16.07.2026, 12:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.07.2026, 19:12 przez Émile Mulciber.)
maj 1959
Paryż
Paryż
Hôpital Magique de Paris, od pierwszego roku studiowania, uczył swych przyszłych medyków różnych dziedzin. Na początkowym etapie nie można było wybrać specjalizacji, jakkolwiek by się tego chciało. Student musiał poznać podstawy wszystkich dyscyplin, zobaczyć całe pole zanim znajdzie sobie na nim miejsce. Ci, którzy przyszli do szpitala z pewnym nastawieniem, musieli przecierpieć godziny wykładów skrajnie dla nich nieciekawych, często prowadzonych przez profesorów, którzy nieoczywistości swych dziedzin traktowali jako znane przez każdego i każdą. Inni natomiast prowadzili zajęcia tak przystępnie, że nawet jeśli ktoś nie wiązał z daną dyscypliną przyszłości, słuchał ze szczerym zainteresowaniem. Tak sytuacja wyglądała z Monsieur de la Rochefoucaldem, profesorem od magipsychiatrii.
Dziewiętnastoletni Émile Mulciber, student pilny, ale nastawiony raczej na uzdrowicielstwo ogólne, czekał przed gabinetem wykładowcy, aż przyjdzie jego kolej na konsultację. Z długawymi, delikatnie kręconymi włosami, w uniformie typowym dla Hôpital Magique: białej tunice zapinanej po boku na czarne guziki, sięgającej kołnierzykiem aż po szyję. Obok położył skórzaną torbę, w której trzymał rękawiczki oraz narzędzia takie jak chociażby szkło powiększające, a także kajet obficie zapełniony notatkami.
Mimo, że profesor de la Rochefoucalda był jednym z tych fajniejszych, Émile stresował się konsultacjami. Chciał zrobić na wykładowcy wrażenie studenta elokwentnego, szukającego, przykładającego się do przedmiotu. Zamierzał zaproponować temat pracy zaliczeniowej z Magipsychiatrii: Negatywne skutki czyszczenia pamięci w leczeniu zespołu stresu pourazowego. Ostatni weekend przesiedział w szpitalnej bibliotece, przygotowując jak najlepszą bibliografię, którą wypisał sobie na rolce pergaminu. Trzymał rulon delikatnie, starając się, by go nie pozaginać ani nie poznaczyć wilgocią spoconych ze stresu dłoni.
Co paradoksalne, czuł się trochę jak przed wizytą u lekarza. Siedział na szpitalnym korytarzu pokrytym trupią bielą, wokół, jak to zwykle bywało w Hôpital Magique majaczył zapach ziół i odczynników. Panował tu również kolejny, bardzo lekarski, obyczaj. Do gabinetu zapraszał wykładowca. Wcześniej student musiał się umówić na wizytę konsultację, więc profesor zaprosić go miał po imieniu i nazwisku.
Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.
Spoiler![[Obrazek: 387b981f2b74c167cf4770480910c235.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/38/7b/98/387b981f2b74c167cf4770480910c235.jpg)