• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 4 Dalej »
[04/10/1972] apparently I have "behavioural issues" [Asena&Billius]

[04/10/1972] apparently I have "behavioural issues" [Asena&Billius]
twój stary pijany
zgubiłem po drodze
rozsądek — może i dobrze
chuj z nim
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
łamacz klątw
Krótko przystrzyżone, ale niesforne włosy Billiusa, w zależności od pory roku oscylują pomiędzy rudym blondem, a czymś trochę ciemniejszy dlatego uznawany jest za najmniej rudego ze wszystkich Weasleyów. Oczy spoglądają na świat z dziecinną wręcz ciekawością i często mienią się łobuzersko. Większość ciała zdobią piegi, a te w czasie słonecznych dni stają się jeszcze bardziej widoczne. Jego chód jest pewny, może trochę cwaniacki, dobrze zbudowany i wysoki (185cm). Ubiera się, jak czarodzieje w swoim wieku, chociaż w odzieniu mężczyzny można zauważyć inspiracje modą mugoli. Mówi szybko, często bez zastanowienia. Pachnie słońce, tytoniem oraz cynamonem.

Billius Weasley
#1
23.08.2026, 00:09  ✶  

Już dawno nie miał takiego kaca. Bolały go plecy, bo wyro w ministerskim areszcie było strasznie niewygodne. Bolały go dłonie, bo dnia poprzedniego chyba sobie coś przestawił, kość jakaś albo coś, jak nawalał dość nieudolnie tego chłopa, pijany. Bolała go głowa i to pierwszy raz bolała go tak bardzo, nie wiedział jednak czy to przez alkohol, czy może przez to ostatnie uderzenie z główki co temu gościu zaserwował w walce. Guz mu na środku czoła urósł i to niemały, i za każdym razem, gdy przypadkiem dotknął napuchniętego miejsca, to stękał wręcz z bólu, bo tak go to, mówiąc wprost nakurwiało.

Na miejscu przywitali go całkiem dobrze; zaserwowali mu posiłek składający się z kromki suchego chleba i odrobiny soku dyniowego, co w jego obecnym stanie było przynajmniej, jak coś, co wyszło spod ręki mistrza kuchni z najlepszej, londyńskiej restauracji. Kilka z aurorów przyszło do niego żeby pogadać, on był w stanie, w którym nie rozpoznawał, że pracownicy ministerstwa chcieli się tylko z niego, błazna, pośmiać, ale nawet jeśli to przynajmniej się rudemu tam nie nudziło.

No, ale w końcu nadszedł czas zakończenia odsiadki. Musiał co prawda skontaktować się z kimś żeby go ten ktoś odebrał, bo podobno nie miał różdżki, ale jakoś bardzo go ten fakt nie stresował. Właściwie, to jak już był trzeźwy, to myślał, że Ci aurorzy co mu mówią, że trafił tam bez patyka, robią sobie z niego żarty, mina mu zrzedła jednak, gdy przy wydawaniu depozytu, w metalowym pojemniku znajdowały się jedynie stare chusteczki, kilka papierków po cukierkach oraz wsuwka do włosów.

Udało mu się na szczęście wyprosić jednego z aurorów, by mógł wysłać sowę do Aseny, co by po niego do Ministerstwa właśnie przyszła. Nie powinien niby zawracać jej głowy, bo ostatnio zachowywał się, jak zwykły śmieć i wcale do Rejwach nie zachodził, nie chciał jednak stresować swojej biednej matki czy ojca. No i tam też się od dłuższego czasu nie pojawiał. Może dlatego też tak odwalał ostatnio, bo nie widywał swych ulubionych ludzi, ale czasem tak miał, że zamykał się w sobie i unikał towarzystwa, które wpływało na niego pozytywnie, szczególnie, gdy był w naprawdę paskudnym humorze. A od Spalonej Nocy, jakoś nie potrafił się pozbierać.

Czekał w poczekalni Ministerstwa kilka godzin. I strasznie mu się tam nudziło. Najgorszy był fakt, że nikt nie chciał z nim rozmawiać. Próbował co prawda zagadać do kilku osób, ale każda z nich albo go zbywała, mówiąc, że się śpieszy albo wprost olewała, obrzucając jedynie wzrokiem pełnym obrzydzenia. Dziwić ludziom tym się nie powinno, bo Billius wyglądał, jak totalny obdartus. Jego koszulka była podarta w okolicy kołnierza, a na kiedyś białym materiale, malowały się czerwone plamy — nie wiadomo mu jednak było czy krew należała do niego, a może tego gościa z którym się bił. Brak zęba jednak, sugerować mógł, że krew była Weasleya. No i śmierdział. Alkoholem śmierdział, krwią i brudem śmierdział, poprzednią nocą albo raczej dwoma poprzednimi dniami śmierdział.



the ice age is coming, the sun's zoomin' in
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,

I live by the river
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#2
07.09.2026, 22:46  ✶  

Gdyby miała galeona za każdym razem, kiedy musiała odbierać kogoś z ministerialnego aresztu, to może nie miałaby wiele, a przynajmniej starczyłoby jej na jakiś zajebisty obiad w Zorzy. Chociaż może gdyby dokonała odpowiednich obliczeń matematycznych, to wyszłoby z tego coś na kaucje, ale Asena nie była pewna, czy Departament Prawa w ogóle kaucji wymagał. Głównie dlatego, ze nigdy nie miała okazji jakiejkolwiek płacić, bo nie miała na to jakichkolwiek środków.

Aseny, w przeciwieństwie do Biliusa, nie bolało nic. Serce może, że ten debilius znowu postanowił wpakować się za kratki. Postanowił, bo Greyback była absolutnie przekonana, że coś w nim kazało to robić specjalnie. Może siedziały mu na ramionach takie miniaturowe wersje jego samego, namawiające do złego i jeszcze gorszego, taka opcja wydawała jej się całkiem prawdopodobna. Była też zmodyfikowana i pozbawiona tego dobrego elementu, bo wystarczyło spojrzeć na Weasleya, na te jego oczy nieskażone myślą rozsądną, i z miejsca wiedziało z jakim typem człowieka miało się do czynienia.

Żeby nie było, zbytnio jej to nie przeszkadzało. Kiedy od urodzenia obracało się w takich fenomenalnych miejscach jak Little Hangleton, Nokturn i Podziemne Ścieżki, to człowiek był w stanie stwierdzić, że Weasley i tak był jednym z lepszych typów człowieka, jakich można było tam uświadczyć. W gruncie rzeczy porządny, tylko cholernie głupi.

— Okropnie śmierdzisz — to były pierwsze słowa, które zawisły między nimi, kiedy wreszcie stanęła obok, odfajkowawszy wszelkie Ministerialne pierdolenie, żeby w ogóle móc się tutaj dostać. — Gorzej jak ta studzienka kanalizująca jeden zaułek dalej od Rejwachu, z której codziennie o czwartej bucha ta dziwna chmura zielonych wyziewów — potarła wrażliwy, wilczy nos, czując jak ją nieco kręci. W przeciwieństwie do niego, prezentowała się o wiele lepiej. Buty z wysoką cholewą, takie trochę cowboyki i krótka sukienka ze sztruksu, w kolorze ciemnej wiśni. Mugolska, bo czemu by nie, a na którą zarzucony była długa, wierzchnia szata, bo robiło się już chłodnawo. Nic nie było podarte, poplamione czy zaplute, a mimo tego pozostawała jakaś świadomość, że jedyne co tę dwójkę różniło to fakt, że Billius nie poszczędził sobie alkoholu i niechcący go złapali. Asena natomiast miała dostęp do zestawu czystych ubrań. Oprócz tego, cóż, byli tak samo przeżuci przez życie.



Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
twój stary pijany
zgubiłem po drodze
rozsądek — może i dobrze
chuj z nim
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
łamacz klątw
Krótko przystrzyżone, ale niesforne włosy Billiusa, w zależności od pory roku oscylują pomiędzy rudym blondem, a czymś trochę ciemniejszy dlatego uznawany jest za najmniej rudego ze wszystkich Weasleyów. Oczy spoglądają na świat z dziecinną wręcz ciekawością i często mienią się łobuzersko. Większość ciała zdobią piegi, a te w czasie słonecznych dni stają się jeszcze bardziej widoczne. Jego chód jest pewny, może trochę cwaniacki, dobrze zbudowany i wysoki (185cm). Ubiera się, jak czarodzieje w swoim wieku, chociaż w odzieniu mężczyzny można zauważyć inspiracje modą mugoli. Mówi szybko, często bez zastanowienia. Pachnie słońce, tytoniem oraz cynamonem.

Billius Weasley
#3
Wczoraj, 22:33  ✶  

Czy Billius był głupi? No raczej. Chociaż, jego matka na ten przykład, nazywała te jego wybryki zupełnym brakiem odpowiedzialności. On sam, uważał, że po prostu jest pechowcem, urodzony pod nieodpowiednią gwiazdą, gdy Uranus był w retrogradacji czy inne wróżbiarsko-astronomiczne ścierwa. No i co mógł na to poradzić, że kłopoty wręcz do niego legły. To nie była jego wina, że ten co mu zęba wybił, zczaił się, że oszukuje w karty, nie jego wina była, że na Nokturnie, akurat poprzedniego dnia, w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie pojawiła się auror Lestrange, z tymi swoimi zimnymi palcami oraz zestawem, niestety, nie obitych futrem kajdanek. Nie jego winą było, że przepił całą kasę, bo załamał się, gdy Londyn zapłonął. No, nie potrafił się winić za nic, to były po prostu zbieżności losu, kłody, jakie podrzucało mu życie pod nogi. I te kłody to się pod nim pojawiały mniej, więcej odkąd zaczęło się jego dorosłe życie, czyli bardzo dawno temu.

Dopiero, gdy w zasięgu jego wzroku, pojawiła się Asena, zrozumiał, jak bardzo jest teraz nie na miejscu. Ona była taka umyta i piękna, wyglądała prawie jakby była umyta i bogata, właściwie to w tym momencie była bogatsza od niego, ale to nie był zbyt wielki wyczyn, bo Weasley nie miał właściwie nic. Nawet swojej różdżki.

— Ja pachnę normalnie, jak chłop — odpowiedział, podnosząc skrawek białej koszulki do swojego nosa, by siebie i ją upewnić, że on tam nic nie czuje. W oczach go za szczypało, prawie się zrzygał po tym, jak siebie poczuł, ale grał takiego, że wszystko jest cacy, nie, że wydziela właśnie zapach, jak z gorzelni postawionej obok londyńskiego kanału. — To Ty pachniesz lepiej niż wszyscy inni, dlatego Ci się tak wydaje. — odparł z uśmiechem, odsłaniając wszystkie swoje zęby. Inaczej nie potrafił, jak ją widział to mu się morda cała cieszyła. W wyniku czego, ona mogła podziwiać, że nie ma jednego z zębów, dwójki dokładnie.

— Mógłbym może sam stąd wyjść, ale jakby to powiedzieć… — przerwał na chwilę, rozglądając się na boki przez chwilę. Jego dłoń wylądowała na karku, bo musiał to rozmasować, a może dzięki temu, trochę więcej krwi dopływało do jego mózgu, przez co myślał sprawniej, taki nawyk — No jakby, nie wiem, gdzie jest moja różdżka, a oni nie chcieli mnie bez jednej wypuścić. Ale! — dodał od razu, pewniej, by ją upewnić, że nie jest tak całkowicie bezużyteczny i beznadziejny — Wydaje mi się, że wiem, gdzie ona jest.



the ice age is coming, the sun's zoomin' in
engines stop running, the wheat is growin' thin
a nuclear error, but I have no fear
cause L o n d o n is drowning, I,

I live by the river
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Asena Greyback (360), Billius Weasley (887)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa