• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[01.10.1972] winter is coming | Nora, Brenna

[01.10.1972] winter is coming | Nora, Brenna
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
12.12.2025, 13:19  ✶  

Umówiła się z Brenną w Dziurawym Kotle. Chciała zobaczyć, co słychać u konkurencji, a zarazem bardzo zależało jej na tym, aby spotkać się z przyjaciółką. Usiadła przy jednym z wolnych stolików, zdjęła płaszcz i kurtkę i czekała, aż Longbottomówna pojawi się na miejscu. Poprosiła o grzane wino, gdy weszła do środka od razu uderzył w jej nozdrza ten znajomy zapach. Cynamon, pomarańcza, goździki, chyba udało jej się wyczuć również maliny. Nie była pewna, ale zamierzała sprawdzić smak.

Wydawało jej się, że to nieco zbyt szybko jak na ten typowo, zimowy przysmak, ale widać chcieli już, aby w powietrzu zapanowała ta przyjemna atmosfera świąt. Może to było jakieś rozwiązanie, ludzie kochali święta, a że nadal większość przeżywała pożary, to może był dobry moment na to, aby nieco wprowadzić ich w lepszy nastrój.

Zajęła wiec ten stolik przy oknie, wpatrywała się w szybę i czekała, aż zostanie jej dostarczone zamówienie, trwało to krótką chwilę, uśmiechnęła się w podzięce, kiedy dostała swój kubeczek. Nie dało się ignorować zapachu, który unosił się nad nim. Faktycznie łatwo było wpaść w dobry nastrój. To było jej dzisiaj potrzebne, po tym artykule który przeczytała. Był on paskudny, uderzał w jej przyjaciół, i w nią.

Zarzuty, które się w nim znalazły były naprawdę obrzydliwe, zarzucano jej to, że przy rozwoju swojej cukierni korzystała z pieniędzy, które miały być przeznaczone na pomoc potrzebującym, że żerowała na ludziahc, na któym naprawdę jej zależało. Zabolało ją to, bo do wszystkiego doszła tylko i wyłącznie dzięki swojemu zaangażowaniu i pracy, a ktoś tak po prostu oskarżał Norę o przywłaszczenie sobie czyichś pieniędzy.

Upiła łyk wina z kubka, poczuła całkiem przyjemny smak, faktycznie były w nim maliny i pomarańcze, goździki, ale coś jeszcze, czego nie mogła do końca odgadnąć, musiała wypić więcej, skupiła się na tym, aby rozpoznać ten jeden brakujący jej składnik.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
12.12.2025, 19:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.12.2025, 12:54 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna wpadła do Dziurawego Kotła równo o godzinie, w której umówiła się z Norą. Trochę rozchełstana, bo przebierała się w pracy, już grubo po skończeniu dyżuru, korzystając z ciuchów trzymanych w szafce, a potem biegła do punktu teleportacyjnego, skąd aportowała się bezpośrednio pod Dziurawy. Od czarodziejskiej strony, rzecz jasna.
- Cześć, skarbie - przywitała się, opadając na miejsce i z pewnym trudem łapiąc oddech. Przeczesała odruchowo włosy i poprawiła szatę, a potem posłała Norze uśmiech. - Dobrze cię widzieć. Dzięki, że wpadłaś.
Umówiły się niby towarzysko, ale Brenna oczywiście chciała to połączyć z rozmową na tematy bardziej służbowe, nawet jeżeli miała trochę wyrzutów sumienia z tego powodu. Tym razem nie dotyczące bezpośrednio Zakonu Feniksa, bo w takim wypadku nie wybierałaby na spotkanie Dziurawego Kotła, gdzie jednak trochę za łatwo było je podsłuchać.
Kątem oka wyłapała ogień w kominku. Zamarła na ułamek sekundy, ale… nic się nie stało. I Brenna odetchnęła w duchu, po czym trochę inaczej usadowiła się na krześle: tak, by mieć ten płomień za plecami.
Niby nic się nie stało.
Ale chyba nie była jeszcze tak w stu procentach pewna i widok płomieni wywoływał w niej pewną nerwowość, a tej nie chciała pokazywać przed Norą.
– Jak smakuje? Testują nową recepturę? – spytała, chociaż sama tego dnia postanowiła zadowolić się po prostu zamówieniem wody, której zresztą nie planowała pić. Niby nie spodziewała się, że ktoś zechce ją otruć w Kotle, czasem coś tutaj brała, ale na kawę było za późno, z kolei grzaniec, nawet taki na bazie wina bezalkoholowego albo soku mógłby za bardzo ją rozleniwić. A Brenna zamierzała jeszcze po rozmowie i odprowadzeniu Nory skoczyć na trochę do Doliny Godryka... sprawdzić pewien ołtarzyk.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
17.12.2025, 00:35  ✶  

Nie czekała długo. Brenna jak zawsze pojawiła się punktualnie. Panna Figg wypatrzyła ją od razu, kiedy pojawiła się w Dziurawym Kotle. Jak zawsze wydawała się dokądś pędzić, nie miała pojęcia, skąd Longbottomówna miała w sobie tyle energii, nigdy nie narzekała, zawsze załatwiała milion spraw.

Kiedy przyjaciółka podeszła do stolika uśmiechnęła się do niej ciepło. Naprawdę dobrze było ją widzieć, jak zawsze. Zastanawiała się, czy miała jakieś nieprzyjemności przez ten okropny artykuł, który ktoś opublikował, ale nie mogła od tego zacząć rozmowy, nie wypadało.

- Nie masz za co dziękować, nie mam daleko, Wendy powinna sobie poradzić chwilę sama. - Coraz częściej zdarzało jej się zostawiać swoją pracownicę samą w cukierni i póki co nie pojawiły się na nią skargi, więc mogło być tylko lepiej, no powiedzmy, straciła już nadzieję na to, że kiedyś nauczy ją piec - to miało pozostać tylko i wyłącznie w jej obowiązkach, zresztą nie do końca ją to dziwiło, mało kto radził sobie ze słodkościami tak dobrze jak ona, niby nie należała do osób pysznych, ale w tym wypadku... to była po prostu szczerość.

- Tak, sprawdzam, co szykuje konkurencja na sezon jesienno-zimowy. Nie jest najgorzej, ale to nie jest też najlepszy grzaniec, jaki piłam. - Odparła zupełnie szczerze, niby proponowali podobne usługi, jednak nie życzyła im źle. Figgówna lubiła kiedy wszystkim dobrze się wiodło. Grzane wino dosyć szybko ją rozgrzało, spojrzała na rozchełstaną Brennę, właśnie przypomniała sobie o tym, że miała jej zwrócić na to uwagę. - Nie możesz chodzić taka rozgogolona, bo jeszcze się przeziębisz, a na to nie możesz sobie pozwolić moja droga. - Wiedziała, że jeśli podejdzie ją w ten sposób, to istniała szansa, że weźmie sobie jej radę do serca, nie, żeby uważała, że Brennie nie należał się chociaż dzień odpoczynku, tyle, że było naprawdę dużo przyjemniejszych opcji od spędzania go w łóżku z gorączką.

- Wszystko gra? - Zapytała zupełnie niewinnie, Longbottom na pewno domyśliła się do czego ona zmierza.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
17.12.2025, 10:42  ✶  
– Udało się już wszystko naprawić? Dobrze, że twoja kawiarnia jest pokryta tym lakierem – powiedziała Brenna. Słuchała każdego słowa Nory, chociaż chwilowo nie patrzyła na nią, a starała się rozejrzeć, jednocześnie robiąc to w taki sposób, aby nie skierować spojrzenia na zbyt dużo czasu na płomienie.
Kto był w środku?
Czy znała te twarze?
Ktoś mógł podsłuchiwać…?
Niby nie zamierzała rozmawiać o niczym, co mogło zwrócić na nich wielką uwagę, ale ostrożność czy nawet czujność na dobre zakorzeniły się w duszy Brenny, utrwalone w wietrze Beltane i ogniach Spalonej Nocy.
– Słowo honoru, że mam piękny szalik od Jonathana i wyciągnę go niedługo z szafy – zapewniła Brenna. Część jej garderoby spłonęła, ale na własnego farta: sporo rzeczy przeniosła do Londynu i Księżycowego Stawu. Na ściąganie ubrań zimowych wprawdzie nie wpadła, i czekały ją większe zakupy, na które na razie nie miała czasu, ale już trochę jesiennych znalazło się w pudłach. – Poza tym ja nie choruję – odparła automatycznie, zresztą całkiem zgodnie z prawdą, bo nie pamiętała, kiedy była faktycznie chora. Poturbowana, pobita, poparzona, połamana, posiniaczona i dużo różnych słów na „p” tego typu owszem, natomiast raczej nie gorączkowała, nie kichała i w ogóle była dość odporna na choroby.
Zwróciła na moment na Norę rozkojarzone spojrzenie, kiedy ta spytała, czy wszystko gra. Czy domyśliła się, do czego piła tego grzańca Nora Figg? Być może. Ale nie dała tego po sobie poznać.
– Sama wiesz, jak jest, a dwa dni byłam na weselu. Wprawdzie i tak miałam mieć je wolne, ale teraz każdy zapierdala, więc muszę to nadrobić – stwierdziła, bo dlatego spędziła wczoraj i dziś bardzo dużo czasu w biurze. – Chciałam cię spytać o eliksiry dotyczące wzrostu roślin i tak dalej… Wiesz… domy domami, to ważne, ale sady w Dolinie to źródło utrzymania dla wielu osób. Istnieją jakieś, które mogłyby pomóc drzewom i ogrodom? Jeśli nie teraz, to na wiosnę? Albo da się takie opracować?
Dach nad głową był najważniejszy, podobnie jak przetrwanie zimy, ale chciała myśleć długoterminowo. Zastanawiała się i czy to coś, co należy zgłosić Ministerstwu, czy może lepiej działać na własną rękę – w końcu i tak nie mieściło się to w ramach obowiązków detektywa.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
17.12.2025, 17:35  ✶  

- Fakt, to nie była głupia inwestycja, jak wiadomo strzeżonego Merlin strzeże. - Dodała Norka z uśmiechem na twarzy. Nie wnikała w to, jakie koszty poniosła przy zabezpieczaniu kawiarni, ale dzięki temu teraz było jej dużo łatwiej stanąć na nogi. Dbała o to miejsce, bo było spełnieniem jej wszystkich marzeń, no, przynajmniej części z nich.

Norka w przeciwieństwie do Brenny nie miała jeszcze takiego nawyku, nie zastanawiała się nad tym, czy niedaleko nich nie siedział ktoś, kto nie chciał im zrobić krzywdy, miała w sobie wiarę w ludzi, czasem za dużą.

- Kiedy to znaczy niedługo? Jak temperatura spadnie tak bardzo, że nikt normalny nie będzie wychodził na zewnątrz? - Panna Figg nie przepadała za zimą, lubiła tak w zasadzie tylko Yule, zdecydowanie jej porą roku było lato, które można nadal było zastać w jej cukierni, kochała kolory, kwiaty i owoce, więc zima kojarzyła jej się raczej z bardzo smutnym czasem, kiedy na zewnątrz było szaroburo.

- Jasne, pamiętaj, że podobne słowa często potrafią ściągnąć to, co niby się nie zdarza. - Jasne, być może Brenna dotychczas była okazem zdrowia, ale nadchodził czas przeziębień, większość osób nie mogła ich uniknąć, nie, żeby jej źle życzyła, ale wiadomo, jak to jest, warto o siebie dbać.

- No wiem, byłam też na tym weselu, chyba, że mówisz o jakimś innym? - Spotkały się tam przecież, być może Brenna tego nie pamiętała, znaczy musiała pamiętać, wręczyła Norce swoją różdżkę, a takie rzeczy na pewno tkwiły w jej pamięci.

- Niby tylko dwa dni, macie przerąbane teraz. - Ministerstwo musiało się wykazać po tych pożarach, wolała nawet nie wnikać w to, jak napięta była tam atmosfera, ile spraw mieli pootwieranych.

- Mogę spróbować zrobić coś specjalnego, ulepszyć niektóre receptury, ale stosowałabym je dopiero wiosną, wczesną, na przełomie lutego i marca, kiedy świat będzie budził się do życia. - Będzie miała na uwadze to, aby się tym zająć, faktycznie ważne było, aby pomóc mieszkańcom Doliny jakoś poradzić sobie ze straconymi roślinami.

Zapach który unosił się nad jej kubkiem z grzanym winem przypomniał jej o śnie, który miała poprzedniej nocy. Była zamknięta w wielkiej wieży, znajdowała się w pokoju na jej szczycie i nie mogła się z niej wydostać. Musiała być w górach, bo widziała pod sobą lasy, pola, morze. Wokół wieży znajdowały się ogromne zaspy śniegu, zresztą prószył on okropnie, okrywał całą okolicę. Nie mogła się wydostać z wieży, więc skoczyła w jedną z wielkich zasp i wtedy się obudziła.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
20.12.2025, 18:27  ✶  
– Ogółem potrzebujemy więcej zabezpieczeń… – westchnęła Brenna. Nie rozwijała tematu, nie chciała gadać o tym w Dziurawym Kotle, ale miała na myśli Warownię, Norę Nory, Księżycowy Staw, jej kamienicę, mieszkania tych osób z Zakonu, które były… bardziej narażone i potencjalnie inne punkty, które mogły służyć Zakonowi.
A to oznaczało cholernie wiele roboty. Śmierciożercy nie musieli się tym przejmować i ogólnie rzecz biorąc mieli nad nimi przewagę: nauczyła się w pojedynkach już dawno, że tę zawsze ma ten, który wyprowadza atak. Ofensywa była łatwiejsza niż defensywa.
– Jak zacznie być bardziej mróz? Póki co nie jest aż tak zimno. Wiesz, trochę inaczej odbieram temperatury.
Brenna była w ciągłym ruchu, a i wpływało to choćby na tkankę mięśniową, poza tym zwyczajnie jako dzieciak uwielbiała spędzać czas na zewnątrz, także zimą. Nie miała pojęcia, czy to pomogło jej wyrobić sobie odporność i tolerancję, ale w tej chwili, nawet jeżeli było zimno, nie odczuwała tego aż tak mocno, by tęskniła za grubą czapką czy szalikiem.
– Taaak, chodzi mi po prostu o to, że przez to muszę ponadrabiać – stwierdziła i posłała Norze uśmiech, jakby chcąc w ten sposób powiedzieć, że w sumie to nie szkodzi, i nie było aż tak źle. – Było trochę nietypowe. W sensie, dawno nie byłam na weselu w takiej scenerii. I chyba trochę się go nie spodziewałam.
W tej chwili Geraldine i Ambroise wygrywali w rankingu niespodziewanych wesel, o których dowiedziała się Brenna. Choć wkrótce mieli zostać zdetronizowani przez duet Mulciber i Moody, jeżeli szło o ogłoszenia małżeństw, których absolutnie się nie spodziewała.
– A to już wiecie wy najlepiej… Myślałam, żeby pogadać o tym z Dorą, z Olivią, może z Victorią. Albo pogadać z twoją ciocią? Wiesz, mam na myśli Abbott. – Oczywiście z nią akurat osobno od Dory, która oficjalnie znikła bez śladu po Spalonej Nocy, może ginąć w Londynie… – Lupinowie, jeżeli znaleźliby czas. A ja nie pomogę nad kociołkiem, ale mogę wyciągnąć trochę sykli.
Z własnej skrytki i ze skrytek osób, które byłaby pewnie w stanie namówić do wsparcia tej inicjatywy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
25.01.2026, 01:06  ✶  

- Pewnie da się coś z tym zrobić. - Mieli w swoim gronie specjalistów, którzy mogli się tym zająć, jasne wiele miejsc wymagało ochrony, ale powoli, wspólnymi siłami może uda im się zadbać o wszystkie. Tylko czy właściwie mieli tyle czasu? Musieli działać szybko, a jednak wypadało mierzyć siły na zamiary, ciągle miała wrażenie, że brakuje im ludzi, jasne grono się powiększało, tylko trochę powoli. Miała na uwadze to, że być może powinna stworzyć coś, co będzie mogło działać z zewnątrz, może jakieś bardziej trwałe eliksiry? Cokolwiek. Pomyśli o tym w najbliższym czasie.

- No dobrze, miej na uwadze jednak to, że będę Ci się przyglądać. - Nora była mamą, a mamy miały prawo dbać o wszystkich, prawda? Nawet tych którzy byli dorośli, mieli swoje własne mamy, to był nawyk, który wynikał z tej życiowej roli.

- Myślę, że mało kto się go spodziewał, to była zaskakująca decyzja, zwłaszcza po tym, co się niedawno wydarzyło. - Ludzie różnie reagowali na tragedie, jedni podejmowali spontaniczne decyzje, które rzutowały na całe życie, inni wręcz przeciwnie zostawiali wszystko na przyszłość, która miała być spokojniejsza. Norka nie wiedziała, co było lepszą opcją, może właśnie ta spontaniczność, tak naprawdę wiele by dała, żeby jednak było normalnie i świat zaczął wyglądać jak dawniej, wiedziała jednak, że szybko się to nie zdarzy.

- Tak, to dobry pomysł, skonsultowanie się w większym gronie, im więcej osób, tym więcej pomysłów, razem może udać nam się dojść do zupełnie nowych wniosków. - Każdy miał bowiem swoje metody, swoją wiedzę, razem mogli zdziałać naprawdę wiele, dobrze było mieć odpowiednich specjalistów, z którymi dało się dyskutować, każdy inaczej spoglądał na problem, co w tej sytuacji było naprawdę ogromną zaletą. Wiedziała, że kobiety były naprawdę doskonałe w swoich dziedzinach, szkoda by było nie skorzystać z ich wiedzy.

- Spokojnie, wiesz, że mam też swoje składniki i fundusze, jeśli coś będzie potrzebne to na pewno o tym powiem, póki co możesz trzymać swoje sykle w sakiewce. - Wiedziała, że Brenna inwestowała sporo w ich działania, jednak nie mogli tego nadużywać.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
27.01.2026, 12:36  ✶  
Tak naprawdę nie mieli czasu. Potrzebowaliby kilkunastu zmieniaczy czasu, aby być w stanie ogarnąć wszystko, co na to ogarnięcie czekało, odpowiednio wcześnie czyli: teraz. Zawsze ten, kto się bronił, był na gorszej pozycji niż atakujący, zwłaszcza kiedy jeszcze musiał ochraniać innych. Śmierciożercy atakowali, oni próbowali reagować i zapobiegać, a to oznaczało, że zostawali z tyłu – i właściwie jedyną ich nadzieją było to, że uda się złapać kogoś naprawdę ważnego i wyciągnąć z niego informacje.
Gdyby to była normalna sytuacja, doszłoby do tego już dawno. Ale Voldemort nie był zwykłym czarnoksiężnikiem. Wszyscy tyrani upadali prędzej czy później, tyle że niestety czasem trwało to lata całe: i wyglądało na to, że tym razem będzie jeszcze gorzej niż za czasów powstania Grindewalda.
– Niektórzy w obliczu katastrof odkładają niektóre sprawy, inni dla odmiany zaczynają czuć, że nie ma co odwlekać pewnych rzeczy – stwierdziła, lustrując wzrokiem bywalców kotła. Ledwo wczoraj czytała w gazecie zawiadomienie o ślubie, i chociaż nie znała młodych, to gdy oszacowała ich daty urodzenia, wyszło jej, że mają po osiemnaście lat. Heather i Cameron też byli bardzo młodzi. Brenna patrząc na nich widziała niemalże dzieci, choć pewnie nie powinna. Byli w końcu dorośli. Pracowali. Jedno narażało życie i zdrowie, drugie je ratowało w szpitalu. – Może ich najbliżsi przyjaciele wiedzieli więcej.
Lubiła Geraldine, ale przy tym, czym ta się zajmowała też ciężko było nie zachowywać pewnej ostrożności, a i po prostu to, na ile Brenna była zajęta w ciągu ostatnich dwóch lat, nie sprzyjało bardzo częstym spotkaniom. Czasem wciąż trenowały razem szermierkę… ale od Spalonej Nocy chyba żadna z nich nie miała na to czasu. Może Millie albo przyjaciele Ambroisa dowiedzieli się o planowanym weselu wcześniej?
– Pomyśl proszę, tak wstępnie, jak ty byś to widziała, a potem się zobaczy, czy uda się wciągnąć w to jeszcze kogoś… Olivia na razie musi urządzić sobie nowe lokum, no i mają problem z zakładem, ale Dora pewnie będzie zainteresowana – stwierdziła, a potem posłała Norze uśmiech. – Jasne, zorientujemy się, co i jak.
Nie chciała, żeby Nora czuła, że traktuje się ją, jakby nie miała pieniędzy, bo klubokawiarnia pięknie się rozkręciła… ale też Brenna przecież nie mogła stanąć z nimi nad kociołkami. Mogła co najwyżej spróbować pomóc w pozyskaniu składników.
– A tak poza tym, pomijając eliksiry i wszystkie katastrofy, spadające nam na głowy, co u ciebie, Nora? W klubokawiarni wszystko w porządku? Jak się trzymasz?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#9
08.02.2026, 21:47  ✶  

Było ich niewielu jak na to, co działo się aktualnie w Wielkiej Brytanii. Mieli sojuszników, jednak nie było ich zbyt wielu. Norka miała tego świadomość. Musieli jednak jakoś, powoli wrócić do dawnego rytmu, zacząć działać, pracować nad tym, żeby było tylko lepiej. To nie było proste, zważając na ilość osób, która mogła ich wspierać, ale nadal nie mogli pozostawać bierni, musieli małymi kroczkami iść do przodu, przygotowywać się na najgorsze.

- Tak, to prawda, takie wydarzenia często niosą ze sobą bardzo spontaniczne decyzje, które czasem czekają na podjęcie ich przez lata. - To było całkiem zabawne, przynajmniej w jej oczach, zwłaszcza, kiedy wracała do jednej z rozmów z Ambroisem, którą odbyła podczas wakacji, kiedy zarzekał się, że będzie kawalerem. Jak widać koleje losu potrafiły być bardzo przewrotne, uważała to nawet za urocze. Jedni się ze sobą wiązali, inni woleli kończyć coś, co mogło nie mieć większego sensu, wojna powodowała, że decyzje podejmowano szybciej, nie zastanawiając się nad nimi jakoś szczególnie.

- Jeśli mam być szczera, to jeszcze w sierpniu Roise raczej nie sugerował swojego szybkiego ożenku, wręcz przeciwnie, być może ta katastrofa nieco na to wpłynęła. - Był to chyba największy atak śmierciożerców od początku tej wojny, wiele osób zginęło, wiele straciło dobytek, to mogło otworzyć oczy. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.

- Pomyślę, jak coś zawsze możemy korzystać z mojej kuchni w cukierni, mam tam nie najgorsze warunki do warzenia eliksirów. - Kiedy remontowała klubokawiarnię zadbała o całe zaplecze, wiedziała, że kuchnia nie będzie jej służyła tylko i wyłącznie do tworzenia wypieków. Przygotowała się do tego, aby móc wspierać przyjaciół w jedyny sposób w jaki potrafiła, nie mogła przecież walczyć z różdżką w dłoni, bo tylko by im przeszkadzała, a dzięki temu każdą wolną chwilę mogła spędzać na przygotowywaniu mikstur, czy kadzideł, które mogły im się do czegoś przydać. Dzięki temu czuła się chociaż odrobinę przydatna.

- Powoli stajemy na nogi, klienci wracają, nie jest źle. Nie mam na co narzekać. Trzymam się nie najgorzej, wiesz jak jest, bywają lepsze i gorsze dni, ale to całkiem normalne jak na czas, w jakim przyszło nam żyć. - Daleko w tym wszystkim było do normalności, ale na to nie mieli wpływu, musieli się dostosować do warunków, więc to robiła, wierzyła w to, że w końcu znowu będzie zwyczajnie, nie trzeba będzie spoglądać za siebie, czy przypadkiem ktoś nie zamierza rzucić w ciebie zaklęciem czarnomagicznym.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
09.02.2026, 11:51  ✶  
Było w tym coś ironicznego, bo ogień i popiół spalonej nocy miały więcej niż konsekwencji niż te związane z utratą dobytku, bliskich albo z ranami, jakie odnosili ludzie. Tamtej nocy ostatecznie zakończyła się relacja Nory i Sama, i pewnie nie tylko ich. A najwyraźniej innych, takich jak Ambroise i Geraldine, skłoniła do podjęcia radykalnych decyzji w zupełnie inną stronę.
– Cóż, Jennifer Yaxley przynajmniej na pewno jest zadowolona. Od dawna chciała, żeby któreś z dzieci się ustatkowało. – Miała ich aż czwórkę… nie, zaraz. Miała ich trójkę. Brenna pokręciła głową, próbując odegnać niechciane wspomnienia.
Kolejny skutek wojny.
Tak często nie wiedziała, że może ufać własnej głowie. Może i Thoran nie pojawił się tutaj przez Voldemorta, ale Brenna wcale nie była pewna, czy to nie miało jakiegoś związku, a nawet jeśli, to znacznie łatwiej byłoby się z tym uporać bez śmierciożerców na każdym rogu.
– Zimą zresztą spodziewam się kolejnego wesela, mojej podopiecznej z pracy – dodała, bardzo próbując NIE myśleć o tym, że może do tej zimy wcale nie dotrwają. Usiłowała zachować optymizm, ale choć z wierzchu, dla innych, przychodziło jej to bez trudu, to w środku bywało z tym ciężko. – Wiem, że masz, ale takie prace jednak wymagają sporo zaangażowania, a musisz przecież zaopatrzyć cukiernię… ale przygotujemy coś wiesz, u mnie, w którymś budynku, myślę, że i tak będzie potrzeba dwóch miejsc. W Warowni zobaczymy, co da się zrobić.
Dora miała tam swoją pracownię, ale cóż, poszła z dymem, tak jak większość pomieszczeń. I chociaż Brenna nie wątpiła w wyposażenie w kuchni Nory, to jednak wciąż trzeba było przygotowywać tam też specjały do kawiarni, a i dziewczyny nie mogły tkwić na zapleczu cały czas, gdy tutaj byli klienci, nie wspominając o tym, że niektóre eksperymenty groziły choćby wybuchem, więc jakiś odosobniony kąt na te bardziej niebezpieczne próby też mógłby się przydać…
Brenna pochyliła się nieco nad stolikiem, i zmieniła temat: opowiadając tym razem Norze o zaginięciu wujka Yakshiera, o tym, że przypadkiem napiła się bimbru Geralda i jakąś bzdurną historyjkę o znajomym z pracy, sama też wypytując Norę, co u niej. Nie mogła może zostać tu długo, ale chciała choć te pół godziny spędzić po prostu na rozmowie – opowiadając i słuchając wszystkiego, o czym chciałaby opowiedzieć Figgówna.
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1740), Nora Figg (1756)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa