• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
Boże Narodzenie 1959, łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Astoria & Logan

Boże Narodzenie 1959, łazienka Jęczącej Marty, Hogwart || Astoria & Logan
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#1
13.11.2022, 19:59  ✶  

Boże Narodzenie 1959
Hogwart



Wracanie do domu na święta było zwyczajem, którego Logan wyzbył się już dawno temu. Co roku, kiedy zdecydowana większość uczniów wrzeszcząc i śmiejąc się zbierała się na dziedzińcu, z którego mieli zabrać ich wprost na stację Hogsmeade, on stał w wielkim oknie korytarza na trzecim piętrze i obserwował tą poruszającą się ciżbę. Bez zbędnych słów czy gestów, po prostu obserwował ich w milczeniu, a później schodził do lochów albo szedł do biblioteki; i tak w spokoju mijało mu tych kilka śmiesznych dni, na których punkcie ludziom dookoła odbijało.

Nie wracał, bo nic tam na niego nie czekało poza zawodem ojca, dla którego syn wciąż był tylko niedoskonałą kopią samego siebie, odzwierciedleniem wszelkiej porażki, jakiej udziałem przyszło w życiu zostać Albertowi Borginowi oraz nawaloną matką, która rzucała talerzami w pijackim szale albo zasypiała w środku dnia i wychodziła na całe noce w tylko sobie znanym kierunku. Zamiast sentymentu i niecierpliwego wyglądania świąt, prezentów oraz wolnego od nauki jak większość dzieciaków w jego wieku, Borgin czuł przejmujące obrzydzenie i palącą pod skórą wściekłość, czyli efekty hamowanej zawiści, której chłopak najpewniej nawet nie był świadomy — miał przecież reputację do podtrzymania, a przyznanie się do takiej słabości uczyniłoby go w oczach rówieśników żałosnym robakiem. W tym okresie również zdecydowanie częściej zdarzały mu się ataki klątwy, a z reguły im gorsze były, tym usilniej Logan koncentrował się na wertowaniu ksiąg i wymykaniu się nocami do działu tych zakazanych, z których czerpał interesującą go wiedzę z zakresu nekromancji.

Nie było prezentów, świąteczne śniadanie przesypiał, kolację wykradał z kuchni żeby zjeść samotnie w pokoju wspólnym, a resztę czasu spędzał w samotności pośród zakurzonych, śmierdzących zgnilizną ksiąg.

Chociaż to też przestało być w ostatnich latach zwyczajem. Teraz, kiedy Logan czuł frustrację związaną z wypieraną przez siebie potrzebą bycia akceptowanym przez własnych rodziców, zazwyczaj szedł prosto do dormitorium i wysyłał sowę z krótką notatką na sam szczyt wieży Ravenclawu. Odkrył, że zdecydowanie przyjemniej rozładowywać ją we dwójkę, najlepiej bez użycia słów.

Tego zimowego wieczora, kiedy szybko zapadający o tej porze roku mrok już objął cały zamek pogrążony w nienaturalnej ciszy, Logan też posłał jedną z tych sów. Natychmiast gdy zamknął za nią okno, poczuł ekscytację ogarniającą go od opuszków palców aż po nasadę włosów. Zbliżała się godzina ciszy nocnej, ale to tylko dodawało pikanterii planowanemu spotkaniu; z resztą tym razem czuł się sprytniejszy od wszystkich, bo i miejsce wybrał takie, że nikomu nie przyjdzie do głowy ich tam szukać.


Ten niby-nawiedzony kibel, za dwadzieścia minut.
Będę czekać.
L.

Zarzucił na ramiona wierzchnią szatę i bez dalszej zwłoki skierował się prosto do damskiej toalety na pierwszym piętrze. Nawet w zwykłe dni był to punkt omijany przez uczniów, więc Logan nie był szczególnie zaskoczony ciszą i bezruchem, który przywitał go na miejscu. Oparł się biodrem o umywalkę, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i czekał, skryty nieco za ostatnią kabiną tak, że wchodzącemu do środka ciężko byłoby go zauważyć, choć on miał całkiem niezły punkt obserwacyjny na drzwi.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Astoria Trelawney
#2
13.11.2022, 23:50  ✶  

Święta zazwyczaj kojarzą się ludziom z przyjemnym czasem spędzonym z rodziną, zapachem pieczonego piernika, przygotowaniem prezentów, błogą radością, bliskością i poczuciem beztroski. Chyba że jesteś z rodziny, która nie do końca funkcjonuje, tak jak powinna. Święta budziły w Astorii swojego rodzaju strach, ból żołądka mieszany z wręcz natrętnym zdzieraniem skórek przy paznokciach. Chociaż lubiła klimat grudniowych obchodów, które pamiętała z dzieciństwa, to od dawna obraz ten został zastąpiony paranoicznym wręcz zachowaniem matki. Pokazywanie się z jak najlepszej perspektywy, na przyjęciach wśród obcych, by w domu wylać swój jad na córkę i męża, którzy w jej mniemaniu ciągle byli za mało perfekcyjni, nie tacy jak trzeba. Wytykała, punktowała bez litości, każde niewłaściwie spojrzenie, zbyt krzywy uśmiech, czy za cichą wypowiedź. Zupełnie jakby miała rzucony na rodzinę czar ciągłej obserwacji.

Rok temu ośmieliła się pierwszy raz zostać na święta w szkole, gdzie spokojnie mogła skryć się owinięta kocem w fotelu pokoju wspólnego. Oczywiście kosztowało ją to odebranie paskudnego wyjca dzień po wyjeździe reszty dzieciaków, ale było to lepsze niż ciągłe szturchanie, poprawianie, wysłuchiwanie niekonstruktywnej krytyki. Jednak nawet to matka potrafiła przedstawić światu tak, by przekuć, pozostanie córki w szkole w swoją rzekomą przewagę. Ambitne dziecko, które poświęca wolny czas na naukę, idealnie wpasował się w schemat jej przerysowanego postrzegania świata. Nie obchodziło ją, że ludzie zapewne szeptali po kątach, jaką musi być paskudną matką, że jej własne dziecko woli jej nie oglądać i nudzić się w szkole.

Astoria jednak się nie nudziła, potrafiła o siebie zadbać, ewentualnie znaleźć kogoś, kto zapewni jej rozrywkę. Przyjemniejszą niż kolejne wertowanie książek, które w zasadzie znała niemal na pamięć. Takie właśnie rozrywki zapewniał jej autor liściku, który właśnie dostarczyła sowa stukająca w okno. Leniwie wysunęła się spod ciepłego koca, odebrała karteczkę i przeczytała ją z lekkim uśmieszkiem. Niby nawiedzona. Nigdy nie rozumiała, czemu niektórzy ludzie, aż tak gardzili światem duchowym. Zwłaszcza czarodzieje, którzy mieli przecież do czynienia ze zjawami. Skoro jednak chłopak chciał spotkać się właśnie tam, nie miała zamiaru wybijać mu tego z głowy.

Czarnowłosa miała wiele negatywnych cech, nieprzystępność, upartość, a jedną z tak wielu była też przekora. Jeśli Logan wymagał spotkania za dwadzieścia minut, to owszem miała zamiar pojawić się, ale przynajmniej pięć minut później niż oczekiwał. Dlatego na spokojnie przebrała się, przygotowała. Wychodząc z pokoju wspólnego, musiała uważać, by nie trafić na nikogo patrolującego nocne korytarze. Dlatego poruszała się w mroku rozświetlanym wyłącznie świecami i księżycowym blaskiem. Niektórym często przychodziło do głowy zaczynać jeszcze przed ciszą nocną. Mimo wszystko do toalety dotarła bez problemów.

Wchodząc do toalety, nie zauważyła nikogo. Chociaż była nieco później śmiał się spóźnić? Może jednak nie czekał? Nauczyła się nie mieć oczekiwań w stosunku do kogokolwiek, ale ta wizja nie spodobała się jej. Jeśli chodziło o Logana, cóż było w nim coś, co jej zdaniem przyciągnęłoby każdą dziewczynę w szkole, gdyby tylko chciał, a ona niestety nie była tu wyjątkiem. Poza tym odpowiadał jej taki układ, nie była związana, nie musiała tłumaczyć się z niczego, jeśli chcieli i mieli takie życzenie, spędzali razem nieco czasu, nawet jeśli chodziło o siedzenie obok w milczeniu i czytanie, acz takich sytuacji było zdecydowanie mniej. Bardziej interesowały ich nocne eskapady.

Podeszła do jednego z luster i w odbiciu dostrzegła ruch. Niewielki, ukryty za ostatnią kabiną, niemal zlewający się z mrokiem. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze.
— Już myślałam, że cię Irytek po drodze zeżarł — rzuciła, odwracając się plecami do lustra i kierując się wolnym krokiem w stronę Borgina. — Albo złapałeś jakiś szlaban — przeciągnęła się leniwie, jakby wymykali się codziennie.— Ewentualnie, ta toaleta jest jednak nawiedzona. — Zaśmiała się cicho. Gdy była już wystarczająco blisko, zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła do siebie, by złożyć delikatny pocałunek na jego ustach.



[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]
It's like I've lost myself in finding my way
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#3
14.11.2022, 20:20  ✶  

Nie można było o Loganie powiedzieć, że należał do osób porywczych, ale cierpliwość zdecydowanie nie była cnotą, którą by sobie przypisał. Po kilku minutach zaczął miarowo bębnić palcami o własne przedramię, kiedy sekunda po sekundzie w pomieszczeniu wciąż nikt się nie pojawiał, a czas jak na złość się rozwarstwiał i rozciągał. Ale zamiast nerwowości wynikającej ze zwiększającego się z każdą chwilą niebezpieczeństwa przyłapania poza pokojem wspólnym Ślizgonów o tej porze, chłopak odczuwał tylko coraz większą wściekłość.

Olała go? Może wiadomość nawet do niej nie dotarła, ale to było nieważne, bo Logan nie znosił bycia ignorowanym i generalnie nie przepadał jak coś nie układało się po jego myśli. Oczywiście w tym całym zadufaniu i egoistycznym skupieniu na swojej potrzebie nie było już miejsca na myśl, że być może Astoria też sobie z nim pogrywa i robi to bardzo sprawnie.

Kiedy niecierpliwość odbijała się już w nieprzyjemnie napiętych mięśniach karku chłopaka i powtarzanej setny raz samemu sobie mantry: “Nie to nie, za trzy sekundy stąd spierdalam.”, drzwi wreszcie bezszelestnie się uchyliły. Otworzył szerzej oczy, zamarł. Dostrzegł profil twarzy Astorii. Serce obiło się mocniej o żebra, pożądanie skumulowało się ciepłem w dole brzucha. Wyparło wszystkie inne emocje, pragnienia i myśli, wypłukało jego organizm do cna, nie pozostawiając niczego poza konturem kształtu jej ciała odbitego pod powiekami niczym powidok słońca.

Zorientowała się i ruszyła w jego stronę. Czasami paraliżowała go myśl, jaką władzę nad nim posiada, nawet jeśli tylko na kilka chwil.

Nawiedzona łazienka? Logan uśmiechnął się pod nosem i poddał się działaniu Astorii, kiedy jej ramiona oplotły się wokół jego szyi.

— Teraz już jest — szepnął jej jeszcze wprost w usta, na moment przed tym jak Astoria złożyła na nich pocałunek. W tych trzech lakonicznych słowach nie kryła się złośliwość; był to raczej bardzo egzotyczny komplement, w jedynym stylu, w jakim Logan Borgin prawił komplementy.

Ale nie było już czasu ani miejsca na słowa; i tak zwykle szczędzili ich sobie na spotkaniach takich jak to, kiedy po prostu używali siebie nawzajem bez żadnych wyrzutów sumienia i pozornie bez żadnych zobowiązań, naiwnie wierząc, że ich relacja nie odciska się piętnem na życiu tego drugiego. Objął Astorię w pasie, zachłannie przyciągając do siebie, a następnie bez wahania obrócił ich wokół osi znajdującej się na styku ich ciał, żeby ostatecznie zmusić ją do oparcia się plecami o ścianę. Przycisnął ją własnym ciałem do zimnych kafelek, nie przerywając pocałunku, a drugą rękę zsunął niżej po materiale spódnicy, aż do jej krawędzi. Dotknął nagiej skóry i zadrżał pod tym dotykiem, ale się nie zatrzymał.

Wtedy wnętrzem dłoni, zdecydowanym gestem przesunął po nagim udzie w górę. Z pożądania pobielało mu pod mocno zaciśniętymi powiekami.

I nagle ciszę wypełnianą dotąd tylko przyspieszonymi, płytkimi oddechami dwójki nastolatków łapanymi pomiędzy pocałunkami przerwał przeciągły, żałosny jęk. A raczej długie zawodzenie wspinające się na ton tak wysoki, że aż nieprzyjemny dla uszu.

Najpierw — na jedno uderzenie serca — przestraszył się, że to Astoria jest jego źródłem, bo głos musiał należeć do kobiety, ale szybko przyszło zrozumienie, że nie miała jak piszczeć, skoro sam pocałunkami skutecznie zamknął jej usta. Odsunął się od niej tylko o kilka cali i otworzył oczy, żeby spojrzeć na dziewczynę z wahaniem malującym się w oczach. W drugim uderzeniu serca uświadomił sobie, że dźwięk miał swoje źródło gdzieś za jego plecami. W trzecim, że nikt poza nimi nie wchodził do łazienki od czasu, gdy skrył się za ścianką ostatniej kabiny.

— Ki chuj… — warknął, kompletnie zbity z pantałyku. Odsunął się nieznacznie od Astorii, choć wciąż przylegał do niej całym ciałem. — Kto tu jest?! — rzucił głośniej, niezbyt chętny, żeby zaczętą czynność przerwać akurat teraz.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Astoria Trelawney
#4
20.11.2022, 21:58  ✶  

Znów zatracała się całkiem. Rzucała w jego objęcia niczym w taflę bezkresnego jeziora zapomnienia, pragnień i sennych marzeń, które właśnie się urzeczywistniały, przyjmując wygląd przystojnej twarzy o zaciętym spojrzeniu i niekiedy tym bezczelnym uśmiechu, od którego miękły jej kolana. Nie przyznawała się jednak otwarcie do tej słabości, nawet przed samą sobą wolała zgrywać twardą i bezlitośnie zimną. Czemu jednak była tu z nim? Nie olała wiadomości, a wręcz z zadowoleniem szczotkowała włosy, uśmiechając się do własnego odbicia w lustrze. Dlaczego jej oczy wypełniały iskierki, kiedy usłyszała ten oryginalny komplement, balansujący na granicy obrazy i dobrego smaku, a w zasadzie będący wyszukanym teatrem słów? W jakiś dziwny sposób sprawiał jej satysfakcję, tak samo, jak fakt, że niemal od razu odpowiedział na jej pocałunek. Przyciągał ją do siebie łapczywie, udowadniając, że to nie komplementy były w tych spotkaniach najlepsze.

To smak pocałunku, mieszający się z wonią nielegalnie wypalanych papierosów, sprawiał, że ciarki biegały po całym jej kręgosłupie, kumulując się gdzieś w okolicy żołądka. Gorąco zalewające jej ciało, wypalające rumieńce na jej policzkach i sprawiające, że oczy stawały się błyszczące. Tak boleśnie kontrastujące z temperaturą zimnych kafli na ścianie, do których tak chętnie dociskał ją Borgin. Uzależniające pragnienie, pożądanie, szukające ujścia w dłoniach błądzących po jego włosach, szyi i ramionach. Cichych pomrukach przecinających oddechy i ciszę.

Nawet teraz nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo nie potrafiła sobie tego odmówić, jaki wpływ miał nad nią Logan i jak bardzo potrzebowała jego uwagi. Nagle jednak pisk, nieludzki pisk rozbrzmiał w całej łazience. Astoria natychmiast otworzyła oczy, nie patrząc w żaden konkretny punkt, jakby wyczekiwała zagrożenia, nadal całą sobą przylegając do ślizgona. Dopiero gdy on odsunął się, oblizała wargi, mając pełną świadomość, że jednak rezydentka tego miejsca czaiła się za nimi, wyraźnie niezadowolona z ich obecności.
— Marta... — szepnęła, spoglądając ponad ramieniem czarodzieja i widząc tam półprzeźroczystą postać nastoletniej dziewczyny. Zasłaniającej twarz dłońmi i wyjącej, jakby w łazience prefektów podejrzała nie przystojnego chłopaczka, a nagiego nauczyciela eliksirów. Astoria westchnęła, wskazując nosem ducha.
— Nie powinno w-was tu być. Będziecie mieli kłopoty! — Rzuciła piskliwym głosem zjawa.
— Teoretycznie ciebie też Marto. A może sprawdzisz, czy u prefektów nie ma nikogo do podejrzenia? — Bezczelny uśmieszek wpłynął na usta ciemnowłosej. — Słyszałam w pokoju wspólnym o twoim hobby i wiem, że nie wszyscy wyjechali na święta. — Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, niechętnie puszczając szatę towarzysza.
— To jest duch tego niby nawiedzonego kibla — szepnęła do Logana, a w tym czasie karykaturalna postać nastolatki nadęła policzki niczym obrażone dziecko i skrzyżowała ręce na piersi.
— Niby nawiedzonego? Proszę oczywiście, ponabijajcie się! Może powinnam powiedzieć woźnemu, że są tu uczniowie. — Rzuciła jeszcze bardziej piskliwie, a Astoria westchnęła zirytowana, zerkając na towarzyszącego jej chłopaka, spojrzeniem tracącym wszelką nadzieję, że pozbędą się szybko tej złośliwej istoty.



[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]
It's like I've lost myself in finding my way
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#5
23.11.2022, 21:49  ✶  

Odwrócił się przez ramię, kiedy Astoria wskazała na miejsce, z którego dochodził przeciągły pisk. Duch tkwił w powietrzu w sporej odległości od nich, ale Loganowi i tak spłynął wzdłuż kręgosłupa nieprzyjemny dreszcz; nie przepadał za nimi. W ogólności. Chwilę później Astoria wdała się w — niepotrzebną w jego opinii — dyskusję z Martą. Logan przewrócił teatralnie oczami, odepchnął się od ściany i wyprostował. On też stanął teraz przodem do ducha, niechętnie odsuwając się od dziewczyny, którą chwilę temu tak zachłannie całował. Wciąż czuł miękkość jej ust i własne przyspieszone tętno. A teraz rozmawiała z jakąś zdesperowaną nastolatką, która nawet zejść z tego świata nie umiała z godnością.

On nie był tak dyplomatyczny.

Skoro wpierdalała mu się w randkę, zamierzał odpłacić się pięknym za nadobne. I przy okazji zabawić się trochę kosztem jej upokorzenia; sprawdzić, czy naprawdę jest tak przewrażliwiona na swoim punkcie, jak wynikało z opowieści innych Ślizgonów. Dotychczas Logan nie czuł potrzeby spotykania się z tym nieciekawym duchem, ale jak już trafiła się okazja, nie mógł jej przepuścić.

— No pewnie, leć — rzucił prowokacyjnie, a jego głos wręcz ociekał sarkazmem. — Słyszałem, że w tym jesteś akurat dobra. Donosicielka. W tych gigantycznych okularach musisz widzieć dokładnie każdy szczegół, a po śmierci i przybraniu formy ducha twoje wścibstwo jest jeszcze dodatkowo ułatwione, co?

Marta wybałuszyła oczy w kolejnej przerysowanej do przesady, teatralnej minie, ale wciąż jeszcze nie ruszyła się z miejsca.

Gdyby pobiegła jak pies za rzuconą przez niego przynętą szukać woźnego z faktycznym donosem, Logan miał pewność, że oboje z Astorią zdążą się ulotnić. Z resztą ochota na intymność jakoś mu przeszła na widok grubej, brzydkiej Marty, przez której na wpół przezroczyste ciało dało się widzieć kafelki po drugiej stronie łazienki.

— Musiałaś być ulubieńcem tłumów za życia — prychnął pogardliwie jeszcze w nawiązaniu do poprzednich słów i natychmiast podjął z nową energią: — Wiesz, że wszyscy mówią o tobie… — Tutaj zrobił znaczącą pauzę mającą dodatkowo zbudować napięcie przed wypowiedzeniem kolejnych słów. Oślizgły uśmiech rozciągnął mu wargi; widać było nie tylko, że dobrze się bawi, ale też że dopiero się rozkręca. —  J ę c z ą c a ? Teraz już wiem czemu. Obrzydliwe. — Suchy śmiech chłopaka był zwieńczeniem perfidii i okrucieństwa czającego się w tych pozornie nieszkodliwych słowach.

W tej chwili dziewczyna zatkała sobie niematerialne uszy obiema dłońmi, mocno zacisnęła powieki i zawyła przeciągle, tonem bardzo nieprzyjemnym dla ludzkiego ucha, jakby w ten sposób chciała zagłuszyć kolejne słowa mające paść z ust Logana.

— PRZESTAŃ! — wrzasnęła tonem tak wysokim, że nie mógł brzmieć ludzko. — NIE MÓW TAK! O NICZYM NIE MASZ POJĘCIAAA!

Logan skrzywił się, ale nie z racji sceny, którą robił duch, a raczej sposobu, w jaki ten dźwięk wbijał mu się prosto w mózg. Jeszcze trochę i nigdzie nie będzie musiała lecieć, bo woźny sam ich tutaj znajdzie.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Astoria Trelawney
#6
26.11.2022, 21:25  ✶  

Ciężko było skupić się na duchu, kiedy umysł nadal zamglony był pocałunkami, ale zaraz pałeczkę przejął Logan, a Astoria oparła się wygodniej o kafelki, obserwując, jak chłopak zaczyna swoją zabawę. Miała świadomość, że był wredny, właściwie toksycznie złośliwy, ale póki nie odbijało się to jej osobie, to miała to totalnie w nosie. Nie była przecież żadną altruistką, by przejmować się istotami i ludźmi, z którymi nie miała nic wspólnego. Owszem były w jej otoczeniu persony, które szanowała i lubiła, które zdarzało się czasem, broniła lub w wyjątkowo wredny sposób doprowadzała do pionu, ale otwarcie nigdy się do tego nie przyznała. Wszak każdy pracował na swoją opinię, niezależnie czy to minister magii, czy zwykły uczeń liceum. Nawet ona miała dla świata maskę, którą zakładała chętnie i nader często i na pewno nie był to łagodny uśmieszek pomocnego skrzata.

Słuchając tej całej słownej potyczki, widziała, że Borgin bawi się doskonale, powoli podgrzewał wściekłość i desperację utkwione w Marcie. Idealnie pociągał za sznureczki kompleksów nastoletniej zjawy, dając czarnowłosej pewność, że gdyby nie była już martwa, ta jego zabawa mogłaby doprowadzić do rzucenia się przez nią z wieży astronomicznej, lub mniej dramatycznego utopienia się w kiblu. W zasadzie to czasem podejrzewała, że właśnie za sprawą własną okularnica pożegnała się z życiem, bo jak inaczej wyjaśnić te jej opowiastki? Wręcz masochistyczną przyjemność w opowiadaniu innym o śmierci i innych aspektach z nią związanych.
— Jęcząca to i tak dość łagodne określenie — rzuciła cicho zza pleców ślizgona, a kiedy Warren zaczęła swój standardowy numer z piskiem, tylko zamknęła oczy, a bladą twarz Astorii przeciął wyraźny grymas irytacji. Nienawidziła krzyku, pisku i innych tego typu akcji. Za to martwa krukona najwyraźniej kochała te swoje teatralne i przerysowane gesty oraz głos wrzynający się boleśnie w uszy, kalając nawet granicę podświadomości.
— Och przymknij się z łaski swojej — warknęła, odpychając się od ściany. — Po cholerę tak się wydzierasz? — Zapytała ostro, sprawiając tym samym, że półprzeźroczysta twarz na chwilę zamarła w osłupieniu, jakby zdziwiona, że ktoś przerywa jej kolejny występ.
— Powinni ją raczej nazywać teatralna albo histeryzująca. — Dodała, zarzucając włosami, jednak w przeciwieństwie do Logana nie uśmiechała się. Właściwie jej twarz nie wyrażała żadnej większej emocji, a wyłącznie wpatrywała się dziwnym, jakby nieco nieobecnym wzrokiem w lewitującą postać.
— O czym nie ma pojęcia? O tym, czemu nie przeszłaś dalej? Bałaś się prawda? Co czeka takich jak ty, prawda? — Chłodnym głosem zadała kilka pytań, na co duch zająknął się parę razy.
— Ty....to....TO NIE TAK! — tym razem jej głos był już w normalnej tonacji, znośnej dla uszu żyjących, przynajmniej na początku.
— No to jak? Przecież znaleziono cię martwą w toalecie. Samą. — Dodała, rzucając wymowne spojrzenie Borginowi. Chciał poznęcać się nad nią, więc włożyła mu w dłonie kolejny oręż, mogący zadać ból, następny sznureczek do pociągnięcia, którym była dość tajemnicza śmierć Marty. Przecież lubiani uczniowie nie kończyli sztywni w kiblu otoczeni niewyjaśnionymi okolicznościami.



[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]
It's like I've lost myself in finding my way
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#7
27.11.2022, 20:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2022, 20:14 przez Logan Borgin.)  

Jedno zdanie z ust Astorii wystarczyło, żeby duch wreszcie zamknął jadaczkę i skończył z tą politowania godną sceną. Ostudziła jej zapał, jednocześnie dobijając nawet bardziej. Logan z niezbyt wyraźnym podziwem malującym się w oczach zerknął przez ramię w kierunku Krukonki stojącej obok niego i przez krótką chwilę przyglądał się jej, mimo woli zastanawiając się w obecności Marty co mógłby z nią właśnie w tej chwili robić, gdyby nie — no cóż — obecność Marty. Kiedy zachowała się tak jak teraz, kiedy pokazywała światu tę swoją cholernie pociągającą twarz opanowanej, zimnej Królowej Lodu, robił się jeszcze bardziej napalony. I, o ironio, bardziej sfrustrowany, że im przerwano.

Chociaż to on zaczął małą grę mającą zgnębić ducha nastolatki, to Astoria podjęła ją bez najmniejszego wydawałoby się wysiłku i prowadziła dalej z godną podziwu determinacją oraz wprawą.

Nadawałaby się na Ślizgonkę.

Odepchnął tę myśl, tak samo jak napływające falami fantazje erotyczne i odkleił od niej wreszcie znaczące spojrzenie, z którego dałoby się wyczytać w tym momencie bardzo dużo, gdyby ktoś go na nim przyłapał. Zamiast tego niechętnie znów spojrzał na obłą, brzydką sylwetkę Marty i jebane kafelki po drugiej stronie łazienki. Logan wprawdzie nigdy nie zastanawiał się — nieszczególnie go to interesowało — dlaczego właściwie Marta skończyła jako duch, na dodatek duch mieszkający w szkolnym kiblu. Aczkolwiek wizja przedstawiona przez Astorię była nie tylko interesująca i zdawała się mieć niezłe poparcie w logice, ale jeszcze dodatkowo dobijała Martę. Więc zamierzał skorzystać z tej broni, którą Krukonka wepchnęła mu w dłonie.

Oczy mu błysnęły groźnie, uśmiech nie znikał z ust.

— No, już. Nie bądź taka nieśmiała, Marto. Nie musisz się wstydzić, nie przed nami, prawda Trelawney? Powiedz… — podjął natychmiast, ale nie dał jej szansy na wrócenie do swoich typowych scen z piskami. W jego głosie brzmiało coś bardzo, bardzo nieprzyjemnego, choć same słowa zdawały się być uprzejme, wręcz kojące. Ten rozdźwięk dało się zrozumieć dopiero, kiedy Logan dokończył: — Sznur czy nóż? — Jak się zabiłaś, ty tchórzliwa szmato? — Szyja czy nadgarstki?

Najpierw zapadła cisza.

A później Marta wreszcie się rozpłakała. Wtedy Logan poczuł ten znoajmy dreszcz ekscytacji; dotychczas nie zdawał sobie sprawy, że dręczenie nastoletniego ducha może być równie satysfakcjonujące, co dręczenie jego żywych odpowiedników. Może nawet bardziej w pewien sadystyczny sposób; Marta z tymi słowami będzie przecież musiała żyć przez całe stulecia, aż nie zaplączą się w odmętach pamięci. Z resztą Logan nawet nie miał pewności, czy duchy tracą wspomnienia tak samo jak ludzie.

— W-wyy… Wyy jesteścieee okrooopniii! — zawyła przeciągle, a kiedy niematerialne łzy spływały po jej policzkach, zaczęła powoli się cofać w stronę pierwszej kabiny. — W-wcalee się nie zabiłaam!

— A szkoda — syknął Logan, bezczelnie wcinając się w jej ujadanie. Wymówki i jakaś głupia historyjka opowiadana naiwniakom gotowym słuchać desperatki nie interesowały go wcale. — Wtedy przynajmniej jedną rzecz zrobiłabyś, kurwa, umiejętnie. A teraz wyjazd stąd, przeszkadzasz nam — zakończył bezceremonialnie.



some people are such treasures that you really
just wanna bury them
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Astoria Trelawney
#8
30.11.2022, 23:37  ✶  

Borgin bywał przerażający, ba on nie bywał! On był perfekcyjny w swoim sadyzmie, tej mrocznej iskrze skrywanej w lodowej toni niebieskich oczu, w których zamarzały wszelkie uczucia. Z tym ironicznym uśmiechem zepsucia, malującym się na jego twarzy, która równie dobrze mogłaby należeć do anioła, stawał się niemal doskonałym siewcą chaosu. Wiedziała, że powinna czuć przynajmniej coś na wzór odrazy, zniesmaczenia, ale sama zaczęła ten temat. Dodatkowo właśnie to coś mrocznego przyciągało ją do niego. Jakby zakazany owoc, ogień, w którym można spłonąć.

W zasadzie targnięcie się na życie było jednym z logicznych wyjaśnień przyjmowanych przez jej umysł, bo cóż innego mogło to być? Zaklęcie zakazane wykryto by od razu tak samo, jak rany. Duchy często nie mówiły całej prawdy, w zasadzie mówiły, co było im wygodne. Zupełnie jak ludzie. Niektóre dumne, inne tajemnicze, a jeszcze takie wywołujące irytację samym swoim istnieniem tak jak Marta właśnie. Astorię zaczęło zastanawiać, czy za życia była równie upierdliwa, czy może ze względu na szok wywołany zgonem jej osobowość stała się wręcz nieznośna. Może jednak była taka już wcześniej i to nie wygląd jak wiecznie twierdziła, był przyczyną jej niewielkiej popularności za życia.

Śmiertelny zazwyczaj po usłyszeniu takiej wiązanki słów uciekliby, a ona wolała skryć się w kabinie i chlipać tak żałośnie, że w zasadzie czarnowłosa poczuła coś na wzór współczucia i może odrobiny żalu do siebie, że dała Loganowi taki temat do żartów. Z drugiej strony jednak jakaś część jej osobowości chciała tego poczucia siły, może czegoś na wzór władzy nad kimś słabszym niż ona. Kimś, komu nie stanie się już przecież nic złego. Oprócz kilku gorzkich wspomnień, kolejnych do jej kolekcji, bo przecież nie byli pierwszymi, którzy mieli w nosie uczucia nastoletniego ducha, nie ostatnimi, którzy wyśmieją ją, jej piski, wygląd i zachowanie.

Zerknęła na Logana, kiedy jej postać zniknęła za drewnianą osłoną. Następnie położyła mu głowę na ramieniu.
— Chodźmy gdzie... — nie zdążyła dokończyć, bo nieludzki pisk wypełnił pomieszczenie. Przejaw bólu, wręcz żałości istnienia. Jakim była wieczność z przekonaniem, że jest się żałosnym.
— To...tam....to był...chłopak. Oczy...jego oczy...były żółte. To on! — Wręcz histeryczny szloch, jakby udawane nabieranie powietrza, które często towarzyszyło młodym duchom, jak kiedyś wspomniał jej Bezgłowy Nick. A jeśli zakładać, że Astoria dobrze pamiętała, Warren zginęła szesnaście lat temu, co jak na ducha to bardzo krótki staż. Tymczasem astralna postać wysunęła się ze swojej kryjówki, wręcz dysząc z wściekłości i upokorzenia.
— To on mi to zrobił, nie ja — jęknęła żałośnie. Trelawney zaś stwierdziła, że Marta faktycznie jest jakimś chorym rodzajem masochisty, podkładającym się oprawcy. Po tych słowach znów ukryła się w toalecie.
— Ja wiem, że chciałbyś, żeby twój wzrok też tak zabijał, jak tego kolesia — rzuciła w stronę Logana, kręcąc głową i kładąc mu dłoń na ramieniu, nieco już zniecierpliwiona zachowaniem ducha. W zasadzie to przeszkadzało jej też to, że zabiera uwagę chłopaka, która należała się jej.



[Obrazek: tumblr_ogj8ocJoYP1usiamxo8_250.gif]
It's like I've lost myself in finding my way
Grave Digger
fire in my blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukły, wysoki mężczyzna o znudzonym spojrzeniu bladoniebieskich tęczówek, zazwyczaj taksuje obojętnie otoczenie. Nosi półdługie włosy w nieładzie, które często ii nieskutecznie przeczesuje palcami na tył głowy. Ubiera się bez zbędnego przepychu i elegancji, w wygodne czarodziejskie szaty. Na pierwszy rzut oka widać, że nie zależy mu na nienagannym wyglądzie.

Logan Borgin
#9
01.12.2022, 18:42  ✶  

Duch czmychnął do kabiny, a kiedy dodatkowo Astoria położyła głowę na jego ramieniu, Logan poczuł się podwójnie wygrany. Objął ją luźno ramieniem w sposób, jaki popularni nastolatkowie obejmują swoje ładne koleżanki. Satysfakcja rozlała się przyjemnie po klatce piersiowej, choć zdławił ją dość wcześnie, żeby nie dać szansy klątwie na wyrwanie się z klatki jego żeber.

Ale chwilę później miał się przekonać, że Marta wcale jeszcze nie skończyła. Że dalej drąży ten idiotyczny temat, który Borgin uznał już za zamknięty. Przewrócił teatralnie oczami i przyciągnął Astorię bliżej do siebie, chcąc jej tym samym zakomunikować o swoim znudzeniu tą zabawą i kończącym się asortymentem cierpliwości w stosunku do ducha. Żałował tylko, że już jest martwa i nie można jej zabić ponownie.

— Mógłbym użyć rąk, gdyby tylko nie była tak irytująco martwa — mruknął w odpowiedzi, zerkając po skosie w dół, na twarz Astorii.

Nie przejmując się dłużej obecnością ducha, Logan zgarbił się, żeby ponownie znaleźć jej usta i wrócić do przerwanego zajęcia. Wtedy właśnie przerwano im po raz drugi; tym razem była to istota materialna, bo otworzyła drzwi prowadzące na korytarz z takim hukiem, że o mały włos nie wypadły z zawiasów.

Logan poderwał wściekłe spojrzenie na intruza. Złość zamarła na twarzy, całkiem szybko zmieniła się w niedowierzanie. W drzwiach stał stary, wysuszony woźny o patykowatych kończynach i zgrubiałych nienaturalnie stawach, na którego cienkiej sylwetce luźno wisiały czarodziejskie szaty. Twarz staruszka wyginała wściekłość, policzki miał wyjątkowo zaróżowione na ziemistej zwykle cerze; zapewne od pędu, kiedy pokonywał kolejne stopnie i metry dzielące go od damskiej łazienki.

— Borgin! Trelawney! — zadął, jakby chciał konkurować z duchem, który go tutaj ściągnął. — Co tu się wyprawia, na brodę Merlina? Co to za potępieńcze wrzaski w samym środku nocy? Za bezczelne łamanie regulaminu macie tygodniowy szlaban! U mnie jutro o dziewiątej rano, obydwoje. Będzie na was czekać cała szafa kociołków i podłoga w sali do eliksirów. Przed świętami druga klasa ćwiczyła tam Eliksir Bujnego Owłosienia i kilka kociołków eksplodowało, to były bardzo niefortunne zajęcia. — Woźny uśmiechnął się przebiegle, krzyżując ręce na piersi i nawet nie starając się ukryć, jak wielką satysfakcję przyniosły mu te słowa.

Widok na pracę w pierwszy dzień świąt i resztę czasu wolnego od zajęć bolał tym bardziej, że wszyscy inni uczniowie mieli go poświęcić na słodkie, błogie lenistwo. Logan skrzywił się brzydko i to był oczywisty błąd.

— A ty, Borgin, dwa tygodnie. Za szlajanie się po damskich łazienkach. No, już was tu nie ma!


Sam szlaban był udręką wpisaną w zazwyczaj luźny okres świąteczny, ale dzieląc tyle czasu z sam na sam, zdążyli przynajmniej lepiej się poznać i to niekoniecznie przy szorowaniu podłogi. A pewnego dnia, kiedy już świat wrócił na swoje normalne tory — szkołę zapełnili uczniowie napływający na kolejny semestr nauki i na dobre wystartowały grafiki wypchane po brzegi zajęciami — Logan minął przypadkiem Astorię w bibliotece.

Dałby sobie rękę uciąć, że dziewczyna czytała poradnik pod intrygująco brzmiącym tytułem: ”Jak egzorcyzmować upierdliwe duchy”.



Koniec sesji


some people are such treasures that you really
just wanna bury them
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Trelawney (2010), Logan Borgin (2519)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa