• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1954] Świąteczne Grand Prix || Eliasz & Prudence

[Yule 1954] Świąteczne Grand Prix || Eliasz & Prudence
ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#1
16.12.2025, 21:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2025, 21:52 przez Elias Bletchley.)  
—Yule 1954—
Dom Bletchleyów, Niemagiczny Londyn
Elias Bletchley & Prudence Bletchley

Jak do tej pory Eliasz nie miał większych oporów przed tym, aby spędzać Yule w rodzinnym domu. Bądź co bądź, była to dobra okazja do tego, aby nieco odpocząć od szkolnych obowiązków, wyrwać się zza zamkowych murów i naładować baterie przed nadchodzącym semestrem. Poza tym, biorąc pod uwagę, że w tym roku nikt z krewnych i znajomych nie planował zwalić im się na głowę, Bletchley mógł praktycznie przeleżeć całe święta w pokoju lub na kanapie w salonie. Chociaż nie: poprawka. Głównie w pokoju.

Tak jest bezpieczniej, pomyślał przelotnie, wypuszczając z siebie ciężkie westchnienie. Obłok ciepłego powietrza zatańczył na moment tuż przed jego oczami. No tak, dalej nie zdał rodzicom relacji z ostatnio otrzymanych stopni... Cóż, ostatnie kilka wypracowań zdecydowanie nie należało do najlepszych prac, jakie napisał w życiu. Z drugiej strony, matka była tak zajęta przygotowywaniem świąt, że chyba chwilowo zapomniała o istnieniu instytucji szkoły. A ojciec... Zazwyczaj i tak pytał głównie o zajęcia z Zielarstwa i Eliksirów, dalej żyjąc nadzieją, że jednak zrobi z syna magimedyka. Kto wie, może jednak uda mu się utrzymać kartę ocen w tajemnicy aż do wypadu na Peron 9 i 3/4 w dzień wyjazdu?

To był jednak temat na inną rozmowę, bo teraz... Teraz mieli inne problemy. Eliasz złożył ręce na piersi, przestępując nerwowo z nogi na nogę. Yule zdecydowanie dokazywało, jeśli chodziło o pogodę: było zimno, ciemno, a śnieg już dawn pokrył całe podwórze kilkucentymetrową warstwą śniegu. I dalej padało. Przed wyjściem do ogrodu nie założył na siebie nic cieplejszego poza zimowymi butami, więc chłodne grudniowe powietrze zdążyło już całkowicie wedrzeć się pod jego cienką niebieską koszulę i przewiewne spodnie. Wydawało mu się, że załatwią to w kilka minut, jednak... To nie było jednak takie proste. Bletchley zerknął kątem oka na siostrę, która uparcie unikała nawiązania z nim kontaktu wzrokowego.

— D-dobrze wiesz, że t-to nie była m-m-moja wina — wydusił z siebie Eliasz, ciągając nosem. — Któreś z kuzynostwa musiało przekląć te bombki w poprze... poprzed… po! — Kichnął głośno, odskakując o pół kroku w tył. — Poprzednie Yule. Pamiętam, jak te mały diabły broiły coś przy choince. Po co miałbym czarować bombki, żeby wyrwały się pudełek równo o siódmej wieczorem, ułożył się w powietrzu w krzywy uśmiech, a potem wyleciały na zewnątrz przez otwarte okno i zaczęły robić rundki wokół całego domu?

Dzięki bogom, sąsiedzi po wyjeżdżali, pomyślał Eliasz, wychylając się spod daszka. I wtedy... Od strony dachu wyleciał na nich cały sznurek kolorowych bombek: złotych, srebrnych, czerwonych, zielonych. Jedna próbowała prześcignąć drugą, a to tylko najwidoczniej prowokowało inne do tego, aby próbować zdobyć prowadzenie. Były wyjątkowe zawzięte. Gdy parę minut temu udało im się jakoś jedną pochwycić, to dosłownie wyfrunęła im z rąk, po czym popełniła samobójstwo, rozbijając się o ścianę domu.

— Matka nam nogi z dupy powyrywa, jak wszystkie tak skończą — skomentował pod nosem, wskazując ruchem podbródka na fioletowego trupka, który skończył nieopodal zestawu starych doniczek.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#2
17.12.2025, 00:53  ✶  

Prudence uwielbiała wracać na Yule do domu. Nie do końca odnajdywała się w szkole. Kiedyś było jej łatwiej, ale od roku wiązało się to raczej z dosyć trudnymi dla niej emocjami. Jej najlepszy przyjaciel odwrócił się od niej bez słowa, bez żadnych wyjaśnień, jakby nagle przestała dla niego znaczyć cokolwiek. Zaakceptowała to, ba, mściła się na nim za to, kiedy tylko miała okazję, zaczęli prowadzić wojnę, wcale nie zimną, co było dość mocno wyczerpujące, do tego ciągle się uczyła, bo zależało jej na tym, aby być najlepszą na roku. Cieszyła się, że będzie mogła nieco odpocząć, przestać się przejmować tym wszystkim, co działo się wokół. Do tego zamierzała zrobić nalot na dom babci Ellie, która zauważyła, że posiada ona ten sam dar co ona. W wolnych chwilach uczyła ją z niego korzystać, co było naprawdę niesamowitym doświadczeniem. Nie mogła się doczekać wizyty u niej.

Najpierw jednak wypadało odbębnić rodzinną kolację, znaczy to nie tak, że ich nie lubiła, tylko, że naprawdę zależało jej na tym, by spędzić jak najwięcej czasu z babcią, bo mogła się ona od niej wiele nauczyć.

W przeciwieństwie do swojego brata Prue nie musiała obawiać się pytań związanych o naukę, radziła sobie doskonale, nie miała najmniejszego problemu z przyswajaniem wiedzy, błyszczała na wszystkich przedmiotach, no prawie wszystkich - jej kulą u nogi była transmutacja, ale rodzice nie mieli z tym problemu, bo wszystko inne miała opanowane do perfekcji, nikt nie był idealny, prawda? Nawet ona.

Znajdowali się z bratem na zewnątrz, co nawet ją cieszyło, bo Prudence uwielbiała śnieg, kochała zimę, a ten teraz prószył w najlepsze, okrywał miękkim puchem okolicę, ogród wyglądał naprawdę malowniczo, właściwie można było uznać, że jest wyjęty z jakiejś bajki, wszystko zapowiadało się wspaniale. Było jej ciepło i milutko, bo ubrała się odpowiednio do temperatury panującej na zewnątrz, w przeciwieństwie do swojego bliźniaka, poprawiła czapkę, bo spadła jej na oczy, przez co nie do końca widziała ten dramat, który właśnie toczył się przed ich oczami... może to i lepiej. On psuł jej całą wizję wszechświata, zaburzał równowagę.

- Powinieneś to sprawdzić, zanim ich dotknąłeś. - Powiedziała cicho, nie miała pojęcia, jak wytłumaczą się rodzicom z tego, co właśnie działo się w ich ogrodzie, dobrze, że było ciemno i nikt poza nimi nie mógł tego zobaczyć.

- Skoro widziałeś, że coś broiły przy choince w zeszłym roku, to czemu wtedy nie zareagowałeś, pewnie liczyłeś, że nikt się nie dowie, prawda? - Jak zawsze, zamiast załatwić problem od razu, to postanowił przeczekać i teraz mieli przed sobą fruwające bombki. Wspaniale.

- Nie nam, Tobie nogi z dupy powyrywa, jak się dowie, że widziałeś, że coś się święci, teraz co? Pojawia się problem i oczywiście, to ja mam sobie z tym poradzić? Jak zawsze muszę ratować Ci skórę. - Złapała w dłoń różdżkę, obawiała się jednak, że skorzystanie z niej narobiłoby jej więcej problemów, znała odpowiednie zaklęcie, ale przecież to byłoby złamanie prawa, nie chciała, aby rodzice musieli się za nią wstydzić. Co za pokręcona sytuacja. - Myślisz, że uda nam się je złapać w locie? - Nie sądziła, żeby było to możliwe, ale może warto było spróbować?



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#3
11.01.2026, 21:59  ✶  
— Rozumiem, że podczas wakacyjnego grillowania też sprawdzasz, czy jakiś dzieciak nie przeklął grilla albo worka rozpałki? — odpowiedział na uwagę siostry, zerkając na nią z nutką zaciekawienia w głosie.

Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić ojca, grzebiącego w szopie i sprawdzającego pieczołowicie każdy element wyposażenia. Owszem, zapewne byłby w stanie wszystko wyczyścić do poziomu narzędzi z sali operacyjnych w Szpitalu św. Munga, ale czy naprawdę bawiłby się w sprawdzanie, czy do przedmiotu akurat nie przywarł jakiś urok? Zapraszając młodych czarodziejów do domu, należało się liczyć z pewnymi konsekwencjami, ale chyba nikt nie zakładał z góry, że dom stanie się siedliskiem jakichś domorosłych klątw.

— Jestem ciekawy, co ty wtedy robiłaś, pani prefekt. Myślałby kto, że takie porządnisie nie biorą urlopu od pilnowanie innych. Co by na to powiedziała dyrekcja z gronem pedagogicznym na czele? — odparł bez zająknięcia, uśmiechając się szeroko do siostry, pozwalając, aby ta retoryczna zagwozdka zawisnęła w powietrzu między nimi. Mina mu zaraz zrzedła, gdy ponownie poczuł uderzenie zimna. —Poza tym, skąd miałem wiedzieć, że czarują akurat ozdoby? Równie dobrze mogły próbować zaczarować samo drzewko albo wyczarować wodę do podlania ziemi. Albo... buszować przy torbach z prezentami. Jak normalne dzieci.[/b]

Rozchylił usta, jakby chciał dodać coś jeszcze, ale w ostatniej chwili się powstrzymał. Biorąc pod uwagę, że przez znaczną część jego szkolnej kariery siostry była aż nazbyt świadoma tego, ile dostawał uwag i szlabanów, to może pobudzanie jej pamięci nie była w tym momencie zbyt rozsądną opcją. Taka huśtawka mogła sprawić, że po bezalkoholowym grzańcu Prue mogła wyciągnąć przy rodzicach parę historii ze szkoły. A o szkole Eliasz teraz wolał po prostu nie myśleć. Ech, za długi język... Miał zdecydowanie zbyt długi język.

— No... Nie wiem... Potraktuj to jak inwestycję w przyszłość...? — rzucił niepewnie, jakby mówił o czymś totalnie oczywistym. — Dobrze wiesz, że rodzice bardzo ciężko pracują. Gdybym faktycznie stracił nogi, to ktoś musiałby ze mną latać na rehabilitację. A gdyby mi nie odrosły, to pewien ktoś musiałby też pchać mój wózek po szkolnych korytarzach... Wielkie Schody mogłyby się okazać przeszkodą nie do pokonania. Jeśli już, to wyświadczam ci przysługę, pozwalając ci pomóc mi w tej akcji ratowniczej.

Eliasz rozejrzał się na prawo i lewo. Łańcuch bombek ponownie przeleciał im przed oczami, jednak tym razem zdawały się lecieć w dużo większej odległości od siebie. Czerwona, która wcześniej była na prowadzeniu, teraz ustąpiła złotej, która wyszła naprzeciw swym rywalom. Niestety rodzeństwo nie zdołało nawet zareagować przy tym okrążeniu. Bletchley otworzył usta i zwrócił się do siostry:

— Mogę spróbować ją jakoś... Zmylić? Wyskoczę jej na drogę, zablokuję jej trasę, tak żeby poleciała w stronę podwórka, a nie domu, żeby się nie rozbiła. Może odbije w bok, to ją jakoś złapiesz? Powinna wytracić przy tym trochę prędkości!

Nie mając lepszego pomysłu, Eliasz wyszedł na śnieg. Zgiął nogi w kolanach, stając jednocześnie pod kątem około 45 stopni, co by utrudnić bombkom możliwość skrętu w kierunku domu. Kiedy Prudence również znalazła się na pozycji w głębi podwórka, a bombki ponownie znalazły się w ich zasięgu, chłopak zaczął się poruszać to w lewą to w prawą stronę, machając przy tym rękami, chcąc zmylić swoich przeciwników.

AF Jak dobrze Eliasz przegania bombki na bok? x1
Rzut T 1d100 - 99
Sukces!
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#4
25.01.2026, 00:49  ✶  

- Zawsze, wszystko sprawdzam, przezorność popłaca. - Szczególnie jeśli chodziło o grilla, ten bowiem łączył się z ogniem, a zdecydowanie wolałaby, żeby ich dom przypadkiem nie spłonął przez dzieciaki, które lubiły bawić się tym, czym nie powinni. Zresztą ojciec bardzo dbał o swój sprzęt i nie dopuszczał do niego byle kogo, zapamiętała jednak tę uwagę, przy następnym grillu na pewno zamierzała zadbać o to, żeby wszystko zostało dokładnie sprawdzone, zresztą zamierzała znaleźć winowajców, ich rodzice na pewno będą zadowoleni z pomysłowości swoich pociech.

- Co robiłam? Zapewne się uczyłam, w przeciwieństwie do Ciebie mam jakieś ambicje. - Odburknęła bratu, to akurat pewnie było prawdą, Prudence większość wolnego czasu spędzała w książkach, nawet w domu podczas przerwy świątecznej, zależało jej na tym, aby mieć dobre oceny. W końcu miała dostać się do Munga, a żeby tam trafić musiała odpowiednio zdać egzaminy. Czytała więc wszystko, co wpadło jej w dłonie, a jako, że czytała to i zapamiętywała, później musiała odpowiednio katalogować to w swojej głowie, żeby nic jej się nie pomieszało. To było naprawdę wymagającym i czasochłonnym zajęciem.

W domu pozwalała sobie nie pilnować wszystkiego, chociaż czasem trudno jej było walczyć ze szkolnymi naleciałościami, lubiła dbać o otoczenie, jednak czasem pozwalała sobie na odrobinę luzu, tutaj, czy u babci Ellie, właściwie przede wszystkim u babci Ellie. Powinna ją odwiedzić, najlepiej jutro, tak to był naprawdę dobry plan.

Wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, naprawdę sądził, że to do niej przemówi? Niesamowite, naprawdę nie miała pojęcia skąd brał te pomysły. Nie potrafiła jednak odpuścić sobie wyobrażenia go sobie bez nóg, to było całkiem zabawne, chociaż zdecydowanie wolałaby nie być skazana na dbanie o niego, nie miałaby wtedy czasu na naukę. - Oczywiście, że padłoby na mnie, jakżeby inaczej, to zawsze odbija się na mnie. Niech Ci będzie, pomogę Ci, ale jeszcze mi się za to odpłacisz. - Aktualnie nie miała pomysłu w jaki sposób mógłby to zrobić, ale na pewno na dniach coś wymyśli.

Bombki nie próżnowały, fruwały w powietrzu, znalazły się nad ich głowami i poleciały dalej. Nie zdążyli zareagować, wspaniale. Musieli czekać na kolejną rundę. Miała nadzieję, że uda im się szybko je złapać, nie chciała bowiem spędzić na dworze zbyt wiele czasu, zdecydowanie wolała zaszyć się w swoim pokoju, pod kocem z książką w jednej dłoni i kubkiem herbaty w drugiej. Tak, ta myśl spowodowała, że stała się bardzo zdeterminowana, aby zajęli się tym problemem jak najszybciej.

Eliasz zaczął przeganiać bombki na bok, wyglądało to całkiem śmiesznie z tej pozycji, w której się znajdowała, ale to chyba działało - udało mu się to zrobić, zmylił je, niesamowite, oczywiście nie skomentowała tego, nie chciała mu przyznać, że było widać, że wie co robi.

Postanowiła zaskoczyć ich przeciwników, rozbiegła się i wyskoczyła do góry, żeby spróbować je złapać.


Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
◉◉○○○ af na złapanie łańcucha w locie


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#5
28.01.2026, 21:21  ✶  
A gdzie w tym jakaś frajda?, odpowiedział bezgłośnie, rezygnując tym samym z wejścia w dyskusję na ten temat. Przezorność. Bezpieczeństwo. Procedury. Nic dziwnego, że celowała w pracę w szpitalu. Eliasz w pełni rozumiał, że pewne zasady były potrzebne; bez nich społeczeństwo nie mogłoby funkcjonować normalnie. Ale nie trzeba było się do nich stosować na każdym kurde kroku. Byli przecież tacy młodzi, mogli sobie pozwolić na chwilę luzu, zamiast wcielać się w rolę starych dziadów, dla których istniały tylko regulaminy.

— Pff… Ja też je mam. Jakieś tam. Po prostu są inne od waszych — odparł w kontrze do słów siostry. — Wiesz, nie każdy marzy o tym, żeby kroić ludzi w szpitalu albo sondować ich ciała w poszukiwaniu chorób i klątw przez całe dnie. Ja wiem, że się do tego nie nadaje. Moja noga nigdy nie przestąpi progu sali operacyjnej... Chyba, że bez reszty mojego ciała. — Skrzywił się na myśl o tym scenariuszu. — Więc po prostu uzgodnijmy, że ja po prostu lepiej odnajduję się pośród swoich ''rysuneczków'', okej?

Gdyby w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie przykładano jakąkolwiek wagę do umiejętności artystycznych, to może sprawy miałyby się nieco inaczej. Może obrana przez niego ścieżka rozwoju spotkałaby się z większą aprobatą. A tak? Znacząca większość uczniów łączyła swoją przyszłość z jakimś magicznym biznesem. Różdżkarstwo. Quidditch. Ministerstwo Magii. A Eliasz? Najchętniej zamknąłby się w jakiejś pracowni i zajął się swoimi szkicami. Czy będzie mu dane tak skończyć? Trochę w to wątpił. Nie miał wystarczająco dobrych tyłów. Znajomości. Patronów sztuki. Pokręcił powoli głową, odsuwając od siebie tę myśl.

— Oczywiście, że ci się odpłacę. Co ty myślisz, że ja głupi jestem? — rzucił do Prudence, przyglądając jej się przez nieco zbyt długą chwilę. Zmrużył oczy. — Albo wiesz co? Nie odpowiadaj. Po prostu... W razie czego przyjmiesz świadczenie pielęgnacyjne za mnie w ramach rekompensaty, co nie? — Uniósł brwi, starając się nie parsknąć śmiechem. — Wiesz, to mógłby być złoty okres twojego życia. Wypłata, profity z samego aktu mojego istnienia... Może nawet zdołałabyś zrobić ze mnie swoją maskotkę.

Powinna to przemyśleć. Opieka nad Eliaszem mogła się okazać niezmiernie lukratywnym biznesem.

Plan zadziałał wręcz d o s k o n a l e. Z perspektywy czasu Eliasz będzie wspominać ten moment jako jedno ze swoich największych osiągnięć sportowych. W Yule 1954 mógłby śmiało rywalizować z najlepszymi szukającymi w kraju, próbując podporządkować zaczarowane bombki swojej woli. Ba, był nawet lepszy od tych graczy quidditcha! Szukający uganiali się tylko za jedną złotą piłeczką, a on miał do czynienia z całą armią! Czy brakowało mu gracji? Owszem, ale starał się nadrabiać to swoją pasją; jego ciało wykręcało się na wszystkie strony, próbując stworzyć blokadę, która zmusi bombki do zmienienia trasy, a kiedy te zorientowały się, że walka z ruchomą przeszkodą nie ma najmniejszego sensu... Pofrunęły ku Prudence.

Rodzeństwo już od dawna nie działało w takiej harmonii. Oboje wywiązali się ze swoich zadań wyśmienicie. Chociaż Prudence w pierwszej chwili mogła się obawiać, że jej chwyt mógł być nieco zbyt mocny (w końcu nie chciała zniszczyć ozdób!), tak dość szybko okazało się, że wykorzystała akurat tyle siły, aby osiągnąć swój cel. Po pochwyceniu łańcucha bombki momentalnie zmieniły trajektorię lotu, kierując się po miękkiej warstwie śniegu, a gdy na nią opadły, momentalnie znieruchomiały. Jedynie ta, która znajdowała się na przodzie tego wyścigu, toczyła się powoli się małej zaspie, jakby próbowała ostatkiem sił spróbować ucieczki.

— No... To chyba... Się... Udało? — wystękał Elias, przebijając się przez śnieg w kierunku swojej siostry. Przez dłuższą chwilę dyszał jak zziajany pies, wystawiając przez zęby czubek języka. — Myślisz... Myślisz, że już nie żyją? Nie wstaną?
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
08.02.2026, 22:05  ✶  

Dla Prue zasady były bardzo istotne i potrzebne, musiały istnieć, żeby ludzie jakoś się zachowywali, chociaż jak widać to nie wystarczało, niektórzy nie lubili porządku, woleli kiedy wokół nich panował chaos i czerpali z tego satysfakcję. Dreszcz przeszedł jej po plecach na samą myśl o tym. Miała skończyć jako osoba, która będzie ratowała ich życia po tym, kiedy okaże się, że to nie było dobrą drogą. W pewien sposób to było całkiem satysfakcjonujące, mogła udowadniać, że gdyby nie zasady i procedury, to nie byłoby ich na świecie. Nie bez powodu chciała zostać medykiem, zresztą nigdy nie myślała nawet o innej ścieżce zawodowej, napatrzyła się na ojca i chciała robić to co on. Póki co nic nie mogło jej w tym przeszkodzić, była naprawdę zdeterminowana w tym, żeby zostać uzdrowicielką, przykładała się do nauki, czytała te wszystkie grube księgi, dzięki którym mogła spełnić swoje marzenia.

- Nie da się ukryć, że są zdecydowanie inne. Jeśli kiedyś trafisz na salę operacyjną, mam nadzieję, że to nie będzie moja, najlepiej, jakbyś w ogóle na żadną nie trafił. - Dodała jeszcze, bo wbrew temu co często paplała, to nie życzyła bratu źle, naprawdę zależało jej na jego szczęściu, chociaż nie do końca to okazywała. Wiedziała, że są zupełnie różni. On chodził z głową w chmurach, kiedy ona stąpała bardzo twardo po ziemi. Najwyraźniej każde z nich dostało zupełnie inne cechy w loterii genetycznej, tak się zdarzało, czasem, nie mogliby być od siebie chyba bardziej inni pod tym względem, co nieco utrudniało ich komunikację.

- Serio o to pytasz, nie chcę Cie obrazić, ale... - Nie do kończyła. Chciała go nieco podpuścić. Nie uważała go w sumie za głupiego, wiedziała przecież, że nie powinno się tego oceniać na podstawie jakichś szkolnych ocen, czy ogólnej wiedzy, inteligencja była czymś więcej. On był uzdolniony w zupełnie innym kierunku niż ona, który potrzebował sporo pracy, aby zostać docenionym, artyści nie mieli łatwego życia. - Nie, nie ma takiej opcji, nie chcę żebyś ze mną mieszkał do końca życia, to się nie może tak skończyć. - Pokręciła jeszcze przecząco głową. Zdecydowanie nie była fanką tego pomysłu. Musiał to sobie wybić z głowy. - Nie ma szans, dbaj o siebie, bo obiecuję Ci, że jeśli wywiniesz mi podobny numer to nie będziesz miał lekko. - Na pewno znajdzie jakiś sposób, aby wtedy uprzykrzyć mu życie.


To Yule okazało się być naprawdę wyjątkowe. Bliźnięta odkryli w sobie jakieś zacięcie sportowe, którego raczej nigdy, żadne z nich nie prezentowało. Udało im się zająć fruwającymi bombkami wyjątkowo sprawnie, jak na to, jak zazwyczaj wyglądało to z ich strony. Być może po prostu odnaleźli w sobie bardzo głęboko skrywaną determinację, nie chcieli wkurzyć rodziców i dłużej stać na zimnie.

Kiedy wybiła się do góry złapała łańcuch latających bombek, miała nawet wrażenie, że nieco zbyt mocno, przez co na jej twarzy pojawił się grymas, bo wolała nie tłumaczyć się Penny później z tego, że włożyła w to zbyt wiele siły, zresztą nie oszukujmy się przecież prawie wcale jej nie miała, a w tej chwili trzymała te bombki bardzo kurczowo, na szczęście żadna się nie stłukła.

Opadła z nimi na śnieg, a wtedy znieruchomiały, no prawie znieruchomiały poza tą jedną, która potoczyła się dalej, na jej nie szczęście Prue obserwowała kierunek, w którym postanowiła uciekać. - Chyba tak, nie wydaje mi się, żeby miały się ruszyć, złap tylko tamtą. - Uniosła jedną rękę w górę i pokazała mu kierunek. Musieli zadbać o to, aby faktycznie zadanie zostało wykonane dokładnie, bo inaczej mogły pojawić się niespodzianki, na które nie miała już ochoty.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#7
09.02.2026, 18:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2026, 20:35 przez Elias Bletchley.)  
Na samą wzmiankę o sali operacyjnej twarz Eliasza wykrzywił grymas. Nie lubił myśleć o szpitalach. Odpychał go sterylny zapach środków odkażających, tak wszechobecny w każdym pomieszczeniu. Nie znosił też tej osobliwej atmosfery zawieszenia, kiedy człowiek tkwił pomiędzy dwoma możliwymi wyrokami, czekając na wyniki: chory czy zdrowy, skazany na tygodnie łykania leków czy jednak wolny od tego wszystkiego. Za każdym razem, gdy przekraczał próg Szpitala św. Munga, jego ciało zdawało się przechodzić w tryb podwyższonej gotowości, jakby samo wejście do środka oznaczało zakręcenie ruletką, która mogła zatrzymać się na zdrowiu lub nieszczęściu jego, lub bliskich mu osób. Może dlatego tak bardzo opierał się pójściu w ślady krewnych: sala zabiegowa stanowiła w jego głowie epicentrum wszystkich tych niepewności.

— Ehe… Przysięgam ci, że dopełnię wszelkich starań, aby nie trafić do szpitala — odparł, kręcąc powoli głową, co by odpędzić od siebie te nieprzyjemne myśli.

Jeśli miał trafić do ambulatorium, to winna temu będzie jakaś choroba albo nowoodkryta reakcja alchemiczna. Chociaż zdarzało mu się broić z przyjaciółmi na terenie szkoły, tak nie szalał na tyle, aby zrobić sobie fizyczną krzywdę. Skakanie z trybun na boisku do quidditcha do wielkich śnieżnych zasp nie było jego definicją zabawy. Podobnie jak uganianie się za zniczem czy kaflem. Dzięki niech będą Merlinowi, że nigdy nie dał się namówić na pójście na testy do drużyny, bo jeszcze by go przyjęli. A wtedy, to dopiero zaczęłyby się kłopoty. Już on widział, ilu graczy ląduje w Skrzydle Szpitalnym po tych ''przyjacielskich'' rozgrywkach. O, nie nie nie! On się nie da wrobić w coś takiego.

— Na pewno byś nie chciała? Technicznie rzecz biorąc teraz nie mieszkamy cały czas razem. Hogwart jest duży, a wieże Krukonów i Gryfonów dzieli spory dystans — skomentował niewinnym głosem, posyłając Prudence zadziorny uśmieszek. — Te siedem lat zaległości wypadałoby nadrobić... Na pewno na co dzień usychasz z tęsknoty za słuchaniem mojego chrapania w nocy. Może nawet je halucynujesz?

Uniósł wymownie brwi, jakby faktycznie było to coś, za czym mogła realnie tęsknić. A przecież była jeszcze era, kiedy byli małymi dziećmi, a ich ubrania służyły im za śliniaczkii! Ech, ten szczęśliwy okres, kiedy faktycznie żadne z nich nie musiało mierzyć się z oczekiwaniami rodziców, szkoły, społeczeństwa... Życie było dużo łatwiejsze, kiedy można było spędzać całe dnie na kocu z pluszakami i magicznymi książeczkami dla dzieci.

Kiedy Pru potwierdziła uziemienie łańcucha bombek, Eliasz wypuścił głośno powietrze przez usta; dopiero wtedy uleciała z niego większość stresu. Cóż, wychodziło na to, że kiedy naprawdę czegoś chcieli, to potrafili jednak to osiągnąć. Niesamowite, do czego było zdolne rodzeństwo, które faktycznie ze sobą współpracowało, zamiast tylko drzeć ze sobą koty lub kopać siebie nawzajem po kostkach podczas kolacji.

— Yhy, już idę! — wymamrotał, robiąc kilka dużych kroków w stronę zagubionej bombki. Zaspa była tutaj na tyle głęboka, że śnieg momentalnie wpadł mu do butów. Wzdrygnął. — Na Merlina, coś czuję, że skończę te... te święta... z... z zakwa-saami!

Jęknął, wyciągając rękę po bombkę. Ta wymknęła się jednak jego palcom i pokonała jeszcze kilka centymetrów. Chłopak pochylił się do przodu i, owszem, złapał bombkę, jednak wylądował też w zaspie śniegu, uderzając twarzą o zimną warstwę śniegu. Po chwili przeturlał się na plecy, trzymając ostrożnie w dłoniach ich zgubę.

— Misja... Misja zakończona sukcesem, psze pani! — ogłosił wszem wobec, dysząc ciężko i wpatrując się w nocny firmament górujący nad Londynem.

Najważniejsze, że rodzice niczego nie zauważyli, pomyślał Eliasz, nie mając zbytnio siły wstać - czekał aż jego siostra łaskawie do niego podejdzie i poda mu pomocną dłoń. A jak to Yule zostało przez nich zapamiętane? Cóż, zdecydowanie jako symbol wspólnego triumfu. I ostateczny dowód na to, że kiedy mniej mówią, a więcej robią, to są w stanie dokonać rzeczy naprawdę wielkich.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elias Bletchley (2219), Prudence Fenwick (1565)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa