09.07.2026, 21:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2026, 08:38 przez Helloise Rowle.)
Nastał czas ciemności
Helloise & Lydia
![[Obrazek: imgproxy.php?id=EtwjakK.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=EtwjakK.png)
Helloise kończyła układać w wazonach wokół ołtarza ostatnie tuberozy o woni słodkiej i kremowej, które miały nadchodzącego tygodnia zdobić Whitecroft. Kilka z tych kwiatów, które nosiły skazę urągającą boskiej godności, kobieta zabrała i złożyła na swoich kolanach, usiadłszy na zimnych, kamiennych schodach prowadzących do rytualnego stołu. Odnalazła wzrokiem Lydię towarzyszącą jej tego dnia w przygotowywaniu świątyni do nabożeństw dnia następnego, po czym sięgnęła po leżący na stopniu tom, który wcześniej tam zostawiła.
— Przeczytam ci z Księgi Objawień — zaproponowała, a jej głos poniósł się echem po pustej nawie.
Przez witrażowe okna światło chylącego się dnia padało kolorowymi refleksami na jej twarz i złoty warkocz, gdy siedziała pod marmurowym ołtarzem, nad którym górowała monumentalna figura Bogini o trzech obliczach. Odwiedzających kowen otulał przepełniający świątynne wnętrza zapach kadzidła i woń gaszonych świec. Zwieńczone kołyską sklepień ściany przesyciły wiarą wieki ufnych błagań, dzięków i chóralnej pieśni. Zdawało się, że dalekie ich echa brzmiące w główniej nawie usłyszeć może każdy, nie tylko widmowidzowie. W tym miejscu Bogini wnikała w człowieka, nawet gdy ten nie oddawał się akurat modłom.
— Rzecz działa się za procesów czarownic, początkiem wieku siedemnastego, na Północy Irlandii, w Islandmagee — zaczęła odczytywać Helloise głosem niskim, snującym się uroczyście między kobietami. Zielonkawym palcem wiedźma śledziła płynnie kolejne wersy: — Zamordowaną sierotę mugolską okaleczoną w sposób rytualny znaleziono podrzuconą na podwórze domu jednej z mieszkających w Islandmagee czarownic. W odwecie za domniemaną zbrodnię grupa podburzonych mugoli wtargnęła do sanktuarium poświęconego Bogini Matce, gdy modliło się tam osiem panien krwi czystej. Spośród nich dwie były kapłankami. W chwilę przed tym, jak tłum przekroczył próg sanktuarium, lektorka odczytywała wspomnienia zmarłych. A była ona Widzącą i wśród głoszonych wspominków wymieniła bezwiednie zdanie: Na pamiątkę ośmiu z Islandmagee, współtowarzyszek w męczeństwie. Mugole zawiązali pętle na córki czarodziejskich rodów. Powieszono je i obrzucono kamieniami. Pobożne panny umierały przy ołtarzu. W momencie swojej śmierci śpiewały Pozdrowienie Matki.
Helloise z cichym szelestem sukni założyła nogę na nogę. Kwiaty tuberozy zsunęły się z jej kolan. Przewróciła stronę i podjęła przerwaną opowieść:
— Ten, który owego dnia przewodził mugolom, był adoratorem jednej z panien. Zaloty młodzieńca odrzucono. On to podłożył zwłoki dziecięce przy jej domu, i on podburzył tłum. W dzień po kaźni, gdy czerpał ze studni, podeszła do niego młoda dziewica przecudownej urody. Pozdrowiła go i poprosiła, aby dał jej pić. Gdy pochylił się nad studnią, pierwszy raz ujrzał śmierć. Wodę w Islandmagee zajęła zaraza. Następnego dnia, a była to pora żniw, młodzieniec pracował w polu jęczmienia należącym do swego ojca, gdy podeszła do niego brzemienna kobieta. Pozdrowiła go, lecz wtem jego rozpędzona kosa raniła jej nogę. Odeszła więc, a jego pole zrosiła jej krew. Gdy mężczyzna zbierał ojcowski plon, ziarno czerniało i kruszało w jego rękach. Drugi raz ujrzał wówczas śmierć. Tego roku w Islandmagee panował głód. Na trzeci dzień pochowano stracone czarownice. Gdy wszyscy żałobnicy się oddalili, młodzieniec udał się na świeże groby. Tam między mogiłami siedziała odrażająca starucha. Nie ozwała się do niego jednym słowem, gdyż za jej plecami lamentowała bean-sidhe. I wiedział, że pozdrowiła już jego towarzyszy.
Helloise zamknęła księgę i złożyła dłoń na okładce. Oto objawienie obiecujące sprawiedliwość.
— Wiedziałaś, że nóż z kosy tego mugola jest trzymany w podziemiach Whitecroft? — zapytała czarownica, a jej głos znów był zwyczajny: leniwy i swobodny. Z jej twarzy zniknęła skupiona powaga. — Ciemni się. — Spojrzała na witrażowe okna, za którymi w międzyczasie zgasł dzień. Ostatnie wersy odczytała już z trudem. — Powinnyśmy pozapalać ogień, jeśli mamy tu jeszcze siedzieć. — Odwróciła się na drewniane kandelabry, w których czekały smukłe świece.
dotknij trawy