• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
« Wstecz 1 2 3 Dalej »
Poszukiwania zielska - Ceci i Gio - 28.04.1972

Poszukiwania zielska - Ceci i Gio - 28.04.1972
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#1
10.02.2023, 01:20  ✶  
28 kwietnia 1972
Środek lasu, gdzieś w Szkocji
Giovanni & Cecily
Cecily nie była największą fanką przemieszczania się za pomocą świstoklika, ale wcale nie dlatego, że dostawała jakiejś choroby lokomocyjnej. Żołądek nie stawał jej do góry nogami, nie zawijał się w supeł, nie czuła pod językiem wczorajszego śniadania. Nie lubiła tych podróży natomiast dlatego, że lądowania zawsze miała niezbyt dobre. Zwykle twarde.
Tak też było tym razem - kiedy tylko świstoklik wypluł ich gdzieś pośrodku lasu w Szkocji, Cecylia wylądowała bez telemarka, uderzając o ściółkę z impetem, po czym stoczyła się z niewielkiej górki. Oczywiście się poobijała elegancko, jak to na naczelną niezdarę przystało, ale tym razem plus był taki, że nie zgubiła okularów w pobliskich krzakach. Co prawda trochę się wygięły, ale nie było to nic, czego szybkie Reparo nie byłoby w stanie rozwiązać.
Czwórka poszukiwaczy zdecydowała się na podzielenie się w pary, co by zwiększyć swoją efektywność w poszukiwaniu zioła. Zwykle nie była skłonna do takich ruchów (wiedziała, jak się kończą takie ekscesy w powieściach z gatunku horror), ale rozumiała również, że czas ich goni. Zdrowie Arabelli było w tym momencie najistotniejsze, a więc sprawa nie cierpiała zwłoki. Toteż panna Lupin siłą rzeczy przystała na pomysł rozdzielenia się, idąc razem z Giovannim w przeciwną stronę lasu niż Erik i Nora.
- Panie Urquart, ma Pan może mapę? - Zapytała, kiedy już otrzepała się do końca z liści i patyków. - Na końcu tego lasu powinna znajdować się dolina, której szukamy, ale nie mam pojęcia, z której strony to było. Północ? Południe? - Lupin zmarszczyła brwi, po czym zaczęła się obracać wokół własnej osi na środku szlaku, jakby stała się żywą igłą w kompasie i próbowała namierzyć rzekę. Dopiero wtedy ją olśniło, słodki smak wspomnień z dzieciństwa zmaterializował się na języku, kiedy przypomniała sobie te wszystkie obozy organizowane przez ojca we wszelakich lasach Zjednoczonego Królestwa. Dzikie kampingi nagle na coś się przydały, sztuka przetrwania obudziła swój zew w Ceci, która nagle uniosła palec do góry i ewidentnie próbowała się skupić.
- Cśśśś... - uciszyła Gio, bez względu na to, czy coś mówił, czy nie. Próbowała nasłuchiwać czegoś. - O, tam! Z tamtej strony słychać nurt! Czyścidusze kwitną wokół wody, więc idziemy w tamtym kierunku. Dalej nie wiem, czy to północ, czy południe. Proszę szukać mchu wokół drzew - oświadczyła, nie wyjaśniając w sumie, po co on jej jest. Niemniej ruszyła żwawo w kierunku, z którego dobiegał cichy dźwięk płynącej w oddali rzeki.
Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#2
10.02.2023, 16:26  ✶  

Giovanni był jak nowo narodzony, podczas gdy Cecylka sturlała się z górki. Zaraz też pobiegł jej pomóc wstać, jak na dżentelmena przystało.

— Ojej, panno Lupin, nic się pani nie stało? Poza okularami, rzecz jasna!

Obejrzał kobietę z każdej strony. Ledwo wyruszyli, a już ofiary w ludziach. Któregoś dnia Voldemort doczeka się piąstki Giovanniego na swojej bladej twarzy.

Urquart nie miał problemów z rozdzieleniem się. Byli wprawionymi czarodziejami, nie ma sensu trzymać się w jednej grupce. Jedynym zagrożeniem w lesie mogły być dzikie zwierzęta, a w tym przypadku to nawet lepiej w dwójkę chodzić, bo to mniej hałasu i w razie czego nawet jedno drzewo wystarczy, żeby się na nie wspiąć w ucieczce.

— Oczywiście, że mam mapę — odpowiedział raźnie i wyciągnął mały notesik z saszetki. Po otwarciu na konkretnej stronie, rozwinął jej zawartość, którą była wygodnych rozmiarów mapa otoczenia. Drugą ręką sięgnął po różdżkę. Otworzył dłoń z magicznym patyczkiem leżącym na niej i wypowiedział zaklęcie wskazujące północ. — Wydaje mi się, że...

Dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że Cecylka oddała się naturze i go ucisza. Uśmiechnął się, gdy wspomniała o mchu.

— Proszę nie martwić się północą, właśnie rozwiązałem tą zagadkę — rzekł wskazując w odpowiednim kierunku, po czym odwrócił się z mapą tak, by się wszystko zgadzało.

— Hm. Tak, może być, że jesteśmy w pobliżu strumienia. Tworzy on niewielkie jeziorko o tutaj, więc zdecydowanie jest to miejsce, w którym warto się rozejrzeć.

Rzucił zaklęcie na mapę tak, żeby lewitowała za nimi cały czas będąc odwrócona w stronę północy. Ruszył za panną Lupin w stronę szmeru wody.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#3
15.02.2023, 19:31  ✶  
Poza kilkoma złamanymi gałązkami we włosach, a także kilkoma zeschniętymi liśćmi, które leżały na ziemi prawdopodobnie od zeszłej jesieni, Cecily wyglądała w porządku. Oczywiście szybko się otrzepała, a fryzurę doprowadziła do względnego porządku (choć niechybnie pewne elementy ściółki i tak będą wylatywać spomiędzy jej włosów co najmniej do jutra).
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Kilka siniaków w tę czy w tę różnicy mi nie robi, notorycznie z czegoś spadam lub w coś wchodzę. Jestem ślepa jak kret i powabna jak słoń w składzie porcelany - wyjaśniła, a przy tym machnęła ręką, jakby naprawdę była zaprawiona w boju z własnym niedorobieniem i nie pozwalała temu się zniechęcać. Lupin była osobą, której drobne niepowodzenia absolutnie nie zniechęcały.
Racją było, że we dwójkę szansa na zwrócenie uwagi zwierząt była mniejsza. Lecz w tym wypadku Giovanni niechybnie na myśli miał statystyczną dwójkę osób, bo jeśli wziąć pod uwagę Cecylię wchodzącą w co drugie drzewo i obowiązkowo potykającą się co sto metrów na jakimś kamieniu, to chyba się grubo przeliczył. Jeśli w krzakach czyhał na nich jakiś garboróg, to nie dawał znaków życia tylko i wyłącznie dlatego, żeby panna Lupin przez przypadek nie staranowała i jego.
- Och, mapa się na pewno przyda, słuch może przecież zawodzić - przyznała, aczkolwiek nadal szła w kierunku szumiącej wody. Uznała to za bardzo sprytne, że Urquart zaczarował mapę i w sumie zmienił ją w kompas. - Nie możemy przecież marnować czasu, Arabella nie ma tego komfortu. Niech no ja tylko dorwę tego, który ją tak urządził... - mruknęła w gniewie, wyglądając na prawdziwie zdeterminowaną, by wklepać komukolwiek, kto ośmielił się przekląć czarownicę. Nawet jeśli kobieta nie byłaby istotnym filarem Zakonu, jeśli tylko mogłaby jej pomóc, Ceci zrobiłaby to.
- Oj, trzeba będzie zejść z górki - powiedziała, kiedy dotarli do dosyć spadzistego terenu. - Nie widzę drogi na około, która by była nieco łagodniejsza. Ale z drugiej strony, mojemu wzrokowi nie można ufać. Chcemy poszukać bezpieczniejszego zejścia, czy jedziemy po błocie w dół? W sumie to prawie jak zjeżdżalnia - Uznała, po czym podparła się pod boki, patrząc na Gio wyczekująco.
Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#4
16.02.2023, 16:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2023, 16:25 przez Giovanni Urquart.)  

— Na pewno pani przesadza — roześmiał się przyjacielsko. Gio lubił osoby podchodzące z dystansem do siebie. Nic nie psuło nastroju jak obchodzenie się z towarzyszem jak jajkiem, aczkolwiek potrafił sobie z tym radzić, jak na dobrze wychowanego czarodzieja przystało.

Wycieczki antropologiczne wprawiły Gio w przedzieraniu się przez opuszczone przez ludzi tereny. Wiele interesujących go osobników mieszkało z dala od cywilizacji a często jedynym śladem ich istnienia były legendy i plotki w okolicznej osadzie. Najczęściej nie znajdywał nic, chociaż czasem udało mu się odkryć tajemnicę, którą okazywała się samowystarczalna staruszka, która w lesie zaszyła się nie z powodu posiadania dodatkowej pary rąk, a lęku społecznego.

Giovanni podzielał złość panny Lupin. Arabella była przyjemną osóbką, chociaż czarodziej nie był z nią blisko, to bardzo ją szanował. Cóż, jak prawie każdego, kto na jakikolwiek szacunek choć trochę zasługiwał.

— Oh, proszę się nie przejmować, na szczęście znam pewne znakomite zaklęcie — rzucił dumnym głosem. — Gruntus Dostopus.

Machnął różdżką w stronę spadu. Jeśli zaklęcie wyszło, ziemia przekształciła się w kształt stabilnych schodów wiodących bezpiecznie w dół. Pomimo błota, stopnie powinny się nie ślizgać. Powinny.


Transmutacja:
Rzut O 1d100 - 43
Akcja nieudana
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#5
21.02.2023, 13:55  ✶  
- Chciałabym przesadzać - odparła beztrosko, uśmiechając się w sposób iście rozbrajający. Cecily naprawdę była epicką niezdarą, bo zdolności motoryczne miała niebywale ograniczone przez słaby wzrok. Okulary robią, co mogą, żeby ułatwić jej funkcjonowanie, ale panna Lupin nie zawsze o nich pamięta, a jak już się uda, to często wiszą za nisko na nosie i w zasadzie nie spełniają swojej funkcji.
Jeśli chodziło o przedzieranie się przez gęstwiny oraz inne paryje, po których szlajać się nikt zdrowy na umyśle nie powinien, Ceci była poniekąd specjalistką. Zawdzięczała to rodzinnym wycieczkom w zapomniane przez człowieka, skrzaty oraz bóstwa miejsca, głównie niebywale zarośnięte lasy, do których ją oraz jej braci w każde wakacje i ferie zmuszał ojciec. Uważał, że nie ma niczego lepiej przygotowującego do życia od przetrwania w dziczy. Co prawda nie zmuszał ich do jedzenia szyszek (choć z braćmi nie raz próbowała), ale tym wypadom nie było daleko do biwaków mugolskich harcerzy.
Przynajmniej tak opowiadał jej Silas.
- Swoją drogą, proszę mi mówić po imieniu - oznajmiła, nagle stając w miejscu i wyciągając rękę w kierunku Gio. - Żadna ze mnie pani, Cecily jestem. - Nie lubiła formalności, ale też znała granice dobrego smaku. Nie zaczęłaby do niego mówić per ty z marszu, ale też wolała nie bawić się dłużej w grzeczności. W końcu obydwoje byli członkami Zakonu Feniksa, powinni zacieśnić swoje więzy, jeśli mieli nadstawiać dla siebie nawzajem karku.
Kiedy Giovanni wyczarował przed nimi schody z błota, była wręcz oczarowana. Poklepała go po ramieniu, zdecydowanie mocniej niż powinna, ewidentnie zadowolona z jego poczynań. Sama by na to nie wpadła, raczej robiłaby dziwne akrobacje, próbując nie spaść w sposób iście popisowy.
- Wspaniale! No to jazda - oświadczyła, po czym (jak to miała w zwyczaju) zaczęła zbiegać po schodach w dół, nie bardzo zwracając uwagę na kwestie bezpieczeństwa. Po kilku stopniach jednak okazało się, że nie były aż tak stabilne, jak zdawać by się mogło - prawa noga Cecylii zanurzyła się aż po kostkę. Niestety, zanim połapała się, co zaszło, lewa noga mknęła już dalej, a więc Ceci koncertowo się poślizgnęła i zaczęła zjeżdżać na tyłku w dół tworu Urquarta, krzycząc przy tym z wrażenia.
Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#6
21.02.2023, 18:46  ✶  

Gio bardzo chętnie porzucał grzecznościowe formy. Jak najbardziej mu nie przeszkadzały i zachowywał całą ich stosowność, ale zwracanie się po imieniu wiązało się z niebywale większym poziomem bliskości. A Urquart, jako Miś Przyjaciel świata, oczywiście kolekcjonował osoby, które nadały mu taki przywilej.

— To samo z mojej strony, Cecily — odpowiedział z uśmiechem. Bardzo ładnie im ta misja szła. Giovanni był już wystarczająco usatysfakcjonowany z wycieczki.

Schody jakieś pojawiły się, ale przez jakość gruntu ciężko było stwierdzić, czy tak naprawdę są stabilne. Nim Gio oznajmił, że powinien pójść pierwszy, Cecylka ruszyła przodem pokładając zbyt wielkie nadzieje w zdolnościach Urquarta. Niestety z Gio był żaden wielki mag i o ile językiem potrafił czarować, to różdżką wychodziło różnie.

Pech chciał, że ruszył tuż za Cecily, tak więc gdy ona zaczęła zjeżdżać, on nie miał już odwrotu. Jego zręczność wcale nie była większa od panny Lupin, tak więc po kilku chwilach Zakon wzbogacił się o dwa błotne bałwany.

— A to przygoda — zaśmiał się powstając z pozycji wywróconej. — Niezmiernie przepraszam, nie zachowałem odpowiednich środków ostrożności. — Westchnął poważniejąc na chwilę. Niby zwykłe wyjście do lasu po jakieś zioło, a Cecylka wróci do domu cała w siniakach. — Chłoszczyść.

Chciał usunąć błoto z kobiety, a następnie ponowił czar na sobie.


[Rzut na Kształtowanie błota w nic razy 2.]

Rzut N 1d100 - 55
Sukces!

Rzut N 1d100 - 43
Slaby sukces...
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
23.02.2023, 15:12  ✶  
Cecylia również była nieziemsko przyjacielska - była gotowa dać szansę każdemu, bez względu na to, jaka opinia o nim krąży i jakie wrażenie prezentuje na pierwszy rzut oka. Zdawała sobie sprawę, że lwia część populacji zyskuje dopiero przy bliższym poznaniu, a panna Lupin była na tyle wytrwała, by z dziką chęcią podejść kilka kroków w przód do takiej osoby. Czasem się zdarzało, że ta odwaga porównywana była z głupotą, bo przecież każda normalna osoba trzymała się z dala od typów spod ciemnej gwiazdy i innych podejrzanych gagatków. Jednak nie Ceci - ona była gotowa się zaprzyjaźnić ze wszystkim.
Właśnie dlatego robiła furorę wśród kaczek z pobliskiego rodzinnej aptece parku.
Oczywiście Giovanni nie zaliczał się do dziwnych gości, od których należy się trzymać z daleka, a więc nie miała się czym martwić. Uśmiechnęła się promieniście, kiedy Giovanni przystał na porzucenie konwenansów.
Niestety, radość nie potrwała długo, bo upadek był twardy, pełen przewrotów, a lądowanie zdecydowanie bez telemarka. Pocieszało ją trochę, że Gio zleciał razem z nią, w końcu razem raźniej, ale potem przypomniała sobie, że przecież mógł sobie zrobić krzywdę.
- Nie, to moja wina, wpakowałam się jak śliwka w kompot - mówiąc to, chciała się uśmiechnąć, ale błoto weszło jej do ust i zaczęła agresywnie je wypluwać. Potem zaczęła czyścić swoje okulary wnętrzem kurtki, które jakimś cudem uchowało się przed brudem, ale wtem wszystko zniknęło, kiedy Urquart rzucił kolejne zaklęcie - tym razem z sukcesem.
- Och, dziękuję! - Rozpromieniona obejrzała swoją osobę, dostrzegając, że jest równie czysta, co przed upadkiem z górki. Aczkolwiek nadal była nieco poobijana, lecz to też nie było nic nowego.
Odwróciła się w kierunku, w którym zmierzali przed feralnym upadkiem i ku swojej uciesze spostrzegła dolinę, której szukali.
- Patrz, tam jest ta rzeka! Podejdźmy, ziele prawdopodobnie rośnie wokół niej - oświadczyła, lecz tym razem nie biegła już przed siebie na oślep. Trzymała ekscytację na wodzy, ewidentnie nauczona na świeżych błędach, czekając grzecznie, aż Giovanni ruszy razem z nią.
Profesor G
Kilku panów w jednym ciele.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
175cm. Przeciętna budowa ciała. Brązowe włosy. Piwne oczy. Zarost.

Giovanni Urquart
#8
23.02.2023, 19:06  ✶  

Tym razem zaklęcie zadziałało i byli czyści. Cóż, Gio trochę mniej, ale to ujdzie w tłumie. Był kontent z sukcesu po tej nieprzyjemnej porażce. Teraz nie musi się obawiać, że Cecylka mniej lub bardziej przypadkowo przekaże Zakonowi, że na Urquarta to nie ma co liczyć, bo marny z niego czarodziej. "Banalne" wyjście po zielsko mogłoby się skończyć biletem powrotnym do Hogwartu.

Ruszył za Cecily w stronę rzeki. Mapę mogli na chwilę zamknąć, a kartki notesu obrócić na stronę z ryciną poszukiwanej rośliny. Gio studiował już ten rysunek, ale warto było odświeżyć pamięć.

Rozejrzał się nad brzegiem rzeki. Roślinność była dość zróżnicowana, przeróżne listeczki przeplatały się na cienkich łodyżkach u stóp czarodziejów. Pora zejść na niższy poziom. Gio przykucnął i zaczął lustrować grunt. Koniczyna, mlecz, coś nieznanego, ale to na pewno nie to. Po chwili prawie wydał z siebie dźwięk, ale po przyjrzeniu się uznał, że znaleziony chwast nie jest poszukiwanym ziołem.

— Jak ci idzie, Cecily? — rzucił do towarzyszki starając się nie brzmieć zbyt głośno. Lepiej nie wywoływać zwierzyny z lasu. Z tego co zdążył zaobserwować, panna Lupin raczej nie wskoczy samodzielnie na drzewo.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1425), Giovanni Urquart (837)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa