• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.72] In full bloom

[07.10.72] In full bloom
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#1
08.01.2026, 02:04  ✶  
Nawet najlepsze przyjęcie trzeba było czasem rozchodzić. Zaczerpnąć świeżego powietrza, popatrzeć w gwiazdy, podsłuchać śmiechów i ploteczek już zanadto wstawionych ludzi, a przede wszystkim - zapalić papierosa. Atreus zostawił Brennę w środku, z obojętną miną stwierdzając że musi zapalić. Pewnie i Longbottom nie miałaby nic przeciwko temu, żeby też wyjrzeć na dwór, ale chyba ktoś ją właśnie zaczepił i tak właśnie ich drogi się rozeszły na moment. On nie narzekał, bo nawet jeśli przyszli tutaj razem, to nie musieli spędzić ze sobą każdej jednej minuty.

Przeprosił więc jakąś grupkę, która rozmawiała przy wyjściu do ogrodu i przemknął obok nich, zostawiając za sobą duchotę przepełnionych ludźmi wnętrz. Świeże powietrze uderzyło w niego jakby gwałtownie, ale w żaden sposób w negatywnym sensie, bo dzięki temu nagle dotarło do niego jak brakowało mu tej rześkości. Odszedł na bok, parę kroków, żeby nie tarasować wejścia do środka, a dłonie sięgnęły w stronę kieszeni, przeszukując je tylko przez chwilę. Srebrna, rzeźbiona papierośnica szybko znalazła się w rękach, została otworzona i pozbawiona jednego ze wsuniętych do niej papierosów. Tak jak w pracy nie przeszkadzało mu co pali i często sięgał po tak samo podłe jak i mocne egzemplarze, tak te które nosił ze sobą na imprezy zawsze miały wspólny mianownik - były drogie. Cenę czuło się na języku, w jakości tytoniu, tak że nie było wstyd z nikim się nimi podzielić, a nawet trzeba było, żeby chociaż w ten sposób określić swoją pozycję i dźwięczące w kieszeni galeony. Bo przecież wszystko zawsze sprowadzało się do detali.

Palił, przyglądając się sylwetkom, które tańczyły na ścieżce parę schodków niżej, która prowadziła między pierwsze różane krzewy, porośnięte czarnym kwieciem. Ciężko było uwierzyć, że ktoś napracował się aż tyle, żeby odmieć nie jeden krzaczek, a cały ogród, ale z drugiej strony wciąż nie było w tym wszystkim chociaż cienia odpowiedzi na proste pytanie; po co? Po co to wszystko, dla zabawy?

Drgnął dopiero, kiedy wyczuł przy sobie ruch jakiegoś innego marudera. Reakcja była automatyczna, bardziej jak potrzebna, bo nawet nie był jeszcze pewien czy towarzystwo napatoczyło się w tym samym celu, w którym on tu stał, na papieroska.
- Słyszałem, że podobno w oranżerii Lestrangów można znaleźć topielce, które tam straszą. Podobno ktoś się tam kiedyś utopił. Jakieś dziecko, uwierzy pan?

Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#2
14.01.2026, 16:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2026, 18:43 przez Gabriel Montbel.)  
Gabriel nie chciał Lucy odstąpić podczas tego wieczoru na krok, ale też musiał pogodzić się z faktem, że Lucy chciała na krok odstąpić jego nieskromną osobę.

Zwinął jednak pogniecione ego i wyszedł na zewnątrz, zaciekawiony jak ogród radzi sobie z taką zgrają przetaczających się przez niego zwiedzających. Jego nudna czarna szata i równie nudna czarna maska wciąż były zdobione rozbryzgiem czerwieni. Karminowy, grubego, nieregularnego haftu dopełniały lśniące rubiny, które mieniły się w świetle wskazującym ogrodowe ścieżki. Pasmo zdobiło obojczyki i asymetrycznie lewy rękaw szaty. Paciorki i koraliczki zdobiły również czarną aksamitną maskę, odpowiednio alterowaną pod ubiór, a kryształowe krople asymetrycznie opadały mu na policzki, skrywając wyraz zaskoczenia, gdy zamaskowany jegomość do niego zagadał przeszkadzając mu w kontemplacji tego miejsca.

Chciał tak bardzo pokazać to miejsce Lucy, ale może po prostu zrobi to za kilka dni jak będzie spokojniej?

– Topielce? A to Ci nowa historia. Ja słyszałem tylko o odciskach dłoni na szybach i widmowej doniczce, która bardzo nie lubi być przestawiana. – uśmiechnął się, swobodnie podejmując temat konwersacji, nawet jeśli zdawała mu się ona nieco niewygodna. Jak świeżo założony but.

– Ostatecznie przecież utopić się można w łyżce wody, tam wewnątrz chyba nie ma żadnej studni...? – zmarszczył brwi w zastanowieniu, bo może i była studnia, ale on ją przegapił podczas swojej ostatniej wizyty. – Zbrodnia w afekcie, czy nieszczęśliwy wypadek? – czy Lucy byłaby tym zainteresowana? Wszak należała do Lestrangów, będzie musiał się jej zapytać, czy kiedykolwiek o tym słyszała. – Jak dawno to było? Sto lat czy może dwieście? – Owa dwusetka wypadła z jego ust z wielką nadzieją, bo dwa wieki tej plotki dawały spore szanse na jej weryfikacje... u naocznego świadka.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#3
20.01.2026, 01:01  ✶  
Nie wiedział co takiego ciekawego mogło być w samym ogrodzie; ot róże, pełno krzewów, co prawda jakieś zarażone i odmienione, ale po pięciu minutach człowiek czuł się nasycony widokami. Brakowało Atreusowi jakiejś botanicznej ciekawości, którą najwyraźniej posiadał jego nowy pozyskany rozmówca. Co natomiast go ciekawiło, to nowinki z którymi podzieliła się z nim Brenna, dotyczące tego że mroczny wygląd kwiatów najprawdopodobniej osiągnięto za pomocą czarnej magii.
- Odciski dłoni? W sensie takie jak te po spalonej nocy? Podobno niektóre domy musiały się z czymś takim zmagać... czy to może jednak coś innego, właściwego tylko dla Maida Vale? Doniczka też niezła, może to był duch. Ktoś kto umarł transmutowany w doniczkę - zastanowił się i nawet jeśli nie było widać połowy jego twarzy, a usta przykryła dłoń z papierosem, to w jego głosie dało się wyczuć dziwną powagę, jakby faktycznie rozważał czy taka śmierć mogła wygenerować ducha.
- Niby studni nie ma, ale ta fontanna to wcale nie jest taka biedna. Wpisuje się w... pejzaż - machnął ręką, bo sama posiadłość mogła stanowić świadectwo tego, jak modelowana była jej okolica a także wnętrze oranżerii. - Pewnie gdyby chcieli to by sobie tam strzelili głębinową... Niestety nie udało mi się podchwycić kiedy, ale myślę że to bardziej takie legendy. Albo ktoś chciał kogoś zaciekawić albo puścić złą famę... Ale gdybym miał obstawiać i biorąc pod uwagę prawdziwość, powiedziałbym że to zbrodnia w afekcie. Ta wymagałaby podejrzanego i prowadzenia śledztwa, a to zawsze bardzo ciekawe.

Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#4
21.01.2026, 18:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.01.2026, 08:18 przez Gabriel Montbel.)  
– Tak, byłem bardzo zaskoczony, gdy zobaczyłem tę rezydencję po raz pierwszy. Niby taki konserwatywny dwór, a jednak posiadłośc w samym centrum niemagicznego Londynu. Wygląda to jak pewna śmiała deklaracja, choć pytanie, czy dotyczyła tylko przodków, czy przeszła z krwią na dzieci. – Rozejrzał się po fasadzie budynku, ale to ogród, to oranżeria ściągała jego wzrok. Fontanna.

– Afekt afekt... A może jednak chłodna kalkulacja? Jesteśmy tak nawykli do cudów i wykwitów magii tam, gdzie nie powinno jej być, że powszednieją nam takie zjawiska jak to. Nie ślady dłoni. Nie doniczka. Czarne kwiaty, których boją się wróżki o mózgu nie większym niż fasolka grochu. Czy zarządczyni ogrodu była już przesłuchiwana? Są tu w ziemi poukrywane dziwaczne fiolki, ktoś sprawia nieprzyjemne psikusy, na mój nos nie wygląda to na poltergeista, a całkiem... celowe, intencjonalne działania. Jestem też ciekaw, zawsze jestem ciekaw, na ile te kwiaty i ich magia, jak mogą się przełożyć na eliksiry i wywary z nich czynione. Kadzidła. Hydrolaty. Maści. Być może patrzymy na zbrodnię, która się jeszcze nie odbyła. Nieświadomi. Bierni. Wodzeni za nos, przez osobę stojącą za tym zjawiskiem. Za tym... kwiecistym wynaturzeniem. – trochę konfabulował, trochę - a właściwie całkiem mocno - wczuwał się w rolę prywatnego detektywa, który musiał być noir ponieważ tylko noir pozwalała mu funkcjonować. – Ciekaw jestem. Bardziej niż dziecka w fontannie. Ludzie przychodzą i odchodzą. Ale kwiaty... Nie mogą opowiedzieć nam swojej historii, jak duchy. Ich choroba, ich stan. To jest tajemnica, zbyt cicha, by zauważyć ją w tym gwarze. – Szerokim gestem wskazał za siebie, na gaworzące i tańczące pary. Rozczarowany ludzkością? Nigdy nie miał wobec niej większych nadziei. Może lepiej. Jeszcze by amatorzy zagadek zadeptali to co zostało nieskażone.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#5
22.01.2026, 02:34  ✶  

- W sumie jak się tak zastanowić, to całkiem sporo ze wszystkich starych rodów, posiada coś w niemagicznej części miasta. Horyzontalna i Pokątna mają mimo wszystko ograniczone miejsca zamieszkania. Ba, i na Nokturnie może być po pewnym czasie ciężko, chociaż tam raczej nikt kto się szanuje się nie zapuszcza. Ale dla przykładu, sam ośrodek religijnego kultu też jest w niemagicznym. Kowen Whitecroft? Pomyśleć by, ze to niezwykle ryzykowne, bo przecież te wszystkie obchody sabatów i rytuały gdzieś się muszą dziać... - a w ślad za Lestrange'ami czy Macmillanami szli na przykład jeszcze tacy Nottowie, nie wspominając już o wielkim stadionie Quidditcha, który wciąż na terenie miasta się znajdował, a był ogromny. A jak jeszcze doliczyć do tego wszystkiego mniejsze i prywatne parcele? Jeszcze by się okazało że nienaruszalni woleli niemagiczny Londyn od magicznych jego dzielnic.

- Coś w tym jest. Wszystko na co się człowiek napatrzy, w pewien sposób mu wreszcie brzydnie. Codzienność wreszcie sama w sobie, jako słowo, nie ma przesadnie pozytywnych konotacji. Codzienność jest szara i nudna. A te kwiaty, to muszę powiedzieć że bardzo dużo zdaje się pan wiedzieć na ich temat. Czy zarządczyni była przesłuchiwana? Szczerze w to wątpię, w końcu kto przejmowałby się takim ewenementem jak czarne kwiaty? Wydaje się to raczej sprawą dla wprawnych botaników niż powodem by prowadzić panią Lestrange do aurorskiego biura. Nawet nie Brygady Uderzeniowej, bo ktokolwiek te dziwaczne fiolki poukrywał, nie miał pewnie nic dziwnego na myśli. Tak też sobie myślę, że pewnie póki ktoś ich nie odkrył, to bardzo wiele osób przypuszczało, że cała sprawa ma bardzo dużo wspólnego z Beltane. Jako ewidentny pasjonata kwiatów, pewnie pan zauważył że jeszcze nie tak dawno, bo pod koniec świata, roślinność nieco szalała. To też było wiązane z majowym sabatem, więc czemu i nietypowa barwa kwiatów być nie miała? A wróżki? Ich mały móżdżek raczej niewiele ma tu do rzeczy, kiedy kierują się zwierzęcym instynktem. Może powinien pan sobie zabrać jakąś doniczkę i samemu przeprowadzić zaprzątające pana myśli dochodzenie?


Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#6
22.01.2026, 08:48  ✶  
– Ograniczona przestrzeń w magicznym świecie... – niemalże prychnął. – Mówimy o namiotach, które mogą być nie mniejsze od tej rezydencji, o przejściach prowadzących do odległych zamczysk wypełnionych alchemicznymi ustrojstwami, o możliwościach dających szansę zrobić co innego niż zaludniać przestrzeń, którą ponoć się gardzi. – Był całkiem swobodny w tej wymianie zdań, choć może to było niegrzeczne obrażać gospodarzy tak ostentacyjnie. Jak bardzo jednak lubił Williama, jak podobał mu się ten ogród, a spotkana w nim nie-wampirzyca Lestrange również mówiła miękko i przyjemnie dla ucha, tak nie sposób było tego nie zobaczyć. – To pycha i przekonanie, że zaklęcia odstraszające nigdy nie przestaną działać. Że nie pojawi się mag na tyle potężny i szalony, aby rozrywać runy trzymające oczy mugoli z dala od czarodziejskich włości. – Ta myśl nawet była zabawna. Chaos, który by zapanował, prównywalny dla Spalonej Nocy. Widowisko z płomieniami w tytule przegapił, ale na zdzieraniu masek już chciałby być. Na szczycie wieży. Z tą ich smażoną rybą i frytkami, kupionymi na minutę przed tym, gdy stało się jasne, że nic nie jest takie jakie się wydaje.

Zamlaskał powietrzem, zadzierając głowę by spojrzeć w niebo. Świetlne zanieczyszczenie miejskie uniemożliwiało dostrzeżenie gwiazd, ale nie przeszkadzało mu to zbytnio. Myśl mimowolnie uciekła mu do całkiem zabawnego wniosku, że historia zatoczyła koło.
– Kiedyś... taka sytuacja wzbudziłaby większy niepokój. Choć może wcale nie? Któryś z domowników zrobił reszcie psikus? Naczytali się Lewisa i uznali, że królowa kier malowała róże na czerwono a nie na czarno? Bunt żywiołów... widziałem kilka jego osiągnięć i był to raczej wzrost. Wynaturzenie. Inna kolej rzeczy niż... to. O wiele bardziej poukładany efekt, trzymany w ryzach. O wiele bardziej stonowany i... czy to właśnie nie powinno być dziwne, że wspomniany przez pana bunt, nie dotknął tego miejsca? A może zarządczyni jest nader skuteczna?

Zaraz zaraz, jak to się nazywało? Niska szkodliwość społeczna? Zapewne. Fiolki pachniały krwią i to z daleka - jak dedukował - śmierdziało czarną magią. Gabriel, który coraz lepiej orientował się w przestrzeni lat siedemdziesiątych, doszedł do wniosku, że być może rodzina nie chciała u siebie na trawniku stada aurorów, ryjących w ziemi jak dziki za truflami. Albo wiedziała doskonale co tu się dzieje i nie chciała, aby ktokolwiek inny wiedział.

– Och moi? Zabrać? Czy to nie byłoby... niezgodne z prawem?! – pierś dotknął rozczapierzoną dłonią, a mimika - choć w połowie twarz miał zakrytą - przepełniona była wręcz karykaturalną praworządnością. Swoją odsiadkę zaliczył już kiedyś i miał serdecznie dosyć powtórki z tej historii. Wolałby zginąć niż znów posłyszeć zasuwaną nad nim kamienną płytę, choć nie był pewien na ile to był czcza deklaracja, skoro ostatnie próby wprowadzenie w życie "wolałabym zginąć" nie poszły zbyt dobrze. Cóż, mógł z jednej strony dzięki temu prowadzić tę konwersację i podziwiać przeklęty ogród, którego nikt nie chciał oswobodzić z okowów złowróżbnej magii.

– Ale tak się akurat składa, że jestem prywatnym detektywem – "nie do końca, nie na prawdę, właściwie od wczoraj, nie mam pojęcia na temat tego zawodu więcej niż przeczytałem w książakch" - zupełnie niepotrzebne dopowiedzenia precyzujące faktyczny stan rzeczy, absolutnie nie padły z jego ust. – ...a jeśli tylko zdradziłby mi pan swoją tożsamość, to mógłbym w wolnej chwili dać znać, na ile to miejsce spotkał niewinny figiel jednego z Lestrangow, na ile samo śledztwo byłoby bardziej zajmujące niż zbrodnia utopionego dziecka. – Czy odzywała się w nim stara krew? Dochodzenia, tak to teraz się nazywało. Oczywiście nikomu nie zamierzał się zwierzać z tego kim był i co robił przed przemianą, żałoba po tamtym życiu dawno została przekuta w wyblakłe fakty pochowane na dnie archiwum umysłu. Teraz jednak przyglądał się ogrodowi, jakby spodziewając się, wręcz oczekując, że lada moment wychylą zza krzaka podstępni kultyści, aby wprowadzić do ziemi kolejne fiolki czarnomagicznego eliksiru. Albo... wyciągnąć je stamtąd w sposób, który nie uszkodzi flakonika.

Obiło mu się o uszy, ze lokalny kult nosi maski. Było w tym bardzo dużo ironii, zważywszy na to, że obecni tutaj goście, dobrowolnie założyli je na twarz.

– Oczywiście, w duchu wolności, wszak w całej naszej zabawie chodzi o anonimowość, czyż nie? – dodał nieco kokieteryjnie, z pewnością nie zapraszając mężczyzny na przechadzkę po przestrzeniach ogrodu ze względu na to, że zwyczajnie nie był w jego typie. Z resztą... obiecał Lucy się zachowywać a ona obiecała mu wspólne łowy następnego dnia. Idealny układ.

Wyciągnął z kieszeni kieszonkowy zegarek, na którego kopercie widniała piękna grawerowana róża, otoczona małymi listkami, ażurowym wzorem ukrywająca tarczę zegara. Gabriel od niechcenia rzucił okiem na czas, który - w ich przypadku - zawsze niósł ze sobą pewne drastyczne ograniczenia.

– Sądzi pan, że jeszcze jakieś rozrywki są zaplanowane, jakiś skandal, nieślubne dziecko ujawnione w okolicach północy, albo obnażenie kochanków w alkowie i skrzętne udawanie, że nikt nie podał im amortencji? – zagadnął, nie zmieniając tonu z lekkiej, niezobowiązującej konwersacji. Znać było jednak w tym pytaniu pewne znudzenie. Jego planem było tańczyć całą noc ze swoją partnerką. Teraz gdy mu na to nie pozwalała, łatwo tracił zainteresowanie czymkolwiek innym. Nawet sprawą ogrodu, który przecież tak bardzo przypominał mu jego własny ogród.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#7
22.01.2026, 20:29  ✶  

Atreus uśmiechnął się do mężczyzny grzecznie, chociaż kryło się za tym pewne rozbawienie. Oh, kiedy mówiło się o tym w ten sposób, brzmiało to bzdurnie, oczywiście. Może zwyczajnie szukał wymówek dla tego czemu w ogóle Lestrange'owie i inne rodziny decydowały się na takie posunięcie i życie wśród mugoli, bo przecież na Horyzontalnej stał taki moloch jak dla przykładu The Globe. Ale z drugiej strony? Jeśli ktoś nie chciał mieć fasady szerokiej na dwa centymetry, mógł mieć już problem. Kiedy patrzyło się na rezydencję nadwornych rozdawców pigułek, widać było już na pierwszy rzut oka z kim miało się do czynienia. No właśnie, ten cholerny pierwszy rzut oka - Lestrange'owie mieli pełno pieniędzy, żeby opłacić wszystkich możliwych specjalistów od magii powiększającej wnętrza. Mogli schować się w wąskiej kamieniczce i żyć jak królowie. Ba, mogli nawet sobie ten ogród wbudować w ten dom, w parter, piętro czy piwnicę i wszystko wyglądałoby jak należy, ale jeśli była jakaś rzecz wspólna dla mugoli i czarodziejów, którzy żyli ponad resztą społeczeństwa, to był to fakt że kochali się chwalić swoim bogactwem. I on sam bywał rozrzutny, tak samo jak podobała mu ilość pieniędzy które posiadał, ale chyba sam fakt że jego rodzina była strażnikami tajemnic, jakoś utemperował jego zapędy do wielkich posiadłości pełnych rozmachu. To on był gwiazdą, a nie jego parcele czy wciśnięte w nie mebelki.

- To by dopiero było. Gdyby Czarny Pan postanowił osobiście się tu pojawić i rozedrzeć im te bariery - prychnął, wodząc spojrzeniem po ogrodzie. - Wpisywałby się w aktualny nastrój. Czarne szaty, czarne róże. A do tego wszędzie maski. Kto wie, kto tego wieczoru się za nimi kryje - myślał o tym już na samym wejściu do posiadłości, kiedy sprawdzano zaproszenia, a teraz te przemyślenia znowu do niego wracały, ale kiedy osiadały na alkoholowej mgiełce, były o wiele bardziej rozbawione.

- Kiedyś pewnie tak. Teraz? Teraz te czarne róże bledną w obliczu tego, co wydarzyło się tak niedawno. Kiedy ktoś rzuca na połowę kraju ognistą burze, to kwiaty w jednym z ogrodów nie wydają się aż tak istotne. Prędzej to dzieło jakiegoś przypadkowego szaleńca, a nie jednego ze śmierciożerców. Może zbuntował im się jakiś ogrodnik? A może za miesiąc okaże się, że wszyscy którzy stali w tych ogrodach zostali przeklęci i zostaną zesłani do limbo - pokręcił głową z niedowierzaniem, bo to byłaby niesamowita impreza. - Podoba mi się pana tok myślenia, chociaż po prawdzie całkiem sporo domostw się uchowało. A może Czarny Pan kocha ogrody? A może zwyczajnie Lestrange'owie mieli takie samo szczęście jak Ministra? - uśmiechnął się delikatnie, chociaż gdzieś pod skórą domyślał się dlaczego ta konkretna posiadłość stała. Dlaczego stały domy Borginów i parę innych miejsc na mapie. A za tymi podejrzeniami znajdowały się te same fakty, od których on usilnie odsuwał się przez wszystkie lata przyjaźni ze swoimi kolegami.

- Czego prawo nie widzi, tego sercu nie żal - zaśmiał się zwyczajnie. Jego oczy, co do praworządności względem kradzenia doniczek, były dzisiaj całkowicie ślepe. W sumie na co dzień też by się tym niezbyt przejął, bo ile niby takie róże mogły być warte? Pięć galeonów?

- Prywatny detektyw, no proszę. Kiedy byłem mały, czytywałem książki o prywatnych detektywach. Zawsze podobały mi się artykuły, który wydają Archiwa Brygady. Cykl zapomnianych, nierozwiązanych nigdy spraw... - może przesadzał z tym czytaniem, bo chyba zdarzyło mu się jedną, ale to wystarczyło że uznał za intrygujące życie prywatnego detektywa. - Zawsze wydawało mi się, że ta ścieżka kariery wiąże się z dużą ilością swobody, a na pewno większą niż ta, którą posiadają stróżowie prawa. Tożsamość natomiast, ah, to dopiero ciężka sprawa, w końcu wszyscy jesteśmy tutaj by kryć się za niewiadomą, podsycać tajemnicę i kokietować tym co niewypowiedziane, prawda? - i całkiem się Atreusowi podobało rozmawianie, kiedy ciążyła na nim pewna doza anonimowości. - Ale może los specjalnie postawił nad pod jedną kolumną? Gdyby powiedział mi pan, gdzie można pana znaleźć, albo pańską agencję, nawet nie nazwisko, to może miałbym dla pana kolejną zagadkę związaną z zawodem. Albo dla pana współpracowników, bo skoro mam przed sobą pasjonata ogrodów, to może faktycznie przyjemnie byłoby się razem pochylić nad ich zagadkami?

- Skandale raczej dzieją się za zamkniętymi drzwiami. Pewnie nawet i teraz, kiedy sobie tutaj rozmawiamy. Tak to już jest ze starymi rodzinami, że fasada jest dla nich najważniejsza, prawda? Zdradzone narzeczone, niechciani goście, nieproszone przepowiednie... Nieślubne dzieci też pewnie by się znalazły.


Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#8
24.01.2026, 17:29  ✶  
Słuchał nieznajomego z zainteresowaniem, czując się tak, jakby Anglia była dla niego kolorowanką, której konturów jeszcze do końca nie widział, ale to co widział powoli i niespiesznie wypełniało się kolorem. W dalszym ciągu nie przepadał za tym krajem, zbyt wiele lat spędził na francuskiej ziemi by jakkolwiek darzyć anglików sympatią. Z drugiej strony miasto zdawało się ciemne i duszne, sczerniałe ruiny porastające nadmiernie wybujałym w zawłaszczaniu sobie przestrzeni bluszczem były tak adekwatne, do jego obecnego stanu duszy. Istnienia. Myśli.

Zanotował w pamięci, aby sprawdzić te Archiwa Brygady i zweryfikować wraz z Lucy na ile nie da się rozwiązać tych spraw, na wypadek, gdyby im się nudziło. Na prośbę o kontakt, poklepał się kilkukrotnie po kieszeniach, co było absurdalne wobec dość barwnego stroju w którym raczej... nie, znalazł. Miał ją przy sobie trochę jak szczęśliwy trinket, ale Lucy miała ich wiele więc... Dał mężczyźnie wizytówkę Agencji panny Rosewood, czemu miałby tego nie robić? Wymiana doświadczeń, przyjemna sprawa na ziemi, gdzie wciąż miał zbyt mało powiązań z lokalnymi czarodziejami by czuć się bezpiecznie.

Chciał jeszcze coś potem dodać, powiedzieć, pofantazjować na temat wagi ogrodu w kontekście spalonego Londynu, barwnie rozciągając teorie spiskowe, które tak łatwo i przyjemnie podburzały krew. Zza pleców rozmówcy mignęła mu jednak sylwetka w czerwieni, ukradkowy gest mówiący o tym, że już przerwa od siebie się skończyła i czas wrócić na parkiet.

– Czekamy więc na zlecenie z niecierpliwością. Nie ma drugiej takiej agencji w Londynie, jesteśmy zaiste niezawodni. –  zachwalał jej dzieło, bynajmniej nie dlatego, że tak było. To znaczy... nie słyszał nigdy o wampirach na tropie, było to tak absurdalne i śmieszne, ale czyż całe życie w pełnej swojej krasie nie było śmieszne jak oni? Zaraz potem ukłonił się mężczyźnie i podążył a swoją róża, chcąc spijać każdą wspólną minutę spędzoną na balu w możliwie aktywny sposób. Czy będzie się cieszyć, że znalazł jej kolejnego klienta? A może zacznie pomstować na czarodziejów, którym ewidentnie za bardzo się nudzi... Miał wrażenie, że ucieszy go każda opcja z osobna, albo obie na raz, odczytane z twarzy tak dawno nie widzianej, tak doskonale znajomej.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (1666), Gabriel Montbel (1737)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa