• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.08.72, ranek] Po drugiej stronie lustra

[29.08.72, ranek] Po drugiej stronie lustra
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
27.11.2024, 18:44  ✶  
Były rzeczy, które spadają na człowieka niespodziewanie. Na przykład – zielone fotele, pojawiające się w twoim salonie, kiedy zamawiało się czerwone. Samochody w stolicy Anglii, w której obowiązywał ruch lewostronny, nagle trzymające się bardzo zgodnie strony prawej. Albo najlepszy przyjaciel, który próbował cię nagle pocałować.
Brenna cofnęła się gwałtownie, zarówno ze skonsternowania, jak i w odruchu – bo raczej nie była dziewczyną, która pozwoliłaby cię całować w mniej więcej podobnym przedziale czasu dwóm mężczyznom. A potem patrzyła za uciekającym Prewettem, w absolutnym niezrozumieniu.
Wiedziała już, że coś tutaj jest bardzo nie tak, a w tej chwili się w tym upewniła. Vincent nigdy nie był nią zainteresowany, a nawet jeżeli spróbowałby ją pocałować, by dać nauczkę albo coś takiego, nie rzuciłby się do panicznej ucieczki.
Kolejna zwariowana wizja? Nie pierwsza, jakiej doświadczyła w ostatnich miesiącach. Załamała linię czasu? Jeżeli tak, musiał istnieć sposób, aby to naprawić.
Odetchnęła, na ułamek sekundy ukryła twarz w dłoniach, a potem rzuciła się ku pudłom z rzeczami. Od tego postanowiła zacząć. Minuty upłynęły Brennie na przeszukiwaniu nierozpakowanych rzeczy, ale też zaglądaniu do biurka i szaf, i z każdą chwilą przekonywała się, że to jednocześnie jej rzeczy i nie jej rzeczy. Wiele z nich faktycznie umieszczała w szufladach, kupiła w ostatnich tygodniach albo tutaj spakowała. Część jednak powinna znajdować się wciąż w Warowni, a jeżeli nawet skrzatka w swojej nadgorliwości umieściłaby je w bagażach, nieświadoma, że pani nie przeprowadza się ostatecznie, to były i takie, które nijak nie pasowały. Notatnik z adresami był notatnikiem Brenny, zapisanym jej pismem, ale niektóre uwagi były jej zupełnie obce i nie pasowały do kontaktów, paru imion nie znała. Kilka przedmiotów wzięło się znikąd. W albumie pojawiały się osoby, których zdjęć mieć nie powinna, a brakowało paru takich, które – pamiętała przecież – tam były.
Walczyła z paniką, nie pozwalając, by zawładnął nią strach. Kontakt do Slughorna wciąż był w notatniku. Tylko czy powinna pójść tam?
Co zrobić, aby wrócić do swoich?
Jeszcze dzień temu Brenna miotała się, niepewna, co i jak zrobić, ale w tej chwili jedyne, czego chciała, to odzyskać swoje życie.
Nim jednak zdążyła zdecydować, znów weszła do łazienki, spryskała twarz zimną wodą, a potem długą chwilę przypatrywała się własnemu odbiciu, szeroko otwartym oczom, bladej twarzy. I rysie, która biegła przez taflę, w tym miejscu, w które uderzyła rano. Może było to zmęczenie, może jakaś beznadziejna, nieracjonalna próba, ale Brenna podparła się o to miejsce na moment, pozwalając, by chłód szkła chłodził rozpalone czoło. Próbując opanować oddech, szaleńcze bicie serca.
Oczywiście, że jakoś da radę to naprostować. Nie wiedziała tylko jak.
A gdy odeszła od lustra i wróciła do salonu, zamarła i stała tak przez dobre trzydzieści sekund. Wpatrując się w jeden z foteli – który znów był czerwony. Nie zielony. Dopadła chwilę później okna, wychyliła się przez nie, i roześmiała, trochę histerycznie, gdy zobaczyła samochodu, które jeździły po lewej stronie, dokładnie tak, jak powinny.
Nie wiedziała, czy był to sen, czy naprawdę przeszła przez lustro, a potem wróciła na tę właściwą stroną, czy ktoś rzucił na nią klątwę, której moc się wyczerpała, czy może oszalała, oszalała kompletnie. Ale to nie miało w tej chwili znaczenia. Brenna cofnęła się i znikła z cichym trzaskiem teleportacji – bo w tej chwili chciała przede wszystkim upewnić się w jednym.
Że naprawdę wróciła do domu.
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2655), Vincent Prewett (1538)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa