• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
1952 — Lyra & Syl — Wąż w damskiej łazience

1952 — Lyra & Syl — Wąż w damskiej łazience
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
jubiler, kaletnik
182cm, niebieskie oczy, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#1
11.04.2026, 11:58  ✶  
1952, łazienka Jęczącej Marty

Niedużo roczników potrzebował Hogwart, aby okrutne i brutalne morderstwo ze szkolnych korytarzy stało się przekręcaną na niemożliwie wielką ilość sposobów opowieścią, którą starsi uczniowie opowiadali młodszym podczas wieczornych posiedzeń w dormitoriach. Niewielu znajomych Seisylla pamiętało kim była Marta Warren, a nawet jeśli pamiętali – cóż niby miało to zmienić? Hogwart zamknięty nie został (nawet jeśli mało ku temu brakowało), a oni podchodząc do tego z należytą empatią i zrozumieniem, wciąż nie mogli zmienić gorzkiej prawdy: dziewczyna, której resztki w postaci ducha wędrowały po piętrze, była bezczelna, natrętna i irytująca. Szybko zdobyła przydomek Jęczącej, a jej koszmarne zawodzenie skutecznie odganiało wszystkich chętnych do skorzystania umiłowanej przez nią ubikacji.

Niewątpliwie ułatwiło to Seisyllowi podążanie krokami swojego przodka.

Wiesz dobrze, dlaczego stworzyłem tę Komnatę.

Prawdę mówiąc, nawet pomimo wszystkich słów, jakie Slytherin wypowiedział w jego głowie, a nawet pomimo stania nad kranem, który okazał się przejściem do przerażającego kompleksu korytarzy prowadzących do miejsc żywcem wyjętych z jego koszmarów... Seisyll nie wiedział, ani nie rozumiał. Miał wrażenie, że podąża za słowami Salazara z czystej, ludzkiej ciekawości – nie sięgnęła go jeszcze nienawiść do nikogo – umysł miał więc nieskalany ideami, które miały prowadzić go w dorosłości przez robienie rzeczy wybitnie okrutnych.

To był wieczór. Niedługo miała zacząć się cisza nocna i chłopak ani trochę nie spodziewał się, że do środka mógłby wejść ktoś inny. Na jego twarzy szybko pojawiło się głębokie speszenie. Pospiesznie odkręcił kran i zanurzył dłonie pod strumieniem wody. Udawanie, że myje ręce w nawiedzonej damskiej łazience, a nie próbuje otworzyć wejście do przeklętych kanałów zbudowanych przez założyciela szkoły – absurd, aż się pocił na samą myśl jak głupie to było – ale przecież Delyra o tym wszystkim nie wiedziała. Uśmiechnął się krzywo, niemrawo. Próbował zgonić niezręczność na to, że to była damska łazienka i już snuł w głowie kłamstwa na wypadek, gdyby Lestrange go o cokolwiek zapytała.

– Cz-cześć – powiedział, po czym odchrząknął. Wzorkiem uciekł w bok, później w dół. Wpatrywał się w zieleń własnego mundurka. Założyciel tego cholernego domu pakował go w coraz dziwniejsze sytuacje.


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
delirium
raising the stakes
to fill a void
wiek
37
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
opiekunka róż ; twórca eliksirów
178 centymetrów wysokości, szare smutne oczy, długie za plecy ciemne włosy związane i podwiązane, tak by ledwo sięgały ramion. Często puszczone luzem, kiedy są czesane, ale nigdy w czasie pracy. Oczy smutne, zawierają wejście do duszy, które mgłą próbuje zasłonić subtelne białe kreski tęczówek. Ubiór szlachetny, wręcz ciężki, nie ma w sobie ani powabności dawnych dni. Futro-płaszcz do kolan, bordowe botki i pierścień z żarzącym rubinem.

Delyra Dolohov
#2
11.04.2026, 19:19  ✶  
Oczywiście, że zasiedziała się w bibliotece, ale mchy nie mogły na nią czekać. Ani storczyki, ani fiołki, ani psiankowate. Moża by wymieniać w nieskończoność, ponieważ roślin na świecie jest co nie miara, a Delyra Lestrange kochała wszystkie. Nawet jeżeli były trujące, miały ciernie lub były po prostu kłujące. W jej głowie nie istniał podział na rośliny magiczne i mugolskie, każde były tak samo warte uwagi. Zielsko dzieliło się tylko na lecznicze i trujące.

I właśnie tym razem, dla odmiany, śledziła poczynania magicznych botaników, zajmujących się leczniczymi działaniami madragór. Podobno w średniowieczu uważano je za afrodyzjak, ale według kilku wierzeń, korzenie oblane jakąś miksturą i powieszone na suficie potrafiły omamić i nawet zabrać duszę! Działało to prędzej pod względem izolacji ofiary i jej samotności niż faktycznie magicznie zamieniało ludzi w narzędzie oraz naczynie na ideę. Lyra nie do końca wierzyła w bujdy średniowieczne. Musiałaby je sama przetestować.

Niestety przez nocne zagłębianie wiedzy, której zdecydowanie na szóstym roku nie potrzebowała, prawie została złapana na gorącym uczynku przez prefektów. Dzięki swojej idealnie wykształconej umiejętności kłamania i cukrowania przekonała dziewczynę, że faktycznie już wybierała się do łóżka. Oczywiście nie przyznała, że jeszcze musi trochę przed snem z toalety zrobić.

Za bardzo zajęta była lustrowaniem, jak delikatne stawały się rysy twarzy prefektki Puchonów pod wpływem światła świecy, którą ze sobą wszędzie zabierała. Na chwilę przez to zabrakło jej oddechu i zapomniała się odezwać na odchodne.

Na spokojnie, nie spiesząc się, podążyła krokiem godnym szlachciankę, którą niewątpliwie była, do dormitoriów Ślizgonów, żeby zabrać potrzebne rzeczy na dziesięciokrokową pielęgnację skóry stworzoną specjalnie dla niej od niej. Do tego jeszcze sprzątnęła z szafki różdzkę i koszulę nocną.

W jak wielkie zdziwienie wprawił ją Seisyll, który wparował do Łazienki Jęczącej Marty. Delyra też nie powinna tam być przez owego ducha, ale akurat nakładała serum z lawendy na policzki i delikatnie je wsmarowywała. Została nakryta w środku ruchu.

Nastolatek się odezwał, a ona instynktownie próbowała zasłonić się. Nie spodziewała się gości w łazience, szczególnie, gdy przez pół przezroczystą koszulę nocną wyzierał na świat jej dekolt. Na szczęście na materiale znajdowały się wyszyte korony kwiatów, które jako tako nadawały tekstylium nieprzepuszczalności.

— Cześć? — odezwała się niepewnie, bardziej zdziwiona niż faktycznie przerażona niezapowiedzianą wizytą chłopaka.
— Nie powinieneś byś w łóżku o tej godzinie? — zapytały bardziej instynkty Delyry niż ona sama, nie mogła powstrzymać tego pytania. A nie była przecież w żaden sposób opiekuńcza wobec osób trzecich. Może chodziło jej o ciszę i spokój łazienki, który Seisyll zaburzył swoją obecnością?

Mimo uważania chłopaka za intruza swoich rytuałów piękności w środku nocy, Lyra zmierzyła go wzrokiem. Był jeszcze w mundurku z krawatem. Zmarszczyła brwi, oceniając go w głowie. Co on w ogóle chciał? Od niej? Od łazienki? Od Marty? Każdy chciał od Marty, by zamknęła jadaczkę. Ale coś poza tym?
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
jubiler, kaletnik
182cm, niebieskie oczy, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#3
13.04.2026, 09:59  ✶  
Chłopak zakręcił kran, zmierzył koleżankę niepewnym spojrzeniem i otrzepawszy dłonie z kropli wody, przesunął palcami po krótkich włosach, jakby miało to w jakikolwiek sposób pomóc mu w ujarzmieniu niezbyt ładnej fryzury. Niepewność w źrenicach niknęła jednak, kiedy się wpatrzyło w tę paskudną, jaszczurzą twarz odrobinę dłużej i do człowieka docierało, czym Rowle (przynajmniej według plotek) przypłacili tak bliskie trzymanie się ze smokami. Wyglądał jak… oh, to jemu przydałby się ten krem – ale nawet najgrubsza jego ilość nie poradziłaby sobie z pokrywającymi lewą część jego szyi łuskami i tym, że Delyry nie mierzyły teraz wzrokiem oczy człowieka, lecz oczy jaszczurki.

– To samo pytanie mógłbym zadać tobie – zauważył, poprawiając przy tym krawat ślizgońskiego mundurka w nieco nerwowym, szczeniackim ruchu. Zachowywał się dziwnie, ale zachowywał się dziwnie w taki sposób, w jaki zachowywałby się losowy gówniarz w jego wieku chcący zaimponować koleżance, uniknąć losowej kary, albo po prostu kogoś pozaczepiać. Przybrał już nawet tę pozę – jakby miał zaraz rzucić jakimś żartem, zbyć ją jakoś mimo tego, że to on był tutaj niepasującym elementem – bo wychował go Slytherin. I chodziło tu zarówno o przodka opowiadającego mu przedziwne legendy, jak i dom pozostawiony przez niego w Hogwarcie. W Slytherinie musiałeś przecież radzić sobie z nieustanną rywalizacją o dominację, a on był na swoim roczniku twarzą znaną – bo Rowle byli znani, a on musiał dopieścić swoim zachowaniem to, co zbudowali jego bracia. – Nie masz czasem…

JEBUT!

Nie zdążył dokończyć zaczętego zdania, kiedy z odpływu wydostała się nagle smuga czegoś, co w pierwszym momencie wziął za parę, a milisekundy później książka, którą Marta wyciągnęła zapewne z ubikacji, wylądowała na samym środku jego głowy. Jak nie będzie miał po tym guza, to sam się zdziwi.

– ILE RAZY MAM CI TO POWTARZAĆ?! – Wrzasnęła Warren, wypadając z jednej z kabin, omal nie wyrywając z zawiasów i tak zniszczonych już drzwi. – To. Jest. Łazienka. Dla. DZIEWCZYN!!


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Delyra Dolohov (459), Seisyll Rowle (656)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa