• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[24.08.1972] Flawless | Laurent & Flynn

[24.08.1972] Flawless | Laurent & Flynn
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#41
14.01.2025, 00:30  ✶  

Zły temperament. Zły temperament sprawiał, że nie wiedział sam, jak z nim postępować? Czy może chodziło o to, że nie istniał żaden model, który by się sprawdził, jeśli chodzi o radzenie sobie z nim? Bo będziemy wracali do tego samego uparcie - co sytuacja to mógł mieć inne potrzeby. To bardzo... komplikowało sprawę. Tylko że nie do końca wierzył, że nie istniał jakiś wzorzec. Już widział, że Flynn reagował na różne bodźce, nawet te stresujące, na różne sposoby. Ciągle chociażby miał w głowie to, jak potrzebował pobiegać i się wykrzyczeć. Teraz też tego potrzebował? Oddzielił aktualnie w swojej głowie destruktywne zachowanie z poczucia winy od stresu powodowanego rozmową o rzeczach, które go zniszczyły. Agresji, której został poddany już za czasów Fontaine. Okropna wiadomość o tym, że śnił, jak to Laurent, zamiast niej, przypalał mu ręce papiersowami wlał mu się do głowy tak wyraźnie po tamtej rozmowie, że miał teraz odczucie, jakby sam tego snu doświadczył. I bardzo mocno wykluczał możliwość, jakoby coś takiego miało miejsce, ale jak wielu wydarzeń z Nokturna - zwyczajnie nie pamiętał, bo za bardzo był naćpany albo pijany. Przecież to nie był on. Z drugiej strony planowanie morderstwa to też nie był on. Tak myślał, a przecież od początku miesiąca jego głowa znów była zafiksowana na tym, że powinien Dante zabić. Własną ręką, żeby nikt nie był już tego ofiarą. Myśleć i fantazjować o takich rzeczach zawsze łatwo. Zrobić? Przecież miał tak samo jak Flynn - nie mógł patrzeć, jak coś cierpi. Ktoś cierpi. Przecież słabo mu było na widok krwi. I on miałby zostać mordercą? Wolne żarty. Wstydził się niektórych swoich fantazji i tego, jak daleko potrafiła zaprowadzić go głowa. W takich momentach jego światło gasło zupełnie. Była tylko pusta. Nieskończona, rozciągająca się jak guma do żucia, czerń.

- Pomogło ci wtedy bardzo to pobieganie i wykrzyczenie się. Sądzisz, że tu też by pomogło? - W porządku, jeśli odpowiedź pozostawała taka sama. Czyli: nie wiem. I gotów był go o tym zapewnić, żeby się nie martwił. Nie było ku temu powodów. Naprawdę sądził, że był w stanie podołać wyzwaniu, jakiego się podjął - nauczyć się Flynna na pamięć. Jeszcze z nikim nie miał takich problemów. Ludzie byli puzzlami, które układał, a potem gmerał tam swoimi paluszkami, by wsyzstko grało jak w zegarku. Ale - Flynn? Najgorsze było to, że kompletnie nie wiedział, co się dzieje. Czy on głupiał przy nim aż tak? Czy to zakochanie tak strasznie go otumaniało? Czy może coś jeszcze innego.

Pokręcił głową. Nie smakowało. I byłby pytał, czy nie smakowały krewetki, czy makarony, czy wszystko... ale widząc minę Flynna darował sobie to pytanie. Za to je zmienił.

- Lubisz poznawać rzeczy nowe? Ewentualnie: czy chcesz. Tyczy się to też kuchni. - Zadał teraz to pytanie, bo sam już mu powiedział - on uwielbiał. We wszystkim. Jego ciekawość nigdy nie była zaspokojona. Nie znaczy to, że musiał to przerzucać na Flynna i wciągać go w to wszystko. Rozróżniał też lubienie rzeczy od chcenia. Bo czasem nie lubimy - ale chcemy. Chociażby po to, żeby komuś było miło.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#42
14.01.2025, 01:18  ✶  
Procesy myślowe, do jakich został w tym momencie zmuszony wprawiały go niewątpliwie w jakieś zakłopotanie. Odsunął się głębiej na tę kanapę, kładąc na niej całą swoją nogę oprócz buta - ten wystawał poza. Teraz zamiast udem, Flynn stykał się z nim łydką. Znów oparł się całymi plecami i ułożył za nim rękę.

- Może... - Była w tym może jakaś niezręczność, jakby sam nie był pewny czy nie plecie głupstwa. - Ale nie miałem zamiaru robić ci tu siary. - Większej niż zrobił samym pojawieniem się w środku. Większość tych tatuaży zrobił sobie już jako nastolatek i nie od wczoraj zbierał żniwo wyglądania w ten sposób. Pomijał już nawet to, że zamiast nosić czarodziejskie szaty, ubierał się jak mugolski idiota albo prostytutka. Czasy szły do przodu, ale społeczeństwo wciąż wyznaczało zasady i standardy, które on zadeptał, zanim poznał ich prawdziwe konsekwencje i mógł to trzeźwo przemyśleć. - To... zależy od nastroju. - Od dźwięków mających przewagę w danym momencie. Od tego jak intensywny był szum w jego uszach, jak zwalające z nóg było natężenie muzyki.

Kartą nie wiem zagrał jeszcze raz, kiedy temat znów zahaczył o jedzenie. Nie mówił o tym od dziecka. Wypracowywał pewne schematy radzenia sobie z rzeczywistością, której nie lubił. Więc to nie wiem było kłamstwem. Tylko kogo okłamywał bardziej? Laurenta, czy może jednak siebie?

- Nie wiem. - Nie wiedział, czy lubił poznawać rzeczy nowe. Oh i legendarne to zależy. Umknęło mu przypadkiem, chociaż leżało blisko tego, co ostatecznie powiedział. - Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. - Gdyby był puzzlem, to nie wiedziałby, do której części obrazka pasuje. Czy to był moment, w którym powinien się nad tym zastanowić? I odpowiedzieć mu jak pomyśli o tym dłużej niż pięć sekund? No niby mógłby, ale jeżeli już mówić o tym czego chciał i nie chciał, to nie chciał na przykład tej rozmowy. Chwycił więc po swoją szklankę i pił dalej, a żeby odwrócić jego uwagę, skinął głową w kierunku talerza. - Od naprawdę dawna nic nie zjadłeś. Dawaj. Jak chcesz mi pomóc, to zrób to tak. - On sam próbował ułożyć w głowie cokolwiek, co pomogłoby im nie siedzieć w kompletnej ciszy, kiedy Prewett będzie przeżuwał jedzenie. Zastukał palcami o oparcie kanapy. - Poza Camden Town jest jeszcze jeden sklep, który lubię. - To przyszło mu do głowy pierwsze, bo przecież mieli iść na zakupy. - Albo może raczej lubiłem. Granny Takes a Trip. - Pewnie nie brzmiało to do końca poważnie, ale wcale go sobie nie wymyślił. - Sprzedawali tam zajebiste ubrania, ale potem zaczął ubierać się tam Mick Jagger i już zawsze był tam ścisk.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#43
14.01.2025, 01:51  ✶  

Oj, tutaj ciężko było o jakikolwiek ruch, o krzyk - chociaż to ostatnie dało się załatwić. Wystarczy jedno zaklęcie i... cyk. Już nie słychać tego, co wewnątrz, na zewnątrz. Do głowy mu nie przyszło, że jednak na ruch też miejsce było - tylko z mniejszą ilością przemieszczania się. I o zgrozo, byle z mniejszą ilością bosych stóp... albo stóp w samych skarpetach, żeby się nie zastanawiał, czy ten wariat się nie pokaleczył o kamienie. Zły temperament. To sformułowanie przyczepiło się do niego jak rzep. Chciał wyciągnąć notes i to zapisać, żeby czasem mu nie umknęło. Porywczy. Gwałtowny? To wszystko pasowało do tych zachowań. Musiał złapać jakąś możliwość na radzenia sobie z ognistym huraganem, kiedy przybywał. Będzie im obu wtedy łatwiej.

- Doceniam. - Bo tak było. Te małe gesty, te powstrzymywania się, te badanie tego gruntu i terenu, pilnowanie się przy kelnerce. Dla siebie przecież tego nie robił. Robił to dla niego. - Zrobiłbym aferę, gdyby ktoś chciał cię wyprosić. - Nawet się nie uśmiechnął mówiąc to. Nie żartował. Zdawał sobie sprawę z konsekwencji, ale... może to część jego własnego złego temperamentu. Więc tak - bardzo doceniał, że dbał o to, by nie narodziły się jakieś problemy. Zabrał się opieszale za te krewetki. Pokiwał głową z akceptacją na to stwierdzenie, że zależy od nastroju. Tak, legendarne to zależy. Całkowicie zgodne z rzeczywistością.

- Zastanów się na spokojnie. I nie śpiesz się. - Laurent sam uznał temat za zamknięty. Może po kilku nowych doświadczeniach stwierdzi, że tak, lubi! Albo wręcz przeciwnie - że stary z niego dziad i on już jest zmęczony, ma dość, chce tylko leżeć. Ulubione zajęcie - spanie. Laurent spać lubił tylko w wannie. Ewentualnie na Flynnie... gdziekolwiek. Zerknął na niego kątem oka, kiedy powiedział o tym, żeby jadł. To jego wiercenie się, wieczne zmienianie miejsca, uważał naprawdę za urocze. Czasami to wręcz rodziło ciekawość, jaką dziwaczną pozycję przybierze tym razem. Czemu on w sumie zjadł to wszystko, skoro mu nie smakowało? Oooch! Chciał pytać. Jego poziom emocjonalnego zmęczenia był teraz na takim poziomie, że miał ochotę trzasnąć dłonią w stół. Taka sama fantazja, jak ta, w której krzyczał na swojego ojca. Uderzenie tą dłonią nie zmieniłoby tego, że Flynn nagle dobrze by się poczuł i był w stanie wyrazić wszystkie myśli w komfortowy sposób. Raczej prowadziło do czegoś kompletnie przeciwnego.

- Kto to jest? - W porównaniu do Flynna Laurent jadł jakieś pięćdziesiąt razy wolniej. Szczególnie w takich chwilach, kiedy zaczynał znęcać się nad tym jedzeniem i nad nim modlić. Jakoś to teraz poszło - kiedy już się na tym jedzeniu skupił. Apetyt już, niestety, nie wrócił. - Opowiadaj. - Zachęcił go. o tym miejscu, o tym człowieku i o tych tłumach. Tylko czasami wtrącał dopowiedzenia albo pytania. - Chcesz... - przesunął palcem po wardze - też tam iść? Albo jest coś, co byś stamtąd chciał? - Skoro są tam tłumy, przez co Flynn nie lubił tego miejsca... - Dobrego sobie wybrałeś chłopaka... - Taka ironia, szczególnie, że mówił o sobie jako o zazdrośniku, a Laurent czułby się dziwnie, gdyby się nikt za nim nie oglądał. Chociaż, z drugiej strony, sam ubierał się tak, że nie dało rady się na Flynna nie gapić. Znów paradoks. Przez moment nie kończył zdania, żeby elegancko zjeść. Z pełnymi ustami się nie gada, o nie. Ale powód wolnego jedzenia był też taki, że brał bardzo małe gryzy, małe kawałki - przyzwyczajenie. Wszystko po to, by nawet jedzenie było sztuką w wykonaniu gestów. Dziś się nad tym nawet nie zastanawiał, to był już automat. Chciał, żeby to wybrzmiało w żartobliwym tonie, ale wcale nie był pewien, czy wyszło. - O co chodziło z tym... psem pilnującym łóżek. - Obrócił teraz na niego spojrzenie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#44
14.01.2025, 13:38  ✶  
Laurent mógł nie być jedyną osobą, dla której zamknąłby gębę na kłódkę i próbował zachowywać się normalnie, ale zdecydowanie jako jedyny potrafił rozpalić go jednym słowem w odpowiedzi na te starania. Sięgnął dłonią jego ucha, przez moment znów bawiąc się jego włosami. Nieszczególnie długo, ale znacząco - no bo... naprawdę by się zdenerwował? Naprawdę przyszedł tutaj z nim jak gdyby nigdy nic i wstawiłby się za nim? To właśnie sprawiało, że jego serce zatrzepotało motylimi skrzydłami - postawienie go ponad wszystko, co cenił - czy istniał lepszy dowód na słuszność podjętego wyboru? Przez ostatnie lata za tym tęsknił. Za pójściem gdzieś razem, za byciem czyimś. Za wzrokiem podążającym za nim i cudzą myślą, że ktoś go wybrał, traktował jak swojego, że nie przyszedł tutaj sam tylko z kimś i ten ktoś ceni sobie jego obecność, nawet jeżeli czasami doprowadza go do szaleństwa. I tak - lubił nazywać teraz Fontaine jędzą - ale ona robiła to przez piętnaście lat, a kiedy przestał dostrzegać w tym szczerość, a zamiast tego pojawiła się interesowność... idea, za którą podążała i do której potrzebowała realizatorów jej pomysłów - jego życie całkowicie się posypało.

Ale teraz był on. Ktoś mogący układać swoją codzienność na wiele różnych sposobów, a jednak wybierający jego towarzystwo. Nawet wiedząc, że zaraz znowu wybuchnie, obrazi się, zacznie się jąkać, albo się spotkają z kimś, kogo nie toleruje i nagle czar wspólnie spędzonych chwil trochę pryśnie, bo przypomni Laurentowi, jak niewyparzoną miał gębę. Jakby na to spojrzeć od boku, to musiało być trochę zabawne - to że Prewetta momentami atakowało widmo zazdrości, a prawda była taka, że gdyby ktoś chciał mu go zabrać, to musiałby wyciągnąć mu go spomiędzy martwych dłoni. Poznał już to szczęście i komfort i nie zamierzał go odpuszczać.

Przez moment wpatrywał się w ścianę, po czym przymknął oczy. Nie było tego widać w tej plątaninie kolorów i świateł poruszającej się na jego twarzy, ale jego policzki były zaczerwienione. Już wcale nie od płaczu, tylko od tego co krążyło mu teraz po głowie. Znów pakował sobie palce do ust, tym przygryzając kostkę pomiędzy środkowym i bliższym paliczkiem. Myślał o czymś, czym znowu się nie podzielił.

Ale odpowiedział na pytania.

- Mick Jagger? - Niespokojnie poruszył nogą. - Lider The Rolling Stonesów, to jest... ikona brytyjskiego rocka. Brytyjskiego... wydaje mi się, że to już światowa gwiazda...? - Bo mieli koncerty w Ameryce i wyprzedawali tam swoje albumy. Ale nawet jeżeli nie, to kiedy w jakimś miejscu pojawiał się Mick Jagger, wiedział o tym kurwa każdy. I mówił o tym dalej: że kiedyś można było tam wejść i kupić coś, co uszyto, ale później zaczęli robić im ubrania na koncerty i do prasy i to stało się mniej otwartym butikiem, a bardziej czymś dla bogatszych ludzi, co miało inspirować tłumy. Słychać było w tej opowieści kilka rzeczy. Po pierwsze on naprawdę nie rozumiał, jak działało chodzenie do krawca, świata mody, a już w szczególności high fashion i haute couture. Opisywał właśnie (i to całkowicie nieświadomie - używał do tego zupełnie innych słów) jak „fajny sklep”, w którym Fontaine kupowała mu ubrania, stał się domem mody, wyznacznikiem stylu mugolskich ulic. A kiedy coś stawało się popularne lub lubiane przez bogaczy, tracił całe swoje zaangażowanie i przestawało mu się to podobać, więc ten sklep nie pociągał go już tak bardzo jak kiedyś. Był „bez sensu”. W momencie, w którym inni powiedzieliby, że to miejsce wyniosło ubrania do rangi sztuki, on powiedziałby, że stracił to miano - sztuki tam już nie było, były za to duże pieniądze. Sztuka była tam, gdzie biedni ludzie, których nie było stać na te kurtki i spodnie zaczynali tworzyć własne, z materiałów kupionych za barter. Obnażył się z tych opinii główne po to, żeby Laurent faktycznie jadł. Plótł bez ładu i składu, aż ich spojrzenia znów się nie spotkały.

- Że sprawdzasz ciągle, czy wszystko jest na swoim miejscu. Tam, gdzie to zostawiłeś, jak... - cmoknął ustami - matki tak robią jak mają dzieci, że kiedy one śpią, to wiszą co chwilę nad kołyską i sprawdzają, czy wciąż oddychają. Bo czasami dzieci przestają oddychać. Pięć minut i tracą cały swój świat.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#45
14.01.2025, 15:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2025, 16:06 przez Laurent Prewett.)  

Najwyraźniej aż za głęboko do serca ten człowiek wziął sobie hasło "zastanów się", bo wydawał się teraz aż nadmiernie przejęty swoimi myślami. I nie wpadł nawet na to, że czarnowłosy nie zastanawiał się wcale nad nowymi doznaniami. Szalone przygody, jakich można doświadczać wszem i wobec, jednych ciągnące, innych odrzucające. Nie przerywał mu tego do momentu, w którym krótka odpowiedź zmieniła się w całą opowieść.

Opowieść, która go pochłonęła. Świat rocka, który ewidentnie pochłaniał Flynna, jego słowotok, przelew myśli taki swobodny, że Laurent zapomniał o swoim samopoczuciu, swojej niechęci, irytacji, która się w nim zrodziła i wszystkim innym. Istniał tylko Flynn i jego świat. Otworzone drzwi, za którymi był blask, który odbijał się w jego oczach. Nowy. I przede wszystkim jego. Czy wystarczy tylko chcieć zjeść, żeby Flynn zaczął więcej gadać? Może to był jego sposób na otwieranie go? Peplanina. Niezainteresowany modą człowiek, który miał tak specyficzny, własny styl, że nie chciał od niego odchodzić. Skóra nie była tania, oj nie. Była droga. Zależy jaka, z czego, jak z futrami. A z czego w sumie szyli mugole? Na pewno nie z hipogryfów. Może u nich jednak była tańsza? Była więc ta skóra, którą lubił i ten sklep, który lubić przestał. Tylko dlatego, że stał się sławny. Z jakiegoś powodu u niego wcale nie zadziałało to tak, że polubił go bardziej. Nie, jego to odrzuciło. Ponieważ sztuka nie była pieniądzem. Czym była więc? Łączenie sztuki i pieniądza było nierozłączne. Owszem, niekoniecznie artyści b yli bogaci, ale kiedy ma zapewnione dobre warunki do pracy - tworzy lepiej... prawda? Czy jednak nie? W jego świecie sztuka przelewana była w setkach galeonów. Tak z powątpieniem spojrzał przez chwilę na mankiet koszuli, który nagle wydał się nieatrakcyjny, kiedy patrzył na niego przez pryzmat brązowych oczu. To było... szalenie ciekawe. Przez moment misja Flynna zawiodła, bo Laurent wpatrywał się z takim zaangażowaniem w niego, że zapomniał też o jedzeniu. Przynajmniej przez chwile o nim zapomniał.

- A gdyby bogaty człowiek wziął te materiały i je zszył to już nie byłoby to sztuką? Dlatego, że jest bogaty? - Nie było w tym pytaniu żadnej przygany - było tylko żywe zainteresowanie. Był ostatnią osobą, która oceniałaby sensowność tego. Kamień znaleziony na plaży i podarowany mu z uczuciem był dla niego wart więcej niż kupiony sobie samemu brylant. Ten pierścionek od Flynna był dla niego cenniejszy niż kolia z cesarskiego jadeitu czy naszyjnik z czarnych pereł. - O-och... - Nieco zmieszania wplotło się pod jego głowę, kiedy próbował szybko to przekalkulować. Czyli dobrze mu się kojarzyło... z czymś dobrym. Ale czy to nie brzmiało natarczywie? Nigdy tak na siebie samego nie patrzył. Nie potrafił temu zaprzeczyć - wystarczyło sięgnąć miesiąc wstecz pamięcią, kiedy Atreus, Victoria, Brenna i Pandora pojawiły się w New Forest i dostał prawie szału, że zajmują nagle jego przestrzeń, że próbują mu teraz organizować jak ma żyć, co ma robić. Niby nie w natarczywy sposób, niby po prostu się martwili, niby chcieli się tylko upewnić, że u niego dobrze. A potem wrócić do tego odruchu, który sam sobie prawie udowodnił - jak nagle nie mógł dosięgnąć Flynna i upewnić się, że wszystko jest dobrze, to jego mózg zwariował. Albo przed momentem, jak prawie nie wytrzymywał w jednym miejscu i musiał się tu trzymać modlitwą, żeby go nie prześladować. Jak jakiś szaleniec. Nie, to wcale nie brzmiało dobrze w takim ujęcia. Chyba nie o to jednak chodziło w tamtych słowach. W tych słowach. Tamte słowa... czy da się poznawać człowieka nie upewniając się, że u niego wszystko na swoim miejscu, by móc iść dalej? Eksplorować dalej? U większości ludzi wystarczyło mu spojrzenie - przy Flynnie się gubił. Jego empatia i intuicyjność go zawodziła przy nim. Tak mu się przynajmniej wydawało.

- Najadłem się. Idziemy do twojego ulubionego miejsca? - Otarł serwetką usta delikatnie, złożył odpowiednio sztućce na talerzu, a samą serwetkę rzucił na nie. Nie zjadł tego wszystkiego. Jasne, że nie - to był naprawdę wielki talerz. Ale mógł z powodzeniem powiedzieć, że się najadł.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (13875), The Edge (12150)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa