Na całe szczęście, kiedy rozerwała kopertę, przekonała się, że obawy były niepotrzebne.
– Nic specjalnego – stwierdziła, przesuwając wzrokiem po liście, niemal natychmiast ze stanu gotowości do ewentualnej bitki wracając do spokoju. Nie ma z kim walczyć, nie ma co się denerwować, a Theo nie pisał, żeby ją poinformować, że śmierciożercy siedzą mu na ogonie czy coś takiego. – Był ostatnie dwa miesiące na meczach wyjazdowych i przejął się Spaloną i tym całym artykułem – wyjaśniła, rzucając pergamin na stolik, obok pudełka z prezentem. Oczywiście, planowała otworzyć upominek i odpisać, że tak, spokojnie, żyje i nie planuje rzucać się w najbliższym czasie z mostu ani płacić jakiemuś upadłemu arystokracje pod sześćdziesiątkę za małżeństwo, ale nie musiała siadać do tego natychmiast, kiedy pakunki czekały na ogarnięcie, ptaka należało przenieść ostrożnie do nowego legowiska, a i był u niej Atreus.
– Weźmiesz go Błędnym Rycerzem? – spytała więc, zgarniając kamień, który na razie miał służyć jako przycisk do papieru, książki, które położyła na niedawno zamontowanej i jeszcze nie wypełnionej do końca półce. Pozytywka póki co miała trafić do sypialni, chociaż pomyślała, że może zabierze ją ze sobą do Księżycowego Stawu.
Nie dodała, że tak lepiej, żeby tego pisklaka nie teleportował, bo jeszcze go rozszczepi. Pewnie gdyby wygłosiła tę myśl na głos, mógłby rozważyć dokonanie teleportacji tylko po to, żeby jej udowodnić, że nic takiego mu nie grozi. Ot więc całkiem niewinne pytanie…
tak jeszcze rzucę, na ile bezczelny jest list