• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[1969] Marsz Praw Charłaków (Kate Barclay, Astoria Avery)

[1969] Marsz Praw Charłaków (Kate Barclay, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
25.03.2026, 00:55  ✶  
1969 - Marsz Praw Charłaków
Dzień ciągnął się za nią niemiłosiernie, a dziś miała ochotę jedynie zapaść się w wygodnym łóżku pod kocem. Godziny spędzone nad pergaminami, zestawieniami, listami nazwisk i dat - wszystko to zlało się w jedną, jednostajną całość, pozbawioną barw, których tak bardzo potrzebowała, by funkcjonować. Litery tańczyły jej jeszcze przed oczami, a pulsujący ból głowy narastał z każdą kolejną minutą, jakby ktoś uparcie przypominał jej o granicach własnego ciała.
Wyszła z galerii po czasie, jakby nadgodziny były nieodłączoną częścią jej pracy. Szła szybkim krokiem, niemal zamaszystym, pozwalając, by materiał eleganckiej szaty poruszał się wokół jej nóg z każdym zdecydowanym ruchem. Nie oglądała się za siebie, nie zwalniała, jakby sam rytm marszu miał ją uwolnić od ciężaru dnia.
I wtedy natknęła się na nich. Tłum rozlał się na ulicy jak niechciana plama, zatrzymując wszystko, co próbowało iść naprzód. Transparenty, podniesione głosy, chaotyczny ruch. Zatrzymała się gwałtownie, odruchowo prostując plecy, jakby samą postawą mogła oddzielić się od tego, co widziała przed sobą.
Marsz. Oczywiście, że marsz.
Przez moment stała nieruchomo, obserwując ich z chłodnym dystansem, który był jej naturalnym odruchem wobec rzeczy, które uznawała za nieistotne. Charłaki. Słowo przemknęło przez jej myśli bez emocji, bez współczucia, bez zainteresowania. Byli częścią świata, w którym żyła, ale nie należeli do niego naprawdę - przynajmniej nie w sposób, który miał dla niej znaczenie. Nie czuła gniewu. Nie czuła też żadnej szczególnej pogardy. Była to raczej obojętność, czysta i uporządkowana, niemal wygodna. Ich problemy nie były jej problemami. Ich walka nie była jej walką. To, co działo się teraz na ulicy, było jedynie zakłóceniem, niepotrzebnym hałasem w dniu, który i tak był już zbyt ciężki. Westchnęła cicho, unosząc dłoń do skroni i na moment przymykając oczy. Ból głowy pulsował mocniej, jakby reagował na krzyk i zamieszanie, które odbijały się echem uliczek. Nie miała cierpliwości do tego chaosu. Do ludzi, którzy podnosili głos, wierząc, że w ten sposób zmienią świat.
Rozejrzała się krótko, szukając przejścia, możliwości ominięcia tłumu, jakby był jedynie przeszkodą na drodze, niczym więcej. Zbyt była zmęczona, zbyt zdeterminowana, by dotrzeć do domu, by pozwolić, aby przypadkowy tłum dyktował jej kierunek. Zmierzyła przestrzeń przed sobą krótkim, chłodnym spojrzeniem i ruszyła. Początkowo szło jej zaskakująco łatwo.  Przeciskała się między ludźmi z wprawą, ze spojrzeniem utkwionym przed siebie. Nie patrzyła nikomu w oczy. Nie chciała wchodzić w interakcje. Chciała jedynie przejść. Ale tłum nie był statyczny, a fala charłaków i ich przyjaciół poruszyła się nagle. Zanim zdążyła zareagować, została porwana wraz z nimi. Ktoś ją potrącił, czyjeś ramię uderzyło o jej bark, czyjaś dłoń zahaczyła o jej ramię, popychając ją dalej, głębiej w tłum, którego wcale nie chciała być częścią. Jej krok stracił rytm, oddech spłycił się od nagłego napięcia. Dookoła narastał hałas - krzyki, urwane zdania, podniesione głosy, które zlewały się w jeden, chaotyczny szum. Gdzieś obok ktoś się kłócił, ktoś inny próbował się wyrwać, jeszcze ktoś podnosił głos, jakby to miało cokolwiek zmienić. Próbowała odzyskać kontrolę. Cofnąć się, wyrwać z tego wiru, znaleźć stabilny punkt, na którym mogłaby się oprzeć. Ale nie zdążyła. Kolejne pchnięcie przyszło nagle, mocniejsze, bardziej zdecydowane. Jej stopa zahaczyła o coś twardego i zanim zdążyłaby zareagować, upadła na kolana. Dłonie instynktownie powędrowały w dół, by zamortyzować upadek, ale nie były w stanie zatrzymać ciężaru.


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
wytwórczyni amuletów
Czarne włosy, około metr siedemdziesiąt wzrostu, ciemne oczy, ciemniejsza karnacja, zdradzająca mieszane pochodzenie.

Kate Barclay
#2
26.03.2026, 09:48  ✶  
Kate nie maszerowała wraz z ludźmi w tłumie. Nie dlatego, że nie współczuła charłakom, bo współczucia wobec nich miała sporo. Chyba po prostu nie pojmowała zbytnio, jakie prawa mogliby im dać, aby faktycznie stali się równi w świecie opartym na magii, skoro tej magii nie posiadali. Żyła zresztą trochę w swoim świecie, tak niewiele uwagi poświęcając gazetą, ogłoszeniom czy nawet plotkom, że jakimś cudem informacje o tym marszu po prostu… przegapiła.
Była tu, bo zamierzała kupić trochę składników na amulety. A potem, nagle, znalazła się w morzu ludzi. W pierwszej chwili zdumiała się, że może to był jakiś sabat, i czy naprawdę spędziła tak wiele czasu w pracowni? Zaraz przypomniała sobie jednak, że nie, przecież miała dwa zamówienia właśnie na najbliższy sabat i jeszcze zostało trochę czasu do ich oddania, a jedyne terminy, których Kate pilnowała z nabożnością, to były te ustalane z klientami. Jakiś protest może, jakiś marsz poparcia albo wiec polityczny, coś, co nie obchodziłoby jej zupełnie, gdyby nie wpadła w sam jego środek.
Nie przeszkadzało jej to, przynajmniej z początku. Nie spieszyła się nigdzie, nigdy nie obawiała się tłumów i nie miała skłonności do irytowania na przeciwności losu, mogła więc dotrzeć z jednego zakładu do drugiego te trzy minuty później. Ale potem nagle dźwięki zaczęły się zmieniać: szmer rozmów i szelest tysięcy szat zastąpiły coraz bardziej zaniepokojone głosy, i to narastało, narastało, aż rozbrzmiały pierwsze krzyki. Gdzieś błysnęło. Trzasnęło. I Kate uświadomiła sobie, że chyba ktoś zaatakował tłum, a potem ją potrącono, i gdy to nastąpiło, zrozumiała też, że moment, w którym mogła się teleportować, nie ryzykując rozszczepienia, właśnie minął.
Astoria miała to szczęście, że padła prosto pod jej nogi, i że nie stało się to za parę sekund. Jeszcze moment i nawet gdyby Kate chciała pomóc, albo by nie zdołała, albo została powalona na ziemię razem z nią. Nie była filigranowa ani niska, ale też nie tak mocno zbudowana, by móc po prostu przeć przez tłum. Teraz jednak jeszcze zdążyła, chwyciła kobietę za ramię i pociągnęła po prostu w górę: albo ta zdołała wstać, i tłum pociągnie je dalej obie, albo obalą ją całkiem na ziemię.
Nie miała pojęcia, komu próbuje pomóc. Nie miała szans przyjrzeć się Astorii w tym ścisku, a i ona dla niej mogła być teraz głównie zauważalna przez wzgląd na kolorową szatę i dłoń, znacznie ciemniejszą od tych, które co rusz je teraz potrącały, podobnie jak łokcie, ramiona, niekiedy głowy, gdy każdy usiłował utrzymać się na nogach i oddalić od źródła zagrożenia.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
03.04.2026, 02:08  ✶  
Uderzenie w bruk odebrało jej oddech na krótką, niepokojącą chwilę - wystarczającą, by świat wokół niej zdążył wymknąć się spod kontroli jeszcze bardziej. Szum głosów narastał, splatając się w coś ostrego, chaotycznego, pozbawionego struktury, którą mogłaby uchwycić. Przez ułamek sekundy widziała jedynie fragmenty - skrawki szat, poruszające się zbyt szybko, cienie sylwetek, które nie zatrzymywały się ani na moment. A potem ktoś ją chwycił.
Nagłe szarpnięcie wyrwało ją z tej krótkiej, niebezpiecznej bezwładności. Palce zacisnęły się na jej ramieniu, stanowczo, bez zawahania, zmuszając ciało do reakcji, zanim umysł zdążył ją przeanalizować. Instynkt zadziałał szybciej niż myśl - napięła mięśnie, odepchnęła się od bruku, pozwalając się podciągnąć, wykorzystując tę siłę, która pojawiła się z zewnątrz. Znalazła się znów na nogach, choć nie w pełni stabilnie, nie w pełni na własnych warunkach. Tłum natychmiast wciągnął ją z powrotem w swój rytm, narzucając tempo, kierunek, sposób oddychania. Jej ciało kołysało się wraz z naporem ludzi, zmuszone do dostosowania się do czegoś, nad czym nie miała kontroli. To była najgorsza część. Astoria nie była przyzwyczajona do bycia zdawaną na łaskę przypadkowych ruchów, do bycia elementem tłumu, który nie rozpoznaje jednostek. A jednak teraz była dokładnie tym. Jej dłoń odnalazła przedramię kobiety, która ją podniosła, zaciskając się na nim mocniej, niż zwykle pozwalała sobie na jakikolwiek kontakt z obcymi. Był to gest czysto praktyczny, niemal chłodny w swojej funkcjonalności - punkt oparcia, coś stałego w świecie, który nagle przestał być przewidywalny. Uniosła spojrzenie. Widziała ją tylko fragmentami - linia twarzy, ruch włosów, odcień skóry kontrastujący z chaotycznym tłem poruszających się sylwetek. Było w niej coś znajomego, ale nie miała teraz czasu, żeby się nad tym zastanowić.
Ktoś krzyknął głośno, zbyt blisko. Gdzieś błysnęło światło, krótkie i ostre, jak przecięcie powietrza. Napięcie zgęstniało, niemal namacalne, wdzierając się pod skórę. Astoria poczuła, jak jej oddech znów się skraca, jak klatka piersiowa unosi się zbyt szybko, zbyt płytko, jakby organizm próbował nadążyć za czymś, czego nie rozumiał. Zacisnęła szczękę. Nie pozwoli sobie na panikę. Jej palce przesunęły się nieznacznie na ramieniu kobiety, chwyt stając się bardziej świadomy. Dopasowała krok do jej ruchu, wykorzystując jej obecność jak kotwicę w tym bezładzie. Jej ciało wciąż reagowało na każdy napór tłumu, na każde szarpnięcie, ale umysł powoli odzyskiwał kontrolę; analizował, oceniał, szukał drogi. Skupiła się na tym, co przed nimi - na lukach między ludźmi, na kierunku, w którym tłum był choć odrobinę rzadszy, na możliwościach, które mogły pozwolić im wyrwać się z tego chaosu. Ostatnie czego chciała, to ucierpieć przez plugawe charłaki.
- Tędy! - krzyknęła, gdy dostrzegła fragment przestrzeni, wąski i nieregularny, jakby szczelina między ciałami na kilka sekund straciły swój rytm. Jej ciało poruszyło się natychmiast, wślizgując się w powstałą przestrzeń z naturalną dla niej lekkością. Była drobna, smukła, przyzwyczajona do poruszania się w ciasnych przejściach. Tłum próbował się zamknąć za nimi niemal natychmiast, a ona instynktownie przyciągała drugą czarownicę bliżej siebie, by ta nie została wciągnięta z powrotem.


learn the rules
then
break some

Czarodziej
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
wytwórczyni amuletów
Czarne włosy, około metr siedemdziesiąt wzrostu, ciemne oczy, ciemniejsza karnacja, zdradzająca mieszane pochodzenie.

Kate Barclay
#4
03.04.2026, 21:07  ✶  
Kate nie puściła, chyba bardziej wiedziona odruchem niż świadomą myślą, i nie poczuła nawet, że czyjeś palce zaciskają się na jej ramieniu mocno, tak mocno, że może i potem pozostaną na nim siniaki. Nie próbowała walczyć z tłumy, pozwalała się ciągnąć, skupiając głównie na tym, by przypadkiem nie stracić równowagi. Nie myślała teraz jasno, ale na jakimś instynktownym poziomie rozumiała: upaść tutaj może oznaczać śmierć.
A ona bardzo nie chciała umierać.
Gdzieś coś błysnęło, bez wątpienia zaklęcie. Gdzieś z daleka docierały krzyki, tym razem nie paniczne, a niesione zaklęciem nagłaśniającym raczej wydawane polecenia, ale ten, kto je wykrzykiwał, był chyba zbyt daleko lub Kate za mocno świszczało w uszach, by mogła je zrozumieć. Tu i teraz zresztą trudno byłoby się jej dostosować do jakichkolwiek rozkazów.
Nie wpadła w panikę. Nie dlatego, że była nieustraszona: do tego Kate Barclay było bardzo daleko. Raczej tak absolutnie skupiła się na napierającym na nią tłumie, że zwyczajnie zabrakło w jej umyśle przestrzeni na coś więcej. Tu ktoś walnął ją łokciem w twarz, tu ktoś popchnął, ale potem tłum zaczął się jakby przerzedzać: może oddalili się już od miejsca, gdzie zaczęło się zamieszanie, może rzeka ludzi rozlewała się powoli, gdy kto mógł wpadał do sklepów, w boczne alejki. Nie namyślała się długo, gdy dziewczyna, z którą czystym przypadkiem przedzierały się przez to ludzkie morze razem, pociągnęła ją na bok, pozwoliła na to, ruszając za nią. Odruchowo wręcz objęła dziewczynę, kiedy jacyś ludzie na nie wpadli, ale zaraz wypadły na bok, do alejki. Nie same wprawdzie, bo kto tylko zdołał, też tu odbijał, ktoś już płakał pod ścianą, ktoś opierał się o mur, ktoś teleportował się z trzaskiem… ale tu nie groziło im już stratowanie, nie popychano je do przodu, tu dało się oddychać. Tu dało się myśleć.
Kate puściła pannę po paru sekundach dopiero, jakby nie od razu do niej dotarło, że wcale nie muszą się siebie trzymać, by ich nie rozdzielono: i że pewnie nie musiały robić tego i wcześniej. Spojrzała na jej twarz, ale choć pewnie musiały gdzieś się minąć, to były to spotkania rzadkie, przelotnie, a Barclay zupełnie nie miała pamięci do ludzi.
– Już dobrze? – upewniła się, dopiero teraz unosząc dłoń do własnej twarzy. Pod palcami poczuła opuchliznę, siniak musiał już się formować, bolało ją ramię i stopa, na którą ktoś bardzo mocno nadepnął, ale miała dziwne wrażenie, że i tak wykpiła się naprawdę nic nieznaczącymi obrażeniami w porównaniu do tego, co stać się mogło.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1018), Kate Barclay (815)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa