• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[25 kwietnia 1972] Mavelle & XXX

[25 kwietnia 1972] Mavelle & XXX
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ze względu na mnogość kowenów, czarodzieje wierzą w niezliczoną ilość bogów - to indywidualna sprawa każdego czarodzieja. Najczęściej przeplatającą się przez boginią jest oczywiście Matka, nazywana również panią księżyca.

Pani Księżyca
#1
23.01.2023, 21:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 14:57 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

25 kwietnia 1972
Mavelle & XXX


Nie ma to jak upierdliwa, stara baba...

Kilka dni przed Beltane, razem z innym brygadzistą zostałaś wezwana na Pokątną. Mieszkająca w jednym z tutejszych budynków starsza kobieta, twierdziła że słyszała niepokojące odgłosy dochodzące ze znajdującego się po sąsiedzku, gabinetu należącego do @Annaleigh Dolohov. Zdawało jej się, że słyszała Annie oraz dwóch mężczyzn. Nie była w stanie podać jednak w tej sprawie żadnych konkretnych informacji. Kiedy jakiś czas później próbowała skontaktować się z uzdrowicielką, z gabinetu nikt nie odpowiadał. A przecież Annie o tej godzinie zawsze piła z nią kawę. Mariane twierdziła, że celowo odwiedzała ją każdego wieczoru z dwoma filiżankami, żeby kobieta oderwała się choćby na moment od pracy...
Zajmiesz się tą sprawą czy może zdecydujesz się to wezwanie zignorować, tłumacząc kobiecie że było bezzasadne?

Odkryj wiadomość pozafabularną
Zadanie losowe od Mistrza Gry, do wykonania w trakcie obecnego kwartału. Za jego rozegranie, graczom przysługuje 5PD. Jeśli zadanie zostanie poszerzone o kolejne sesje, będzie możliwe odebranie bonusowych punktów przy rozliczeniu całego kwartału. W przypadku problemów ze znalezieniem współgracza służę pomocą. W razie pytań oraz po dodatkowe informacje, zapraszam na PW.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#2
05.02.2023, 16:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2023, 16:52 przez Mavelle Bones.)  
Nazwisko wzywającej Brygadę kobiety było dość dobrze znane stróżom prawa – miała tendencję alarmowania, gdy wydarzyło się cokolwiek, co burzyło w jakikolwiek sposób odbiegało od codziennej rutyny. Tak jakby nikt nigdy nie mógł uznać, że wtedy i wtedy jednak zmieni rozkład dnia i zrobi coś zgoła innego. Zamiast, na ten przykład, pojawić się na herbacie.
  - Jestem gotowa się założyć że Mariane znowu wymyśla jakieś bzdury – mruknęła do Erika, gdy zmierzali pod drzwi sąsiadki. To miejsce nie potrzebowało chyba jakiejkolwiek ochrony – zdawać się mogło, iż ta starsza kobieta wszystko widzi, wszystko wie, a alarm naprawdę wzbudzi każdy podejrzany ruch. Tak że… mieszkańcy mogli czuć się bezpiecznie?
  Albo mieć serdecznie dość, że ktoś się wtrąca tam, gdzie zdecydowanie nie powinien.
  - Ten za głośny, tamten nagle ma kota i z pewnością jest to animag, a tamta zawsze mieszkała sama i pojawił się u niej lokator. Tak, z pewnością to podejrzana sprawa, bo ludzie przecież nigdy nie poznają nowych ludzi, nie nawiązują relacji i nie podejmują decyzji, żeby zamieszkać razem. Albo żeby się wyprowadzić, zniknięcie też kiedyś zgłaszała i oskarżała Dorothy o to, że zamordowała swojego współlokatora – wyliczyła niemalże na jednym oddechu przypadki, które same praktycznie od razu się nasuwały na myśl, gdy wspominało się Mariane. Jak do tej pory, wszystkie zgłoszenia okazywały się totalną bzdurą i stratą czasu, który można było poświęcić na znacznie poważniejsze sprawy. Tyle że wysłuchać i tak trzeba było, może nawet pokręcić się wokół tego gabinetu – bo Bones raczej nie widziała włamywania się do niego, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie został niedobrowolnie opuszczony.
  - Ale jak nie sprawdzimy, to jest gotowa tylko robić większy rejwach – dodała, kręcąc przy tym głową. No cóż poradzić, praca brygadzisty najwyraźniej nie zawsze polegała na tropieniu i aresztowaniu za przestępstwa, ale również i na dostarczaniu rozrywki starszym paniom.
  Wzięła głęboki wdech, stając przed drzwiami Mariane. Zgłoszenie zgłoszeniem, wolała jednak osobiście kobietę przepytać i upewnić się, iż jej słowa pokrywają się z tym, co zostało im przekazane – a także jednocześnie w ten sposób jej zasygnalizować, że tak, jak najbardziej, nie ignorują obywatelskiej troski.
  Stukanie. A po chwili – wąska szpara w drzwiach.
  - Pani Mariane? My w sprawie tego zgłoszenia odnośnie pani Dolohov...
  - No nareszcie, kogoś w końcu przysłali! Musicie znaleźć Annaleigh, ani chybi ją porwali! Albo została wmieszana w coś bardzo złego! – zaskrzeczała bardzo żywiołowo. Mav tylko spojrzała na Erika z miną, która nie wyrażała niczego.
  - No dobrze, ale może tak od początku? Podobno pani słyszała jakichś mężczyzn…?

406
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
06.02.2023, 19:12  ✶  

Większość wezwań na ulicę Pokątną nie należała do zbytnio niebezpiecznych. Bądź co bądź, był to jeden ze spokojniejszych zakątków magicznej dzielnicy Londynu. Można było dużo gorzej trafić, jeśli akurat na Nokturnie trwała jakaś rozróba. Wypełniona po brzegi sklepami, lokalami i biznesami Pokątna stanowiła więc niemalże przyjemny przydział, pomimo nieco niespokojnych czasów. Kiedy więc Mavelle wraz z Erikiem dostali wezwanie do pewnej czarownicy z okolicy, mężczyzna nie przeczuwał, aby cokolwiek im groziło bądź mieli odkryć jakąś wielką zbrodnię. Bardziej się nastawiał na zgłoszenie o hałasowanie lub podejrzanych typów kręcących się pod wejściem.

— Jestem skłonny się zgodzić — przyznał kwaśno, niespiesznie podążając za kuzynką. — Wysyłamy sporo patroli na Ulicę Pokątną. Gdyby zdarzyło się coś dużego, myślę, że wiedzielibyśmy o tym, prawda? Annaleigh nie jest też pierwszą lepszą czarownicą. Jest obecnie dosyć rozpoznawalna, gdyby coś się stało, sępy... to znaczy dziennikarze już by krążyli w okolicy.

Media w tym mieście miały przedziwny talent dostawania się na miejsce różnych maści incydentów w bardzo podobnym czasie, co funkcjonariusze. Co oznaczało, że albo mieli bardzo dobrą siatkę informacyjną w mieście. Ewentualnie można by było rozważać kreta w szeregach, który za dodatkowe galeony sprzedaje najnowsze info. W szczęście reporterów Erik średnio wierzył. To pewnie było tylko drobne wezwanie, jakaś skarga, która równie dobrze mogła zostać nigdy nieprzetworzona przez system Ministerstwa. Chyba że tym razem, to my jesteśmy patrolem, który dowiaduje się o wielkiej sprawie jako pierwszy, pomyślał z przekąsem, kontynuując wędrówkę po kolejnych stopniach klatki schodowej, uparcie trzymając ręce w kieszeniach służbowego płaszcza.

— Ciekawe, co by powiedziała, gdyby zobaczyła, ile ludzi i jakiego rodzaju przewija się przez posiadłość w Dolinie Godryka — skomentował z cichym parsknięciem. Miał wrażenie, że niejedna plotkara dostałaby palpitacji serca i musiałaby być pilnie hospitalizowana, gdyby tak uważniej przestudiowała listę gości w rezydencji Longbottomów. — Myślę, że byłby to niemały szok.

Przytaknął Mavelle na wzmiankę o tym, że nie powinni ignorować zlecenia. Bez względu na to, jak bardzo irracjonalne by ono nie było, tak należało to sprawdzić. Chociażby w imię porządku w dokumentacji służbowej. W pochłoniętym papierologią Ministerstwie Magii papier był prawie tak samo ważny, jak to, co się działo w rzeczywistości. Był to zdecydowanie jeden z najmniej ekscytujących czy angażujących elementów pracy. Longbottom ani się nie obejrzał, a jego towarzyszka już zdążyła zapukać do drzwi, aby po chwili rozpocząć wymianę zdań z kobietą. Przez to, że Mariane nie otworzyła drzwi do końca, Erik wszedł w jej pole widzenia, dopiero gdy Mave zadała swoje pytania. Uśmiechnął się dobrotliwie i pochylił przed nią głowę w geście powitania.

— Tak, panienko. Słyszałam jakichś mężczyzn. I jeszcze jakieś inne hałasy, jakby huk albo trzaśnięcie! — potwierdziła czarownica, poprawiając sobie fryzurę.

Erik zerknął na Mavelle. Huk albo trzaśnięcie? To mogło znaczyć wiele rzeczy. Ktoś mógł po prostu trzasnąć drzwi przy wejściu. Może był przeciąg i chlapnęło drzwiami tak, że usłyszał cały pion? Ba, może ktoś się teleportował prosto na półpiętrze i dźwięk się poniósł? Co się zaś tyczyło huku... Eliksir? Prezentacja jakiegoś zaklęcia? Magia lubiła płatać figle i nie zawsze działała, tak jak czarodziej by sobie tego życzył.

— No dobrze, ale... Czemu porwanie? — zagaił Erik, nie bardzo rozumiejąc powiązanie pomiędzy jednym a drugim. Dźwięki nie były równe porwaniu, a nieobecność panny Dolohov w mieszkaniu niekoniecznie oznaczała interwencję osób trzecich. — Słyszała Pani coś więcej? Jakieś wołania o pomoc? Może wyjrzała Pani przez wizjer?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#4
19.02.2023, 23:35  ✶  
Gdyby zdarzyło się coś naprawdę dużego, to pewnie już cały magiczny Londyn by o tym plotkował – bo takie rzeczy co do zasady nie pozostawały niezauważone. Zanim przedstawiciele władz docierali na miejsce, to pogłoski już zataczały drugie – jeśli nie trzecie – kółko. A przynajmniej Mav tak postrzegała tego typu sprawy.
  Tę zaś kwalifikowała – póki co – jako zwyczajne zawracanie głowy, zwłaszcza że zgłaszająca była doskonale znana Brygadzie i słynęła ze zgłoszeń, których właściwym miejscem tak naprawdę był kosz. Póki co – jeszcze reagowano. Ale jeszcze chwila i… była niemalże pewna, że Mariane w końcu przegnie, a co za tym idzie, wszelkie sygnały z jej strony będą najzwyczajniej w świecie ignorowane.
  Co stwarzało niebezpieczeństwo, że gdy faktycznie coś się stanie i właśnie ona to zgłosi, pozostanie to bez jakiejkolwiek reakcji. A to może być dość brzemienne w skutkach, niestety.
  - Chyba by zeszła po prostu na zawał – parsknęła cicho, kręcąc przy tym głową. Biorąc pod uwagę, ile osób się przewijało przez domostwo… tak, zapewne to mogło wykraczać poza ramy porządku w rozumowaniu tejże kobiety. Nic, tylko patrzeć, jak słałaby pisma najróżniejszej maści! O ile faktycznie nie zeszłaby z tego świata w ułamku sekundy.
  Krótka wymiana spojrzeń. Huk czy trzaśnięcie – to mogło oznaczać naprawdę wszystko albo nic. Coś złego bądź po prostu równie dobrze Dolohov mogła organizować jakieś porządki w wyjątkowo głośny sposób. Dlaczego od razu zakładać, że stało się no – coś złego?
  - No bo nie wróciła. A zawsze o tej porze ją odwiedzam, żeby biedaczka się oderwała na chwilę od pracy i pijemy kawę! Ale dziś przychodzę – nie ma. Ani chybi ją porwali! A jak tak trzasnęło, to z pewnością siłą ją musieli wyciągnąć! – oznajmiła z pewnością w głosie, sugerującą, iż wybitnie wierzyła w swoją nieomylność.
  Mavelle ledwo powstrzymała się od wywrócenia oczyma. Zwłaszcza że to byłoby nieprofesjonalne.
  - I nie, żadnych wołań o pomoc, ale może biedaczka po prostu była zbyt przerażona, żeby chociaż próbować krzyczeć... – wyraziła swoje przypuszczenie. Cóż. Nie taka głupia opcja, ale gdyby Mariane nie była Mariane, to może i podejście do tematu byłoby poważniejsze.
  Kolejne spojrzenie pod adresem Erika – zmywamy się? – bo nie sądziła, żeby udało się z niej wyciągnąć więcej coś sensownego. Wizyta odbębniona, można było się odwrócić i ewentualnie dla porządku w papierach sprawdzić ten cholerny gabinet, ale na dłuższą metę… no właśnie.
  - Czyli, podsumowując, słyszała pani bliżej nieokreślony huk, dwóch mężczyzn, żadnych błagań o pomoc. Rozumiem, że pani Dolohov codziennie pije z panią kawę, ale może po prostu coś się wydarzyło w jej życiu i musiała zmienić plany? – zasugerowała z pewnym namysłem w głosie – Oczywiście rozejrzymy się jeszcze na miejscu, jednakże nie sądzę, żeby było się teraz czym martwić. Chyba że jutro pojawią się pacjenci i jednocześnie drzwi pozostaną zamknięte – co w takim przypadku? Cóż, niewątpliwie Mariane miała bogate doświadczenie i wiedziała, co z tym fantem wtedy zrobić.
  O ile Erik nie miał żadnych kolejnych pytań – była gotowa się pożegnać, zakończyć rozmowę i skierować się pod gabinet uzdrowicielki. Raczej marnotrawstwo czasu, niemniej rzucić okiem nie zaszkodzi.

491/897
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
21.02.2023, 00:44  ✶  

Tak po prawdzie naprawdę niewiele z opowieści czarownicy, zdaniem Erika, tworzyło jakąś logiczną całość. Operowali w tym momencie na dwóch rzeczach: hałasach, które wcześniej dobiegały z mieszkania oraz aktualnej nieobecności Annaleigh Dolohov. I na oba te aspekty można było znaleźć bardziej prawdopodobne wyjaśnienia, niż porwanie w biały dzień w kamienicy pełnej ludzi. Z drugiej strony już nie takie rzeczy się zdarzały, pomyślał, zagryzając lekko dolną wargę. Spojrzał ciężkim wzrokiem na kuzynkę. Najlepsze co mogli zrobić w tej sytuacji, to uspokoić zmartwioną sąsiadkę, że zajmą się sprawą.

Jego wzrok przeniósł się na Mariane. Pomimo a może właśnie dlatego, że przepracował w zawodzie już parę dobrych lat, miał wrażenie, że kobieta nieco przesadzała. Na jej miejscu nie dziwiłby się tak bardzo, że akurat nie zastała znajomej w mieszkaniu. Może zasłyszane głosy i odgłosy towarzyszyły gościom, którzy przybyli po pomoc? Może trafił się jakiś nagły wypadek lub wizyta domowa i po prostu wszyscy nagle musieli opuścić gabinet? W lwiej części przypadków uzdrowicielka w takim wypadku raczej nie latałaby po sąsiadkach, żeby poinformować, że popołudniowa kawa musi zostać odwołana. Jeśli miała na pierwszym miejscu dobro pacjentów, to od razu ruszyłaby do nich.

— Nie będziemy chyba więc zajmować Pani więcej czasu. Dziękujemy jednak za zgłoszenie i oczywiście przyjrzymy się sprawie bardziej dogłębnie — stwierdził, starając się wykrzesać z siebie uspokajający uśmiech.

Nic nie ustalimy bez zbadania samego lokum, uświadomił sobie. Jeśli się tam nie przejdą, to mogą snuć niestworzone opowieści i teorie do wieczora, a prawda i tak może się okazać zupełnie inna od ich dywagacji. Erik pokiwał powoli głową, zgadzając się ze słowami Mavelle. W gruncie rzeczy nie miał zbyt wiele do gadania. Otrzymali podstawowe informacje, potwierdzili to, co znalazło się w oryginalnym zgłoszeniu, więc teraz zostało im tylko ruszyć sprawę do przodu.

— Tak jeszcze tylko spytam... W międzyczasie nie kręcił się tutaj nikt podejrzany? Nie minęła się Pani z kimś obcym parę razy w ostatnich dniach? — rzucił jeszcze. Skoro Mariane podejrzewała porwanie, to równie dobrze mogli dopytać o szczegóły pod tym kątem. Zwróciła uwagę na hałasy, więc może wpadł w jej oko ktoś nieznajomy, kto zachowywał się podejrzanie?

Po wyjaśnieniu tej kwestii, para brygadzistów udała się pod gabinet Dolohov. Pierwsze, co zrobił, to zapukał trzykrotnie, acz donośnie, co by nie mieć wątpliwości, że jeśli ktoś był w środku, to musiał ich usłyszeć. Następnie nachylił się nad drzwiami, nasłuchując. To dopiero byłaby ironia, gdyby zadali sobie fatygę, aby tu przyjść, przesłuchać sąsiadkę, a otworzyła im właśnie rzekoma porwana uzdrowicielka. Dzięki temu na pewno uniknęliby pisania długiego raportu. Niestety, ze środka dobiegała tylko i wyłącznie cisza, a mężczyzna nie był w stanie wychwycić żadnych rozmów, czy odgłosów typowych do poruszania się po mieszkaniu.

— Chyba faktycznie jej nie ma — skomentował. Jego wzrok padł na drzwi, jak i wycieraczkę. — Chyba dalej powinna przyjmować o tej godzinie, prawda? Gdyby musiała się zmyć, pewnie zostawiłaby jakąś kartkę w stylu „z góry przepraszam za zwłokę, dostałam pilne wezwanie, gabinet będzie ponownie czynny o godzinie takiej i takiej”. — Podrapał się po karku. — Chociaż, jeśli stało się coś bardzo pilnego, to wiadomość była pewnie ostatnim, o czym myślała...

Westchnął cicho i zacisnął palce na klamce. Może i działali w imieniu prawa, ale nie mogli też wparowywać nikomu do mieszkania, bez wyraźnego powodu. Jeśli się okaże, że wszystko było pozamykane, to jedyne co mogli zrobić, to co najwyżej popytać wśród innych sąsiadów lub w innych klatkach. Longbottom pociągnął za klamkę, podejrzewając jednak, że drzwi jednak nie ustąpią pod jego siłą. A może jednak...?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#6
26.02.2023, 18:43  ✶  
Pytanie Mariane o podejrzanych ludzi było raczej błędem – z kobiety wylał się cały potok słów. Tak, mnóstwo podejrzanych panów, kobiet też, im wszystkim źle z oczu patrzyło! Nic, tylko się krzywią i ani chybi mają podłe zamiary i tylko patrzą, na kogo napaść, gdzie się włamać, a i jeszcze ten czy tamten nie raczył śmiecia schować do kieszeni, tylko upuścił ot tak na ziemię – pełen przekrój przestępczego społeczeństwa.
  Chyba cudem Mavelle powstrzymała się od złapania Erika za rękę, by nawiać z kuzynem, gdzie pieprz rośnie, ciągnąc go niemiłosiernie za sobą. Cudem, bo naprawdę miała taką ochotę, tyle że.. no właśnie, nie było to postępowanie godne brygadzisty. Jak to w ogóle brzmiało: ucieczka przed paplaniną starszej kobiety? Przecież nie wymachiwała różdżką ani nic, nie należała do zbirów najgorszego sortu i tak dalej, i tak dalej…
  - Bardzo pani dziękujemy, wszystko już wiemy – wcięła się w monolog kobiety, inaczej zapewne z powodzeniem zapuściliby tu korzenie. Kto wie, może nawet zdążyliby dodatkowo zakwitnąć – była całkiem pewna, że ta litania mogła trwać, trwać i trwać, a gdyby pozwolić – to pewnie mówiłaby tak do wieczora, dzień, dwa, jeszcze dłużej i dłużej i dłużej…
  … jak na ironię, chyba naprawdę wolałaby się zetknąć teraz ze śmierciożercą niż wysłuchiwać opisów wszelkich „podejrzanych” osób, będących z całą pewnością najgorszymi możliwymi przestępstwami.
  - Będę bardzo zaskoczona, jeśli jej wezwanie okaże się uzasadnione – mruknęła, gdy koniec końców uwolnili się od Mariane i mogli iść w stronę lokalu. Bo w tej chwili naprawdę nie potrafiła wziąć całej historii na poważnie, zwłaszcza gdy każdy jeden (nawet w to wątpiła, czy ktokolwiek w oczach starszej pani nie wyglądał na jakiekolwiek zagrożenie – szczęściem, ugryzła się w język, zanim zdążyła zadać takie pytanie, przez co pozostało na zawsze niewypowiedziane) okazywał się być potencjalnym złodziejem, mordercą, porywaczem, Merlin jeden wie kim jeszcze.
  O ile samo oczekiwanie na otwarcie drzwi nie było jeszcze czymś, co wzbudzało niepokój (no mogła po prostu wyjść, załatwiać swoje sprawy i tak dalej – chociaż w zasadzie wolałaby, żeby faktycznie Dolohov akurat się pokazała, bo sprawa zostałaby od ręki zamknięta), tak już fakt, że drzwi ustąpiły bez problemu…
  - Niekoniecznie, mogła mieć po prostu umówione wizyty i odwołać je sową. Może nie przyjmuje ot tak „z ulicy”? Zresztą, nie wiem, nie miałam potrzeby korzystać z jej usług – stwierdziła spokojnie. A potem zaklęła.
  - Jak wielkie są szanse, że tak bardzo się spieszyła, że po prostu zapomniała użyć klucza, gdy stąd wychodziła? – spytała dość ponurym tonem, odruchowo sięgając po różdżkę – Bądź tak dobry i zostań za mną, spróbuję coś wywąchać… – westchnęła, po czym wśliznęła się do środka – o ile Erik ją wpuścił – wyraźnie węsząc i łowiąc unoszące się w powietrzu zapachy. Raczej nic nie wskazywało na to, żeby doszło do jakiejś walki bądź coś w ten deseń – może więc nie doszło też do żadnego porwania? Może faktycznie Dolohov prawie nie zgubiła własnej głowy, opuszczając gabinet?
  Zbyt dużo „może”, to po prostu należało zbadać. Dlatego też nie zatrzymała się w wejściu, ale i szła dalej, za zapachami wyglądającymi na najświeższe.


496/1393
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
28.02.2023, 00:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2023, 00:05 przez Erik Longbottom.)  

Cóż, ku jego zaskoczeniu, drzwi puściły. Erik cofnął się o pół kroku, spoglądając to na klamkę, to na swoją dłoń, jakby nie wierzył, że faktycznie mu się udało. Zamiast jednak poddać się euforii, w jego głowie zaczęła migać czerwona lampka alarmowa. Co jak co, ale te drzwi nie powinny być otwarte, gdyby faktycznie było wszystko w porządku. Kolejne słowa kuzynki tylko wzmocniły jego niepokój. Gdyby nie przyjmowała „z ulicy”, to tym bardziej nie zostawiałaby otwartych drzwi. Może gdyby było lato i chciała wychłodzić korytarz lub gabinet, to byłoby to jeszcze zrozumiałe, ale teraz? Było na to zdecydowanie za zimno.

— Myślę, że nawet jeśli się gdzieś spieszyła, to rzuciłaby jakieś zaklęcie blokujące zamki pokroju Colloportusa — odparł przyciszonym tonem, nie chcąc, aby jego głos niósł się po całej klatce schodowej. Lepiej było nie dolewać oliwy do ognia. Skoro jedna lokatorka kamienicy potrafiła zrobić raban z powodu hałasu i nieobecności sąsiadki, to lepiej było nikomu nie podrzucać dodatkowych tematów do spekulacji. — Chociaż jeśli to było coś ważnego, to mogło wypaść jej z głowy. Jakaś rodzinna interwencja? Kiedy u nas coś się dzieje, zablokowanie drzwi raczej nie ląduje automatycznie jako priorytet — dodał z krzywym grymasem.

Pokiwał zgodnie głową, przepuszczając ją w przejściu, aby pozwolić jej na zapoznanie się z wnętrzem mieszkania jako pierwszej. W gruncie rzeczy była to całkiem rozsądna decyzja. Chociaż oboje mieli całkiem spore doświadczenie zawodowe, tak dziewczyna była w stanie wykorzystać swoje wyostrzone zmysły. Może w wilkołaczej formie mógłby jakoś wesprzeć jej działania, jednak chyba żadne z nich nie chciało sprawdzać, czy zdoła opanować kłębiącą się pod skórą bestię na dostatecznie długi czas, żeby coś wyniuchać. Tak, oddanie palmy pierwszeństwa Mavelle było dużo lepszym pomysłem.

Odczekał dłuższą chwilę i dopiero wtedy wkroczył do środka, przymykając za sobą drzwi wejściowe. Po znalezieniu się już we właściwym gabinecie uzdrowicielki, Erik zmarszczył brwi, strzelając oczami po kątach. Nie tego się spodziewał po lekarce. Porównując biurko Dolohov z gabinetami innych lekarzy, jakich przyszło mu odwiedzać w ostatnim czasie, zdecydowanie nie panował tu porządek. Nie wskazywało to jednak na to, że rozegrała się tutaj jakaś dramatyczna scena. Prędzej sugerowało, że uzdrowicielka niekoniecznie ceniła sobie pracę w perfekcyjnym porządku. Artystyczny chaos, w którym receptury, karty pacjentów, podręczniki medyczne i inne dokumenty zdawały się zajmować miejsce, które było logiczne tylko dla osoby, która je w nim położyła.

— Chyba dosyć intensywnie pracowała. Może faktycznie coś ją oderwało od obowiązków — skomentował, rozglądając się po wszelkich szpargałach znajdujących się w zasięgu wzroku. Starał się niczego niepotrzebnie nie dotykać. Podszedł bliżej biurka. — Myślisz, że powinniśmy się na wszelki wypadek skontaktować z kimś z rodziny? Mężem, czy coś?

Powłóczył wzrokiem za kuzynką, która dalej krążyła po pomieszczeniu. Z własnego doświadczenia wiedział, że zwierzęce zmysły znacznie różniły się od ludzkich, toteż nie mógł wykluczyć, że faktycznie uda jej się na coś natrafić. Jednak nawet jeśli, to czy będzie to dobry trop? To nie było publiczne centrum medyczne, a prywatny gabinet, a sądząc po tym, jak bardzo Annaleigh potrafiła być zapracowana, pewnie miała pod opieką masę klientów. Jeśli Mave trafi na jakiś charakterystyczny zapach, to czy zdołają go dopasować do konkretnej osoby? Niby są akta medyczne, pomyślał, chociaż nie był pewny, czy udałoby im się w razie czego wystarczająco szybko dostać pozwolenie na ich przejrzenie.

— I jak? Udało Ci się coś wyniuchać? — Wolał nie robić sobie nadziei. Przez to miejsce mogło się przewinąć całkiem spora ilość ludzi, więc wolał z góry nie zgadywać, że rzeczywiście na coś trafią w ten sposób. Pokiwał głową, słuchając ewentualnych wyjaśnień. — Okej, to spróbujmy jeszcze od innej strony. Tak na wszelki wypadek. — Uniósł różdżkę, milknąc na moment, co by przypomnieć sobie odpowiednią formułkę. Lepiej, żeby nie popełnił błędu, bo źle wypowiedziana inkantacja mogła faktycznie narobić tu niezłego bałaganu. — Appare Vestigium!


(Kształtowanie) Rzut na skuteczność zaklęcia Appare Vestigium:
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!

Z czubka różdżki Longbottoma wystrzeliła masa złotych drobinek przypominających iskry lub półprzezroczysty pyłek. Chmura uniosła się pod sufit i zaczęła formować swego rodzaju wir, po czym zaczęła powoli opadać w dół, układając się w miniaturowy wir w miejscach, które przykuły uwagę zaklęcia. Po chwili wokół Erika i Mavelle zaczęła się pojawiać zarysy złotych ludzkich sylwetek.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#8
05.03.2023, 23:50  ✶  
Rodzinna interwencja? Hm, być może, niemniej istniało pewno „ale” w porównaniu sytuacji Dolohov a wszystkich tych, którzy znajdowali się w posiadłości rodowej Longbottomów.
  - My przynajmniej mamy jeszcze skrzata, który może pozamykać i przypilnować. I niekoniecznie wszyscy musieliby z domu wybiec – zauważyła cicho. Niemniej, nie skreślała całkiem możliwości, iż faktycznie kobieta zapomniała – to jednak musieli dopiero zbadać.
  Węszenie wskazywało, iż ktoś się tu pojawił i raczej nie doszło do iście dantejskich scen – brakowało woni krwi, co samo w sobie było całkiem dobrą informacją. Tak że: jeśli porwanie, to nie uczyniono kobiecie krzywdy… z drugiej strony: równie dobrze do skrzywdzenia mogło dojść później, w zgoła innym miejscu.
  - Raczej nie wyczuwam tu przemocy, w każdym razie jest więcej zapachów niż tylko jeden. Co oczywiście nie dziwi – poinformowała cicho Erika – Niektóre wydają się być… świeższe, szkoda tylko, że nic mi nie mówią – skrzywiła się z pewnym niezadowoleniem. Cóż, trudno oczekiwać, że znałaby zapach każdej osoby w Londynie – i nie tylko Londynie. Nie mówiąc już o tym, iż zapamiętanie czegoś takiego musiałoby być niezwykle trudne, o ile w ogóle możliwe – dla kogoś, kogo nie dotknęła przypadłość pamięci absolutnej.
  Co nie znaczyło, że chętnie by taką pamięć przytuliła – pewne rzeczy wręcz należało zapominać, inaczej jak można wieść normalne życie?
  - Wypadałoby. Jej mąż, zdaje się, przyjmuje na Pokątnej, sugerowałabym tam pójść. Zresztą, wiesz, jak jest, Erik. Jak znika małżonek, to często winnym jest ten drugi, ale jak na razie nie mamy niczego, co niezbicie dowodziłoby porwania – stwierdziła bez większych emocji w głosie. Jedno miało dość drugiego i tak dalej – dla chcącego nic trudnego. Opłacić typów spod ciemnej gwiazdy i można się było cieszyć życiem wdowca.
  - Hmmm... – wymruczała, spoglądając na złocisty pył. Niestety zaklęcie to nie było tak dobre, żeby odtwarzać twarze i dźwięki; tu przydałaby się – i to bardzo – Brenna. Odrobina widmowidzenia i mieliby wszystko jak na dłoni, a tak? Musieli sobie radzić innymi metodami.
  - Spójrz – zwróciła uwagę Erika na dwie pary stóp. Potem i na kolejną, niewątpliwie kobiecą – wszak Anne wyszła zza biurka, kręciła się po gabinecie. Aż koniec końców cała trójka znalazła się w jednym miejscu i… zniknęła – Cóż, to wyjaśnia niezamknięte drzwi – skwitowała – Niby nie wygląda na porwanie, ale przymus wcale nie musi być bezpośredni… idziemy do Dolohova? – spytała kuzyna, zerkając na niego uważnie. Jakkolwiek by nie patrzeć, był od niej wyższy rangą, więc ostateczne zdanie należało do niego.

390/1783

Postacie opuszczają sesję

Kontynuacja - klik.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (1813), Mavelle Bones (1851), Pani Księżyca (191)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa