• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[12.10.72, wczesny ranek] Co wiesz o Manchester?

[12.10.72, wczesny ranek] Co wiesz o Manchester?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
26.02.2026, 13:43  ✶  
Zakątek.


– Kupiłam dla niego klatkę – poinformowała Brenna, gdy tuż pod świtem znalazła się w kamienicy w niemagicznym Londynie. Na szczęście dla wszystkich zainteresowanych, tym "kimś" dla kogo kupiła klatkę, był po prostu pisklak, który wczoraj wieczorem wykluczył się z jajka, które dostała Dora. – Jedzenie dla młodych jest już w Stawie.
To i tak musiała ogarnąć, dla ptaszydła, które wykluło się z przypominającego nieco szyszkę jajka, włożonego w ściółkę w Księżycowym Stawie.
Odłożyła klatkę na podłogę i przesunęła pudło, niemal już puste. Opróżniała ich zawartość powoli, kiedy akurat miała czas: niektóre trafiały do szafy i szafek w tym mieszkaniu, część do tego na parterze, do którego nie tak dawno przywieziono meble. Zamówione w mugolskim sklepie, bo to po prostu ułatwiało niezwracanie wielkiej uwagi na to miejsce, a i ponieważ czarodziejscy rzemieślnicy byli teraz zwyczajnie bardzo zajęci.
Poza klatką miała przy sobie jeszcze jedno pudełko, które ustawiła na stole, i wyciągnęła z niego dwa niewielkie, matowe lusterka. Dora mogła zresztą je rozpoznać, bo nie tak dawno temu Brenna wręczyła jej podobne: umożliwiające komunikację na odległość.
– Halo? – spytała Brenna, pochylając się nad jednym z nim i stukając lekko w szkło, choć bez większej nadziei, że to zadziała. Drugie pozostawało matowe, nieruchome…
…nic dziwnego, bo nie było lusterkiem od pary.
A najwyraźniej ten, kto posiadał parę, po prostu je gdzieś rzucił, i nie nosił przy sobie. Albo jeszcze gorzej, wyrzucił. Niby niewielka strata, ale jednak zdobycie tego typu przedmiotów wcale nie było tak łatwe, jak mogłoby się wydawać, zwłaszcza po Spalonej Nocy.
– Co wiesz o Manchesterze, Dora? – zapytała z westchnieniem, odkładając lusterko na blat. Wyjęła z pojemnika kartkę, leżącą pod lusterkiem. Imię i nazwisko kupca. Miasto, w którym mieszkał.
Brak dokładnego adresu.
Pomyślała, że najlepiej zacząć od zapytania Dory, bo dziewczę miało całkiem rozległą wiedzę, także o świecie mugoli. Może czytała coś o czarodziejach z Manchesteru? Ta Brenny obejmowała raczej Londyn i Dolinę niż cokolwiek szerzej.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#2
09.03.2026, 14:18  ✶  

- Dziękuję - odpowiedziała, przyglądając swojemu pisklakowi. Ustawiła sobie jego tymczasową klatkę na stole i usiadła na krześle, łokciami opierając się o blat, tak żeby wygodniej było jej prowadzić obserwacje. Nie było w sumie w tym wszystkim za dużo do patrzenia, bo świeżo wykluta ptaszyna nie miała wiele do roboty oprócz domagania się jedzenia i spała. Crawleyówna jednak z pewnym zafascynowaniem studiowała nieopierzoną sylwetkę i rozmyślała jakim to pięknym okazem będzie jak już dorośnie.

Podobało jej się niewątpliwie to, że pisklak będzie miał towarzystwo. W końcu Brenna natrafiła na podobne jajko i też udało jej się wykluć swojego pupila, chociaż ten jej wydawał się dziewczynie bardziej... drzewny. Tak, to chyba było najlepsze określenie.

Menodora odwróciła się od klatki, przyglądając przez chwilę temu co robiła Longbottom. Jak otwiera pudełko i wyciąga z niego lusterka, próbując ewidentnie się do kogoś dostać. Na próżno - ktokolwiek miał znajdować się po drugiej stronie, najwyraźniej nie mógł teraz rozmawiać.

- Manchesterze? - zapytała, gryząc się w język żeby w odruchu nie powiedzieć, że nic. Bo to wcale nie było tak, że nic nie wiedziała, ale pytanie zwyczajnie ją zaskoczyło. Pewnie gdyby się zastanowiła, mogłaby Brennie podrzucić parę ciekawostek o mieście, w końcu było jednym z większych na terenie Anglii i dość ważnym węzłem komunikacyjnym na mapie wysp, ale chyba nie o to chodziło. - Hm, a co potrzebujesz? Coś konkretnego?



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
09.03.2026, 14:33  ✶  
– Zastanawiam się, skąd wzięło się tak dużo takich ptaków w Anglii. Mam wrażenie, że to musiał być jakiś większy transport - stwierdziła, jeszcze przez moment spoglądając na ptaka, zanim powróciła do oglądania lusterek. Wprawdzie chciała dopaść gościa, który być może sprzedawał je mugolom - chociaż na razie nie było jednak śladów wskazujących na to, że ktoś faktycznie to robił - ale jednak tropienie całych transportów nie należało jednak do jej podstawowych obowiązków. Zwłaszcza po Spalonej Nocy.
Porównała tak na wszelki wypadek ten przyniesiony komplet z kompletem, którym dysponowała ona po Lammas, a potem z westchnieniem oddała Dorze jej własny egzemplarz. Nie miała już wątpliwości, oznaczenia na tych dwóch przyniesionych z antykwariatu Tessy, były inne. Te na tych, które posiadały one, identyczne. A to oznaczało...
– Załatwiłam jeszcze jeden komplet lusterek dwukierunkowych. Problem? Wychodzi na to, że coś pomieszano i do jednego pudełka włożono lusterka z dwóch różnych zestawów. Mam nazwisko kupca, i idę o zakład, że chętnie się zamieni, bo sam wydał sporo na niedziałający komplet, ale… nie znam tego gościa, moi rodzice i Erik też go nie kojarzą. Nie mam też dokładnego adresu, wiem tylko, że mieszka gdzieś w Manchester.
A Brenna o Manchester wiedziała głównie tyle, że istniało. Nigdy tam akurat nie była dłużej niż w przelocie i nie czuła szczególnej potrzeby gromadzenia informacji o tym mieście. Gdyby chodziło o Londyn, wiedziałaby, gdzie pytać, do kogo iść, aby zdobyć adres zamieszkania, ale też nie zwrócić uwagi. Za to tam? Czy była jakaś ulica, gdzie mieszkali czarodzieje? Albo jakiś czarodziejski pub, w którym można by o niego spytać lub zostawić wiadomość?
– Chodzenie po ulicach z tabliczką z napisem „Finnegan Anders” chyba byłoby mało skuteczne i przyciągnęło niezdrową uwagę, więc zastanawiam się, czy masz jakiś pomysł, gdzie zacząć ogarnianie tego…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#4
13.03.2026, 04:55  ✶  

- Może masz rację. W sumie... nie znam się na handlu, więc kto wie od czego to zależy. Może ktoś zwyczajnie stwierdził że to niesamowity biznes, takie jajka ładnych ptaków - wzruszyła ramiona, z nieco niepewną miną, bo w sumie nigdy nie zastanawiała się nad prawami które rządziły handlem. Domyślała się, że ktoś musiał podjąć decyzję jeszcze przed Spaloną Nocą, no bo tak dziwnie pchać coś takiego na rynek gdzie ludzie posiadali teraz masę innych zmartwień. Chociaż może to zależało od ceny, jaką żądali za te jajka. Jeśli był to drobny i tani upominek, to może i ktoś sięgał po to właśnie dlatego, żeby jakkolwiek rozjaśnić ponure dni.

- To trochę tak jak w powieściach, kiedy ktoś na siebie wpada i niechcący myli walizki albo coś takiego. No... tylko tutaj trzeba było się bardziej postarać - wstała ze swojego miejsca i podeszła do Brenny, przyglądając się lusterkom o których mówiła. Nawet wzięła je sobie do rąk i zaczęła oglądać, jakby magicznie miało na nich pojawić się coś, co pomoże w łatwiejszej identyfikacji.

Nie wątpiła, że Brenna miała rację - ktokolwiek posiadał drugi egzemplarz należący do pary, najpewniej marzyłby o tym by posiadać działający komplet. Niestety, nie ważne jak patrzyło się w lusterko, to wydawało się wygaszone. Pewnie wrzucone do jakiegoś pudła, albo schowane. Opcji było tyle, że nie warto było nawet próbować ich wymieniać, bo nie starczyłoby na to życia.

- Może wróżbita z wahadełkiem by pomógł? - zapytała, trochę półżartem-półserio. Wróżbici chyba potrafili określać za ich pomocą kierunki, ale była to kolejna rzecz na której niekoniecznie się znała, głównie dlatego że nie znała się na samym absolucie czy rozkładaniu kart i ich interpretowaniu. Odłożyła lusterko i oparła się o stół. - Ale niech pomyślę... Manchester... - zaczęła się faktycznie zastanawiać nad tym, czy kojarzyła o mieście wystarczająco dużo, by móc sobie od tak przypomnieć jakieś popularne czarodziejskie miejsca, albo może magiczne dzielnice jak w Londynie.

// wiedza o świecie ◉◉◉◉○ na to czy wiem gdzie szukać czarodziei w Manchesterze
Rzut PO 1d100 - 70
Sukces!


The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
13.03.2026, 07:12  ✶  
– Gdyby to była powieść, Finnegan Anders okazałby się zabójczo przystojnym, młodym człowiekiem, który jest moją bratnią duszą i albo zakochalibyśmy się od pierwszego wejrzenia, albo zapałali do siebie absolutną niechęcią, a potem ciągle na siebie wpadali przypadkiem w różnych okolicznościach, jakby pchał nas do tego sam los – stwierdziła z pewnym rozbawieniem na uwagę Dory Brenna, która czytać uwielbiała, a nawet gdy była młodsza chętnie wymyślała różne historie. Ot nigdy nie miała dość czasu ani samozaparcia, aby próbować wyszlifować warsztat na tyle, by je zapisywać. – Ewentualnie byłby twoją bratnią duszą… Ale pewnie otworzy nam jakiś czarodziej z brzuszkiem koło pięćdziesiątki – dokończyła, bo życie jednak rzadko bywało jak z powieści, a jeśli tak, to bardziej z tych stojących na półkach z napisem dramat. A ona naprawdę średnio nadawała się na bohaterkę romansów, zaczynając od tego, że nie miała ani włosów jak złoto, ani jak skrzydła kruka, a kończąc na absolutnym braku cech charakteru i zachowania, jakie te najczęściej przejawiały. Bohaterki, znaczy się, nie włosy, oczywiście.
– Tak sobie myślę, że gdyby Morpheus chodził po Manchester z wahadełkiem w ręku, pośród mugoli, mógłby przyciągnąć niezdrową uwagę. A niby to że chcę kupić lusterka to nie jest nic nadzwyczajnego, mogę przecież twierdzić, że chciałabym mieć kontakt z bratem, to wolałabym, żeby nie plotkowało o nas pół Anglii… – westchnęła Brenna i opadła na krzesło. Mogłaby spróbować podpytać w Ministerstwie, ale znowu, niekoniecznie chciała, aby ktoś zwrócił uwagę, że ugania się za Andersem, nawet jeśli powód był niezły. Ba, nie musiała nawet mówić, że chodzi o lusterka dla niej, a „kupił coś u mojej krewnej i przypadkiem dała mu zły towar, trzeba to naprawić, żeby nie popsuć opinii sklepu!”
Na szczęście takie wypytywanie nie było potrzebne, bo Dora wyciągnęła z pamięci, że w Manchester była ulica, przy której znajdowało się trochę ukrytych domów czarodziejów. Był tam nawet nieduży bar, w którym być może mogłyby wymienić nazwisko Andersa i potem go odszukać…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#6
16.03.2026, 04:39  ✶  

- Nie brzmi jak przesadnie zły los... - odparła w podobnym tonie, podsumowując obie opcje. Pewnie gdyby była świadoma rozterek sercowych Brenny, to zaraz by się nieco zaparła, że w sumie zaraz tam w scenariuszu przyjaciółki powinna pojawić się jakaś walka panów o to, który powinien się za nią uganiać, ale niestety Dora żyła pod jednym wielkim kamieniem. Na najprawdopodobniejszy wygląd Finnegana, westchnęła więc tylko jakoś tak trochę smutno, bo to było trochę antyklimatyczne i absolutnie nie wpisujące się w historie które snuły książki, dobre czy złe. Nie to, żeby miała cokolwiek do wyglądu faktycznego Finnegana, ale póki ten znajdował się w sferze wyobrażeń, to jednak miał nałożone jakieś wymagania. W jej historii na przykład, nie mógł mieć tych pięćdziesięciu lat, bo pomijając już fakt że Dora się do miłostek w ogóle nie pchała, to aż taka wielka granica wieku była wręcz niedopuszczalna.

Życie mało kiedy było niczym wyjęte z kartek powieści, ale jednocześnie pisało podobnie najlepsze scenariusze. Tak przynajmniej słyszała i wyczytała w jakichś poradach czy podsumowaniach, więc w sumie nie miała co się na ten temat kłócić. Miło też było sobie zwyczajnie na moment rozmarzyć. Krótki, bo zaraz należało wrócić do lusterek, których problem gryzł nieco w głowę.

- Mam wrażenie, że dynda się wahadełkiem nad mapą - wymruczała zamyślona, przyglądając się poszarzałej tafli to jednego, to drugiego przedmiotu. W sumie szkoda że takie lusterka robiło się głównie w parach, bo można by z nich zrobić całą sieć komunikacyjną, a tak? Same ograniczenia. - Oh, wiesz co, wydaje mi się że czytałam kiedyś o takim popularnym lokalu czarodziejskim w Manchesterze. Gdzieś w centrum nawet. Coś pokroju naszego Dziurawego Kotła chyba. Dookoła chętnie osiedlają się czarodzieje... Może można by tam spróbować podpytać? Bo skoro jedyne co mamy to nazwisko no to nie jestem pewna o co innego można by się zaczepić. Sowia Poczta pewnie nie da tak zwyczajnie adresu.



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
16.03.2026, 19:21  ✶  
Brenna po prawdzie nie pomyślała o żadnej analogii do swojego życia, gdy rzucała uwagę o tym, że lusterko w książkach doprowadziłoby do takiego spotkania, gdyby to była książka. A że pod pewnymi względami bywała bardzo mało ogarnięta, jakoś nawet nie przyszło jej też do głowy, że może powinna Dorze o pewnych rzeczach zwyczajnie opowiedzieć. Nie żeby w tej chwili jakoś się z czymkolwiek kryła, biorąc pod uwagę, że ledwo co pojawiła się nie sama na balu, ale trzymała język za zębami całkiem uparcie i cokolwiek wyciągnęła z niej tylko Vika. Głównie dlatego, że równie uparcie zadawała pytania, a Bren nie kłamała, jeśli nie musiała.
– Może nie brzmi, ale pamiętaj, że w większości książek nic nie jest takie proste. Miałby pewnie jakiegoś złego brata bliźniaka albo okazał się wybrańcem, który ma ocalić świat i w takich wypadkach zwykle wszyscy obok takiego wybrańca obrywają – stwierdziła, a potem mruknęła coś, co brzmiało jak „o”, gdy ta wyjaśniła, że wahadełkiem dało się merdać nad mapą… Brenna niby wierzyła w umiejętności Morpheusa, ale jednocześnie wobec takiej metody była jakaś taka trochę sceptyczna, może dlatego, że nie pamiętała, by kiedykolwiek podziałała w Brygadzie.
A potem uśmiechnęła się szerzej, kiedy Dora przypomniała sobie o lokalu, w którym bywali czasem także czarodzieje. Zawahała się na moment dosłownie, bo prawda była taka, że najchętniej trzymałaby tę Dorę w Księżycowym Stawie, i to byłoby postępowanie rozsądne. Ale też by ją zwyczajnie raniło.
Wycieczka na Pokątną nie wchodziła w grę, w Manchesterze zmieniona fryzura i drobna modyfikacja twarzy powinna sprawić, że nie będą musiały obawiać się rozpoznania.
– W takim wypadku masz ochotę wybrać się do Manchester? – spytała, pakując lusterka z powrotem do pojemnika, zanim skupiła spojrzenie na Dorze. – Chciałabyś zrobić coś jeszcze?
Nie mogła spytać, czy wszystko w porządku. To pytanie nie miałoby sensu. Nie było, nie mogło być, gdy świat wokół się rozpadał, a ty stawałeś się celem, kiedy musiałeś się ukrywać i ten, z którego krwi pochodziłeś, chciał cię zabić. A jednocześnie Dora, nawet jeśli czasem może trochę lekkomyślna, i nawet jeżeli było jej ciężko, znosiła to lepiej niż zniósłby niejeden czarodziej znacznie starszy czy uchodzący za potężniejszego. Nie pokazywała po sobie złości, goryczy ani nienawiści, które zdawały się ostatnio krążyć wszędzie wokół.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Queen of May
But green is the color of earth,
of living things, of life.

And of rot.
wiek
20
sława
III
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
zielarka, twórca eliksirów
Jasnoniebieskie oczy, brązowe włosy i jasna, posiadająca nieliczne piegi cera. 168 wzrostu, o szczupłej sylwetce. Wokół niej unosi się intensywny aromat ziół i zapachowych świec. Dłonie w niektórych miejscach ma permanentnie odbarwione od eliksiralnych składników i roślin którymi się zajmuje. Dora w kwartale jesiennym choruje na Zieloną Zarazę co oznacza, ŻE JEST ZIELONA!!

Dora Crawford
#8
19.03.2026, 04:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.03.2026, 04:38 przez Dora Crawford.)  

Dora nie była tak wielką plotkarą, by samej garnąć się do wyciągania z ludzi siłą czegokolwiek. Brakowało jej też jakiegoś obycia czy zrozumienia ludzkiej natury, by zauważyć bez problemu że może komuś coś chodziło po głowie, albo coś zmieniło się w jego zachowaniu. A Brenna? No była przecież taka sama. Jej trzymanie języka za zębami w pewnym tematach, nie naruszało świata Crawleyówny w żaden sposób i nie odkształcało go. Tematy sercowe Brenny i codzienność jej przyjaciółki były jak dwa osobne zbiory, które nie pokrywały się na ten moment w żaden sposób. Oczywiście, kiedy tylko ktoś zaczynał być bardziej oczywisty, albo wręcz sam wysypywał się z chowanych informacji, o wtedy to Dora mogła być i do plotkowania pierwsza. Gotowa była służyć radą, wszelkimi ohami i ahami, byleby tylko nadać rozmowie odpowiedni rytm i emocjonalny poziom. Ale teraz rozmowy o fabułach książek i prawdziwym życiu nie niosły za sobą wiele więcej w jej przypadku.

- Wybrańcem? - zapytała z pewnym zastanowieniem, uciekając myślami gdzieś dalej. - W sumie chyba racja, takiego wybrańca zawsze los ciągnie na wszystkie możliwe sposoby. Ma do podjęcia bardzo trudne decyzje, a jeśli nie ma to no cóż, książka zwykle nie jest wtedy zbyt dobrze napisana i na takim wybrańcu nikomu nie zależy. A co jeśli ten wybraniec znałby jakąś wersję przyszłości i musiałby wybrać czy nią podążyć? Jak Paul w Diunie... znaczy on tam chyba znał wszystkie, albo prawie wszystkie, ale ja nie rozumiem jak można w ogóle znać aż tyle wersji przyszłości i się w tym wszystkim nie pogubić. Ja bym nie dała rady, ale może dlatego nie jestem, no... Wybrańcem - odetchnęła, bo nagle wielki kamień spadł jej z serca, że wcale nie musiała rozprawiać nad takimi dylematami jak losy świata, które spoczywałyby w jej rękach. Zamiast tego była tylko Dorą i mogła siedzieć w ogródku, grzebiąc w nim całymi dniami, albo stojąc nad kociołkiem w piwnicy Księżycowego Stawu. Pomijając już fakt, że rodzina wystawiła za nią list gończy.

- Do Manchesteru? - dziewczyna wyprostowała się w pewnej ekscytacji, co samo w sobie mogło dać Brannie odpowiedź na zadane pytanie. Czy chciała? Oczywiście, że chciała. Wycieczka do innego miasta brzmiała wręcz bajecznie, bo dzięki temu nie musiała się czaić albo z zakątku, albo w Księżycowym Stanie. Co prawda była już bardzo wyraźnie zielona i tego nie była w stanie ukryć magia Longbottom, ale miała wrażenie że przez to nawet Borginowie nie zwracaliby na nią aż takiej uwagi. Głównie dlatego że szukali człowieka który nie wyglądał jak genetyczna igraszka z rośliną albo wiedźma z mugolskich książek. Do tego przecież to było zupełnie inne miasto, a zupełnie inne miasta miały to do siebie, że nie zwracały aż takiej uwagi na przejezdnych. Do tego Borginowie chyba lubili Londyn, swój Nokturn i mieszczący się na nim sklep, więc po co mieliby się zapędzać aż tyle kilometrów dalej? Kolor jej skóry też nie powinien być jakimkolwiek problemem w magicznych lokalach i dzielnicach, więc miała szczerą nadzieję że knajpka nie zmieniła się na dostępną i dla czarodziejów, i mugoli. Jeśli więc Crawley mogła mieć przed chwilą jakiekolwiek wątpliwości do tego czy się zgodzić, to bardzo szybko się ich pozbyła metodą eliminacji. Kolejne leciały do kosza zmniejszając listę wprost proporcjonalnie do tego, jak poszerzał się jej uśmiech.

- Oczywiście, że bym chciała - oznajmiła wreszcie, gdyby Brenna miała mieć jakiekolwiek wątpliwości co do jej chęci. Czy chciała jeszcze coś zrobić? Uważnie rozejrzała się dookoła, jakby chcąc połapać myśli które mogły jej gdzieś umknąć i sprawić że o czymś zapomniała, ale nic w pokoju nie chciało jej przypomnieć o ewentualnych planach. - Nie, chyba nie. Tylko zapakujmy lusterka i tyle - rzuciła wesoło, chowając niepasujące komplety, by przypadkiem się nie potłukły. Zrobiła to ostrożnie, oczywiście, bo głupio było żeby do Finnegana zgłosiły się z jakimś wybrakowanym elementem. Oprócz tego upewniła się jeszcze, że jej nowy podopieczny posiadał odpowiednią ilość nasypanego ziarna, żeby podczas ich nieobecności niczego mu nie brakowało, a do tego uzupełniła mu wodę. I chyba w tym momencie faktycznie były już gotowe



The woods are lovely, dark and deep, 
But I have promises to keep, 
And miles to go before I sleep.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1300), Dora Crawford (1525)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa