• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[Lato 1961] Na balu u Gar... pana Prewetta

[Lato 1961] Na balu u Gar... pana Prewetta
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
28.01.2024, 22:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 20:10 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna się nudziła.
Nuda była stanem dość niebezpiecznym u nastoletniej Brenny Longbottom – oznaczała bowiem zwykle, że dziewczyna zaraz wpadnie na jakiś Pomysł, jak tę nudę przerwać i przystąpi do jego szybkiej realizacji. A – choć do pełnoletności w świecie czarodziejów osiąganej w dniu siedemnastych urodzin w teorii brakowało jej zaledwie kilku miesięcy – nie była jeszcze ani na tyle dorosła, ani na tyle świadoma, ile w świecie czystokrwistych znaczą dobre maniery, aby miała wiele zahamowani.
Letnie przyjęcie u Prewettów było wielką fetą – na tyle wielką, że zaproszenie otrzymała większość czystokrwistych rodzin. Także tych, z którymi stosunki były może nie wrogie, ale niekoniecznie bardzo przyjazne: jak podejrzewała Brenna głównie po to, aby nestor rodu mógł się przed nimi pochwalić, a potem w gazetach napisano, że pojawiali się wszyscy przedstawiciele nienaruszalnej dwudziestki ósemki. Tyle że to, co robiło wrażenie na dorosłych, niekoniecznie robiło wrażenie na Brennie. Niezbyt obchodziły ją te wspaniałe ozdoby, wspaniałe meble, wspaniałe jedzenie, wspaniałe sztućce i w ogóle wszystko, co wspaniałe. Co gorsza na przyjęciu gościło zaledwie kilkoro nastolatków, i w większości byli to albo Prewettowie albo ich krewni Bulstrodowie, albo tych przyjaciele – a tak się przypadkiem składało, że z nich Brenna lepiej znała wyłącznie Vincenta. Ścieżki jej, Pandory i Laurenta los miał skrzyżować dopiero za jakiś czas (prawdopodobnie właśnie traciła zresztą szansę na ich poznanie wcześniej, ale pozostawała tego nieświadoma). Niestety, żadna z kuzynek Brenny nie pojawiła się: Bonesowie nie otrzymali zaproszenia w ogóle, a wuj Derwin nie przyprowadziłby córek do miejsca, w którym nie byłby pewny, jak zostaną potraktowane. Erik zaś chwilowo nie pojawiał się na takich fetach: po tym, jak kilka lat temu pogryzł go wilkołak matka jeszcze dość ostrożnie podchodziła do zmuszania go do udzielania się w towarzystwie.
Elise Potter chciała powoli zacząć wprowadzać córkę na salony, ale chyba odrobinę się z tym pośpieszyła.
Brenna wytrzymała równo godzinę.
Matka była sama sobie winna – zostawiła w końcu córkę bez nadzoru. Prawdopodobnie wprawdzie po to, by porozmawiać z jakąś inną matką i zaproponować, by „przedstawić sobie dzieci, niech porozmawiają razem”, ale ta krótka chwila wystarczyła, aby Brenna wymknęła się z głównej sali na korytarz i sprawdziła, czy da się otworzyć okno. W końcu co złego się stanie, jeśli trochę pozwiedza sobie ogród? To na pewno będzie lepsze niż siedzenie jak kołek na stali i umieranie z nudów, gdy matka rozmawiała tuż obok z ciotką Evą. A może uda się jej znaleźć punkt Fiuu i stąd zwiać.
Potem nadejdą Konsekwencje, ale to będzie potem. Brenna nie miała zamiaru przejmować się tym na zapas.
Podciągnęła się na parapet, błogosławiąc w duchu to, że uparła się przy pantoflach na płaskich obcasach i że sukienka, którą tego dnia założyła, sięgała tuż za kolana, a nie do ziemi (na całe szczęście mama nie uważała tych do kostek za najlepszy wybór dla młodej dziewczyny). Wprawdzie to był parter, ale parter dość wysoki. Rozejrzała się jeszcze, czy Elise, wiedziona jakimś niesamowitym, matczynym, szóstym zmysłem, nie pojawi się akurat w tym momencie – ale nie, w korytarzu Brenna dostrzegła tylko jakiegoś chłopaka… och, to był Vincent!
Uśmiechnęła się do niego łobuzersko, pomachała mu – ani trochę nieprzejęta tym, że właśnie przyłapał ją na ucieczce – a potem skoczyła.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#2
15.02.2024, 22:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 20:35 przez Vincent Prewett.)  

Vincent nienawidził tych balów, tych przyjęć ociekających sztucznym, przyjaznym uśmiechem, ale jego brat to kochał. Uwielbiał być w blasku reflektorów, uwielbiał obserwować tych liżących sobie nawzajem tyłki czystokrwistych osób. Sam Prewett nie przepadał za takimi imprezami. Wiedział, że prędzej czy później Edward dogada się z jakąś rodzinką, aby go poznać z ich córką. Chciał go jak najszybciej wrzucić w wir małżeństwa, a że był już wystarczająco młody i dorosły jednocześnie to idealny moment na wzięcie ślubu, prawda? Obserwował każdego spod ściany szukając wzrokiem kogoś z kim mógłby porozmawiać, a kto nie chciałby, aby wcisnął tej osobie pierścionek zaręczynowy. Te imprezy miały zawsze ten sam ukryty cel, więc po prostu nauczył się już chować przed swoim bratem. Dostrzegł jak rozmawiał z jedną parą, gdzie obok stała niewiele młodsza dziewczyna rozglądająca się nerwowo po sali. Czerwony alarm wpadł do jego głowy natychmiast. Musiał się już ulotnić, to ten moment, w którym będzie musiał rozmawiać z jakaś dziewczynką o przyszłości i planach, poznawać się.

– Nie tym razem braciszku – uśmiechnął się pod nosem i zawinął się natychmiast z sali, rozwiązał też krawata, który go uwierał i odpiął kilka guzików od koszuli. Szedł szybko korytarzem próbując uciec przed dryblasami brata, które miały za zadanie go pilnować. Gdy zatarasowali mu drogę wyłgał się, że chce mu się do toalety na kod brązowy. Ich mina była bezcenna, a on został wolny.

Z uśmiechem triumfu przeszedł korytarzem i dostrzegł jak Brennę Longbottom umykającą przez okno. Rozejrzał się i popędził za nią. Czemu sam na to nie wpadł? Przeszło mu przez głowę i już opadł ciężko na nogi w ogrodzie. Rozejrzał się dookoła, a gdy dostrzegł dziewczynę ruszył za nią. Ogród był imponująco piękny, ogrom krzewów z kwiatami, idealnie przystrzyżonymi drzewkami, sporo roślinności i to porządnie zadbanej jak na taką osobę jaką był Edward Prewett. Miejsce dopełniały piękne rzeźby, które były poustawiane w strategicznych miejscach. Na środku, w sercu samego ogrodu postawiona była fontanna również z pięknymi rzeźbami. Edward uwielbiał sztukę, kochał przesyt i dobrobyt, a piękno otaczało go z każdej strony.

Gdy w końcu dotarł do Longbottom złapał ją za ramię patrząc na nią z góry. Pokręcił rozbawiony głową i potargał jej włosy.

– Ładnie to tak wymykać się z imprezy? – zapytał unosząc brew ku górze – Manier to was nie uczą, co? – założył ręce na klatce piersiowej nadal uśmiechając się pobłażliwie z cynicznym rozbawieniem.


Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
16.02.2024, 19:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 20:10 przez Brenna Longbottom.)  
Vincent miał tego pecha czy też to szczęście, że był bardzo wysoki – a to oznaczało, że ciężko było mu poruszać się tak, aby zachować całkowitą ciszę. Brenna usłyszała więc go, kiedy się zbliżył i gdy do niej sięgnął, odruchowo umknęła spod jego ręki i odwróciła się, po czym odetchnęła z ulgą, widząc, że to jednak nie karząca dłoń jej matki, a tylko pewien wredny Ślizgon, którego nie widziała od dobrych paru miesięcy, bo skończył Hogwart przed nią.
– Oczywiście, że uczą mnie dobrych manier, a ja zawsze pilnie słucham. Muszę znać dokładnie zasady, żeby wiedzieć, w jaki sposób je złamać – oświadczyła Brenna, przewracając oczami. Nudziła się zwyczajnie: nie było tu ani jej koleżanek, ani jej kolegów, a nie chciała jednak robić rodzicom problemów urządzając jakieś przedstawienie na Sali balowej. W przyszłości miała do tego przywyknąć, odnaleźć się, ba, polubić nawet – przynajmniej poza tymi najbardziej napuszonymi galami u takich Blacków na przykład – ale w tej chwili miała serdecznie dość. – Też tu jesteś. Brat trzymał cię dzisiaj na za krótkiej smyczy?
Skrzywiła się lekko, gdy poczochrał ja po głowie. Fryzura, ułożona za pomocą dużej dawki przeboju Potterów, czyli Ulizanny oraz kilku spinek, starannie wpiętych we włosy córki przez matkę, uległa kompletnemu zniszczeniu.
– Prewett, nie wiesz, co właśnie uczyniłeś, więc dam ci szansę. Uciekaj. Ukryj się gdzieś, zmień twarz, zmień nazwisko, przyczaj się na parę miesięcy i wróć dopiero, kiedy moja mama… no nie zapomni i nie wybaczy, ale będzie miała głowę zaprzątniętą innymi rzeczami… Bo jeżeli spyta mnie, co się stało z moimi włosami, a ja odpowiem jej prawdę, to cała armia Prewettów nie uchroni cię przed nią – wyrecytowała, jak zwykle mówiąc trochę za dużo i trochę zbyt szybko. Oj, mama będzie na nią zła o tę ucieczkę (chociaż Brenna zamierzała pleść coś o zgubieniu się w drodze do łazienki – ba, naprawdę wpadnie wracając do łazienki, żeby to nie do końca było kłamstwo, bo jednak rzadko kłamała…), ale o zepsutą fryzurę, nad którą tyle się nabiedziła, to dopiero będzie zła! – Zwiałam, bo nie ma prawie nikogo w moim wieku, mama niepotrzebnie mnie tu ciągnęła. A ty co tu robisz? Nie powinieneś pląsać po parkiecie i zajmować się gośćmi, skoro to wasza zabawa? Nawet ja nie uciekam z przyjęć w Warowni. To znaczy, no dobrze, dwa razy, ale raz zabrałam ze sobą koleżanki… a drugi raz… w sumie to prawie wszystkich gości w moim wieku, więc nie wiem, czy się to liczy…



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#4
01.04.2024, 16:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 20:34 przez Vincent Prewett.)  

Na ustach chłopaka widniał cyniczny uśmiech, taki charakterystyczny dla jego postawy. Od zawsze odznaczał się tym, że nie przepadał za ludźmi. Nawet jeśli zbliżał się do dwudziestki nie wyzbył się tej swojej ślizgońskiej natury. Brenna zdawała sobie sprawę, że postawa chłopaka jest tylko grą pozorów, ale Vincent nigdy nie chciał wyjść ze swojej roli. Wolał udawać, że jest podłym, wrednym i groźnym Prewettem. Z Salazarem Slytherinem zapewne łączył go bystry umysł i ambicje, ale poglądy raczej miał dalekie od tych, które prezentował jego dom.

Uniósł brew ku górze, gdy wspomniała o smyczy. Zdecydowanie nie lubił tego, że jego brat maczał palce w jego ożenek, ale nic nie mógł z tym zrobić. Edward był upartym bucem i żadne argumenty do niego nie przemawiały. Czasami miał wrażenie, że prędzej uda mu się przekonać ścianę, aby się przesunęła niż wybić Edwardowi pomysł na szukanie mu żony. Nikt tego nie widział, nikt nie zaglądał za drzwi relacji tych dwóch braci. Braci z taką różnicą wieku między nimi, że czasami można było pomylić Vinca z synem Edwarda. Nazwiska się zgadzały, geny również, prawda?

– Nikt mnie na niczym nie trzymał, Paskudo – prychnął – Stwierdziłem, że to dobry moment wyrwać się, zaczerpnąć świeżego powietrza i zajarać – mówiąc to wyciągnął z kieszeni marynarki paczkę fajek, jeden z papierosów wcisnął w usta i odpalił końcem różdżki. Lekko przekrzywił głowę przyglądając się dziewczynie i podsunął jej paczkę chcąc ją poczęstować. Wiedział, że ona nie weźmie papierosa, ale zawsze przy byle okazji ją częstował. – Jak na Brenne Longbottom ładnie dzisiaj wyglądasz – dodał mijając ją i opierając się pośladkami o krawędź fontanny.

Jego wyraz twarzy nic się nie zmienił, gdy dziewczyna wpadła w słowotok po jego niecnym czynie rozczochrania jej włosów. Nadal był cyniczny oraz delikatnie drwiący. Przyglądał się jej nie wzruszony nie zamierzając się póki co ruszać z miejsca. Powoli wyciągnął papierosa z ust i wypuścił z nich dym wprost na dziewczynę. Nadal był gówniakiem, nadal udawał człowieka bez manier. Dopiero później nauczy się tego, aby nikomu nie dmuchać dymem w twarz. Bawiła go reakcja dziewczyny. Nie bał się jej matki, nie bał się nikogo, prawda?

– Oh, Paskudo zamknij się i wyluzuj – wcisnął papierosa w usta i zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu pasty do włosów. Nie była to jakaś dobra firma, ale Vinc nie przykładał wagi do kosmetyków. Sam miał długie włosy i czasami zdarzało mu się jego własne włosy zaczesywać do tyłu, aby mu nie przeszkadzały. Rzucił w jej stronę małe pudełko. – Nie panikuj. – puścił do niej oko – Chodź, pokaże ci coś – złapał jej dłoń bez ostrzeżenia i ruszył w głąb ogrodu ciągnąc ją za sobą dosyć nieostrożnie. – Zrobiłem taktyczny odwrót, bo mój brat znowu szuka mi żony. Wziął sobie za punkt honoru spełnienie woli naszego ojca, który czeka na ślub ostatniego syna, bla bla bla. Myślałem, że Longbottomowie nie przepadają za naszą rodziną. Nie wymiksowaliście się z tej imprezy? – zagadnął nie zatrzymując się i ignorując jakiekolwiek próby powstrzymania go przed zatrzymaniem się.

Po kilku minutach dotarli do linii drzew ogradzających piękny ogród od ciemnego lasu. Odrzucił niedopałek papierosa zdeptując go i wciskając się z Brenną w las. Starał się teraz iść ostrożniej, aby nie zniszczyć kreacji dziewczyny. Wiedział, że te wszystkie stroje kobiet były drogie, więc gdzieś już miał jakiś zalążek odpowiedzialności w swojej głowie. W końcu dotarli do małego oczka wodnego otoczonego latarniami, nad nim unosiły się małe, świecące robaczki. Była tu huśtawka, która wisiała w tym miejscu od wieków. Pewnie pamiętała jeszcze małego Edzia. 


Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
01.04.2024, 20:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2024, 20:10 przez Brenna Longbottom.)  
– Ładnie to tak, oferować papierosy nieletnim? – spytała Brenna, oczywiście nie sięgając po papierosa. Na komplement – nie – komplement tylko przekrzywiła lekko głowę na bok, ani trochę nie zakłopotana czy przejęta: może sporo nastolatek przywiązywałoby większą wagę do takich słów z ust starszego chłopca, ale Brenna po prostu nigdy nie brała takich rzeczy na poważnie. – Ja zawsze ładnie wyglądam – oświadczyła, robiąc przy tym nieco komiczną minę.
Brenna dobre maniery, jak już sama wyjaśniła, znała całkiem dobrze. Gorzej, że niekoniecznie ich przestrzegała i jak na małolatę z Gryffindoru przystało: bywała aż nazbyt bezczelna. Dlatego kiedy on dmuchnął na nią dymem i papierosa wcisnął sobie w usta, ona po prostu bezceremonialnie rzeczonego papierosa mu zabrała i z pewną satysfakcją wdeptała go w ziemię.
– Jestem wyluzowana, to ty masz umrzeć w mękach nie. I „zamknij się”? Naprawdę sądzisz, że jak powiesz, żebym się zamknęła, to się zamknę? Co najwyżej będę mówiła dwa razy więcej, tylko dlatego, że chciałeś, żebym się zamknęła…
Pewnie wyrzucałaby z siebie kolejne słowa tylko po to, by mówić, skoro oświadczył, że ma przestać, gdyby nie została pociągnięta gdzieś w głąb ogrodu. Na całe szczęście, akurat ze sprawnością fizyczną Brenna nigdy nie miała problemów, a buty, które nosiła tego dnia, też nie były na wysokim obcasie, nadążyła więc za chłopakiem bez większych problemów. Niezbyt przejęła się, że gdzieś ją za sobą ciągnie – z typową dla szesnastolatki brawurą uważała, że nie musi się bać niczego poza tym nigdy nie bała się Vincenta Prewetta, nawet wtedy, kiedy chwilę wcześniej rozwaliła mu nos, a on omal nie połamał jej żeber. Jego postura, miny i pozorowanie na groźnego draba w teorii powinny odstraszać i pewnie odstraszały większość populacji, ale ona jakoś reagowała na nie po prostu odruchową złośliwością, jaką zwykle stosowałaby wobec kogoś znanego od wielu, wiele lat.
Poza tym dokądkolwiek szli, grunt, że z dala od sali balowej i tych wszystkich nudnych, dorosłych rozmów.
– Matko i córko, żony, ile ty masz lat? Dziewiętnaście? A tak mentalnie to eeee, może z dziewięć, co? Twój brat na głowę upadł, czy jak, że chce cię już posyłać przed ołtarz? – zdumiała się szczerze, bo jeszcze nie była w pełni świadoma, jak bardzo Edward dręczył pod tym względem Vincenta: w końcu odkąd Prewett opuścił Hogwart mieli mniej kontaktu, a w samej szkole to jednak w dzisiejszych czasach rzadko kogoś swatano. – No co ty, tata uważa, że was trzeba mieć na oku, to Prewettowie prędzej by jego nie zaprosili… ale zaproszenie dostała mama. Wiesz, ona jest z Potterów? Zdaje się, że mój dziadek i jakiś tam twój wuj kiedyś całkiem dobrze się dogadywali. To może być przez tę, no… czekaj, jak to mówiła babcia… „typowo potterowską, pewną pogardę do zasad”. Jestem pewna, że pod względem tej pogardy do zasad to mieli wiele wspólnego. Całkiem tu ładne. Teraz spróbujesz mnie utopić? – zapytała, kiedy przystanęli na granicy drzew. Rozejrzała się po okolicy – nie była zbyt zdziwiona tym, jak to wszystko wyglądało. Prewettowie w końcu byli bogaci i lubili te pieniądze chyba wykorzystywać po to, aby pokazywać, że… no cóż, mają je. – Bo jeżeli tak, to stanowczo protestuję, zepsuję sobie wtedy fryzurę do reszty.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#6
22.10.2024, 21:35  ✶  

Rozbawienie oczywiście nie znikało z jego twarzy, gdy dziewczyna odpowiedziała mu w pewny siebie sposób. Skinął głową potwierdzając jej słowa. Nie mógł przecież kłamać, że była brzydka i paskudna, bo nie była. Był mężczyzną i znał się na kobiecym pięknie, a Brenna miała go w sobie ogrom nawet jeśli zwykły amant z ulicy, by tego nie potwierdził. Kanon piękna Brenny był inny niż wszystkich tych dam z sal balowych. Była wyjątkowym okazem dziewczyny, ale sam Vincent nigdy jej tego nie powie, bo mogłaby go źle zrozumieć, albo duma mu na to nie pozwalała? Jasne na ten moment, na ten okres jego życia nigdy nie odważyłby spojrzeć na taką osobę, na kobietę pokroju Brenny. Raczej zawieszał wzrok na bardziej powabnych i bardziej kobiecych osobach. Longbottom była typem kumpla i tak miało pozostać na zawsze, prawda?

– Hej, paliłem to – spojrzał dramatycznie smutnym wzrokiem na zdeptanego papierosa, ale szybko przestał o nim myśleć, bo Vincent nie płacze nad rozlanym mlekiem. Po prostu sięgnął po następną fajeczkę i ją wetknął w usta nie odpalając go jeszcze. Po chwili przesunął go za ucho, bo stwierdził, że tamto miejsce nie powinno zostać zaburzone przez dym papierosowy.

Zignorował jej paplaninę. Doskonale wiedział, że zamknięcie Brenny Longbottom graniczyło z cudem, a on w takie rzeczy się nie bawił. Lubił po prostu jak zaczynała jeszcze więcej paplać. On przynajmniej nie musiał się męczyć i wymyślać nowych tematów do rozmów, bo z nią tworzyły się same jak marzenia małych dzieci. Wszystko miało swoje miejsce, a miejsce Brenny w tym momencie było tutaj, bo ona po prostu pasowała u jego boku czego nie był jeszcze świadom.

Zaśmiał się na jej słowa tak od środka, bo naprawdę go rozbawiła. Tym samym argumentował swój brak chęci na szukanie żony, ale to jego brata nie przekonało. Wprawdzie nie uważał siebie za dzieciaka, bo był już odpowiedzialny i świadomy, ale nie czuł się na tyle silny i wytrwały, aby mieć u boku kobietę. Posiadanie żony było odpowiedzialnością za drugiego człowieka, a z czasem kolejnego. Nie chciał być tylko nazwiskiem i zdjęciem dla swojej rodziny. Chciał małżeństwa z miłości i chciał uczestniczyć w życiu rodzinnym z taką kobietą, która go pokocha i będzie mu wierna. Nie chciał zdrad, one były dla niego naprawdę podłe. Raz został zdradzony przez przyjaciela i to był ogromny cios, więc jakim ciosem byłaby zdrada kogoś ukochanego?

– Mówiłem mu dokładnie to samo, nie uwierzył. Stwierdził, że metryczka się zgadza, więc czas na żonę i dzieci – wzdrygnął się patrząc na taflę wody, a potem ze stoickim spokojem na Paskudę. – Hej, nie czytaj w moich myślach, to tak nie ładnie i zbyt intymnie – wyszczerzył się. Nie chciał jej topić, ani wrzucać do wody, ale myśl ta była kusząca dlatego, że ona o tym wspomniała. – Ale w sumie, jak wskoczymy do tej wody to bal mamy z głowy, bo nikt nas tam z powrotem nie zaciągnie – zasugerował uśmiechając się diabolicznie i patrząc w kierunku wody z błyskiem szaleństwa w oczach.


Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
22.10.2024, 22:16  ✶  
Ze strony Brenny były to akurat bardziej wygłupy niż prawdziwe stwierdzenie. Nigdy nie miała specjalnego kompleksu na punkcie swojego wyglądu, i nawet nie pomyślała o proszeniu matki, by przerabiała jej twarz na ładniejszą – choć mogłaby to zrobić. Ale i mając przy sobie takie rówieśnice jak Cynthia, Victoria czy Mavelle, doskonale wiedziała, że przy nich znika.
I była tym rzadkim gatunkiem człowieka, któremu taki stan rzeczy naprawdę nie przeszkadzał.
– To już nie palisz – oświadczyła bez choćby krztyny sumienia, bo w końcu mógł jej nie dmuchać dymem w twarz, a skoro to zrobił, znaczy się, że sam się prosił.
Dla Brenny małżeństwo było abstrakcją. Z uwagi na wychowanie może i myślała, że kiedyś za mąż wyjdzie (ta myśl miała wywietrzeć jej z głowy tak mniej więcej w tym wieku, w którym był Vincent, gdy utwierdziła się w przekonaniu, że umrze młodo), ale to była bardzo, bardzo daleka przyszłość, no nie wcześniej przecież niż za cztery lata: znaczy się, całe wieki. Chłopcy byli dla niej wyłącznie kumplami, tak jak ona dla nich była nawet nie kumpelą, a chyba przez większość czasu kumplem bardziej.
Niezbyt przeszkadzało jej, że część paplaniny została zignorowana. Póki nie widziała wyraźnie, że nudzi drugą osobę śmiertelnie, była skłonna paplać dla samego paplania. Zresztą większość ludzi w pewnym momencie zaczynała odpowiadać, choćby odruchowo.
– Może powinieneś zrobić coś naprawdę głupiego, żeby do niego dotarło? Ile on miał lat, jak się ożenił? Chyba nie dziewiętnaście? Jak więcej, powiedz, ze chcesz iść w ślady starszego brata i nie ożenisz się wcześniej niż on. Albo spakuj rzeczy i ucieknij na drugi koniec świata. Albo to jego utop w jeziorze – zaproponowała, podchodząc do huśtawki i chwytając za jeden z podtrzymujących ją sznurków, by okręcić go wokół dłoni. – To mój specjalny talent, chociaż wiesz no, ciężko coś w tych myślach sensownego znaleźć – oświadczyła, ale z taką miną, że raczej nie ulegało wątpliwości, że jest to jej zwykłe przekomarzanie się, w ramach wzajemnego obrażania się. – Ale na koniec ma być t o r t. Stanowczo odmawiam topienia się, zwłaszcza przed tortem – powiedziała, obracając się, by usiąść na huśtawce i odbić się od ziemi, tak że niskie obcasy pantofli na moment zaryły w ziemi. Bo czy był sens huśtać się na huśtawce inaczej niż wysoko? – Czy twój brat ma jakiś kompleks, że koniecznie chce znaleźć ci żonę? Czy nie może cię już znieść i liczy, że w ten sposób się ciebie pozbędzie? Bo chyba całe jego rodzeństwo to już ma żony i mężów, mógłby ci dać spokój.
Elisa znała Enidę Prewett z młodości, i ta zdaje się była żoną jakiegoś Bulstroda, a Brenna kojarzyła ze szkoły Basiliusa Prewetta, więc i tutaj istniał jakiś związek, nawet jeżeli Brenna, tkwiąc głównie w Hogwarcie, nie orientowała się w szczegółach.



Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#8
24.10.2024, 20:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2024, 15:48 przez Vincent Prewett.)  

Brenna miała póki co tylko dziewczęcy urok. Duże brązowe oczy i ogrom zadziorności. Przynajmniej w oczach Vincenta, który zawsze w niej widział przyjaciółkę, powierniczkę swoich sekretów. Nie był pewien, dlaczego jej ufał. Oczywiście wiadomo – to zaufanie w tym momencie nadal jest budowane, nadal sprawdza jakie są jej granice, a gdy je poznaje to nie chce ich przekraczać. Sa młodzi, nastoletni i jeszcze tacy niewinni oraz niedoświadczeni. Vinnie dopiero za kilka lat zrozumie jaką wartość mają osoby godne zaufania i jak łatwo jest takowe zaufanie stracić wobec innych.

Vincent z szacunku do Brenny starał się nie zapominać, że mimo bycia kumplem nadal była dziewczyną, a w przyszłości kobietą. Czasami miał wrażenie, że ona nie chce być uznawana za kobietę, że specjalnie chce się przystosować do bycia kolegą, ale z Vincentem było trudniej ze względu na to jak został wychowany. Miał spory szacunek do kobiet i uwielbiał w niej to, że była tak cholernie silna i stanowcza w swoich postanowieniach. Zawsze na urodziny dawał jej upominki, które czasem podkreślały właśnie to, że jest dziewczyną, a czasmi najzwyczajniej w świecie dawał jej coś przydatnego. Był praktycznym mężczyzną i w swoim życiu na pewno nie raz dał jej jakąś broń, która mogłaby jej uratować życie, czy cokolwiek innego, co akurat było jej potrzebne.

Paplanina Brenny wywołała w nim jedynie odruch rozbawienia, wesołości, a nawet w pewnym momencie lekceważąco przwrócił oczami. Brak ciszy przy niej był jednak dla niego kojący. Po prostu przyzwyczaił się do tego, że była Brenną, a nie kokietką lecącą na błyskotki. Była prosta, przyjemna i… i po prostu była lub miała być najlepszą przyjaciółką.

Słuchając jej rad puścił już dawno jej dłoń, oparł się o najbliższe drzewo i przez chwilę się w nią wpatrywał. Wyjął zza ucha papierosa i wsunął go pomiędzy wargi na chwilę przymykając oczy, gdy zaciągnął się drażniącym dymem. Nie było to przyjemne, ale jednocześnie kojące. Nie wiedział, czy koiło jego głowę, myśli, czy było po prostu zwykłym efektem placebo. W końcu, gdy dziewczyna skończyła mówić westchnął ciężko.

– Nie pamiętam ile miał lat jak się żenił, ale tu bardziej chodzi o słowo, które dał naszemu ojcu. Wiesz, mój staruszek faktycznie jest staruszkiem i chce być na każdym ślubie swoich dzieci, tak więc zostałem ja. Najmłodszy, najbardziej mnie cisną, nie – zaśmiał się dosyć gorzko, bo w sumie zawsze mu odpuszczano, zapominano o nim, a teraz, gdy wkroczył w świat dorosłych przypomnieli sobie o nim. Obserwował jej dłoń, która splatała sznurek huśtawki i zaśmiał się na przytyk dotyczący jego myśli. – Nie zaglądaj za daleko, bo nie wszystko jest dla twojej główki, kochanie – wyszczeszył się szeroko z łobuzerskim błyskiem w oku. Przyglądał się jak wznosi się na huśtawce, a potem spojrzał na taflę wody. Było tu tak dziwnie cicho i spokojnie. Inaczej niż na sali, gdzie wszystko głośno rozmawiali, tańczyli i się śmiali.

– Mogę cię zabrać do kuchni, albo możemy za chwilę wracać z powrotem na bal – ostatnie słowo powiedział z lekkim przekąsem. – Wiesz, ponarzekam sobie na to, ale nie dam mu tej satysfakcji. Ja się nie nadaje na męża, ani ojca – odparł z dużą pewnością siebie. Gdzieś tam w środku chciał mieć własną rodzinę, ale wolał z tym poczekać na odpowiednią osobę i przede wszystkim chciał się upewnić, że będzie się do tego nadawał.


Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
25.10.2024, 12:15  ✶  
W gruncie rzeczy Brenna chyba nie chciała być uznana za nikogo konkretnie – nie zastanawiała się nad tym, i nawet nie starała szczególnie zachowywać jak chłopiec: nie miała żadnego problemu choćby z przyjściem tutaj w sukience. Ale jakoś odruchowo wchodziła w rolę koleżanki czy kumpla nawet. Nie przyswajała pewnych rzeczy, na przykład tego, dlaczego opiekunka Gryffindoru tak strasznie martwiła się, że czasem przyłapywała podopieczną w dziwnych miejscach w towarzystwie Ślizgona – i musiała zacząć pracować w Brygadzie Uderzeniowej, żeby zaczęło do niej docierać, o co mogła ich podejrzewać. A nawet wtedy nie od razu załapała, że McGonagall go przez to zwyczajnie nie lubiła.
I że z jednej strony to było krzywdzące, z drugiej ciężko było się dziwić.
– Czy twój ojciec złożył wieczystą przysięgę, że zrujnuje życie wszystkim swoim dzieciom? – zdziwiła się Brenna, odbijając się znowu od ziemi, i rujnując sobie już do końca fryzurę, i tak podniszczoną przez Vincenta, bo pęd powietrza bawił się długą spódnicą i włosami. Ale jak tu się oprzeć huśtawce? – Znaczy się, nie żeby każde małżeństwo było takie fatalne, moi rodzice się dogadują, ale tak patrząc, to mam wrażenie, że większość małżeństw czystokrwistych jest totalnie nieszczęśliwa. – Żeby daleko nie patrzeć, Brenna była tylko rocznik wyżej niż bratanek Vincenta, Laurent Prewett. Bratanek Vincenta, nie był synem jego bratowej. I Brenna zupełnie nie wyobrażała sobie, jak ktokolwiek mógłby być w takiej sytuacji szczęśliwy.
Pozwoliła huśtawce zatrzymać się, ale oczywiście nie mogła usiedzieć na niej po prostu i nic nie robić: zaczęła więc okręcać ją tak, by sznurki zaczęły się ze sobą splatać, oczywiście w celu późniejszego puszczenia i pozwolenia na szybkie rozplecenie.
– Jeszcze rozumiem, jakbyś nie miał starszego brata, i drugiego brata, i siostry, i do licha, ty masz chyba… zaraz, czy ty nie masz bratanków starszych od siebie? – spytała, dokonując szybkich przeliczeń, sama zdziwiona tym, co tutaj z tych wyliczeń wyszło. Nie żeby to było aż tak zaskakujące, w końcu jeden z jej kuzynów już miał dzieciaka i mały Frank był tutaj pewnego rodzaju gwarantem przetrwania rodu… – Wiesz co? To obsesja. Taka totalna obsesja. Jestem pewna, że to się kwalifikuje do Lecznicy Dusz. Dobrze, że u mnie wszyscy są rozsądni i skupiają się na Eriku.
Brenna wbrew pozorom rozumiała, że wśród rodzin czystokrwistych nacisk na mariaże jest dość naturalne, ale Vincent był dalej n a s t o l a t k i e m. I miał żonatych braci.
Zeskoczyła wreszcie z huśtawki i stanęła przed Vincentem, zadzierając głowę, by spojrzeć na niego krytycznie.
– Nie nadajesz się – przytaknęła, bo absolutnie go sobie nie wyobrażała jako ojca. – Hm… a w tej kuchni mają tort?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Widmo
Nie mam nic do ludzi.
Nawet szacunku.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Co się rzuca w oczy, gdy do pomieszczenia wchodzi ON? Jego wzrost (197 cm). Jest gigantem, umięśniony, dba o to, aby być silnym fizycznie. Jest to jego atut. Ma na ciele sporo blizn ze spotkań z niebezpiecznymi stworzeniami. Zwykle ma zarost na twarzy, kręcone włosy i ciemne jak otchłań piekła oczy, które patrzą na ludzi z nienawiścią, a na zwierzęta z obsesyjną miłością. Jeśli pracuje, nie spodziewa się gości ubiera się niedbale, byle jak, bez patrzenia na modę. Jeśli idzie do ludzi, brata, rodziny to ubiera się w skrojone na jego miarę garnitury, koszule, kamizelki (ale za tym nie przepada).

Vincent Prewett
#10
27.10.2024, 15:48  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.11.2024, 13:42 przez Vincent Prewett.)  

Ventus zdawał sobie sprawę z jakiego powodu nauczycielki nie lubiły tego, że wirował wokół postaci Brenny Longobottom w szkole. Nie był głupi i nie był też niewinny. Czasami sam prowokował opiekunkę domu Lwa do jednoznacznych wniosków, aby dostawała palpitacji serca. Złośliwość niestety miał w sercu prawdopodobnie odziedziczone w genach. Nie czuł się skrzywdzony, a wręcz lubił to, bo wtedy się nie nudził. Może i miał trochę pod górkę na jej zajęciach w szkole, bo taka jest ludzka natura. Nie ważne jak mocno ktoś chciałby traktować ludzi równo – to się nie uda, bo emocje często biorą górę.

Popatrzył na nią z uwagą i przymrużył delikatnie oczy zastanawiając się nad jej pytaniem. Coś w tym było, a jego mina wyglądała tak jakby sam siebie próbował przekonać do tego, że ojciec jednak go nie lubił, ale zaraz wyrzucił tę myśl z głowy i wzruszył ramieniem wydychając dym z papierosów gdzieś w bok, aby Paskudzie nie przyszło znowu do głowy zdeptać mu fajka.

– Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale na razie nie chce nawet o tym myśleć – odparł jej krótko i znowu pociągnął sporo dymy do płuc, aby zaraz je wydmuchać. W końcu po krótkiej chwili rzucił niedopałek na ziemię i zdeptał eleganckim oraz drogim butem wciskając go delikatnie w ziemię. Zaśmiał się patrząc na dziewczynę, która dokonywała obliczeń genealogicznych jego rodziny. Brenna pochodziła z trochę innej rodziny niż on sam, więc zapewne nie będzie w stanie tego zrozumieć. Fakt, mógłby być synem swojego brata i pewnie w niektórych sytuacjach Edward go tak traktował, ale Vinc nigdy na to za bardzo nie pozwalał.

– Chyba tak – wzruszył ramieniem – ale co z tego? Nadal jestem jego synem, więc cóż, nie zmienię jego podejścia do życia, ale nie ważne. Zostawmy ten temat na kiedy indziej. Denerwuje mnie myślenie o tym. – odparł, wprawne ucho mogło nawet dosłyszeć ciche zgrzytnięcie jego zębów jakby za mocno je zaciskał, aby się uspokoić.

Gdy stanęła przed nim spojrzał na nią z góry rozluźniając się i uśmiechając zadziornie. Łagodziła jego złość, pomimo tego, że czasami ją generowała, ale jakoś przy tej dziewczynie czuł, że mógł być naturalnie sobą, nic nie kryć, po prostu trwać, ale starał się jeszcze trzymać dystans, bo było to dla niego dziwne i nienaturalne.

– No pewnie. Będzie wszystko, co chcesz w takiej ilości jakiej chcesz – odparł. Na pewno będzie im lepiej zjeść w kuchni niż na sali wśród tych wszystkich pustych rekinów.

Nie słysząc sprzeciwu zabrał ją więc do miejsca, o którym rozmawiali. Gdy uznali, że już im nie będzie grozić nuda na przyjęciu, a ono chyli się ku końcowi wrócili na salę niczym dwójka obcych sobie ludzi. Oczywiście nie obyło się od ukradkowych spojrzeń i uśmiechów, bo tylko oni wiedzieli, że byli partnerami w zbrodni.


Koniec sesji

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2358), Vincent Prewett (2469)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa