• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[Październik, 1962] Jęcząca Marta

[Październik, 1962] Jęcząca Marta
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
26.02.2023, 17:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:33 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

Październik 1962 roku, Hogwart


Obcowanie z nekromancją nigdy nie należało do najprostszych. Nie dosyć, że ciężko było znaleźć jakiekolwiek informację dotyczące tej sztuki, to jeszcze ministerstwo uważało, że młodzi czarodzieje powinni skupiać się na innych bezsensownych przedmiotach jak wróżbiarstwo czy warzenie eliksirów. Kogo takie błahostki mogły interesować? Chyba tylko puchonów. Jako, że sztuka ta nie należała do tych na które patrzyło się przychylnym okiem, a już na pewno nie jeżeli do tego dochodziła kwestia praktykowania tego w nocy. W czasie, w którym nowi adepci sztuk magicznych powinni przygotowywać się albo odpoczywać przed kolejnym ciężkim dniem.
Wszystko za pewno udałoby się idealnie bez informowania nikogo gdyby nie krzyk Samuela - kompana Stanleya, który razem z nim podzielał zainteresowanie tą sztuką. Jednak teraz obaj panowie nie mieli czasu na wyjaśnianie tej sytuacji, ponieważ musieli się ratować i biec ile sił w nogach zanim zostaną złapani na gorącym uczynku. A nikt przecież nie chciał dać się przyłapać na nocnym szlajaniu po Hogwarcie, a już na pewno nie drugi raz od początku roku szkolnego.
- Samuel, szybko tutaj! - rzucił Stanley do swojego kompana otwierając pierwsze drzwi, a następnie wpadając do środka i rozglądając się za kryjówką.
W kilka sekund po tym jak dwóch ślizgonów znalazło się w pomieszczeniu doszło do nich, że tak naprawdę to nie jest koniec ich problemów, ponieważ byli w łazience. Nie zważając jednak na nic, chłopcy weszli wspólnie do jednej z kabin i przymknęli drzwi tak cicho jak tylko mogli i zamarli w bezruchu. Może jednak nie dosłownie - starali po prostu nie wydawać z siebie żadnego zbędnego dźwięku, który mógłby naprowadzić pogoń na ich trop.
Kiedy usłyszeli przytłumiony dźwięk biegu z korytarza, wspólnie przyłożyli palce do swoich włąsnych ust i kiwnęli do siebie głową, zapewniając się wzajemnie, że teraz jest najważniejszy moment ich całej ucieczki i jakikolwiek, nawet najmniejszy pisk może ich wysłać na zawieszenie w prawach ucznia.
- Gdzie ta dwójka się podziała? Nie mogli przecież daleko uciec! - można było usłyszeć niezadowolony głos zza drzwi - Rozdzielimy się. Ja pójdę w prawo, a ty w lewo. Spotkamy się na parterze.
Po chwili można było usłyszeć dźwięk biegu, który rozniósł się w obie strony. Dwójka ślizgonów, jednak pozostała jeszcze w bezruchu przez dobrą minutę lub dwie, aby mieć pewność, że na pewno nic im już nie grozi.
- Chyba poszli, jak sądzisz? - zapytał Samuel, a następnie lekko uchylił drzwi od kabiny.
- Tak mi się wydaje. I całe szczęście, bo już mi nogi zaczęły powoli drętwieć tu z tobą - odpowiedział Stan i wyszedł z kabiny.
Chłopcy opuścili swoją dotychczasową kryjówkę i zaczęli się rozglądać po pomieszczeniu, które na pierwszy rzut oka nie różniło się niczym od innych łazienek znajdujących się w Hogwarcie. Może po za tym, że była to część damska i mieszkała w niej pewna osobistość. Ale o tym mieli dowiedzieć się dopiero za chwilę.
- Mam nadzieję, że spakowałeś księgę jak musieliśmy się ewakuować? - Stanley zapytał swojego druha, który na zadane pytanie tylko spuścił głowę i unikał kontaktu wzrokowego ze swoim rozmówcą - Masz ją, prawda? - powtórzył pytanie. Jednak tym razem jego głos brzmiał śmiertelnie poważnie.
- Nie mam! Kiedy niby miałem ją zabrać?! Przecież nas zaskoczyli! Zresztą ty też mogłeś ją wziąć! - podniosłym głosem zaczął się bronić Samuel - Zawsze jak coś nie wychodzi to jest to moja wina! Czemu nigdy ty nie możesz się przyznać, że coś poszło nie tak? I wziąć odpowiedzialności za to? Zawsze jest “Samuel źle” albo “Samuel czemu tego nie zrobiłeś, czemu tamto, czemu to”! - kontynuował, wykrzykując swoją opinią na zaistniałą sytuację.
- Przymknij się teraz bo zaraz nas znajdą, a wtedy zapewniam cię, że to będzie całkowicie twoja wina. - pierwszy zagroził drugiemu. Jednak miał w tej sytuacji całkowitą rację. Krzyk był ich największym wrogiem w zaistniałej sytuacji.
Oskarżony ślizgon odszedł na bok, aby się uspokoić. Musiał z tego wszystkie ochłonąć. Jego kompan jednak nie zamierzał tak łatwo odpuścić i kontynuował swoją tyradę.
- Ty naprawdę jesteś niereformowalny. Gorszy niż ustawa przewiduje - Stan rozłożył ręce, a następnie złapał się za głowę i zaczął krążyć po pomieszczeniu - W całym ministerstwie nie ma ustaw na takich cymbałów jak ty - nie przestawał prowadzić swojego wywodu by po chwili jednak opuścił je na dół i wypuścić z siebie powietrze - Ty wiesz ile ja musiałem się naganiać, żeby nam tę księgę załatwić? Ty myślisz, że ja pójdę i ot tak, od ręki mi dadzą ją ponownie? Wiesz, że właśnie moja wtyka mogła zostać spalona? - bombardował pytaniami swojego kompana.
Po chwili jednak i on się uspokoił, jednak dalej nerwowo krążył wokół umywalek. Obawiał się, że jego drugi znajomy, który skołował im ten tomik, może się już tak łatwo nie zgodzić, aby dać im go ponownie. Tym bardziej jak zostanie od odniesiony przez jakiegoś prefekta albo co gorsze, któregoś z profesorów.
- Hliip… Hliip… - rozległ się dźwięk płaczu gdzieś w łazience.
- Czy ty na serio teraz będziesz płakał z tego powodu? - zapytał lekko zirytowany Stanley - Nie ma co płakać przecież. Coś wykombinujemy - spojrzał na swojego odwracającego się przyjaciela.
- Pokrzywiło cię? To nie ja. Nawet cię nie słuchałem bo znowu gadasz te swoje głupoty - odpowiedział mu Samuel.
- No to skoro to nie ty, to kto to niby? - zapytał zdziwiony pierwszy chłopak.
- Ja… - rozległ się dźwięk z jednej z kabin.
Druhowie spojrzeli się zdziwieni po sobie i powolnym krokiem ruszyli w stronę dochodzącego dźwięku. Zatrzymali się kawałek przed drzwiami i spojrzeli na siebie. Stan odliczył do trzech na palcach, a następnie wspólnie otworzyli drzwi i ich oczom ukazał się nikt inny jak jęcząca Marta.
- To jęcząca Marta! - powiedział lekko głośniejszym głosem Samuel, a następnie wskazał ją palcem, na co dziewczyna wybuchła jeszcze głośniejszym płaczem.
- Spokojnie Marto. Nic się nie dzieje przecież. Nie ma co płakać - drugi ślizgon próbował załagodzić sytuację, żeby ich miejsce pobytu nie zostało przypadkiem wydane - Dlaczego płaczesz? - zapytał jej.
- Też chcecie się ze mnie pośmiać? - wybuchła płaczem - Jesteście tacy jak inni! Wszyscy tylko by tu przychodzili aby się powyżywać na biednej mnie!
- Nie, nic z tych rzeczy. Nie chcemy się z ciebie śmiać. Chcemy Ci… - zająknął się na chwilę - P-Pomóc? - zapytał sam siebie jakby potrzebował otuchy do tego co właśnie mówił.
- Naprawdę? Pewnie próbujecie mnie oszukać! Tak jak ten cały poltergeist Irytek! - nie przerywała siorbania nosem.
- Nie. To wcale nie tak. Chcemy dla ciebie dobrze - zapewnił ją.
Przez chwilę tkwili w ciszy, a każda sekunda trwała coraz dłużej. Do czego była zdolna ich rozmówczyni? Czy znowu wybuchnie płaczem i zwróci uwagi ich pogoni, że znajdują się tutaj? To się jednak nie stało bo tę niezręczną ciszę przerwała Marta.
- To wszystko wina Oliwii Hornby! - wyrzuciła z siebie, a następnie głośno zająknęła - To wszystko jej wina! Dokuczała mi z powodu moich okularów! - kontynuowała swój szloch by po chwili schować swoją twarz w rękach.
- Twoje okulary nie są przecież złe, prawda Sam? - odpowiedział jej Stanley. Widząc jednak brak odpowiedzi od swojego kompana, szturchnął go w bok aby uzyskać twierdzącą odpowiedź.
- Nie no tak, oczywiście. Piękne masz te okulary - dodał drugi, a następnie spojrzał się z wyrzutem na kolegę.
- Hliiip… Naprawdę tak sądzicie? - zapytała się, wynurzając swoją twarz z dłoni.
- Jak najbardziej Marto - odpowiedział Andy i we dwójkę pokiwali głową.
Dziewczyna przestała płakać i rozchmurzyła się lekko. Przeleciała przez kilka kabin, aby znaleźć się na otwartym terenie. Chłopcy podążyli za nią. Wcześniej nie zdawali sobie sprawy, że pomieszczenie w którym znaleźli się całkiem przypadkiem jest miejscem gdzie przebywa ten duch. Słyszeli o niej, jednak nie mieli okazji aby się z nią spotkać wcześniej.
- Bo mówi się o tobie ogólnie dużo… - zaczął pytać Samuel.
- O co chcesz się zapytać? - przerwała mu dziewczyna.
- No bo wiesz… Chcieliśmy się.. - spojrzał się na Stana i kontynuował - Znaczy ja chciałem się zapytać… Może uchyliłabyś rąbka tajemnicy.. No wiesz… O twojej śm… - spróbował dokończyć zdanie, jednak Marta znowu mu przerwała.
- Mojej śmierci, tak? To chcesz właśnie wiedzieć? - mina jej posmutniała i schowała swoją twarz w dłonie, aby po chwili zaczął lekko łkać.
- Jak nie chcesz to nie mów… - szybko się wtrącił Stanley, aby zapanować nad sytuacją, jednak zamiast płaczu usłyszał śmiech.
- Hahaha! Ale was nabrałam! - zaśmiała się i podleciała do umywalek, aby na nich usiąść.
Ślizgoni spojrzeli po sobie nie do końca wiedząc jak mają w tej sytuacji postąpić. Czy powinni opuścić już to pomieszczenie i dać jej spokój? Czy spróbować dowiedzieć się czegoś jeszcze? Ciekawość była jednak o wiele większa, niż ryzyko jakiego się podejmowali w tej chwili, więc we dwójkę raz jeszcze do niej podeszli. W innej sytuacji zapewne uciekli by stąd tak szybko jak to możliwe ale próba dowiedzenia się czegoś wygrała nad zdrowym rozsądkiem. Czyżby ciekawski kot miał wpaść do studni?
- Nie wiem jak to się do końca stało… Ale jak już chcecie wiedzieć… To wszystko zaczęło się tak jak już wiecie… - kontynuowała gdy już się uspokoiła -Kolejny dzień w szkole. Ta wredna Oliwia dokuczała mi z powodu moich okularów. Zrobiło mi się bardzo przykro i uciekłam tutaj, aby się schować przed wszystkimi - kontynuowała ale po chwili przeleciała na umywalkę obok, a chłopcy pociągnęli za nią  wzrokiem - Usłyszałam, że ktoś wchodzi… Brzmiało jakby to był jakiś chłopiec, więc chciałam go pogonić.. A potem to się wszystko stało.. Nawet nie wiem kiedy i jak… Jedyne co pamiętam to jeszcze jakąś parę dziwnych oczu… I nic więcej - skończyła im tłumaczyć, a następnie wzniosła się w powietrze by wylądować na ziemi.
- Dziękujemy Ci Marto - odpowiedzieli jej we dwójkę.
- Jakbyście chcieli kiedyś przyjść popłakać to możecie tutaj wpaść - zapewniła ich.
- Będziemy pamiętać o twojej szczodrej ofercie - zapewnił ją Stanley.
- Przychodźcie czasem do mnie. Czuję się tutaj taka samotna. Nikt Marty nie przychodzi odwiedzać - odparła.
- Na pewno kiedyś wpadniemy - pokiwał głową do niej, a następnie spojrzał się na swojego kompana - Na nas już chyba czas. Powinniśmy się zbierać zanim będzie za późno na powrót do naszego dormitorium - poinformował ich rozmówczynię.
- Dokładnie tak - Samuel potwierdził słowa swojego druha - Dziękujemy ci jeszcze raz za wszystko. Mogłaś nas wydać ale tego nie zrobiłaś. Nie jesteś taka zła jak inni o tobie mówią
- Nie jestem taka wredna jak ten cały Irytek!
- To akurat prawda. Zresztą raczej ciężko być bardziej od niego - Stan zaśmiał się na słowa Marty.
Chłopcy ruszyli powolnym krokiem w stronę drzwi od łazienki. Teraz powoli dochodziło do nich, że utrata tego tomiku o nekromancji nie była aż taką dużą ceną za dalsze posiadanie praw uczniowskich. Wiadomo, że lepiej byłoby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu ale mimo wszystko lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Kto wie, jaka teraz spotkałaby ich kara za nocny wypad na korytarze Hogwartu i to nie pierwszy raz w tym roku już. Nie wspominając o zeszłym roku czy nawet poprzednich latach. Jeżeli to też miałoby być brane pod uwagę, to los tej dwójki byłby przesądzony już dawno.
- Wiesz co Sam. Przepraszam - zreflektował się Stanley - Nie powinienem był tak na ciebie najeżdżać wcześniej. Cieszę się, że nie dałeś się złapać tylko po to, aby ratować tę księgę - poklepał przyjaciela po plecach -Nie chcę nawet myśleć jak to mogłoby się skończyć jakby zatrzymali Cię właśnie z nią w rękach. Prawdopodobnie moglibyśmy się już w Hogwarcie nie spotkać. No i Twoi rodzice w Ministerstwie mogliby mieć mocno przechlapane przez takiego syna - zaśmiał się.
- No wiesz Ty co… Ale dzięki. Dobrze, że chociaż raz miałeś cywilną odwagę aby się do tego przyznać, że nie zawsze postępujesz zgodnie - Samuel uśmiechnął się do kompana i odetchnął z ulgą.
Kiedy znaleźli się przy wyjściu złapała ich lekka trema. Co jeżeli profesorowie czekają na nich tuż za drzwiami? Nie mieli jednak innej możliwości jak wyjść i się przekonać o tym na własnej skórze.
- Jest lekki stresik, co? - Stan zagaił jeszcze zanim wrócili na korytarz.
- Mały. Ale trzeba iść. Nic tu po nas dłużej - odpowiedział mu.
- Żegnaj Marto! Do zobaczenia - odwrócił się i pożegnał się z ich rozmówczynią.
- Do widzenia - wtórował mu Samuel.
Marta tylko pomachała im na odchodne, a ślizgoni złapali za klamkę, otworzyli ją i chwilę później znaleźli się już na korytarzu. Mimo złego spojrzenia portretów i ich momentami nieprzychylnych komentarzy ruszyli do swojego dormitorium, starając się nie wpaść na żadnego z nauczycieli po drodze.
Koniec sesji


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (2090)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa