• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[2 IX 1972] Dirty cash, I want you

[2 IX 1972] Dirty cash, I want you
Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe włosy, szare oczely, przetykane słońcem, kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Jeansowe kurtki, tania woda kolońska i drobna budowa ciała (172cm). Czasami smugi sadzy pod oczami, pozostałości po niedokładnie zmytym kamuflażu.

Lewis McKinnon
#1
31.01.2025, 21:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2025, 13:05 przez Lewis McKinnon.)  
2 IX 1972, Nunhead Cemetery
Lewis & Hestia

Po raz pierwszy od dłuższego czasu chciało mu się palić. Rzucił nałóg rok wcześniej, uznając, że kurewsko mu psuje odczuwanie smaków, chociaż wcześniej zwykł egzystować na czarnej kawie i paczce fajek zamiast normalnych posiłków. Teraz przeklinał swoją matkę cztery pokolenia wstecz, czując się niewygodne w swojej nowej, powiedzmy, formie.

Najgorsze było sikanie na siedząco.

Teleportował się niedaleko Nunhead Cemetery, przeszedł w typowej londyńskiej mgle do ogrodzenia i przeszedł przez nie na drugą stronę, naciągając na twarz kolorową bandanę. Oprócz tego, że jeansy cisnęły go na dupie, ostatecznie nie wyglądał aż tak daleko od swojego zwykłego wyglądu. Najgorszy był brak kutasa i damski głos. Cycków nie miał wcale, pod kataną nie było widać, że mógłby być kobietą.

Niestety jednak, był. Na szczęście tymczasowo, tak mu powiedział klątwołamacz, gdy spanikowany Lewis wbiegł na izbę przyjęć Munga i wykrzyczał piskliwym, damskim głosem, że poltergeist ukradł mu jajka.

Następnego dnia, przed dziesiątą, miał znów odzyskać prawidłowy zestaw w bokserkach i swój głos, więc nie był to koniec świata, ale od razu zapowiedział, że jeśli to się utrzyma, to zostaje lezbą, bo nie da się wyruchać żadnemu pedałowi. Powiedział to chyba nawet bardziej do siebie, aby nie dostać głupich pomysłów.

Przeskoczył przez kilka nagrobków, przebiegł przez kilka innych, mając w głębokim poważaniu ich mugolski wieczny odpoczynek. W końcu był McKinnonem, zapach trupów należał do jego naturalnych elementów, razem ze świeżo wzruszoną ziemią i kamiennymi pomnikami. Szkoda tylko takiego ładnego marmuru. Nikt nie musiał wiedzieć, że zajebał kiedyś płytę nagrobną na niesamowicie seksowny blat do swojej kuchni.

Pogwizdując wesołą, znaną z radia melodyjkę, podszedł do umówionego miejsca z dużym, kamiennym krzyżem i jakimiś różowymi chwastami. Usiadł na nagrobku obok, wyciągnął nogi, ładne, damskie nogi, w ciężkich buciorach i oparł się łokciami o wystające podwyższenie. Odchylił głowę do tyłu, próbując w mroku odczytać epitafium dla Eleonory Whitaker. Codziennie szukał inspiracji na własny, ale rodzina zmarłej kobiety nie była zbyt kreatywna. Bóg tak chciał.

— Ja pierdole, chujowszego się nie dało? — mruknął, damskim głosem, czekając, aż jego informator się pojawi. Był umówiony z wtyką, która miała mu dać konkrety dotyczące zlecenia. Trochę nielegalnego. Może. Niczyj biznes. Spojrzał na zegarek. Jeszcze kilka minut.

Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#2
03.02.2025, 04:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2025, 04:03 przez Hestia Bletchley.)  
Naprawdę, naprawdę, naprawdę nie chciała oceniać ludzi na cmentarzu. Nawet tych robiących nieco podejrzane rzeczy. Sama zresztą chyba mogła się dzisiaj zaliczyć do osób, robiących nieco podejrzane rzeczy na cmentarzu. To znaczy... Nie. To zabrzmiało naprawdę źle. Nie robiła podejrzanych rzeczy na cmentarzu. Po prostu ktoś w pobliżu wezwał Brygadę Uderzeniową z informacją, że widzi dzikie infernusy na wolności, ale na miejscu szybko się okazało, że to po prostu jedna sąsiadka uznała, że ta druga jest tak brzydka że wygląda jak infernus. Pewnie miało to coś wspólnego z tym, że nawzajem ukradły sobie mężów. To była skomplikowana historia.

W każdym razie, szybko okazało się, że magipolicja nie była potrzebna, a ona mogła wrócić w sumie to już tak naprawdę do domu, bo jej zmiana dobiegła końca. Z tym, że obok był naprawdę ładny cmentarz. A ona uznała, może warto byłoby narysować ten cmentarz. I no... Jakoś tak skończyła ukryta pomiędzy grobami, wciąż w mundurze, szkicując krzyż, co chyba było dziwne, ale wtedy zobaczyła kogoś...

Oczy bezwiednie jej pociemniały. Ktoś, jakaś kobieca sylwetka biegała po grobach i chyba najwyraźniej dobrze się przy tym bawiła. Oj... Powinna jakoś zareagować, prawda? Tak, zdecydowanie powinna jakoś zareagować, bo albo ktoś zaraz postanowi zniszczyć jakiś grób, albo, co gorsza, to jakaś zrozpaczona po śmierci bliskich osoba, która zaraz zrobi coś głupiego. Na przykład wskoczy do grobu. I niby to raczej była sprawa dla mugolskich przedstawicieli prawa, lub strażnika cmentarnego, ale jednak poczucie obowiązku było u niej silniejsze.


Szybko schowała szkicownik do torby i ruszyła na poszukiwanie nieznajomej kobiety. Jeszcze na wszelki wypadek zmieniła kolor włosów na jasny, mocno charakterystyczny blond tak, gdyby była to jakaś mugolaczka, sprawy wymknełyby się spod kontroli, a ona potem by ją rozpoznała i...  I to chyba nie miało sensu. Zwłaszcza, że
istnieli amnezjatorzy. Hm... Możliwe, że po prostu wciąż była rozczarowana, że na razie metamorfomagia nie przydawała jej się w pracy, więc szukała wymówek, aby jej użyć.

Odnalezienie kobiety nie zajęło jej dużo czasu.
– Przepraszam, wszystko w porządku? – spytała, gdy kobieta akurat zaczęła narzekać na epitafium. Hestia odruchowo zerknęła na nagrobek. Bóg tak chciał. Ciekawe, który bo to mogło zmieniać wydźwięk wiadomości. Powróciła spojrzeniem do kobiety, czy przypadkiem nie wygląda podejrzanie, lub nie ma czegoś podejrzanego przy sobie.
Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe włosy, szare oczely, przetykane słońcem, kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Jeansowe kurtki, tania woda kolońska i drobna budowa ciała (172cm). Czasami smugi sadzy pod oczami, pozostałości po niedokładnie zmytym kamuflażu.

Lewis McKinnon
#3
21.02.2025, 13:04  ✶  

— A co taka samotna panienka... A przepraszam pani władzo! — początek zdania był radosny, Lewis nawet zapomniał o tym, że chwilowo nie poderwie żadnej babeczki, bo sam nią jest, ale zaraz później zabrzmiał z rezerwą.

Lewis miał, nawet po niechcianej transformacji, typowy dla Nokturnu akcent, niby tylko dzielnica, ale bardzo specyficzna, a on tam się urodził i wychował. Coś w sposobie nacisku na zgłoski wskazywało na typowo Londyńskie pochodzenie, a manieryzmy końcówek słów mogły jasno nakierować policjantkę na mniej uprzywilejowanych mieszkańców magicznego środowiska.

Nie wszyscy biedniejsi mieszkańcy ulicy Śmiertelnego Nokturnu należeli do przestępczego marginesu, ale mózg Lewisa zawył alarmowymi syrenami głośniej niż zawodzenie Selkie. Mały złodziejaszek, który całe życie ślizgał się jak węgorz między rękami sprawiedliwości, w końcu wpadł i przesiedział rok w więzieniu. Towarzystwo miał osobliwe: po lewej półolbrzym z nosem jak kartofel, ledwo mieszczący się w celi, po prawej brodaty jegomość, który twierdził, że siedzi za poezję. Później dowiedział się, że ta poezja to eufemizm na kanibalizm. Lewis McKinnon był tylko złodziejem. Na szczęście. A że czasami trzeba było komuś sprać mordę? Phi.

Nie można jednak darownemu koniu w zęby zaglądać, w końcu nie był teraz Lewisem, a Lavender, dziewczyną o łagodnych rysach, loczkach cherubina dookoła głowy i słodkich dużych oczkach.

— Na wspominki mnie wzięło, ale nie mogę znaleźć grobu — skłamał gładko, pocierając niby w zażenowaniu ramiona. W rzeczywistości przez eliksir miał jakieś takie wychudłe ramiona i było mu zimniej niż normalnie. — Po zmroku wszystko wygląda tak samo.

W głowie za to wyklinał siebie i swój kontakt. Jebany sprzedawczyk, próbował go wjebać i wydać bumowcom, jebaniec. Niech on tylko go spotka! A tamtemu poltergeistowi to jest winny paczkę fajek i skisłe piwo, podobno lubią. Nie można złapać Lewisa, jeżeli na miejscu jest jego kuzynka, niewinna jak nieobsrana łąka.

Musiał szybko wymyślić jakąś historyjkę dla tego pudla, co go zamierzał przesłuchiwać, nawet jeżeli nie pogardziłby, gdyby pani policjantka założyła mu kajdanki.

Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#4
22.02.2025, 00:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.02.2025, 00:56 przez Hestia Bletchley.)  
Rozpoznała jej mundur. Musiała więc być w jakiś sposób powiązana z magicznym światem, co chyba czyniło tę całą sytuację nieco łatwiejszą. No i trudniejszą, bo bo czemu w takim razie jakaś czarownica miałaby skakać po cudzych grobach? Była nekromantką? Nigdy wcześniej chyba nie łapała samodzielnie nekromantki. Ale fajnie byłoby gdyby... Nie. Nie byłoby fajnie. Byłoby bardzo, ale to bardzo niefajnie.

Skłamałby gdyby dumnie oznajmiła, że słysząc akcent kobiety, nie poczuła się bardziej zaalarmowana, jakby wcale w tym tygodniu nie musiała aresztować czarodziejów mieszkających w dobrych domach, w dobrej dzielnicy i mówiącym ze zdecydowanie innym brytyjskim akcentem. Oczy ponownie jej pociemniały, chociaż zaraz szybko się zganiła za głupie założenia, nawet jeśli wciąż nie przestała mieć się na baczności.

Możliwe też, że zrobiło jej się nieco głupio, gdy dziewczyna wyjaśniła powód swojej wizyty na cmentarzu. Wydawała się być zagubiona, a wpołączeniu z jej słowami, jak i faktem, że wcześniej nazwała ją ładną panienką, Hestia zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem zagubienie nie było w jej przypadku stanem stałym. Oczy nieco jej pojaśniały, powracając do swojego naturalnego, i tak ciemnego, koloru, nawet jeśli upięte w kucyk włosy wciąż pozostały paskudnie platynowe. Czy byłoby to głupie gdyby w domu potajemnie sprawdziła jak sama wyglądałaby w podobnej fryzurze co ta dziewczyny? Tak. Pewnie tak. Zresztą pewnie nie wyglądałaby w lokach tak dobrze, jak jej rozmówczyni.

– Ah tak. Rozumiem – powiedziała z łagodnym uśmiechem, rozglądając się dookoła, jakby niby miała wiedzieć w którym miejscu jest grób którego szukała jej rozmówczyni. — Kogo dokładnie szukasz? Może pomogę? Jest ci zimno? Mam eee – Spojrzała na siebie, jakby spodziewała się, że ma przy sobie jakiś koc, ale ku szoku wszystkich... Logiczne było to, że go nie miała. Zmarszczyła brwi i odsuwając się nieco od dziewczyny, aby nie myślała, że celuje w nią, rzuciła zaklęcie, które miało wyczarować koc.

Robię ładny koc, kształtowanie III

Rzut Z 1d100 - 48
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...


Koc, który znalazł się w jej dłoniach był... Po prostu zwykłym, całkiem przecietnym kocem, które wyróżniało jedynie to, że był barwy spranego różu. Dziewczyna zmarszczyła brwi, ale bez słowa, trochę zmieszana, podała go napotkanej czarownicy.
Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe włosy, szare oczely, przetykane słońcem, kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Jeansowe kurtki, tania woda kolońska i drobna budowa ciała (172cm). Czasami smugi sadzy pod oczami, pozostałości po niedokładnie zmytym kamuflażu.

Lewis McKinnon
#5
27.12.2025, 00:47  ✶  

Lewis, to znaczy Lawender, przyjął z lubością kocyk, nawet jeżeli w połączeniu z jego kolorytem, wyglądał w nim jak prosiaczek. Nie było aż tak widać dzięki panującej ogólnie niemrawej, rozpraszanej mugolskimi lampami, ciemności. Wszyscy w ich durnym oświetleniu wyglądali chorobliwie i brzydko. A kocyś był... Cóż. Był. Trochę chujowy, ale nędznicy nie mają wyboru. Przynajmniej przez jakiś czas mógł się delektować ciepłotą tego magicznego tworu.

— Silvana Spencer — palnął, nie kojarząc w ogóle, skąd to imię przyszło mu do głowy, ponownie zaskoczony swoim damskim głosem. — Nie ma zimy bez śniegu, wiosny bez słońca i radości bez towarzystwa*.

Złapał się teatralnie pod boki, co wyglądało komicznie, gdy odstawiał tę błazenadę z płaszczem ze świnkowego kocyka. Dobrze, że widziała go tylko ta psina, bo by mu na Nokturnie żyć nie dali.

— Pamiętam, że było to przy powalonej brzozie, koło nagrobku jakiegoś McDuckina, ale imienia nie pamiętam. — W tym momencie pierdolił już cokolwiek, aby zapełnić ciszę jakimiś bzdurami i nie myśleć o tym, jak mocno chce udusić typa, który go wystawił. Może dziołcha miała jakieś leglimencje, chociaż podobno to nielegalne.

Ruszył z miejsca i zaraz się potknął, zapominając, że ma inny środek ciężkości.


* There is no winter without snow, no spring without sunshine, and no happiness without companions — źródło przysłowia
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#6
06.02.2026, 00:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2026, 00:10 przez Hestia Bletchley.)  
Hestia podczas tej rozmowy poczuła się nagle tak, jak gdy czasem włączała radio w połowie słuchowiska i nie miała najmniejszego pojęcia kto był kim, ani co tak właściwie się działo.
– Ah... Eee... To twój jakiś krewny? Krewna? – spytała, odruchowo rozglądając się dookoła, aby zobaczyć, czy może na którymś z nagrobków nie zostało wyryte właśnie takie imię i nazwisko, ale niestety w niczym to nie pomogło. Chciała coś jeszcze dodać, kiedy nagle nieznajoma rzuciła tym dziwnym cytatem i coś w jej mózgu  zamarło. Zmarszczyła brwi.
– To znaczy... – zaczęła powoli, jakby w obawie, że jej dalsze słowa mogą urazić dziewczynę. – Chyba... Chyba w Australii kiedy jest zima, to nie ma śniegu. I no... W Afryce. Także ten... – Nie miała pojęcia czemu postanowiła drążyć ten temat, ani do czego tak właściwie miało to doprowadzić. Odchrząknęła i ponownie rozejrzała się po pobliskich nagrobkach, jakby w nadziei, że tym razem gdzieś tutaj zmaterializuje się ten którego szukały.

Nie mogła jednak zapytać się o nic więcej, bo dziewczyna najwyraźniej uznała, że ta rozmowa była już skończona.
– Hej poczekaj! – Ruszyła za nią dalej bojąc się, że nieznajoma mogła mieć jakieś problemy i nie powinna przebywać sama. – Chcę ci po–
I w tym momencie dziewczyna potknęła się, a Hestia, z jakiegoś powodu zakładając, że to na pewno było bardzo poważne potknięcie się, szybko złapała ją za ramiona i przyciągnęła do siebie.

Rzut na aktywność fizyczną III, czy się razem wywalimy

Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana


I to chyba nie był dobry pomysł, bo do grona setek leżących na cmentarzu ciał, chwilowo doszły dwa całkiem żywe leżące ciała w akompaniamencie cichego bam.
Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe włosy, szare oczely, przetykane słońcem, kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Jeansowe kurtki, tania woda kolońska i drobna budowa ciała (172cm). Czasami smugi sadzy pod oczami, pozostałości po niedokładnie zmytym kamuflażu.

Lewis McKinnon
#7
22.02.2026, 18:26  ✶  

— Na Kilimandżaro jest śnieg — powiedział, chociaż w sumie nie wiedział dlaczego to powiedział. Pamiętał, że kiedyś w jakiejś wyjątkowo wyszukanej książce kucharskiej, którą ukradł z mugolskiego antykwariatu, był opisany wstęp o tym, że już w starożytności jadano sorbety i były one właśnie sprowadzane rzekami w formie brył lodu, z tamtych terenów. Uważał, że to jakiś gówniany pomysł i oczywisty wyzysk klasy robotniczej, ale przepis na syrop do kruszonego lodu akurat był zajebisty, więc nie zamierzał narzekać na gówniane traktowanie ludzi pracy przez burżuazję. Pieśń stara jak świat.

Lewis pisnął wysoko jak dziewczyna.

Zrobiłby tak bez względu na to, czy byłby w żeńskiej czy w męskiej formie, ale damskie struny głosowe uwydatniły pisk paniki, podczas upadku i bliskiego kontaktu z ziemią i nagrobkami. Normalnie by nie narzekał na to, że spadła na niego ładna dziewczyna, ale kurwa mać, cmentarz to nie bardzo romantyczna lokacja, na dodatek z psem? Wszyscy BUM-owce to świnie i basta! Nawet jak to takie urocze prosiaczki, że tylko założyć kapelusik i kokardkę.

— Ała, kurwa — burknął Lewis. czując, jak jakiś nagrobek uznał, że się nie przesunie i wbijał mu się w dupę swoją kanciastą formą. Nawet gdyby chodził do Munga, to w życiu by się tam nie pojawił ze stłuczoną kością ogonową, i tłumaczył, że zbił sobie tyłek na nagrobku. Na Merlina, jaka siara. Dobrze, że do Munga nie chodził.

— Chyba lepiej będzie, jak będziemy chodzić gęsiego, jeszcze sobie buzię rozbijesz — powiedział, próbując wygrzebać się spod Hestii. Dobrze, że był babą i mógł udawać, że to nie on, bo jakby ktoś go zauważył, to kurwa mać, miałby przesrane. Ale nikt go nie zauważy, bo go tu nie ma. Jest mirażem, to jego ładniejsza kuzynka, wiadomo.

Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#8
31.03.2026, 14:16  ✶  
– O – Zmarszczyła brwi, próbując przypomnieć sobie gdzie dokladnie leżało Kilimandżaro, a gdy już dotarło do niej, że był to wulkan i to jeszcze w Tanzanii w głowie Bletchley pojawiło się jeszcze więcej pytań, ale chyba nie był to moment na żadne z nich.

Potem jednak pomyślała, że wolałaby jednak rozmawiać o wulkanach, niż doświadczyć tego co wydarzyło się chwilę później.
Hestia nie miała pojęcia co bolało bardziej. Jej ciało, czy duma.
— Ugh. Przepraszam – mruknęła próbując jakoś podnieść się z ziemi, najlepiej tak, aby jeszcze bardziej nie uszkodzić drugiek dziewczyny. – Zazwyczaj nie spadam na ludzi. Naprawdę. – Wytłumaczenie tak samo żenujące, jak fakt że paznokcie jej dłoni zrobiły się całe purpurowe ze wstydu, a ona nawet tego nie zauważyłam. – Nic ci nie jest?
Wreszcie jakoś obie znalazły się ponownie na nogach na całe szczeście chyba tylko z paroma siniakami, chociaż Hestia przypatrywała się uważnie drugiej dziewczynie, czy przypadkiem ta nie rozcięła sobie głowy.
– Na pewno nie uderzyłaś się w głowę? – spytała wciąż zaniepokojona. Dziewczyna ogólnie zachowywała się dziwnie. Nie chciała, aby przez jej potknięcie się zachowywała się jeszcze dziwniej. Rozejrzała się po okolicy. Co ona mówiła? Nagorbek przy powalonej brzozie? – Hej! A to nie jest tam? – spytała dumna z siebie wskazując już normalnym palcem na powaloną topolę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hestia Bletchley (1193), Lewis McKinnon (1174)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa