zastępcze mieszkanie Olivii i Tristana
Moody była policjantką i miała to we krwi podobnie jak widzenie pojebanych rzeczy w miejscach w których nikt inny ich nie widział. Była na chorobowym na głowę od czasu pobytu w Lecznicy Dusz, co oznaczało, że w sumie nie musiała robić patroli od Beltane, gdy oberwała w łeb i zapadła na śpiączkę, a potem jak się obudziła to nie było dobrze. Kolejny Voldemordzi rozpierdol obudził w niej jednak ducha walki i grzechem byłoby nie zauważyć, że Millie nader dobrze radziła sobie z kryzysowymi sytuacjami.
Oraz…
że nadal chodziła na patrole.
Mieszkania, które miała sprawdzić miała już dobrze rozpisane na mapce i choćby skały srały, zaglądała do powiązanych z zakonem rodzin, by upewnić się czy czegoś im nie trzeba. Była wulgarna. Była nieokrzesana. Była klnącym dobrym duszkiem wielu osób, który teleportował się stanowczo zbyt często, ale kto pojebanemu zabroni.
Finalnie trafiła też przed drzwi Olivki, czując lekkie mdłości i przez moment mając wątpliwość, czy nie straciła włosów na karku przez źle rzucone zaklęcie. Była nieco zielona, to nie było jej pierwsze mieszkanie tego dnia, a jakoś tak… kiepsko spała od czasu wizyty u Szeptuchy. Nie to jednak było ważne a Olivka i jej stan, poczucie osamotnienia i to, żeby…
Zapukała.
Raz. Drugi.
Nie zapowiedziała się, zakładała, że jeśli ich nie będzie to skoczy dalej i po południu zajrzy w okolice Fiolki jak idzie odbudowa. To był dobry…
Złapała za wytartą skórzaną torbę listonoszkę z widocznymi nadpaleniami i wciąż niedoczyszczoną sadzą, zasłaniając nią brzuch, który miał coraz większe wątpliwości co do chęci utrzymania śniadania w środku.
– K….kurw… – dreszcze i zimny pot nie były dobrym objawem. – Olivka jesteś tam?! Weź mnie wpuść bo zaraz rzygne, a nie chce… – urwała podpierając się ściany. Już tam jebać poszarpane jeansy w których przyszła. Mogłaby zdjąć szybko podkoszulek i narzygać do niego, bo przecież nie do torby w której miała kilka drobiazgów dla Livki oraz swój bezcenny szkicownik. Na szczęście zamek szczęknął, była nadzieja na miske!