– To już jakiś początek, zwłaszcza jeśli mam przed sobą autentyczne wzory pisma. – odparł z zadziornym uśmiechem skierowanym do mężczyzny siedzącego po drugiej stronie biurka. Inicjały i charakterystyczne pochylenie liter zawsze budziły w nim niesforną iskierkę, bo podrabianie cudzego charakteru pisma od zawsze wydawało mu się zajęciem niezwykle ekscytującym. Uczył się tego technicznego rzemiosła błyskawicznie: zapamiętywał unikatowe kształty poszczególnych znaków i płynnie dodawał je do swojego mentalnego portfolio, by móc bezbłędnie skorzystać z nich w dowolnym momencie w przyszłości. Takie intensywne ćwiczenia wymagały zazwyczaj dwóch wolnych wieczorów, ale on zawsze podchodził do nich niezwykle skrupulatnie. Złapał w dłonie podany plik dokumentów, sprawnie przeglądając poszczególne papiery. Nad jednymi zatrzymywał się krócej, nad innymi pochylał się odrobinę dłużej, by dokładnie dostrzec charakterystyczne dla zmarłych wzorce i nacisk pióra.
– Niewątpliwie mieli jakąś rodzinę, ale na pewno nie w bliskiej odległości, bo ten kontakt był raczej czysto okazjonalny. – przerwał na chwilę, obracając w dłoniach jeden z odnalezionych obrazków narysowanych niegdyś przez jakieś dziecko, który nie został jednak nigdzie podpisany. Gdy Travers wspomniał wreszcie o testamencie, Anthony wydał z siebie ciche, w pełni zadowolone mruknięcie. – Mogłeś mówić o tym od razu. Nie znalazłeś właściwego testamentu jeszcze, ale gdy to zrobisz i odpowiednio zgłosisz, wszystko odbędzie się w świetle prawa i całkowicie legalnie. Są tu listy od krewnych, jednak czy masz przy sobie coś napisanego bezpośrednio ręką dawnych właścicieli domu?
Wystarczyłoby przecież, żeby dobrze przestudiował pismo, przygotował odpowiednio sformułowany dokument oraz ministerialne pieczątki, a nikt w urzędzie nie będzie nawet dociekał prawdy. Wyprostował się wygodnie w fotelu, upijając spory łyk nalanego wcześniej alkoholu.
– Dobry z ciebie brat. Sam też za nic w świecie nie pozwoliłbym, aby moja własna siostra została w cokolwiek wplątana. Zajmę się tym osobiście, ale musisz dostarczyć mi jasne próbki i dać trochę czasu, żebym idealnie doszlifował ten charakter pisma. Potem będę mógł pchnąć całą sprawę w odpowiedni, bezpieczny sposób.
Uśmiechnął się pogodnie, wręcz przyjacielsko. Borgin był człowiekiem niezwykle rodzinnym, Stanley od najmłodszych lat bezustannie powtarzał mu, że to właśnie krew i rodzina są najważniejsze w życiu, zaraz obok bezwzględnej lojalności. Dla swoich Antek był gotów zrobić absolutnie wszystko. Stanowił wręcz podręcznikowy przykład tego, jak nie powinno się w interesach lokować własnych słabości, i nagle zrobiło mu się jakoś lżej na duchu na myśl, że Nicholas najwyraźniej tkwi w tym samym położeniu. Odłożył przejrzane papiery z powrotem na gładki blat biurka, przyglądając się dalej właścicielowi gabinetu i mocniej zaciskając palce na szklance z alkoholem. Nigdy właściwie nie mieli dotąd okazji, by porozmawiać zupełnie normalnie – o sprawach błahych, przyziemnych i ludzkich. Może ta wieczna, sztywna postawa Traversa była wyłącznie bezpieczną fasadą, a za Nicholasem kryło się w rzeczywistości znacznie więcej, niż pokazywał światu.