Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV
Thorana Yaxleya odgrywa Brenna.
Na podstawie tej kości
Posiadłość Yaxleyów
Oczywiście, że Thoran Yaxley przybiegł, gdy Geraldine zaczęła krzyczeć.
Był w końcu jej bratem.
Jej bliźniakiem.
Drugą połową jej samej.
Ich życia były ze sobą splecione. Na zawsze.
A przynajmniej dopóki oboje pozostawali na tym świecie.
Znalazł się w pokoju jako jeden z pierwszych. Spoglądał na Geraldine wyraźnie zaniepokojony, rzucił się nawet do okna, rozsunął zasłony, i sprawdził, czy przypadkiem ktoś nie wszedł tędy do pokoju. Po prostu wzór braterskiej troski i miłości!
– Nikogo tu nie ma, Ger, okno jest zamknięte, do domu nie mógłby wejść nikt obcy, na korytarzu nikogo nie zauważyłem, musiało ci się coś przyśnić – oświadczył w końcu, a potem obrócił się na zbiorowisko, powstałe w pokoju, na ludzi szeptem wymieniających między sobą uwagi i do nich zwrócił się już znacznie mniej przyjemnym tonem. - I po co kurwa robicie takie zamieszanie? – spytał, przybierając najbardziej odpychający wyraz twarzy, jaki tylko się dało. Taki już był Thoran: raczej niezbyt uprzejmy w obyciu, chociaż kiedyś nie objawiało się to tak wyraźnie. I Geraldine, i Astaroth nie pamiętali z czasów młodości, aby zachowywał się aż w taki sposób, ale jego zainteresowanie czarną magią nie było przecież dla Yaxleyówny zaskoczeniem – czy to nie po części właśnie przez nie zaczęli się od siebie odsuwać? Dopiero jego zaginięcie podczas Beltane i później ten dziwny list Louvaina (może szaleństwo Geralda było zaraźliwe) sprawiło, że zaczęła się nad tym zastanawiać.
Poza tym czy było dziwne, że karci służących za szeptanie w sypialni córki pana domu? Jeszcze zaczną ją oskarżać o to, że podobne jak ojciec zaczęła szaleć…
– Nie słyszycie, co mówi moja siostra? No już, wynocha stąd – polecił służbie, ledwo Geraldine zaczęła wszystkich wypraszać. Nie trzeba im było dwa razy powtarzać. Późna pora, nagłe przebudzenie, wszyscy byli zmęczeni, zwłaszcza po wieczornych wyczynach pana domu, a przecież jeszcze nikt nie chciał narażać się na złość Thorana. W magii był dobry, w walce na pięści lepszy, a każdy wiedział tutaj, że panicz Yaxley łatwo wybucha gniewem. – Jasne, Ger, chętnie z tobą porozmawiam – zapytał, już znacznie łagodniejszym tonem i wyciągnął rękę, by jeszcze schwycić za łokieć jedną z uciekających służących. – Ej, ty, przygotuj nam herbatę, dwa kubki – zarządził, a speszona dziewczyna kiwnęła głową, spuszczając wzrok. Thoran Yaxley nie był uprzejmym człowiekiem. Geraldine pewnie nie miała szans zdać sobie sprawy z tego, jak bardzo.
Przy niej był przecież trochę inny.
Przy niej pokazywał prawdziwego siebie, wyzierającego zza maski paskudnego gościa. Uwarunkowanego przez dorastanie w dość konserwatywnej rodzinie, przez mrocznych krewnych ze strony matki, przez jego niezbyt przyjemnych kolegów że Slytherinu.
Na pewno?
– Może przejdziemy do salonu i pogadamy tam na spokojnie? – zaproponował jeszcze, kompletnie ignorując początkowo Astarotha. Jakby ten w ogóle nie istniał. Już przecież ta ignorancja widoczna była nawet w poleceniu, jakie wydał służącej: dwie filiżanki. Piciem herbaty z młodszym bratem nie był zainteresowany i nawet chyba nie pomyślał o tym, że ten może zejść na dół do salonu razem z nimi. - Będę rozmawiał z moją siostrą - powiedział z naciskiem, spoglądając na niego na moment, i to była cała uwaga, jaką mu poświęcił. Jakby zadowolony, że Geraldine powiedziała mu, by zostawił ich samych. A potem wyciągnął dłoń ku siostrze, by pomóc jej wstać z łóżka i poprowadzić do salonu.
- Opowiedz mi o tym – poprosił, idąc z nią na dół. – Możesz mi opowiedzieć o wszystkim.