27.03.2026, 08:56 ✶
4 października 1972
Kamienica Basiliusa
Kamienica Basiliusa
Olivia stała przed okazałą kamienicą, zaciskając dłonie na pasku torby. Znajdowały się w niej składniki na eliksiry, trochę własnoręcznie zrobionych instrukcji i kilka fiolek, starannie opakowanych w szary papier, żeby się nie potłukły. Atmosfera ostatnich miesięcy zaczynała ją przytłaczać, ale przecież będzie dobrze, prawda? Rozmawiała z Brenną, rozmawiała z Tristanem, z hipnotyzerem - będzie dobrze, musi być.
A jednak miała wrażenie, że dobrze nie będzie. Że nad Londynem zawisło fatum, które spowijało każdy kolejny dzień. Zmuszało do walki o przetrwanie, krzyczało na nią z nieba i kazało mieć się na baczności. I gdyby nie to, że Olivii na sercu leżał los jej przyjaciół oraz miała nad wyraz rozwiniętą empatię, to pewnie wyjechałaby z rodziną i Tristanem gdzieś daleko. Ale nie mogła. Musiała walczyć, bo przecież ucieczka od problemu nie sprawiała, że ten nagle znikał. Stała więc pod kamienicą Basiliusa, niepewnie unosząc dłoń by w końcu zapukać kołatką do drzwi. Brenna zostawiła jej liścik, wskazała jej osobę, która potrzebowała pomocy. Basilius jako medyk przyszedł jej do głowy jako pierwszy, ale zanim ruszą w drogę, musiała przygotować eliksiry. W końcu miała składniki, ale aparatura... No, nie miała gdzie pracować, Fiolka odpadała z wiadomych względów, dom Moodych: także. Liczyła, że tak znamienity uzdrowiciel, którego poznała lepiej z Millie podczas 8 września, jej pomoże.