• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[29.09.1972] Fists speak louder than words [Alex&Atreus]

[29.09.1972] Fists speak louder than words [Alex&Atreus]
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#1
12.01.2026, 17:51  ✶  
To nie tak, że Alexandrowi przeszkadzało to, że ktoś tam robił sobie remoncik, czy coś. Ale przeszkadzało. To znaczy, gdyby jeszcze to był zwyczajny cichy remont. No i gdyby jego narzeczona była zwyczajną i normalną osobą. Ostatnie kilka dni Alexander chodził mocno poirytowany. Od wizyty jego nowego sąsiada minęło już trochę czasu, Morpheus od tamtej pory nie odzywał się, nie wiedział, czy zrobili na nim tak dobry, czy aż tak złe wrażenie. A może tamten po prostu miał ich w dupie. Alex by miał. Jednak teraz Yelena, kazała mu iść i grzecznie poprosić innego somsiada, o troszeczkę cichsze prace w swoim domowym zaciszu. I oczywiście, że upomniała go, że ma być grzeczny i wyrozumiały.
-Ja zawsze jestem grzeczny i spokojny. Oaza pierdolonego spokoju. - warknął wychodząc z domu, trzaskając przy okazji drzwiami. To przynajmniej trochę rozładowało jego napięcie. Wiedział jednak, że jak tylko wrócimy do domu, to dostanie od Leny wpierdol za trzaskanie drzwiami. Zupełnie jak od matki, gdy miał kilka lat i nie dostał swojego ulubionego cukierka... Cukierka. Szedł więc powoli do domu znajdującego się nieopodal, na rozdrożu. Zupełnie jakkby Alexander miał za chwilę podpisać pakt z samym diabłem. I możliwe, że tak właśnie było. Możliwe, że właśnie przypieczętował swój własny los, gdy w miarę jak zbliżał się do owego domu, rosła jego frustracja. Zacisnął pięści, samemu nie wiedząc co sprawiało, że jest tak... wkurwiony. Czy to Lena, czy rzeczywiście tak przeszkadzał mu ten remont sąsiada? Czy szukał może chwili, aby wyrwać się z domu, aby zniknąć gdzieś za rogiem i odpocząć od tego wszystkiego? Czuł się mocno przytłoczony tym wszystkim, tymi zaręczynami, tym co działo się w jego życiu, jego pracą. Nawet alkohol nie dawał mu ukojenia, nawet hazard nie poprawiał nastroju. I choć jego życie kręciło się tylko wokół jednego, wokół Leny, to nie mógł już na nią patrzeć. Nie mógł już czuć jej nienawiści, tego cichego oceniania go. Nie mógł już na nią patrzeć. Potrzebował spokoju, potrzebował rozluźnienia. Potrzebował się na kimś wyżyć. I może, tylko może, wziął sobie na cel tego oto sąsiada.
Znalazł się przed domem dosyć szybko, secesyjny styl piętrowego budynku robił całkiem niezłe wrażenie, choć widać, że dom wymagał jeszcze nieco pracy. Jednak Alexander nie przyszedł tutaj podziwiać style architektoniczne. Nie przyszedł, aby zachwycać się kolumnami, oknami, czy ręcznie wykonanymi drzwiami. Przyszedł tutaj grzecznie poprosić o trochę cichsze prace, zwłaszcza wcześnie rano. I może było to trochę hipokryzja z jego strony, bo w końcu ani on ani Yelena nie dbali wcześniej o to, czy ktoś ich usłyszał, czy też nie. Jednak po wizycie Anthonego i Marpheusa trochę się jednak uspokoili. Oczywiście w podnoszeniu głosu, bo w pościeli nadal jednak było piekło. Po salonie nadal latały przedmioty.
Aristov uniósł dłoń, aby zapukać, ale zawahał się na moment Głupia myśl przebiegła mu przez myśl? W zasadzie dlaczego podnosimy dłoń, aby zapukać? Czemu nie pukamy z opuszczoną ręką? Zacisnął więc pięść i opuścił dłoń. Sprawdził, czy czasem nie ma nikogo w pobliżu i właśnie w ten sposób zapukał do drzwi, z opuszczoną ręką, czując się cudacznie. Musiał tak robić częściej. Było to dziwne doświadczenie. Zaraz jednak zapukał kolejny raz, a potem jeszcze raz, jakby mu się śpieszyło. Oczywiście, że nie śpieszyło, ale irytacja wprost z niego emanowała.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
20.01.2026, 02:30  ✶  
Remont szedł znakomicie, co pewnie irytowało sąsiadów. W mniemaniu Atreusa nawet nie chodziło o jakiś hałas, bo z nim nie było źle, a przez zwykły fakt że jego posiadłość w ogóle nie ucierpiała w straszliwych pożarach, jakie miały miejsce w nocy z ósmego na dziewiątego września. Wystarczyło robotnikom zapłacić dodatkową sumkę, a ci z ochotą wzięli go na priorytetowego klienta i Bulstrode robił to bezwstydnie. Chciał jak najszybciej dom odnowić, ale i także rozbudować, bo skoro już go odziedziczył to mógł i mieszkać w nim na wyższym poziomie.
Właśnie sobie nalał ognistej, gotowy rozpłynąć się w fotelu nad paroma listami i podumać o nich w ciszy, kiedy do uszu doszło go pukanie. Raz, drugi, trzeci... cholera, ludziom to jednak brakowało kultury. Szkoda jeszcze, że petent pięścią mu nie łomotał od frontu i to mu z miejsca popsuło humor. Ruszył się jednak z miejsca, ze szklanką wciąż w dłoni, co parę kroków upijając drobny łyczek, aż wreszcie nie stanął przed drzwiami i nie otworzył ich z kwaśną miną.
- Ręka ci uschnie, jak będziesz tak ludziom w drzwi napierdalał. Nigdy nie wiadomo, kto jaką klątwę ma rzuconą - skrzywił się, widząc niezbyt znajomą twarz. Niezbyt, bo w sumie nigdy chyba z gościem nie rozmawiał, ale coś zdążył zauważyć, że kręcił się po okolicy. Sąsiad znaczy. Tacy byli najgorsi.
Atreus też, oczywiście, żadnej klątwy na drzwiach nałożonej nie miał, a i też nie zamierzał nigdy tego robić, ale już raz się tak zdarzyło, albo nawet i dwa, że jakiś wybitnie śmieszny czarnoksiężnik postanowił w ten sposób zabezpieczać drzwi czy inne przedmioty. Za każdym razem wiązało się to potem z długą rekonwalescencją w szpitalu i piciem obrzydliwych eliksirów. Chociaż chyba i tak było to lepsze niże odrastanie kości za pomocą szkielewzro.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#3
20.01.2026, 17:19  ✶  
Najśmieszniejsze z takimi klątwami było to, że najczęściej to właśnie sami czarnoksiężnicy się na nie łapali. A co do uschniętej ręki to akurat tego się nie musiał bać. Victoria zapewne znalazłaby jakieś remedium, gdyby ją o to poprosił. Chyba. Może. A może nie. W każdym razie Alexander czekał jak ten debil, aż w końcu właściciel mieszkania otworzy drzwi i wyjdzie do niego porozmawiać, jak kulturalna osoba. Jednak zamiast kulturalnego "Dzień dobry, w czym pomóc?" lub innej równie formalnej, grzecznościowej formułki mężczyzna na przeciwko rzucił tylko... No tym. Cokolwiek to było. Brytyjczycy zaprawdę byli gburami i bucami, co nawet w swoim progu nie potrafili zachować odrobiny kultury osobistej. Ale skoro idziesz między wrony...
Alexandra spojrzenie spoczęło jeszcze na szklance, którą akurat właściciel domu trzymał w swojej dłoni. Chyba mu Alexander w czymś przeszkodził. Tak więc uśmiechnął się tylko z zadowoleniem, że nie tylko jemu ktoś zepsuł dzień i spokojny chill out z drineczkiem. Jednak zaraz zacisnął pięści, czując jak wraca do niego ta dziwna wściekłość. Zupełnie niczym bumerang. Sam też nie znał faceta, który mu otworzył drzwi, nie żeby do tej pory interesowali go sąsiedzi, raczej miał ich gdzieś, dopóki byli cicho. I nie przeszkadzali. A żeby mu ten alkohol zbrzydł, żeby whisky wywietrzała, poduszka zawsze był za ciepła, a on uderzał małym palcem w każdym mebel w tym zasranym domu. A no i żeby jogurt mu zawsze pryskał w twarz przy otwieraniu.
-Tak samo jak twój jęzor, jak będziesz kłapał ozorem. - wyrzucił z siebie chłodno Alexander, czując jak coraz mniej lubi tego chłopaczka. Nie mógł być dużo młodszy Alexandra, byli oboje podobne wzrostu, może Alexander o kilka centymetrów wyższy. Ale wzrok jakim zaszczycił Alexandra był... Interesujący. Aż się prosił o uderzenie pomiędzy te oczy.
-Kultura wymaga, żeby się przedstawić. Więc jestem Alexander. Miło mi poznać Panie...? - podarował sobie jednak wyciągnięcie dłoni w jego stronę. -I można by tak nie nakurwiać remontów od samego rana? Uprzejmie proszę.
Zrobił krok w przód, stając tuż na przeciwko niego, zaciskając zęby. Wiedział, że prawdopodobnie go nie zastraszy, ale nie miał takiego celu. Na razie tylko grzecznie prosił. Bo przecież mogli to załatwić polubownie, bez użycia siły i pięści. Mogli?
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
21.01.2026, 05:51  ✶  
Atreus, jako certyfikowany auror, który równie dużo spraw rozwiązał co i sobie przypisał, mógł spokojnie poświadczyć, że i owszem; nawet jeśli czasami panowie w jego biurze wpadali na zabezpieczenia, to ogólny poziom czarnoksięstwa w ich kraju stał na takim poziomie, że ofiarami jeszcze częściej stawali się sami mroczni czarownicy. Biorąc natomiast pod uwagę, że byli właśnie w ponurej dziurze jaką było Little Hangleton, to pewnie mogliby przejść się w dół ulicy, do jednego z bardziej parszywych domów i zapytać mieszkańców czy może nie zdarzył im się w życiu podobny przypadek, a do tego uzyskaliby twierdzącą odpowiedź.
Zmierzył niemile widzianego gościa ostentacyjnie od stóp do głów, jakby oceniał czy w ogóle chciało mu się wdawać w jakiekolwiek dyskusje, a następnie upił łyk ognistej. Powoli, z rozmysłem, jakby szanowny pan Alexander i jego obecność wcale nie była jakimś istotnym wydarzeniem tego dnia. Chwila, moment, Alexander?
- Gorszego imienia nie dawali? - skrzywił się wyraźnie, z pewnego rodzaju odrazą. Aż mu się z miejsca przypomniał ta zakała Mulciber i zaswędziały go pięści jak na zawołanie. W sumie to udało mu się już bardzo długo nie wpaść na szanownego pana cygana, ani nawet o nim nie myśleć i było mu z tym bardzo dobrze. Ale musiał się nawinąć jakiś przypadkowy facet i mu przypomnieć. Fantastycznie. - Czy miło, to jeszcze zobaczymy. Bulstrode - przedstawił się nazwiskiem, bo nie wyglądało na to by miał ochotę by zwracano się do niego po imieniu. Albo raczej by ten szczególny jegomość zwracał się do niego w ten sposób.
- Szanowny panie Alexandrze, otóż pragnę oświadczyć, że to mój dom i mój remont i nic panu do tego. Będę napierdalał tym remontem kiedy mi się podoba, a jak pan tak ładnie prosi, to następną wizytę umówię majstrom na trzecią w nocy, co pan na to? - zapytał, uśmiechając się do faceta złośliwie i robiąc krok w przód, dokładnie tak samo jak i on. Bo nikt mu nie będzie tutaj drobił przed nosem, żeby okazać dominację. Nie na jego terenie.
Kolorowy ptak
Umrzesz ty. Umrą wszyscy bliscy twoi. Potęgi upadną. Jedno tylko żyć będzie przez wieki - poległych wojenna chwała.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód

Alexander Aristov
#5
08.02.2026, 12:53  ✶  
Alexander oczywiście nie wiedział o co szanownemu sąsiadowi chodziło, co było nie tak z jego imieniem, ale skoro tamten ukrył swoje to musiało być jeszcze gorsze niż "Alexander". Aristov więc uśmiechnął się z szacunkiem, uśmiech ten jednak nie objął jego zimnych oczu. Wpatrywał się przez chwilę w swojego "gospodarza", na jego ruchy, jakby znudzone i kompletnie olewackie.
Miał nadzieję załatwić to polubownie, miło, uprzejmie, ale ten chłopaczek nie miała za grosz szacunku to innych ludzi. I taką osobę miał Alexander za sąsiada. Nic dziwnego, że Brytania leżała w gruzach, skoro społeczeństwo było tak... Na palcach jednej ręki mógł wymienić ludzi porządnych, których do tej pory tutaj spotkał, choć i pewnie oni byli w coś zamieszani. Nie było przecież ludzi bez skazy i Alexander doskonale to wiedział.
-Może i dawali. Ja przynajmniej mam na tyle szacunku, żeby przedstawić się w pełni. Nie wstydzę się ego jak mnie rodzice nazwali przy narodzinach. Panie Buolstrode. - powiedział Alexander spokojnie, ale pod tonem jego głosy krył się jad, którym zdawał się pluć w twarz Bulstrode'owi. Nic nie odpowiedział na jego przytyk, że jeszcze zobaczą, czy będzie miło. Wiadomo przecież, że nie będzie miło, to było czuć w powietrzu, gdy tylko zostały otwarte drzwi. Alexander tylko mocniej zacisnął pięści, wciąż uśmiechając się sztucznie. Nie wiedział co siedzi w głowie Pana Somsiada, więc przez myśl przeszło mu, ze może powienien odpuścić, wyciągnąć rękę na zgodę, zakopać topór wojenny. Potem jednak zaśmiał się w duchu. Odpuścić? On? Nigdy w życiu. Nie. On jeszcze doleje oliwy do ognia. Niech to wszystko kurwa spłonie.
-Może w takim razie powienien porozmawiać sobie z tymi majstrami? Przekonać ich, że są lepsze sposoby na zarobek, zdecydowanie spokojniejsze niż wstawanie w nocy, żeby napierdalać młotkiem u jakiegoś дебила. - Alexander pluł jadem już w oczywisty sposób. I oczywiście nie była to groźba bez pokrycia. Co za problem zapłacić robotnikom dwa razy tyle co Pan Bulstrode, byle tylko trzymać ich z dala od jego pierdolonego remontu?
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#6
20.03.2026, 06:29  ✶  

Skrzywił się wyraźnie, słysząc jego odpowiedź, ale w sposób w jaki człowiek krzywił się, kiedy miał do czynienia z irytującą muchą. Nie dość, że przerywał mu poranne remonty, to jeszcze próbował być sprytny w tym jakiej odpowiedzi udzielał. Atreus absolutnie nie wstydził się tego, jak go rodzice nazwali. W sumie to nawet bardzo swoje imię lubił, bo gdzieś pomiędzy unikaniem obowiązków nauczył się, co w ogóle znaczyło i bardzo szybko stwierdził że pasowało do niego idealnie. Miało ładne brzmienie, było nietypowe... nie to co taki Alexander, bo tych to było na pęczki i jeden gorszy od drugiego, jak mógł się domyślać. Szacunku natomiast, istotnie miał niewiele. Jego szanowny sąsiad sobie bowiem na ten szacunek niezbyt zasłużył. Ani się wcześniej nie przyszedł kulturalnie przywitać, ani zapoznać, ani powiedzieć że od teraz byli sąsiadami. Nic z tych rzeczy. Zamiast tego stawał dzisiaj na jego progu, wyglądając jakby mu ktoś co najmniej nasrał wcześniej do butów i cedził słowa z właściwą manierą człowieka niezadowolonego.

- Pan się nie martwi o moich majstrów - rzucił z wyższością, mierząc go od stóp do głów, jakby oceniał czy faktycznie był w stanie zaoferować jego pracownikom lepsze sposoby na zarobek. Do jakichkolwiek wniosków doszedł, wyglądał dokładnie tak samo, czyli wciąż był niezadowolony że ktokolwiek mu przeszkadzał i to dodatkowo w taki sposób. - дебила? - powtórzył, pewnie i nawet trochę nieudolnie, ale nie zamierzał przesadnie łamać się nad tym czy właśnie poprawnie wypluwał z siebie obce słówka. - A więc to o to chodzi? Przyjechał pan sobie z... gdziekolwiek tam mówią tymi szlaczkami, ludzki język to na pewno nie jest, i uważa że wszyscy się mają dostosowywać, tak? No więc ja panu powiem na to tak: spierdalaj człowieku i odpierdol się od moich majstrów, bo młotkiem to ja zaraz tobie przefasonuję gębę tak, że żadnego szlaczka więcej nie powiesz.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Aristov (1211), Atreus Bulstrode (920)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa