany wybuch. I dlatego poderwała się za stołu i wypadła na zewnątrz zaraz za Thomasem. Przystanęła na progu, nie nawołując, za to rozważając przez moment, jak bardzo durne będzie zmienienie się w wilka, aby wywąchać uciekinierkę.
Chyba jednak nie było to konieczne.
– Thomas?! – zawołała krótko, by zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, nim sprintem pognała w stronę blasku, odruchowo ładując dłoń do kieszeni w poszukiwaniu różdżki. Bo może to był tylko błysk słońca i nie działo się tam nic wielkiego, ale… ale ta zapalniczka…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#17
30.05.2024, 17:46  ✶  
Czy spodziewał się, że ten dzień potoczy się tak a nie inaczej? Tak. Spodziewał się kłótni, oraz jakiejś dodatkowej katastrofy, nawet w miarę typował, kto do niej doprowadzi i dużo się nie pomylił. Miał oczywiście nadzieję, że dodatkowy gość trochę uspokoi sytuację, nie była jednak ona zbyt wielka.
A jednak nadal, biegnąć przed budynek czuł w sercu ogromny zawód i strach. Nie tylko o swoją siostrę i to, jaki plan powstał w jej małej głowie, ale także o to, co się teraz stanie z jego rodziną. Czy pogodzą się w końcu, czy nadal będą się żreć jak przekupki na targu, a  on będzie się na to z bezsilnością patrzył. I chyba to go najbardziej gryzło. Że nie potrafił nic z tym zrobić, jakoś tego naprawić, posklejać naruszone więzi.
Przez chwilę nie wiedział, co robić, zagubiony w sytuacji, która chyba powoli zaczyna go przerastać. A potem usłyszał wołanie Brenny, spojrzał w tamtą stronę i poczuł, jak coś kurczy mu się w żołądku.
- Cholera - wydusił tylko, zanim nie ruszył w stronę stodoły w której było zdecydowanie za dużo siana. Nie było tam zwierząt, jedynie zebrane do tej pory i pozostałe z poprzedniego roku plony, to jednak nie sprawiało, że jej spłonięcie nie byłoby dotkliwe. Szczególnie, jeśli ogień miał się rozprzestrzenić.
Dopadł do budynku, zatrzymując się łapiąc za framugę drzwi, po czym rozejrzał się w środku, próbując przebić panujący na dworzu półmrok, oznaczający powoli kończący się dzień. Poczuł zapach alkoholu i znów dostrzegł błysk, tym razem znacznie większy, gdy jego siostra zapaliła w końcu kupkę suchej trawy, która zajęła się niemal błyskawicznie.
- Lizzie! - krzyknął, wyciągając siostrę z budynku i  przytulając ją, patrząc, jak płomienie rosną, emanując coraz mocniejszym żarem.
Odciągnął ją dalej, po chwili zaś miał różdżkę w ręku, próbując wyczarować wodę, którą mógłby zgasić na razie mały jeszcze pożar. Słyszał, jak raz za razem trzaskały kolejne drzwi, a w oddali słychać było kroki, mówiące o tym, że  reszta rodziny też zaczęła zdawać sobie sprawę, że zadziało się coś niepokojącego.
Pierwsi dobiegli do nich Abigail i Matthias. Najmłodsza z rodziny objęła siostrę, mówiąc coś do niej, brat zaś patrzył przez chwilę na całą sytuację w szoku, po czym puścił się pędem w stronę studni.

Na wyczarowanie strumienia wody
Rzut PO 1d100 - 22
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#18
30.05.2024, 21:21  ✶  
Brenna spodziewała się bardzo wielu rzeczy. Napiętej atmosfery, strachu przed czarownicą lub niechęci do niej, podejrzewania ich o bycie parą, wypytywania, kłótni rodzinnych, być może rękoczynów. Była zdecydowana robić dobrą minę do złej gry niezależnie od tego, co się stanie. Długo szło lepiej niż przewidywała, a i później, gdy zaczęła się awantura, nic nie przekraczało progu jej wytrzymałości – żal jej było Thomasa, bo Albert zdecydowanie nie powinien w ten sposób traktować brata. Trzeba było jednak przyznać, że absolutnie nie oczekiwała próby podpalenia.
Przemknęła sprintem przez podwórze, ale chociaż biegała szybko, a w takich sytuacjach, gdy ktoś był zagrożony, dostawała cudownego przyspieszenia i mogłaby iść w zawody z olimpijczykami biorącymi udział w wyścigach na krótkie dystanse, i tak nie zdążyli dopaść stodoły dostatecznie szybko. Lizzie podpaliła już siano, a alkohol, sucha podpałka i zapalniczka, to wszystko było bardzo niebezpieczną mieszanką.
Zaklęła pod nosem, ale przynajmniej Thomas zdołał wywlec Lizzie na zewnątrz. Niestety, najwyraźniej wzburzenie sprawiło, że nie zdołał zgasić pożaru, niewielkiego, ale narastającego i wypełniającego wnętrze dymem. Brenna więc też niewiele myśląc wpakowała się do środka, akurat w momencie, w którym dobiegli do nich Abigail i Matthias, i odciągnęli dziewczynę. W jej dłoni także pojawiła się różdżka. Pomyślała, że ma cholerną nadzieję, że jednak cała rodzina Hardwicka wie, kim ten jest, albo że nie wpadną do środka, i nie zobaczą, co robi – bo przyjdzie im wzywać tu ekipę do czyszczenia pamięci – ale nie mogła przecież tak po prostu pozwolić pożarowi rozprzestrzenić się. Spróbowała więc zrobić dokładnie to samo, co wcześniej Thomas: wyczarować strumień wody, by zacząć gasić szybko rozprzestrzeniający się ogień.

Rzut W 1d100 - 87
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pies policyjny
Live fast,
pet dogs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Tomasz przede wszystkim jest wysoki, nawet bardzo. Ma 192 centymetry wzrostu więc nietrudno go zauważyć w tłumie. Nie mówiąc już o tym, że prawie zawsze oślepia uśmiechem. Jego włosy przyjmują barwę bardzo ciemnego blondu, jego oczy są niebieskie, na twarzy często widnieje zarost - uważa, że tak wygląda przystojniej. Jest dość dobrze zbudowany. Zwykle ubiera się w stonowane kolory, jeansom często towarzyszy sweter lub koszulka z kołnierzykiem, rzadko sięga po koszule, które według niego są strasznie niewygodne. Podczas słonecznych dni towarzyszą mu jego ulubione okulary przeciwsłoneczne, w te chłodniejsze ukochana skórzana kurtka z brązowej skóry. Można czasem wyczuć od niego dym papierosowy, znacznie częściej jednak przesiąka zapachem kawy oraz swojej wody kolońskiej o nucie lawendy i cedru.

Thomas Hardwick
#19
07.06.2024, 15:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2024, 16:42 przez Thomas Hardwick.)  
Wiedział, że czasami wymagał od życia przy dużo, miał jednak gdzieś myśl, że może spędzenie jednego, spokojnego dnia z rodziną, to jednak nie aż tak wymyślne wymagania. Widać się mylił.
Czuł się, cóż, źle. Tak bardzo chciał, by jego rodzeństwo i rodzice dogadywali się między sobą, dogadywali się przede wszystkim z nim. A z każdym takim spotkaniem, wydawało mu się, że to jednak nie do końca możliwe.
Chyba trochę rozumiał, co popchnęło Lizzie do zrobienia tego, co w chwili widać złości strzeliło jej do łba. On także widząc żrącą się rodzinę miał ochotę spalić wszystko w cholerę, przez co zniknąłby powód do kłótni. Słyszał, jak jego młodsza nadal zanosi się płaczem, zdając sobie sprawę, jak bardzo kochała każdego z Hardwicków. Tak samo jak on.
Chyba przygniotło go właśnie w tej chwili, na tyle, że nawet jego magia w tej chwili zawiodła.
Czuł narastającą w sercu gulę, zastanawiając się, czy to nie lepiej, zaraz jednak do akcji wpadła Brenna, która niemalże w chwilę opanowała sytuację, wyczarowując z różdżki strumień na miarę porządnego węża strażackiego.
Mathias nawet nie zdążyć wrócić z pierwszym wiaderkiem, gdy po pożarze zostało jedynie mokre, nadpalone siano i trochę wody.
Dało się słyszeć głębokie odetchnięcie, oraz uderzenie metalowego wiadra o ziemię.
- Było niebezpiecznie - powiedział mężczyzna, patrząc na resztę rodziny, która powoli się przy nich zbierała.
Connor i Marnie zaczęli natychmiast oglądać straty, oceniając, czy są poważne, Abigail dalej pocieszała Lizzie, która powoli się uspokajała, mama ich wszystkich po prostu na nich patrzyła, trzymając rękę przy ustach, samej mając łzy w oczach.
Albert przyglądał się wszystkiemu, stojąc dalej, jakby bojąc się w to wszystko zaangażować, na ganek zaś wyjechał w końcu ojciec, któremu towarzyszyła Samantha i zaciekawione dzieciaki, którym zapewne ktoś zabronił się zbliżać.
- Dzięki - powiedział w końcu Thomas do Brenny, lekko zachrypniętym głosem, przerywając ciszę, która na chwilę zapadła. A gdy ta została przerwana, Cassandra w końcu nie wytrzymała.
- Tak nie może być - zaczęła z lekko łamiącym się głosem, ale zapewne na tyle głośno, że każdy ją słyszał. - Koniec tego! Nie godzę się na dalsze rozrywanie tej rodziny. MATTHEW! JUTRO DZIELISZ WSZYSTKO NA PIŚMIE. Będzie tak jak ojciec zadecyduje. Komuś się nie podoba? Trudno. To będzie jego decyzja, którą następnie potwierdzi notariusz - tu spojrzała na Mathiasa.
Westchnęła ciężko.
- Wróćmy może do domu? Uspokoimy się trochę?
- My wrócimy do siebie - odparł sucho Albert, idąc w stronę samochodu. Zaraz za nim, widać z ponurą miną, ruszyła Samantha z ich synem, który pożegnał się z resztą machając ręką. Znów zapadła cisza, w której wszyscy chyba przetrawiali zachowanie najstarszego z synów.
Chmury, które wcześniej już zaczęły się nad nimi gromadzić, zaczynały przybierać coraz ciemniejszą barwę, osiągając na horyzoncie niemal granatowy kolor. Zbierało się na burzę. Nie, żeby ta nie przeszła właśnie przez życie Thmoasa, choć w trochę innej formie.
- Jesteś jeszcze głodna? - zapytał Brennę, nie mając pojęcia, czy woli już po tym wszystkim wracać do domu, czy jednak może Hardwickowie nie zrazili jej do siebie kompletnie. Zrobią tak, jak będzie chciała.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#20
08.06.2024, 09:09  ✶  
Gdyby jej nie wyszło, chyba mogłaby wrzucić różdżkę w ogień - Thomas wywlekał z płonącej stodoły siostrę, nic dziwnego, że ciężko było mu rzucić zaklęcie, ale ona nie miała takiej wymówki. Na całe szczęście tym razem nie powtórzyło się Beltane, gdy stała sobie i próbowała czarować, i nic się nie działo, dzięki czemu w majątku Hardwicków nie doszło do wielkiego pożaru.
Odsunęła się na bok, nie chcąc przeszkadzać teraz rodzinie, ani w ocenianiu szkód, ani w ewentualnym ciągu dalszym kłótni. Starała się nie patrzeć na Lizzie, chociaż w głębi ducha uważała, że to chyba moment, aby rodzina rozważyła kontakt z jakimś specjalistą. Może doprowadzano ją do ostateczności, ale mogła doprowadzić do wielkiego pożaru, utraty dorobku życia, pozbawić rodziców i brata źródła utrzymania, a i ktoś mógłby ucierpiec gdzieś po drodze.
Ale o ile to był naprawdę okropny dzień dla Hardwicków, to Brenna tak naprawdę widywała już większe awantury. I naprawdę rzadko czuła się gdziekolwiek niezręcznie, więc to nie tak, że to wszystko jakoś źle wpływało na nią. Współczuła za to okropnie Thomasowi i jego rodzicom. Nie była pewna, komu bardziej: ojcu, który chorował, a dzieci tłukły się pomiędzy sobą o schedę, czy matce, którą rodzinna awantura musiała przytłaczać i ranić jej serce.
Kątem oka wyłapała, że Albert rusza do auta. Dobrze, był ostatnią osobą, która była tutaj potrzebna. Mogła zrozumieć, że jako najstarszy syn chciał udziału w majątku, ale wiele wskazywało na to, że kierowała nim bardziej duma niż pragnienie sprawiedliwości.
Wychowywano Brennę w przekonaniu, że rodzina jest ważna, w domu, w którym pielęgnowano rodzinne więzi aż do przesady. Ale jednocześnie wiedziała, że sama krew to nie wszystko: że bez lojalności jest się tylko krewnymi, nie rodziną, i że są rzeczy, których nie powinno się akceptować nawet u brata czy siostry.

Ona sama też nie była tutaj potrzebna, dlatego zawahała się na mgnienie, kiedy Thomas zapytał, co dalej. Miała wrażenie, że Hardwickowie mogą po tym wszystkim woleć zostać w rodzinnym gronie. Ale też z dużym prawdopodobieństwem on nie chciał uciekać stąd jak Albert, kiedy zrobiło się gorąco, w dosłownym i przenośnym sensie, a gdyby ona oceniła, że się zbiera, czułby się zobowiązany jej towarzyszyć.
- O co ty pytasz, Thomas - zdziwiła się więc, zadzierając na moment głowę, by spojrzeć na gromadzące się na niebie chmury. - Ja zawsze jestem głodna.


Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (5390), Thomas Hardwick (7418)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa