25.05.2024, 22:11 ✶
Zorientowała się, bo ostatnio był to dementor – i bo istota nie była w stanie zdecydować, w co się zmienić. Thomas jednak jako pierwszy rzucił zaklęcie i nagle przed nimi pojawił się pies w kwiatki, z akordeonem w rękach, a z ust Brenny wyrwał się zduszony chichot. Chyba raczej histeryczny niż pełen faktycznie rozbawienia, ale wciąż: tym, czego boginy pragnęły, był strach, a tym, czego nienawidziły najbardziej – właśnie śmiech. Oni zaś przestali się bać, a chichot Brenny rozbrzmiał wyraźnie w wielkim gabinecie.
Bogin skurczył się jakby w sobie – i po chwili znikł.
Brenna stała jeszcze przez moment u boku Thomasa, zanim cofnęła się i oparła o brudny parapet.
– Nie, że nie spodziewałam się takich niespodzianek, ale… cholera – westchnęła i szarpnęła kosmyk włosów w nerwowym geście. Martwy Pazur. Martwa Mabel. Wciąż miała te dwa obrazki przed oczami, a po chwili dołączyły do nich i inne. Salem. Derwin. Duch z Beltane. Mavelle pod przedziwnym drzewem. Jej żołądek skręcał się boleśnie, gdy o tym myślała i była pewna, że jeżeli w ogóle dziś zaśnie, będą dręczyć ją koszmary.
Wiedziała, że to nie była prawda, a jednak wstrząsało nią to, bo prawdą się stać mogło.
I co do licha znaczyły te nadpalone kwiaty, pokryte krwią?
– W porządku. Chcesz odpocząć, czy wracamy do sprawdzania, co jest w tych szufladach i do sprzątania? – zapytała jednak po paru sekundach, jak gdyby nigdy nic unosząc różdżkę. Odwróciła się przodem do okna i wyszeptała zaklęcie: pojawiła się wilgotna ścierka, która sterowana różdżką Brenny zabrała się do przecierania brudnych, od dawna niemytych szyb. Thomas mógł potrzebować teraz chwili, ale Brenna wolała od razu zabrać się z powrotem za robotę.
Bogin skurczył się jakby w sobie – i po chwili znikł.
Brenna stała jeszcze przez moment u boku Thomasa, zanim cofnęła się i oparła o brudny parapet.
– Nie, że nie spodziewałam się takich niespodzianek, ale… cholera – westchnęła i szarpnęła kosmyk włosów w nerwowym geście. Martwy Pazur. Martwa Mabel. Wciąż miała te dwa obrazki przed oczami, a po chwili dołączyły do nich i inne. Salem. Derwin. Duch z Beltane. Mavelle pod przedziwnym drzewem. Jej żołądek skręcał się boleśnie, gdy o tym myślała i była pewna, że jeżeli w ogóle dziś zaśnie, będą dręczyć ją koszmary.
Wiedziała, że to nie była prawda, a jednak wstrząsało nią to, bo prawdą się stać mogło.
I co do licha znaczyły te nadpalone kwiaty, pokryte krwią?
– W porządku. Chcesz odpocząć, czy wracamy do sprawdzania, co jest w tych szufladach i do sprzątania? – zapytała jednak po paru sekundach, jak gdyby nigdy nic unosząc różdżkę. Odwróciła się przodem do okna i wyszeptała zaklęcie: pojawiła się wilgotna ścierka, która sterowana różdżką Brenny zabrała się do przecierania brudnych, od dawna niemytych szyb. Thomas mógł potrzebować teraz chwili, ale Brenna wolała od razu zabrać się z powrotem za robotę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.