• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[30.09.1972] Co cię nie zabije, to cię odurzy | Sabrina & Mona

[30.09.1972] Co cię nie zabije, to cię odurzy | Sabrina & Mona
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#1
02.10.2026, 21:32  ✶  
30.09.1972

Wrzesień nie był jej miesiącem. Najpierw spalona noc, chaos w pracy, potem zorientowanie się, że problem z zasmrodzonym mieszkaniem nie będzie tak prosty do odkręcania jak dotychczas przypuszczała. Gdyby nie usłyszała na korytarzu rozmowy między dwoma pracowniczkami szpitala o tym, że ktoś jednej z nich powiedział, że na wszelkie problemy mogą pomóc magiczne gwoździe przybite w nadchodzący Samhain, pewnie już by kombinowała, jak opchnąć komuś ten przeklęty dom po taniości. Szkoda jej było jednak szklarni, pięknej, bogatej w rośliny i przede wszystkim do której miała ogromny sentyment. No i szkoda było także jej ubrań. Nie wiedziała, jak to obskoczyć. Ubrania były czyste, jednak śmierdziały dymem i już kilka razy została o to zapytana (spanikowana, zamiast odpowiedzieć zgodnie z prawdą, kilka razy odpowiedziała, że wczoraj paliła ognisko). Planowała spróbować z tymi gwoździami, ale wciąż się wahała. Jako że w domu nie dało się wytrzymać, od kiedy wydobrzała po ostatniej pełni pomieszkiwała u swojej mamy, ale to też nie należało do najprostszych. Planowo też nie miało tak być już zawsze.

Tak czy inaczej, tego ranka miała dzień wolny od pracy. Była piękna sobota, choć dość zimna. Sabrina lubiła taką pogodę, choć faktem było, że raczej lepiej było w taką aurę zaszyć się pod kołdrą, z gorąca herbatą w kubku i książką, najlepiej jakimś głupim romansem, żeby przypadkiem nie zacząć za dużo myśleć. Coś ją jednak tchnęło do tego, aby przeszła się na spacer. Tak postanawiając, pomalowała się dość delikatnie, ale wystarczająco, aby ukryć zmęczenie, założyła zegarek, ubrała różowe obcasy, fioletową sukienkę w czarne groszki i brązową szatę wierzchnią. Teleportowała się prosto na pokątną, choć prostszym rozwiązaniem byłoby pewnie przejść się po Aberdeen. Potrzebowała się jednak stamtąd wyrwać, tak po prostu.

Spacer byłby całkiem normalny, gdyby nie to, że już na początku poczuła dziwny zapach. Nie do końca potrafiła go nazwać, nie przypominał bowiem niczego innego. Może było to jakieś kadzidło? Jednak nie umiała ani go zlokalizować, ani w pełni nazwać. Jedyne co było pewne to to, że zapach ten był duszący. Wręcz śmierdział. Nawdychała się go, ale szybko się otrząsnęła, zakładając, że ktoś sprzedaje nowy zapach świec. Jednak po przejściu kilkudziesięciu metrów, gdy nie czuła już tego dziwnego, choć niezbyt irytującego zapachu, zaczęła czuć się. dziwnie. Zakręciło jej się w głowie, więc oparła się otwartą dłonią o ścianę najbliżej stojącego budynku. Ściany kamienicy stojącej po jej lewej stronie zaczęły się do niej… przybliżać?

– Co jest, na brodę Merlina? – wymamrotała, zamknęła oczy, lecz gdy je otworzyła było tylko gorzej. Wcześniej jeszcze widziała ludzi przechadzających się chodnikiem, teraz nie było już nikogo. Nawet za szybami sklepów, tych, które zostały nienaruszone lub szkody były łatwe do zreperowania, nie widziała już ludzi. Właściwie, miała wrażenie jakby widziała jeden wielki labirynt.

Serce zaczęło jej bić jak szalone, otworzyła szerzej oczy, wciąż dotykając cegieł lewą dłonią, chyba już tylko po to, aby ich zimo utwierdziło ją w przekonaniu, że nie zasnęła na środku ulicy pokątnej i to wszystko nie było tylko surrealistycznym koszmarem prosto z obrazu jakiegoś szaleńca. Mimo ogólnej słabości i przerażenia, które ją ogarnęło, trzymała się na nogach. Czuła się jednak tak, jakby przypadkiem dotknęła świstoklika i nie dość, że przez podróż ją zemdliło, to jeszcze na dodatek nie wiedziała, gdzie się znajduje. Miała wrażenie, że to wciąż Londyn, wciąż Anglia, ale wszystkie uliczki się zlewały, zrobiły się strasznie wąskie, tworząc coś na kształt labiryntu. Gdy szła dalej, czuła, że błądzi. Już nie dotykała ścian okolicznych budynków, bo miała wrażenie jakby cegły i wszystkie wypukłości kamienic muskały to jej ramiona, to łydki. świat się kręcił, a w jego centrum była ona, tak ciężka, niezgrabna, zagubiona.

Miała wrażenie jakby szła i szła, gdzieś hen daleko, choć wciąż pod nogami czuła coś na kształt kostki brukowej. W duchu liczyła na to, że ten sen na jawie szybko się skończy ten jednak trwał bezustannie. W końcu straciła nadzieje, że to wszystko się skończy i widząc małą wnękę w budynku, weszła do niej. Usiadła na zabłoconym bruku i podkuliła kolana aż do brody, nieznacznie się kiwając w przód i w tył. Zacisnęła mocno oczy, z których niekontrolowanie pociekły jej łzy. Nawet nie zdążyła pomyśleć, że przecież przed wyjściem się tak ładnie pomalowała. Była zbyt przytłoczona. Przebodźcowana niemalże! Próbowała się jednak uspokoić, ale było to trudne. Gdy już kompletnie traciła nadzieję na poprawę swojej sytuacji, gdy już zaczęła prawdziwie panikować, sytuacja powoli wydawała się normować. Znów usłyszała dźwięki inne niż bicie jej własnego serca, dudniące jej w uszach pod koniec tej wątpliwej jakości przygody. Typowy szum sobotniego ranka. Ludzi krzyczących coś do siebie z okien, ludzi szamotających się przed tymi sklepami, które mogły względnie funkcjonować.

Znajdowała się jednak w jakimś ciemnym zaułku. Siedziała na zimnej, mokrej kostce i cała się trzęsła. Dotknęła materiału swojej szaty, wycierając tym samym o nią dłoń, która wcale nie była brudna. Gdy zorientowała się, że już jest bezpieczna, już znajduje się w rzeczywistości, a nie w jakimś dziwacznym śnie, czy jakkolwiek można to było nazwać, zerwała się na równe nogi i wzięła głęboki oddech, mając wrażenie, jakby przez dłuższą chwilę łapała tylko płytkie hausty powietrza. Spojrzała na zegarek, tego jednak nie znalazła. Cholera, musiała go gdzieś zgubić. Rozejrzała się dookoła, nawet zaświeciła światło różdżką, nie było go jednak na ziemi. Przeklęła pod nosem i potrząsnęła głową. Dobrze, że nie zabrała ze sobą z domu zmieniacza czasu, bo gdyby jego też zgubiła…

Zdecydowała się wyjść z zaułka, choć podejrzewała, że wyglądała jak siedem nieszczęść. Choć nigdy nie miała żadnych zadatków na detektywkę, chciała odkryć co się na gacie Merlina wydarzyło przed chwilą, jak długo to trwało i kto był taki mądry, żeby rozprowadzać po Pokątnej jakieś paskudne kadzidło, które cię odurza niemalże do stanu totalnego obłąkania! Przez moment nawet chciała to gdzieś zgłosić, jednak odwaga ją zupełnie opuściła, gdy zdała sobie sprawę, że wyglądała na tym chodniku jak kompletna sierotka. Zagubiona, zabrudzona i zdecydowanie wykazująca oznaki niedawnego odurzenia. Stała tak, jak sparaliżowana, wpatrując się w przestrzeń naprzeciwko niej niewidzącym spojrzeniem. Kompletnie nie wiedziała co robić, gdzie iść i czy to szaleństwo znów się nie powtórzy. Była tak zapatrzona, że nawet nie zauważyła zmierzającej w jej stronę znajomej twarzy.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sabrina Morgan (1004)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa