07.05.2024, 09:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2024, 09:15 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Florence nie była wielką orędowniczką przebywania na łonie natury. A raczej - lubiła to, ale pod postacią wolnych spacerów przez park albo siedzenia na ławce w letniej posiadłości rodziców pod owocowymi drzewami niż wędrówek przez las albo przedzierania się przez wrzosowiska. Po wyczerpujących dyżurach w Mungu rzadko miała energię na wysiłek fizyczny, a puszcze kojarzyły się jej z pajęczynami, robactwem, kolczastymi gałęziami, czepiającymi się ubrania. Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Badacz Tajemnic
A jednak, w sierpniowy, ciepły dzień, stała na skraju wrzosowisk właśnie, a wiatr bawił się jej szarą, luźną spódnicą (rzecz jasna, jak zwykle w przypadku Florence, dobrze dobraną do jasnej, lnianej koszuli z krótkimi rękawami i butów, i tylko torba trochę odstawała od tego eleganckiego stroju, bo znajdowały się w niej eliksiry i różne przybory uzdrowicielskie). Kasztanowe włosy zaczesała w gładki warkocz, a twarz, blada nawet w lecie, była pozbawiona choćby śladu makijażu, przez co widać było jasne piegi, znaczące nos oraz policzki.
Do takich miejsc sprowadzić mogły ją dwie rzeczy.
Po pierwsze, krewni i najbliżsi przyjaciele, którym zależało właśnie na takich okolicznościach przyrody.
Po drugie, pacjenci.
Bulstrode prywatnych pacjentów przyjmowała rzadko, ale w tym wypadku nie chodziło o leczenie - chodziło o badania naukowe. Ambicje Florence były duże, i sięgały nie tylko myśli o awansach w Mungu i przeorganizowaniu pewnych rzeczy w szpitalach. Uważała, że każdą klątwę da się złamać: potrzeba jedynie znaleźć na to odpowiedni sposób.
Chciała znaleźć sposób na przynajmniej kilka klątw, o których mówiono, że są nie do zdjęcia.
I dlatego Florence Bulstrode czekała tego dnia na Samuela McGonagalla. Zgodziła się na spotkanie poza szpitalem, przyjmując do wiadomości, że pobyt w mieście może utrudnić mu panowanie nad klątwą żywiołów, i sama zaproponowała, by wybrać miejsce z dala od zabudowań – tak na wszelki wypadek. On chciał kilku wskazówek, co do tego, jak lepiej radzić sobie z ciążącym nad nim przekleństwem, ona chciała dowiedzieć się więcej o rzadkiej klątwie żywiołów. Stworzył ją irlandzki czarodziej Wilius, a to, co jeden mag stworzył, inny powinien być w stanie unicestwić.
Nie dziś. Nie jutro. Nie za miesiąc, pewnie nie za rok. Może nigdy.
Ale Florence nie byłaby sobą, gdyby chociaż nie spróbowała, prawda?