11.04.2026, 11:58 ✶
1952, łazienka Jęczącej Marty
Niedużo roczników potrzebował Hogwart, aby okrutne i brutalne morderstwo ze szkolnych korytarzy stało się przekręcaną na niemożliwie wielką ilość sposobów opowieścią, którą starsi uczniowie opowiadali młodszym podczas wieczornych posiedzeń w dormitoriach. Niewielu znajomych Seisylla pamiętało kim była Marta Warren, a nawet jeśli pamiętali – cóż niby miało to zmienić? Hogwart zamknięty nie został (nawet jeśli mało ku temu brakowało), a oni podchodząc do tego z należytą empatią i zrozumieniem, wciąż nie mogli zmienić gorzkiej prawdy: dziewczyna, której resztki w postaci ducha wędrowały po piętrze, była bezczelna, natrętna i irytująca. Szybko zdobyła przydomek Jęczącej, a jej koszmarne zawodzenie skutecznie odganiało wszystkich chętnych do skorzystania umiłowanej przez nią ubikacji.
Niewątpliwie ułatwiło to Seisyllowi podążanie krokami swojego przodka.
Wiesz dobrze, dlaczego stworzyłem tę Komnatę.
Prawdę mówiąc, nawet pomimo wszystkich słów, jakie Slytherin wypowiedział w jego głowie, a nawet pomimo stania nad kranem, który okazał się przejściem do przerażającego kompleksu korytarzy prowadzących do miejsc żywcem wyjętych z jego koszmarów... Seisyll nie wiedział, ani nie rozumiał. Miał wrażenie, że podąża za słowami Salazara z czystej, ludzkiej ciekawości – nie sięgnęła go jeszcze nienawiść do nikogo – umysł miał więc nieskalany ideami, które miały prowadzić go w dorosłości przez robienie rzeczy wybitnie okrutnych.
To był wieczór. Niedługo miała zacząć się cisza nocna i chłopak ani trochę nie spodziewał się, że do środka mógłby wejść ktoś inny. Na jego twarzy szybko pojawiło się głębokie speszenie. Pospiesznie odkręcił kran i zanurzył dłonie pod strumieniem wody. Udawanie, że myje ręce w nawiedzonej damskiej łazience, a nie próbuje otworzyć wejście do przeklętych kanałów zbudowanych przez założyciela szkoły – absurd, aż się pocił na samą myśl jak głupie to było – ale przecież Delyra o tym wszystkim nie wiedziała. Uśmiechnął się krzywo, niemrawo. Próbował zgonić niezręczność na to, że to była damska łazienka i już snuł w głowie kłamstwa na wypadek, gdyby Lestrange go o cokolwiek zapytała.
– Cz-cześć – powiedział, po czym odchrząknął. Wzorkiem uciekł w bok, później w dół. Wpatrywał się w zieleń własnego mundurka. Założyciel tego cholernego domu pakował go w coraz dziwniejsze sytuacje.
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242