Lammas było wyjątkowo intensywne. Kiermasz trochę ją zmęczył, w końcu dzisiaj błyszczała na scenie, jako dziedziczka klubu Artemis, starała się godnie reprezentować ojca, była naprawdę dumna z tego, że udało jej się nie uciec ze sceny. Później jeszcze trochę się pokręciła po okolicy, aż wróciła do domu.
Tam znalazła wyjca, od Atreusa, dziwne, bo dostała od niego cały zestaw świeczek, na chuj komuś sto świeczek w kształcie penisów? Nie wiedziała, cóż, rzuciła je do kąta bo na pewno jej się jeszcze kiedyś przydadzą. Podejrzewała, że ktoś pokusił się o nowy trend w świecach rytualnych, chociaż te penisowe kojarzyły jej się razem z Beltane, ale kto wie, może nie nadążała za modą.
Wieczór był ciepły, postanowiła więc odpalić jedną ze świeczek - wyjątkowo zazwyczaj nie miała tego w zwyczaju, nie była specjalnie wierząca, ale upiekli z Jamesem ten chleb, miała wrażenie, że wszystko się zaczeło układać i że może faktycznie warto jest podziękować za wszystko, co miała. Nie było tego wiele, ale dzisiaj czuła spokój, pierwszy raz od wielu dni. Wiedziała, że to tylko chwilowe, bo ten sierpień zapowiadał się dla niej dosyć intensywnie. Musiała sobie poradzić z Thoranem i całą resztą, no nie było lekko.
Zapaliła świeczkę tuż przy chlebie, zrobiła to w swojej sypialni - jedynym miejscu w którym ostatnio mogła zaznać spokoju, bo to mieszkanie nagle było pełne ludzi. Myślała o tym, że chciałaby, żeby ten dom zawsze był bezpieczny, to była ich ostoja, coraz większej ilości osób, zależało jej na tym, aby nikomu tutaj nigdy nie stała się krzywda. Myślała przede wszystkim o tym mieszkaniu, bo tutaj ostatnio przebywali wszystkich, których kocha. Miała nadzieję, że Matka otoczy ich wszystkich opieką.