• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
[wiosna, 1972] Beltane, po zmierzchu – Hiacynty – Mackenzie & Martin

[wiosna, 1972] Beltane, po zmierzchu – Hiacynty – Mackenzie & Martin
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#11
03.04.2023, 16:45  ✶  

Martin był przyzwyczajony do humorków małych i dużych. Skaczące sobie do gardeł kobiety były normalnym widokiem dla kogoś w rodzinie Sue. (Nic dziwnego, że jego ojciec osiedlił się w spokojnym gniazdku Crouchów.) Niezwykłością aktualnego zdarzenia była nieznajomość łącząca obie kobiety. W znanych Martinowi sferach, wszelkie nieuprzejmości między obcymi obtaczano w mięciutkie frazesy, skropione tylko pasywno-agresywnym aromatem. Tak, ten chłopak nigdy nie widział kłócących się na ulicy kobiet. Tak się kończy niewychodzenie z domu.

Sytuacja pełna niezręczności. I zagadek. Crouch nie wiedział jak radzić sobie ze wspomnianą wielokrotnie boginią. Czarodzieje mieli od groma bogów. Założył, że chodzi o kogoś związanego z Beltane, czyli zapewne bogini miłości lub płodności, czy czegoś takiego.

— Jak wygląda ten rytuał?

Mógł nie wyjść, skoro magia nie działała, ale lepsze było to niż bezczynność.

Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#12
03.04.2023, 22:21  ✶  
Wcześniej był dobrym mężem…
A potem ją zdradził.
Mackenzie nie znała się na czarnomagicznych klątwach. Nie znała się też na rytuałach i tańcach wokół ogniska. Nic ze słów czarownicy nie przekonywało jej jednak do tego, że klątwa faktycznie została rzucona – może tak, może nie – i że Mackenzie powinna wziąć udział w jakimkolwiek rytuale rozpraszającym. Gdyby była bardziej wymowna, może zaczęłaby punktować wszystkie dziury w tej historii. Że Ministerstwo zajmuje się czarną magią, że Mackenzie pamiętała niewiele, ale na pewno to, że wiatr porwał nie tylko ją i że na pewno nie zrobił tego, by bogini mogła do kogoś ją zawieść (…bogini zsyłająca komuś na pomoc Mackenzie Greengrass? Dobre sobie), i że skoro nie wiedzą, jak działa ten rytuał, to równie dobrze może być to coś złego. A także…
- …i nie zna zupełnie nikogo, kto mógłby odprawić z nią nieszkodliwy rytuał w noc Beltaine – mruknęła, tylko jedną rzecz w stronę Martina, a nie ku kobiecie.
Hipokryzja.
Bo Mackenzie też nie miała absolutnie nikogo, kogo mogłaby prosić o taką pomoc.
Ale normalni ludzie - ci, na których patrzyła, jak w Hogwarcie zawierają przyjaźnie, jak krążą po Hogsmeade, jak spotykają się grupowo barach i razem chodzą na mecze, jak potrafią ze sobą rozmawiać i zachowywać się tak, by nie wzbudzać irytacji w innych - mieli takie osoby. Może nie nazbyt wiele, ale przynajmniej jedną albo dwie. Stąd nasuwał się jej wniosek, że z tą czarownicą coś jest nie tak.
Tak czy inaczej, drogę będzie musiała odnaleźć sama. Znała Knieję. Była pewna, ze prędzej czy później dostrzeże coś znajomego. Nie ruszyła ku kąpielisku: równie dobrze mogłaby skoczyć z jakiegoś wysokiego klifu. Nie ruszyła też w las, przynajmniej na razie. Zaciskając dłonie na trzonku miotły, ruszyła powoli jedyną ścieżką. Ku widocznemu w oddali światłu. Miotłę mocno trzymała w garści. Ta była teraz nie tylko skarbem, ale też w pewnym sensie potencjalnie jedyną bronią. Nie zamierzała pomagać, bo nie ufała tej kobiecie, a branie udziału w jakichkolwiek rytuałach, których nie znała, zdawało się Mackenzie bardzo złym pomysłem.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#13
04.04.2023, 01:12  ✶  
Czarownica posłała Martinowi delikatny, niezbyt szeroki uśmiech.
- Nie jest trudny – powiedziała. – Zatańcz ze mną przy ognisku. Powtarzaj moje ruchy. Ja będę szeptać inkantację, która dzięki wsparciu bogini powinna oczyścić umysł mojego męża. Jeśli to nie zadziała, trudno, będę wiedziała przynajmniej, że zrobiłam wszystko, co tylko mogłam – wyjaśniła, odwracając od Croucha wzrok.
Dalej było dość prosto. Ognisko, które musiała wcześniej rozpalić, nie był zbyt duże. Kobieta stanęła naprzeciwko Martina – odgradzały ich od siebie wznoszące się do nieba płomienie. Ruchy, które zaczęła wykonywać nie należały do skomplikowanych. Krok w lewo, dwa w prawo, obrót i znowu: krok w lewo, dwa w prawo i obrót. Dwa razy dookoła ogniska, jak dwoje jest ludzi, który łączy jedna miłość. Ona szeptała przy tym słowa inkantacji, on musiał tylko tańczyć razem z nią.
Tymczasem Mackenzie oddalała się od ogniska. Ścieżka, po której szła była zwykła, polna, trochę już wydeptana. Im bardziej się oddalała, tym bardziej pogrążała się w ciszy. Dźwięki kąpieliska umilkły. Umilkł również trzask ognia i jeśli obejrzała się za siebie, widziała tylko poruszające się przy ognisku, coraz mniejsze sylwetki.
Ale także im bardziej się oddalała od Martina i czarownicy, tym lepiej widziała, że zbliżała się do jakiejś stojącej na uboczu kamiennej chaty. Widziała w jej oknach światło. Domostwo wyglądało na zadbane. Miało wypielęgnowany ogródek i było otoczone drewnianym płotem.
Tymczasem czarownica i Martin zakończyli rytuał. Kiedy to zrobili, Mackenzie nie było już widać zupełnie. Kobieta wyglądała na całkiem zadowoloną.
- Chodź ze mną do mojego domu – powiedziała do Croucha. – Tak. Magia nie działa prawidłowo, ale możesz spróbować z siecią Fiuu lub z posłaniem sowy, by przysłano kogoś po ciebie. A jeśli nie będziesz chciał posłać sowy lub skorzystać z sieci Fiuu, poczekamy do rana. Rankiem przeprowadzę cię bezpiecznie przez las – zaproponowała.
A potem poprowadziła go dokładnie tą samą ścieżką, którą szła wcześniej Mackenzie. Ku dokładnie temu samemu domowi, bo to był dom, w którym mieszkała wraz ze swoim mężem.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#14
05.04.2023, 10:01  ✶  

Taniec. Martin performował podobne cuda gdy był jeszcze mały i miotany przez wszystkie kobiety w rodzinie. Z ciocią nie zatańczy? Na szczęście ów taniec rytualny nie miał w sobie wiele fizycznych doznań, a był ograniczony do ruchów jak przy czarowaniu, z wyjątkiem używania wszystkich kończyn. Sztywno i w zakłopotaniu, Crouch naśladował ruchy kobiety. Nie chciał, aby z powodu jego marnej fizyczności rytuał przepadł. Na szczęście drugi świadek, Mackenzie, oddalał się, co stanowiło dozę ulgi.

Tak jak przewidział, nic się nie stało. Z dozą poczucia winy ruszył za kobietą do jej domu. Chociaż dobrze wiedział, że magia nie działała, czuł jakby sedno problemu tkwiło w jego pokracznych ruchach.

— Mógłbym napisać do matki... Może ona zna kogoś, kto mógłby pomóc — zaproponował. Stary Martin wskoczyłby do kominka i tyle by go widziano, ale w nowym życiu postanowił dawać więcej od siebie. A zupełnie przypadkowa kobieta w głębi lasu nadawała się do tego idealnie. Żadnych świadków. Cóż, prawie, bo znów napotkali Mackenzie.

Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#15
05.04.2023, 18:00  ✶  
Jeśli Martin miał okazję brać udział w rytuałach, które być może były nieszkodliwe i oczyszczające, a może mogły zrobić krzywdę jemu albo odebrać wolną wolę mężowi wiedźmy... to Mackenzie nie zamierzała go powstrzymywać. Nie była aż tak dobrą wiedźmą, by starała się komukolwiek przemówić do rozumu w takich okolicznościach.
Odeszła i wędrowała szybko, gdy oni jeszcze tańczyli. Niepokój gryzł ją, zapewne dużo mniejszy, niż dręczyłby kogoś "normalniejsze" od Mackenzie, ale jednak wciąż obecny. Coś stało się na Beltaine. Nie wiedziała co. Porwał ją wiatr. Dziwna kobieta odprawiła jakiś równie dziwny rytuał wokół ognisk. A kto wie, czy to nie rezultat tych tańców, że tu przywiał ich wicher? Mackenzie wciąż nie rozpoznawała okolicy. To nie był jeszcze najgorszy dzień w jej życiu, ale niebezpiecznie zbliżał się do pierwszej dziesiątki.
W końcu jednak dotarła do źródła światła. Budynek. Być może zamieszkały.
Przy domku zawahała się na chwilę, ale istniała szansa, że - być może - będzie mogła zapytać w nim kogoś o drogę. Obejrzała go najpierw, jakby szukała jakichś podejrzanych śladów, a potem, jeżeli wiedźma i Martin jeszcze się nie pojawili, zapukała do drzwi. Gdyby jednak zobaczyła ich na ścieżce, zamierzała po prostu odejść, kierując się dalej. Dla niej ta kobieta była podejrzana, a to, że Martin był skłonny jej pomóc, skłaniało ją ku wnioskowi, że lepiej trzymać się od niego z dala.
- Przepraszam? - spytała, niezależnie od tego, czy drzwi się rozwarły, czy nie. - Chciałabym zapytać tylko o drogę. W którym kierunku do Doliny Godryka?
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#16
08.04.2023, 00:00  ✶  
Kiedy Mackenzie otwierała furtkę i wchodziła na podwórze, Martin z czarownicą wciąż jeszcze znajdowali się przy ognisku. Z wnętrza domu dochodziły dźwięki, jakby w środku było przynajmniej kilka osób. By zadać swoje pytania, Greengrass musiała nacisnąć na klamkę i przynajmniej uchylić drzwi, by zwrócono na nią uwagę. Z chwilą, gdy to zrobiła, poczuła jak jakieś magiczne zaklęcie wciągnęło ją do środka.
Tymczasem towarzysząca Crouchowi czarownica była zdziwiona okazaną przez niego szczodrością. Uśmiechnęła się szerzej, kierując wzrok ku jaśniejącemu w mroku nocy domowi.
- Jeśli rytuał się udał, wszystko co mnie dręczyło, właśnie dobiegło końca.
Kiedy wchodzili na podwórze, Mackenzie już od kilku minut była w środku.

Koniec sesji

Tu kończy się część 1 waszej przygody. 2 część rozpocznie się niedługo w nowym wątku, przy którym was otaguję.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mackenzie Greengrass (1669), Martin Crouch (972), Norvel Twonk (1932)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa