• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [07.10.1972 Maida Valen] Silhouettes and sorrows (Desideria Zabini, Astoria Avery)

[07.10.1972 Maida Valen] Silhouettes and sorrows (Desideria Zabini, Astoria Avery)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
13.02.2026, 01:25  ✶  
Gwar sali jeszcze przez chwilę brzęczał jej w uszach, kiedy wymknęła się z parkietu niemal niezauważona. Światło świec odbijało się w złoceniach, w maskach, w kieliszkach - zbyt wiele blasku naraz. Potrzebowała ciszy, choćby skrawka przestrzeni, w której myśli przestaną się o siebie potykać. Drzwi prowadzące do ogrodu uchyliły się z miękkim skrzypnięciem. Chłodne, nocne powietrze musnęło jej policzki jak dłoń przywracająca trzeźwość. Astoria zatrzymała się tuż za progiem, pozwalając, by oddech sam się wyrównał. Wciągnęła powietrze głęboko, aż poczuła w płucach zapach wilgotnej ziemi i przyciętych żywopłotów.
Uniosła dłoń do dekoltu, poprawiając materiał sukni. Jedwab zaszeleścił cicho, kiedy wygładziła go na biodrach, jakby chciała zetrzeć z niego napięcie minionych minut. Wsunęła kosmyk włosów za ucho i pozwoliła, by chłód nocy dotknął odsłoniętej skóry szyi. Nie odeszła daleko. Zaledwie kilka kroków w bok, w cień rozłożystego cisu, którego gałęzie tworzyły naturalną zasłonę. Stąd wciąż widziała taras i przeszklone drzwi, za którymi przemykały sylwetki. Maski migały w półmroku ogrodu jak egzotyczne motyle: pióra, rogi, połyskliwa emalia. Ktoś roześmiał się ciszej, ktoś inny szeptał zbyt blisko czyjegoś ucha. Kroki na żwirowej ścieżce chrzęściły rytmicznie, lecz żaden z tych dźwięków nie był nachalny. Ogród przyjmował je wszystkie i wygładzał, jakby noc miała własną manierę uciszania ludzi. Astoria oparła dłoń o chłodny kamień balustrady. Przymknęła oczy.
Wdech. Wydech.
Na moment pozwoliła sobie na bezruch. Nie potrzebowała wielkiej ucieczki. Wystarczyło kilka kroków od sali, kilka głębokich oddechów w cieniu cisu, by odzyskać równowagę.
W półkolu żwirowej ścieżki stała kamienna ławka, nieco wilgotna od nocnego chłodu. Zrobiła kilka kroków i poprawiła suknię jeszcze raz, unosząc delikatnie materiał, by nie zahaczyć go o szorstką krawędź, i usiadła ostrożnie, z wyprostowanymi plecami, jakby nawet w samotności obowiązywały ją niewidzialne zasady etykiety. Uniosła twarz ku niebu. Gwiazdy rozsypane były gęsto, wyraźniej niż w mieście. Przez moment próbowała odnaleźć znajome konstelacje, te, których uczono ich w Hogwarcie. Pamiętała chłód wieży, zapach pergaminu, cichy głos profesora. Ale czytanie z gwiazd nigdy nie było jej mocną stroną.
Pogrążona w swoich myślach, nie usłyszała od razu tego cichego, urwanego dźwięku, który nie pasował do nocnego ogrodu. Nie był to śmiech ani szept. Był zbyt nierówny, zbyt drżący. Szloch. Zamarła, unosząc lekko głowę, jakby sam ruch mógł go spłoszyć. Może się przesłyszała. Może to wiatr przeciął gałązki w taki sposób, że zabrzmiało to jak czyjeś westchnienie. Przez chwilę trwała w bezruchu, wsłuchując się. Dźwięk powtórzył się, cichszy, jakby ktoś próbował go zdusić w dłoniach.
To nie jej sprawa - przemknęło jej przez myśl niemal automatycznie. Bale rządziły się swoimi prawami. Maski dawały anonimowość nie tylko flirtom i intrygom, ale też słabościom. Każdy miał prawo do własnego kąta w cieniu. Wtrącanie się mogło być nietaktem. A jednak coś w tym brzmieniu było znajome.
Astoria wstała powoli z ławki. To mogła być pomyłka. Mogła narazić się na czyjąś irytację i niepotrzebne nieprzyjemności. Ruszyła w stronę, z której dochodził dźwięk. Kroki stawiała ostrożnie, by żwir nie zdradził jej obecności zbyt szybko. Minęła krzewy róż, których ciemne pąki odcinały się od srebrzystego światła księżyca, i skręciła w węższą alejkę, gdzie cienie były gęstsze. Szloch zabrzmiał wyraźniej.
- Przepraszam. Nie chcę się narzucać, ale czy wszystko w porządku? - zapytała, widząc jedynie cień kobiety.
the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#2
21.03.2026, 06:26  ✶  

Jeszcze parę chwil temu stała w oknie, z którego rozpościerał się widok na Maida Vale. Przepiękne ogrody należące do rodziny Lestrange, którymi ci zwykli chwalić się z dumą. Słusznie - było czym. Lubiła tu przychodzić, by oglądać rozkwitające różane krzewy. Przepadała za spacerami po żwirowych alejkach, które momentami gubiły się w zieleni całkowicie, odcięte wysokimi krzewami i otoczone od góry baldachimami liści. Tworzyły zaułki, ślepe uliczki i atmosferę, którą ciężko było się nie cieszyć. Kiedy przysiadło się na którejś ławeczce i pozostało wystarczająco cicho i w bezruchu, można było obserwować elfy, które ośmielone na nowo rozpoczynały przerwane chwilę wcześniej pląsy.

Ale teraz, kiedy zeszła w pośpiechu po schodach i znalazła się na powietrzu, ogród wcale nie wydawał się jej miły. Było w nim coś zdradliwego, jakby sam fakt że podpisywała się pod nim rodzina Lestrange, nagle stało się jego największą wadą. Może i przez to stawał się nagle współwinny wszelkim krzywdom, które dotknęły ją dzisiejszego wieczora. Może to po tych samych żwirowych alejkach, przesiąkniętych zapachem róż, jeszcze niedawno Louvain oprowadzał tę swoją lafiryndę, nie bacząc na to co powiedzą inni.

Ale w tym cieniu który sobie znalazła, nie było teraz nikogo. Śmiechy wydawały się tak samo odległe, jak towarzyszące im rozmowy. Stukot kieliszków był tutaj niesłyszalny, a muzyka dopadała ją najpewniej tylko wtedy, kiedy ktoś uchylił szerzej drzwi prowadzące do ogrodów. Tutaj była cisza i spokój, które pozwalały jej na wylanie nadmiernych łez i schowanie się ze swoim własnym smutkiem. Ostatnie czego potrzebowała, to żeby ktoś ją zobaczył i co gorsza - rozpoznał, chociaż jakaś jej część z żalem zauważała że przecież nie miał kto jej poznać. Była tylko zapomnianą narzeczoną czystokrwistego dupka, którego imię przestawało znaczyć tyle co kiedyś, dlatego robił to wszystko.

Gdyby mogła, zamoczyłaby teraz stopy w sadzawce. Bliskość wody zawsze koiła i pozwalała zapomnieć o większości problemów. Ale przejście się do oranżerii wydawało się wręcz upiornym pomysłem. Maczanie w tamtejszej sadzawce czegokolwiek, też nie wydawało się najzdrowsze, albo raczej nie było niczym co umywałoby się do siły jaką nadawała jej morska woda. Tak samo słona jak jej własne łzy.

Szloch tłumiony przez dłoń urwał się gwałtownie, kiedy żwir zachrzęścił zbyt blisko już, by go zignorować, a w ślad za nim rozległ się głos. W swojej ciemnej sukience i z włosami pociemnionymi na przyjęcie, bardzo dobrze zlewała się z otoczeniem. Może gdyby pozostała cicho, całkiem cicho, nikogo by tutaj nie przywiało i mogłaby doprowadzić się do porządku. Zamiast tego jednak wyprostowała się gwałtownie, jakby dźgnięta tym rozdarciem nocnej ciszy. Nagle już nie tylko smutna, ale i zawstydzona swoją własną słabością.

- Nie, ja... przepraszam. Nie chciałam przeszkadzać. Myślałam że jestem sama - pełne sztywności słowa znalazły ujście z oporem. Gdyby tylko mogła, zostałaby cicho, licząc na to że kobieta może jednak uda że jej nie widziała i zwyczajnie zniknie, ale wiedziała że tak nie wypadało. To byłoby istnie dziecinne i nieprzystojące młodej damie. Desideria też, całkiem pochłonięta przez swoje własne rozterki, w ogóle nie wyłapała znajomego tonu. Nie odwróciła się też, dłonią nerwowo przecierając policzki, chcąc jak najszybciej pozbyć się wilgoci.




Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
26.03.2026, 23:48  ✶  
Zatrzymała się w pół kroku. Przez ułamek sekundy rozważyła wycofanie się - cicho, bez słowa, pozostawiając tę przestrzeń taką, jaką ją zastała. Było w tym coś kuszącego. Bezpiecznego. W końcu nie miała żadnego obowiązku, by się w to angażować. Rozsądek podpowiadał, by pozwolić tej osobie zachować resztki godności. W takich chwilach obecność świadka była gorsza niż samotność. Ale kiedy damska sylwetka spowita cieniem, zwróciła się do niej bezpośrednio, rozpoznała ją. Nie od razu w pełni. Nie przez twarz, nie przez sylwetkę, nie przez zmieniony wygląd. Tylko przez ton. Przez to charakterystyczne spięcie w głosie, które pojawiało się zawsze wtedy, gdy próbowała ukryć coś, czego ukryć się nie dało. Astoria poczuła, jak coś nieprzyjemnie ściska ją w klatce piersiowej.
- Desi? - zrobiła krok w jej stronę. Minęły miesiące. Cisza między nimi zdążyła osiąść i stwardnieć, zamienić się w coś, co łatwo było udawać, że nie istnieje. Czy mogła jeszcze nazywać ją przyjaciółką? Ich relacja nigdy nie była łatwa, ale była prawdziwa ze swoimi wzlotami i upadkami. I nagle, zupełnie nieproszona, pojawiła się myśl, której nie była w stanie zignorować. Tęskniła za nią. Nie za tymi kłótniami, nie za napięciem, które potrafiło narastać z niczego i wybuchać w najmniej odpowiednim momencie. Nie za słowami rzucanymi zbyt szybko, zbyt ostro, zbyt celnie. Tęskniła za tym wszystkim, co było pomiędzy. Za rozmowami, które płynęły same, za spojrzeniami pełnymi porozumienia, za tą specyficzną łatwością bycia obok siebie, która nie wymagała wysiłku.
Ale Desideria wydawała się jej nie poznać po głosie. Avery z kolei miała już tego dosyć. Nie samego balu, ale tej otoczki - masek, anonimowości i tej pozornej swobody, która zbyt łatwo przeradzała się w coś znacznie bardziej prymitywnego. Zbyt wiele razy tego wieczoru odwracała zniesmaczona wzrok. Niektórzy czarodzieje obdarzeni chwilową bezkarnością, zdawali się natychmiast zrzucać z siebie resztki wychowania, jakby było tylko niewygodnym płaszczem. Pod maskami nie kryło się nic wyrafinowanego - tylko instynkty, niecierpliwe i nienasycone. Wystarczyła odrobina anonimowości, by zaczęli zachowywać się jak niewychowane zwierzęta, zapominając o wszystkim, co odróżniało ich od tych, którymi gardzili. To jeden z powodów, przez który szukała oddechu w zaciszu ogrodu.
Czy maska i otoczka tajemniczości naprawdę były na tyle skuteczne? Czy może to celowy zabieg, żeby uniknąć niekomfortowej sytuacji? W obu przypadkach zwyczajnie nie była w stanie zostawić jej teraz samej. Widok Desi, nawet jeśli częściowo skrytej w cieniu, nawet jeśli próbującej rozpaczliwie przywrócić sobie opanowanie, uderzył w nią z siłą, której się nie spodziewała. To nie był tylko obraz zapłakanej kobiety w ogrodzie. To było coś osobistego. Coś, co pod cienką warstwą chłodu i dystansu poruszyło w niej dawno nieodwiedzane miejsce.
Zrobiło jej się żal tej zapłakanej kobiety. Nie ten powierzchowny, uprzejmy rodzaj współczucia, który okazuje się obcym. Widziała przecież tę wersję Desiderii nie raz, może dlatego poczuła, jak coś w niej mięknie. Jakby ta zbudowana starannie warstwa dystansu nagle przestała być tak potrzebna, jak wcześniej.
- Nie przepraszaj. To ja... Astoria - odezwała się ciszej, w obawie, że ją przepłoszy. Przesunęła się bliżej z ostrożnością, jakby zbliżała się do czegoś kruchego, co mogło rozsypać się przy najmniejszym nacisku. Podała jej chustkę do otarcia łez i patrzyła na nią z troską, jakby ich ostatnia kłótnia i dystans w ogóle nie miały miejsca.
- Proszę, powiedz mi, że rozpaczasz przez złamany paznokieć - w jej tonie pojawiła się delikatna nuta ironii, niemal ciepła w swojej formie. - Powiedz, że nie szlochasz w krzakach przez tego dupka.


learn the rules
then
break some

the way of water
This could be perfection
Or venom dripping in your mouth
wiek
24
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Pierwsze co rzuca się w oczy to intensywnie błękitna barwa tęczówek. Błękitne, dokładnie tak jak morze, które gra nieustannie gdzieś wewnątrz jej duszy. Ma ciemne, brązowe włosy, które jednak farbuje regularnie na blond. Zawsze ma też pomalowane paznokcie; na czerwony lub czarny kolor.

Desideria Zabini
#4
13.04.2026, 04:56  ✶  

Niemal jęknęła z rozpaczą, kiedy usłyszała jak nieznajoma nawołuje do niej. Do niej i po imieniu, co było ważniejsze. Znajome tony nagle nabrały sensu i ubrały się w odpowiednie imię, a świadomość przywołała w głowie imię Astorii i Zabini poczuła, jak łapią ją dławiące wręcz mdłości. Nie chciała, by ktokolwiek ją taką oglądał; smutną i zapłakaną. Rozdartą wewnętrznie przez osobę, która miała być dla niej tak w życiu ważna i nieść ze sobą spełnienie. A tym bardziej już nie chciała, by widownią dla jej porażki była akurat panna Avery.

Przyjaciółka, a może dawna przyjaciółka? Czy mogła ją tak nazywać, biorąc pod uwagę wszystko, co razem przeszły? Wszystkie wzloty i upadki, zazdrosne spojrzenia, wyrywanie sobie skrawków radości, jakby nie można było się nimi dzielić. Im dłużej panowała między cisza, ale nie ta w ogrodzie, a ta niosąca się przez prawdziwe życie, tym Desideria dochodziła do większej pewności, że większość krzywd i niesprawiedliwości zadziało się z jej ręki.

Była zazdrosna, ale jaka dziewczyna by nie była? Szczególnie w momencie kiedy wielu uznałoby Avery za przysłowiową pannę jak z obrazka (co pasowało do niej tym bardziej, biorąc pod uwagę z czego słynęła jej rodzina). Piękna, utalentowana, ambitna, wyedukowana... miała wszystko i prawdę powiedziawszy, Desideria miała dokładnie to samo, ale może chodziło o tę angielską ziemię. Może czuła się na niej zbyt obco i chłodno, by zrozumieć wcześniej że nie było sensu walczyć.

Tęskniła za wszystkimi taktami które rozgrywały się pomiędzy nieprzyjemnościami. Tęskniła za jej bliskością, za wartkimi rozmowami i łatwością, z jaką czasem odnajdywały się w swoim towarzystwie. Można by nawet powiedzieć, że porozumiewały się bez słów, kiedy okazja była ku temu odpowiednia.

Gdyby miała wskazać największy powód, który doprowadził do ich rozłamu, chyba byłby to Louvain. Kiedyś go zazdrościła, potem z zadowoleniem mogła się nim chwalić, a teraz czuła posmak goryczy na języku, kiedy o tym wszystkim myślała. Teraz, gdy stała w cieniu rozmowy jaka rozegrała się z nim chwilę temu, czuła się zwyczajnie śmiesznie. Jakby wszystkie jej przewiny upomniały się o nią w tym jednym momencie.

- Przepraszam - wyszeptała drżąco, kiedy Astoria zbliżyła się do niej. Przyjęła chusteczkę bez protestów, ocierając policzki. - Przepraszam za wszystko. Gdybym mogła cofnąć czas... tyle rzeczy zrobiłabym inaczej... - mówiła cicho, ledwie słyszalnym szeptem, zwyczajnie wstydząc się tych słów. Ale teraz czuła się taka delikatna i mała. I nie miała nikogo innego, z kim mogłaby się podzielić swoim żalem. - Chciałabym, żeby to był tylko złamany paznokieć. Zamiast tego jest człowiek, który mnie nienawidzi.




Illusions... or real illusions.
Within the illusions hide real illusions... from the real illusions, the illusions are created.
Within the truth hides the lie... within the lie hides the truth.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (1087), Desideria Zabini (916)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa