• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 20.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Where the wild roses grow

[Jesień 72, 20.10, okolice Bath | Lucy & Gabriel] Where the wild roses grow
Czarodziej
wiek
228
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
Prywatna detektyw
160 cm / 55 kg / kasztanowe włosy i zielone oczy

Lucy Rosewood
#11
11.08.2026, 18:40  ✶  
– Jak? – spojrzała się na niego, zaskoczona jego oburzeniem. Jednocześnie próbowała rozpoznać w swoim ciele, jakiekolwiek oznako tego, że działo się z nią coś z czego nie byłaby szczególnie zachwycona. Żadna kończyna jednak nie zaczęła jej drętwieć, wzrok nie rozmazywał się, a siły witalne wciąż pozostawały na swoim miejscu. – Współpracowałeś ze mną i na własną rękę widziałeś, jak niektórzy winni potrafią być upierdliwi. Pomyślałam więc, że może… Kupiłeś mi w takim razie czekoladki, które otrują ich na tyle, by byli nieco mniej… Problematyczni. To… Byłoby całkiem miłe.
Ale skoro nie była to jednak trucizna, to co? Nie musiała zbyt długo czekać, aby się dowiedzieć.
– Oh to… – wymamrotała, nagle przyglądając się z ciekawością swoim własnym dłoniom. – Bardzo… Miłe z twojej strony, chociaż chyba… Wolałabym jednak truciznę. – Nie wiedziała, czy była to kwestia czekoladek, czy własnych podsycanych paranoją domysłów, ale nagle stała się strasznie świadoma faktu, że jeśli Gabriel zada jej jakiekolwiek pytanie, to odpowiedź będzie… Dość niezręczna. A potem i tak zrobiło jej się dość niezręcznie, bo Gabriel również zjadł czekoladkę. A co jeśli tak samo jak w jej śnie (ich śnie?) on się jej oświadczy? A co jeśli ona powiedziałaby tak? Powiedziałaby? Hah… Obecnie bardzo łatwo mogła się o tym przekonać.
Przelknęła ślinę i spojrzała Gabrielowi prosto w oczy. Dwanaście godzin. Da radę.
– Laudanium. Czekoladki z laudanium byłyby całkiem sympatyczne. Nie wiem, czy zakwalifikowałbyś to całkowicie jako truciznę, ale w odpowiedniej dawce… Myślę, że byłby to całkiem miły sposób odurzania naszych… detektywistycznych problemów.
mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#12
Wczoraj, 23:32  ✶  
Mówiła coś.

Głos zdradzał zdenerwowanie, które tak pięknie maskowała chłodem wampirzego istnienia. Miał też inny prezent w swojej komnacie, ale czekał na niego aż ogród będzie skończony.

Ona uratowała go przed świtem, a on mógł jej go dać w prezencie.

Bez śmierci, bez prochu, bez… bez większych myśli, zdecydowanie bez myśli co to wszystko znaczyło.

Tak samo jak teraz nie chciał się zastanawiać czemu jest taka nerwowa, czemu patrzy mu prosto w oczy i mówi o laudanium. Wszystko byle nie dotknąć prawdy na temat swoich uczuć.

Wampir daleki był od rozmyślań, czy współdzielili sen, znając oczywiście z racji swojej profesji to zjawisko, ale nie zgłębiając go zbytnio w praktyce. Znów być może nie powinien za bardzo się nad tym pochylać, bo pozostawała cała lista do odhaczenia potencjalnych przyczyn występowania. Aura miejsca, wspólnie przebyta trauma, czy w końcu… wykraczająca ponad przeciętną nić energetyczna łącząca dwie duszy.

Nie.

Nie chciał się nad tym zastanawiać.

Ani nad tym czemu ona się tak bała, ani nad tym czego bał się on.

Zamiast tego poddawał się spojrzeniu jej oczu, jej niepewności mającej dwie setki na karku. A przecież oboje nie lubili romansów.

Ujął jej dłoń. Delikatnie, zupełnie jakby była utkana z pajęczych nitek porozwieszanych pośród zmierzchowych różanych kielichów. Jakby była utkana z ciszy, która rozkwitała między nimi. Wszystkich niezadanych na tym etapie pytań. Na tym i na żadnym w sumie.

Odcisnął miękkie wargi na różanej dłoni, nie precyzując czemu ten gest miałby właściwie służyć. Równie dobrze mógł to zrobić tylko dlatego, że siedziała tuż obok. Choć może chciał pokazać, że nie tylko słowami można było odkryć prawdę. Oboje byli znawcami ludzkiej natury. Obserwacja była bez mała jej elementem.

Zatem, gdy już ucałował jej dłoń, to jej wcale nie wypuścił, chyba że gołębica chciałaby ją zabrać, dałby ulecieć jej bez najmniejszego zawahania. Odwrócił też głowę ku ogrodowi nad którym teraz tak bardzo pracował, językiem rozsmakowując się w ciemnym aromacie czekolady. Milczał, bo ani nie chciał narażać jej na przymus wypowiedzenia prawdy, ale też trochę dlatego że nie chciał słyszeć prawdy. Cisza zdawała się komfortowa, tak długo jak panna Rosewood decydowała się z nim tu być. Tak długo jak nie uciekła. Tak długo jak miał szansę przymknąć powieki i oddychać jej obecnością w małej altanie na terenie Northanger Abbey.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (2511), Lucy Rosewood (1417), Pan Losu (65)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa