31.01.2026, 20:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2026, 21:00 przez Samuel McGonagall.)
Praca nad stołem to nie była rzecz łatwa, ale nie zamierzał odpuszczać, skoro Brenna go poprosiła. Nie to, żeby w ogóle potrafił odmówić komuś w potrzebie, ale Bee miała specjalne miejsce w jego sercu, a skoro prosiła go o stół... to chciał ten stół wykonać.
Bogate rzeźbienia. To było coś co znalazło się w prośbie. Stół, przez duże S zapewne. Na palcach miał już odciski, niekoniecznie od dłut używanych do mebla, ale tak w ogóle. Od miesiąca jego dnie i lwią część wieczorów wypełniała robota. I tak miało być. Tak było dobrze. Tak łatwiej było nie pamiętać o wszystkim co poszło z dymem podczas Spalonej Nocy.
Plany.
Marzenia.
Mrzonki.
Jedna z nóg była zakończona. Liście i ptaki pomiędzy nimi. To było trudne. Detal. Precyzyjne żłobienia. Mniej precyzyjne niż różdżki wciąż...
Rzemiosło ◉◉◉○○ na nogę jak wyszła
Było źle. Jedno nieostrożne pchnięcie i już drozd stracił swój dziób. Liście zdawały się kanciaste.
Zirytowany cisnął kawałkiem drewna o ścianę prowizorycznego warsztatu. Przymknął powieki czując jak oczy palą go żywym ogniem. Ile był na nogach? Skostniałe palce nie chciały go słuchać. Mięśnie bolały domagając się odpoczynku.
Podniósł się, a w raz z tym wióry opadły na ziemię spod której coraz mniej widać było podłogę.
– Wystarczy – mruknął niechętnie, nie oglądając się na porzuconą nogę. Wiedział już, że gdy wróci, to kawałek trafi do kominka.
Teraz jednak, zamiast tego wyszedł na zewnątrz i pozwolił podmuchowi zimnego październikowego uderzyć w zarośniętą twarz. Odetchnął głęboko wiatrem znad przeklętej Kniei i zadarł głowę ku górze. Gwieździste niebo. Tak normalne. Tak piękne. Tak spokojne wobec wszystkich tragedii, które działy się tutaj na ziemi.
Uśmiechnął się smutno, zastanawiając się czy jego córeczka już śpi, czy może wygląda przez okno i też ogląda gwiazdy, wypatrując tej najjaśniejszej. Samemu też zaczął błądzić wzrokiem szukając blasku gwiazdy przewodniczki na dzisiejszy dzień. Na dzisiejszy sen?
Sen był złym pomysłem czuł to. Pożar wypalił się w jego pamięci. Zapach spalenizny. Krzyki ludzi. Posmak herbaty parzonej ręką Ollivandera.
Odetchnął raz jeszcze, przeczesując przydługie włosy zmęczoną dłonią. Powinien wziąć ciepłą kąpiel w bali i położyć się spać.
Powinien.
Wrócił i ukształtował nieco większą kulę światła. Sięgnął po nowy bloczek drewna i zamyślił się. Może nie powinien myśleć, że robi to dla obcej kobiety. Może powinien myśleć, że robi to dla Mabel. Żeby była z niego dumna, przynajmniej ona. Ta myśl otuliła go jakoś i podniosła skrzydła. Jeszcze jedna próba...
Bogate rzeźbienia. To było coś co znalazło się w prośbie. Stół, przez duże S zapewne. Na palcach miał już odciski, niekoniecznie od dłut używanych do mebla, ale tak w ogóle. Od miesiąca jego dnie i lwią część wieczorów wypełniała robota. I tak miało być. Tak było dobrze. Tak łatwiej było nie pamiętać o wszystkim co poszło z dymem podczas Spalonej Nocy.
Plany.
Marzenia.
Mrzonki.
Jedna z nóg była zakończona. Liście i ptaki pomiędzy nimi. To było trudne. Detal. Precyzyjne żłobienia. Mniej precyzyjne niż różdżki wciąż...
Rzemiosło ◉◉◉○○ na nogę jak wyszła
Rzut Z 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Było źle. Jedno nieostrożne pchnięcie i już drozd stracił swój dziób. Liście zdawały się kanciaste.
Zirytowany cisnął kawałkiem drewna o ścianę prowizorycznego warsztatu. Przymknął powieki czując jak oczy palą go żywym ogniem. Ile był na nogach? Skostniałe palce nie chciały go słuchać. Mięśnie bolały domagając się odpoczynku.
Podniósł się, a w raz z tym wióry opadły na ziemię spod której coraz mniej widać było podłogę.
– Wystarczy – mruknął niechętnie, nie oglądając się na porzuconą nogę. Wiedział już, że gdy wróci, to kawałek trafi do kominka.
Teraz jednak, zamiast tego wyszedł na zewnątrz i pozwolił podmuchowi zimnego październikowego uderzyć w zarośniętą twarz. Odetchnął głęboko wiatrem znad przeklętej Kniei i zadarł głowę ku górze. Gwieździste niebo. Tak normalne. Tak piękne. Tak spokojne wobec wszystkich tragedii, które działy się tutaj na ziemi.
Uśmiechnął się smutno, zastanawiając się czy jego córeczka już śpi, czy może wygląda przez okno i też ogląda gwiazdy, wypatrując tej najjaśniejszej. Samemu też zaczął błądzić wzrokiem szukając blasku gwiazdy przewodniczki na dzisiejszy dzień. Na dzisiejszy sen?
Sen był złym pomysłem czuł to. Pożar wypalił się w jego pamięci. Zapach spalenizny. Krzyki ludzi. Posmak herbaty parzonej ręką Ollivandera.
Odetchnął raz jeszcze, przeczesując przydługie włosy zmęczoną dłonią. Powinien wziąć ciepłą kąpiel w bali i położyć się spać.
Powinien.
Wrócił i ukształtował nieco większą kulę światła. Sięgnął po nowy bloczek drewna i zamyślił się. Może nie powinien myśleć, że robi to dla obcej kobiety. Może powinien myśleć, że robi to dla Mabel. Żeby była z niego dumna, przynajmniej ona. Ta myśl otuliła go jakoś i podniosła skrzydła. Jeszcze jedna próba...