10.06.2026, 19:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2026, 16:49 przez Brenna Longbottom.)
– Na moje podstawowy problem brzmi w tym, że jakkolwiek źle to nie zabrzmi, głównym zagrożeniem nie są cywile, chcący przekroczyć granicę lasu. Popełnią samobójstwo, ale ile zdołają zrobić? – spytała Brenna retorycznie, wpatrując się w widoczną w oddali ścianę lasu: nawet podczas patroli nie wchodzili obecnie w głąb Kniei. Nie, nie uważała tego za dopuszczalne straty. Tak, chciała temu zapobiec. Ale dziesięć raportów skupiających się na tym, jak zatrzymać wiernych na granicy lasu wiele im nie da. – Problemem jest to, że śmierciożercy mogą coś kombinować, skoro Samhain to przeciwieństwo Beltane. Nie wiemy, kto podrzucił te karteczki. To nie musiał być arcykapłan, choć na pewno nie ucieszyło go to, co zrobiono z Isobell. To mógł być jakiś nawiedzony wierny. Albo jakiś śmierciożerca, chcący odwrócić uwagę.
Te przemyślenia miały oczywiście trafić do raportu. Do sekcji analiza sytuacji zastanej w kowenie, podpunktu pochodzenie karteczek i potencjalne cele ich podrzucenia. Oczywiście, w punkcie 1 zostanie omówiona sytuacja, gdyby robił to arcykapłan, ale w punkcie 3 znajdzie się analiza możliwości, że celem było wywołanie chaosu, gdy śmierciożercy dostaną się na Polanę Ogni, być może dokończyć to, co stało się w Beltane.
3A natomiast zawierało krótką charakterystykę Samhain jako Przeciw Beltane, co pozwalało mniemać, że można spodziewać się Problemów. Krótką, bo cóż, Brenna nie była teologiem, niestety. Drażniła ją ta cała biurokracja i pisanie tych raportów, ale skoro już miała je napisać, zamierzała zrobić to tak dobrze, jak da radę.
Jedną z sugestii, poza pamiętaniem o patrolach na Polanie, była możliwość rozmowy z Isobell Macmillan. Krótko wyrażona, bo miała wrażenie, że ktoś może się wściec, jeśli napisałaby, że najlepiej byłoby zawrzeć z nią jakiś układ, ograniczyła się więc do „możliwości rozmowy”. Jej zdaniem traktowane Isobell gorzej niż takiego Borgina było trochę dziwaczne, że: bo podczas Lithy nikt nie zginął, kapłanka sama się dźgnęła, arcykapłanka mogła upierać się, że nie zamierzała nikogo składać w ofierze, a Ministerstwo ucinało dużo grubsze afery. Ale też Brenna nie była tak głupia, aby akurat to sugerować w raportach.
– Co do samej granicy lasu… Nie mamy dość ludzi, by zabezpieczyć całą. W MM jest za to trochę osób z różnymi umiejętnościami. Może wykorzystanie pieczęci, animagii i mechanizmów, na odcinkach słabiej chronionych, mogłoby przynajmniej zaalarmować nas, jeśli ktoś je wybierze. Zablokować te najbardziej oczywiste drogi, którymi zwykle szło się na Polanę? Poza tym może Harper mogłaby zgubić gdzieś w MM plan patroli. Taki dość bzdurny, wskazujący jako słaby punkt jakieś dobrze chronione miejsce. Tyle że jeśli za dużo osób o tym usłyszy, to pewnie za nic by nie wyszło. Jakieś absolutnie genialne pomysły, które cudownie uratują tę naszą beznadziejną sytuację? – spytała, spoglądając na brata. - Oczywiście, Caspian mógłby też iść na chama. Pójść do arcykapłana, że ostatnio rozdają ciekawe karteczki w kowenie. A… i oczywiście ochrona dla informatora, kimkolwiek jest, tyle że bardzo dyskretna…
Te przemyślenia miały oczywiście trafić do raportu. Do sekcji analiza sytuacji zastanej w kowenie, podpunktu pochodzenie karteczek i potencjalne cele ich podrzucenia. Oczywiście, w punkcie 1 zostanie omówiona sytuacja, gdyby robił to arcykapłan, ale w punkcie 3 znajdzie się analiza możliwości, że celem było wywołanie chaosu, gdy śmierciożercy dostaną się na Polanę Ogni, być może dokończyć to, co stało się w Beltane.
3A natomiast zawierało krótką charakterystykę Samhain jako Przeciw Beltane, co pozwalało mniemać, że można spodziewać się Problemów. Krótką, bo cóż, Brenna nie była teologiem, niestety. Drażniła ją ta cała biurokracja i pisanie tych raportów, ale skoro już miała je napisać, zamierzała zrobić to tak dobrze, jak da radę.
Jedną z sugestii, poza pamiętaniem o patrolach na Polanie, była możliwość rozmowy z Isobell Macmillan. Krótko wyrażona, bo miała wrażenie, że ktoś może się wściec, jeśli napisałaby, że najlepiej byłoby zawrzeć z nią jakiś układ, ograniczyła się więc do „możliwości rozmowy”. Jej zdaniem traktowane Isobell gorzej niż takiego Borgina było trochę dziwaczne, że: bo podczas Lithy nikt nie zginął, kapłanka sama się dźgnęła, arcykapłanka mogła upierać się, że nie zamierzała nikogo składać w ofierze, a Ministerstwo ucinało dużo grubsze afery. Ale też Brenna nie była tak głupia, aby akurat to sugerować w raportach.
– Co do samej granicy lasu… Nie mamy dość ludzi, by zabezpieczyć całą. W MM jest za to trochę osób z różnymi umiejętnościami. Może wykorzystanie pieczęci, animagii i mechanizmów, na odcinkach słabiej chronionych, mogłoby przynajmniej zaalarmować nas, jeśli ktoś je wybierze. Zablokować te najbardziej oczywiste drogi, którymi zwykle szło się na Polanę? Poza tym może Harper mogłaby zgubić gdzieś w MM plan patroli. Taki dość bzdurny, wskazujący jako słaby punkt jakieś dobrze chronione miejsce. Tyle że jeśli za dużo osób o tym usłyszy, to pewnie za nic by nie wyszło. Jakieś absolutnie genialne pomysły, które cudownie uratują tę naszą beznadziejną sytuację? – spytała, spoglądając na brata. - Oczywiście, Caspian mógłby też iść na chama. Pójść do arcykapłana, że ostatnio rozdają ciekawe karteczki w kowenie. A… i oczywiście ochrona dla informatora, kimkolwiek jest, tyle że bardzo dyskretna…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.