• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[maj 1959, Émile & Gabriel] Gaudeamus igitur

[maj 1959, Émile & Gabriel] Gaudeamus igitur
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#1
16.07.2026, 12:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2026, 19:12 przez Émile Mulciber.)  
maj 1959
Paryż

Hôpital Magique de Paris, od pierwszego roku studiowania, uczył swych przyszłych medyków różnych dziedzin. Na początkowym etapie nie można było wybrać specjalizacji, jakkolwiek by się tego chciało. Student musiał poznać podstawy wszystkich dyscyplin, zobaczyć całe pole zanim znajdzie sobie na nim miejsce. Ci, którzy przyszli do szpitala z pewnym nastawieniem, musieli przecierpieć godziny wykładów skrajnie dla nich nieciekawych, często prowadzonych przez profesorów, którzy nieoczywistości swych dziedzin traktowali jako znane przez każdego i każdą. Inni natomiast prowadzili zajęcia tak przystępnie, że nawet jeśli ktoś nie wiązał z daną dyscypliną przyszłości, słuchał ze szczerym zainteresowaniem. Tak sytuacja wyglądała z Monsieur de la Rochefoucaldem, profesorem od magipsychiatrii.

Dziewiętnastoletni Émile Mulciber, student pilny, ale nastawiony raczej na uzdrowicielstwo ogólne, czekał przed gabinetem wykładowcy, aż przyjdzie jego kolej na konsultację. Z długawymi, delikatnie kręconymi włosami, w uniformie typowym dla Hôpital Magique: białej tunice zapinanej po boku na czarne guziki, sięgającej kołnierzykiem aż po szyję. Obok położył skórzaną torbę, w której trzymał rękawiczki oraz narzędzia takie jak chociażby szkło powiększające, a także kajet obficie zapełniony notatkami.

Mimo, że profesor de la Rochefoucalda był jednym z tych fajniejszych, Émile stresował się konsultacjami. Chciał zrobić na wykładowcy wrażenie studenta elokwentnego, szukającego, przykładającego się do przedmiotu. Zamierzał zaproponować temat pracy zaliczeniowej z Magipsychiatrii: Negatywne skutki czyszczenia pamięci w leczeniu zespołu stresu pourazowego. Ostatni weekend przesiedział w szpitalnej bibliotece, przygotowując jak najlepszą bibliografię, którą wypisał sobie na rolce pergaminu. Trzymał rulon delikatnie, starając się, by go nie pozaginać ani nie poznaczyć wilgocią spoconych ze stresu dłoni.

Co paradoksalne, czuł się trochę jak przed wizytą u lekarza. Siedział na szpitalnym korytarzu pokrytym trupią bielą, wokół, jak to zwykle bywało w Hôpital Magique majaczył zapach ziół i odczynników. Panował tu również kolejny, bardzo lekarski, obyczaj. Do gabinetu zapraszał wykładowca. Wcześniej student musiał się umówić na wizytę konsultację, więc profesor zaprosić go miał po imieniu i nazwisku.
[+]Spoiler
Strój studenta podglądowo (nie jest oczywiście taki oberwany)
[Obrazek: 387b981f2b74c167cf4770480910c235.jpg]


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#2
28.07.2026, 17:23  ✶  
Hôpital Magique de Paris, od pierwszego roku nauczania wydawał mu się miejscem przedziwnym. Gdyby ktoś go szczerze zapytał co tu robi, to z rozbrajającą sobie szczerością powiedziałby, że nie ma zasadniczo pojęcia. Wszystko za sprawą obecnego ordynatora magipsychiatrii, człowieka którego poznał lata wcześniej, gdy ten był u początku swojej kariery medycznej. Namówił wtedy lekko zapodzianego w XX wieku wampira do aktualizacji uzdrowicielskiego fachu, mając z oczywistych względów dość okrojone rozeznanie w tym cóż ten wampir robił przed wampirzą odsiadką oraz w trakcie mugolskiej wojny. Teraz jako ordynator, osoba zarządzająca, zaprosił Jean-Baptiste'a de la Rochefoucalda do współpracy.

Miało to stanowisko swoje plusy i minusy. Lubił eksperymentować na pacjentach. Jeszcze bardziej lubił eksperymentować na swoich studentach. Ale te całe zaliczenia i tona biurokracji… to był dopiero jego pierwszy semestr a już był na śmierć zanudzony wijącymi się jak pędraki czarodziejami, od których później miałoby cokolwiek zależeć przeżycie jego pożywienia. Miał poczucie, że nie utrzyma się na tym stanowisku zbyt długo, ale obiecał swojemu dawnemu znajomemu, który - co zabawne - wyglądał teraz na starszego od niego, że da temu szansę.

Dlatego cierpliwie wysłuchiwał tych skamleń, zapewnień dotrzymania terminu i wywiązania się z zaproponowanej albo narzuconej pracy. Cokolwiek, do prawdy cokolwiek, co mogli niby wiedzieć o psychice ludzkiej, nie mając choćby stu lat doświadczeń z tymi zabawnymi mrówkami, gnanymi głodem, pragnieniem i seksem do przodu?

– Następny! – krzyknął, nie podnosząc się z katedry, na której siedział półdupkiem w lekarskiej szacie zdobnej w barwy oddziału magipsychiatrycznego. Z racji tego, że preferował nocne terminy wizyt, zaraz po zmierzchu wszyscy się pchali by mieć to jak najszybciej odhaczone, więc trochę potraktował ich taśmowo. Ostatni był… och blondasek z pierwszego rzędu, no tego to był ciekaw co wykombinuje. Być może, gdyby Jean lepiej pamiętał czasy własnej nauki, odnalazłby w tym zdeterminowanym spojrzeniu ślady własnej młodości. Teraz jednak Émile jawił mu się jako rumiany pędraczek, który bardzo chciałby mieć dobry stopień. No nic, być może miło go zaskoczy. Nim jednak student wszedł do gabinetu, wampir wychwycił jakąś rubryczkę w dokumentacji, której zadania nie był w stanie zidentyfikować.

Pieprzona biurokracja

Złapał się na zaciśniętej szczęce, choć ponoć wyraz gniewu (tak długo jak nie był podparty zębami zatopionymi w gardzieli impertynenta) dodawał mu uroku.

– Do rzeczy Mulciber. Temat pracy? – zaczął, ciskając teczkę na biurko i wstając od razu, chcąc rozchodzić to poczucie potrzasku, które miał wobec zobowiązań wijących się po nim jak szlufki kaftanu bezpieczeństwa niebezpiecznie poszukujące zakotwiczenia pętającego do reszty możliwość ruchu.
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#3
06.08.2026, 17:06  ✶  
Następny!

Émile wstał z ławeczki niemal natychmiast. Miał tę swoją mentalność grzecznego uczniaka, która przychodziła mu dość naturalnie. Nie rozumiał osób, którym na edukacji wcale nie zależało, a nadal ją podejmowały. Po co właściwie tu jesteś? – miał ochotę pytać niektórych swoich kolegów, którzy obijali się i potem nie zdawali egzaminów. Jednak wiedział, że dobrze wychowany dżentelmen musiał dbać bardziej o swoją postawę, a nie pouczać innych, którzy przecież byli odpowiedzialni za własne życia. Nawet jeśli wydawali się mu skończonymi idiotami.

Głos profesora zabrzmiał ostro. Nie był to jeden z przyjaznych, ciepłych wykładowców, który częstował studentów herbatką na konsultacjach. Nie potrafił jednak rozgryźć, czy de la Rochefoucald był jednym z tych nauczycieli, którzy swoich podopiecznych otaczali szczerą niechęcią i na każdym kroku wykazywali, że chcieliby znajdować się zupełnie gdzie indziej. Émile wiedział, że z takim rozumieniem ludzkiego umysłu, magipsychiatria nie była mu pisana.

Chłopak z duszą na ramieniu przeszedł przez drzwi. Profesor siedział w pozycji dość nonszalanckiej, nieco niewłaściwej jego autorytetowi. Mulciber poczuł, że gardło mu się lekko zacisnęło. Zdecydowanie wolał, gdy wszystkie formułki grzecznościowe zostawały wygłaszane, gdy sytuacja pozostawała komfortowo przewidywalna. Nie wiedział tym samym, czego spodziewać się po profesorze. Szybkiego załatwienia sprawy czy docinków? Postanowił jednak zachowywać się jak zwykle, bardzo poprawnie, co może nie wzbudzało w ludziach zachwytu jego osobą, ale przynajmniej nie przysparzało negatywnych odczuć związanych z obcowaniem z impertynentem.

– Oczywiście, panie profesorze – rzekł, siląc się na spokój. – Chciałbym w mojej pracy opisać zagadnienie czyszczenia pamięci osobom, które cierpią z powodu zespołu stresu pourazowego. Moją tezą będzie, że jest to praktyka bardziej szkodliwa niż pomocna dla takowego pacjenta.

Dłonie zaczęły mu się lekko trząść, więc splótł je za plecami.


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#4
08.08.2026, 20:47  ✶  
Owszem jego pozycja już na czas rozmowy była diablo swobodna. Zamiast siedzieć za biurkiem, aby ex catedra wygłaszać swoje mądrości, półdupkiem przysiadł na biurku, a przez to, że wskazał Emilowi krzesło przed sobą, żeby mógł spokojnie usiąść na czas konsultacji, siłą rzeczy patrzył nań z góry. Jak sęp na małego niewinnego, nieopierzonego pisklaka.

Prychnął rozbawiony na "pana profesora" bo tak na prawdę nigdy nie zależało mu na jakiejkolwiek akademickiej karierze, ale chyba rzeczywiście ta banda bufonów kazała się tak tytułować całej gromadce tych, którzy chcieli bufonami dopiero zostać. Kiedy zaś padł w całości temat pracy zaśmiał się już całkiem dosłownie wspierając się na jednej ręce, gdy aż głowę odchylił do tyłu, zupełnie jakby Mulciber opowiedział mu najświeższą, najbardziej tłustą i absurdalną plotkę z akademii.

– To by była doskonała praca. W całości do śmieci z miejsca chłopcze, nie wiedziałem, że chcesz oblać ten semestr i to akurat u mnie! – głowa powróciła do "normalnego" stanu, gdyby tylko nie była tak swobodnie przechylona, gdy rozbawiony wykładowca obserwował dalej swoją ofiarę, nieprzerwanie się uśmiechając i eksponując pakiet wampirzego uzębienia. Ciężko mu nie było myśleć o tym jak banalne do zaliczenia byłoby dla początkującego studencika przejście jego przedmiotu. Palce zastukały kilkukrotnie o blat, choć nie było to w żadnej mierze zaproszenie, nawet jeśli oczyma wyobraźni dokonywał przyspieszonej analizy możliwości smakowych. Młodziutki, śliczniutki, kto wie może jeszcze dziewiczy, choć w tym kraju dziewice kończyły się najprawdopodobniej szybciej niż profiterolki latem. Mulciber… czy nie było to angielskie nazwisko? Jedyna wada, łatwa do zapomnienia na ten krótki moment, gdy dostałby wkład młodzika w swoje "zaliczenie" przedmiotu.
– Czyścić trzeba i czyścić się powinno. Trzeba to robić skutecznie, z wprawą i nade wszystko precyzją. Ale o tym z tego co pamiętam kazano mówić mi już z ludźmi, którzy robią magipsychiatryczną specjalizację, czyli… zakładam, nie z Tobą petit poussin. – Sięgnął po odrobinę merytoryki, nim głęboko wciągnął powietrze tracąc z pozoru dość gwałtownie zainteresowanie cała rozmową. – Do zmiany. Przyjdź następnym razem z innym tematem – warknął w ten sam sposób, jak rozpoczęła się ich rozmowa, siedząc wciąż na stole sięgnął po dokumenty i udawał że je przegląda. Był to oczywisty blamaż, ale czego nienawidził to uzdrowicieli, którzy się wahali. Zakładał, że lepiej odsiewać ziarno od plew możliwie prędko. Lekarz powinien umieć walczyć o pacjenta. Jakim lekarzem być może w przyszłości okaże się Mulciber? Młodzik mógł o tym nie wiedzieć, ale prawdziwy sąd na jego temat odbywał się w głowie de la Rochefoucauld'a właśnie teraz. Oczywiście, jego racjonalność i profesjonalizm mógł być banalnie zagłuszony krwią. Cóż mógł jednak poradzić, że ktoś podjął decyzję o zatrudnieniu go w pełni świadomy jego natury i płynnej diety właściwej tejże?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Émile Mulciber (594), Gabriel Montbel (844)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa