16.04.2023, 18:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 15:12 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
NIE ZAMYKAJ OCZU II
Przez cały dzień czułeś na sobie czyjeś spojrzenie. Nieprzyjemne uczucie towarzyszyło ci od rana, odkąd zwróciłeś uwagę na dziwaczny cień gdzieś w okolicy swojego miejsca zamieszkania... Za każdym razem, kiedy odwracałeś głowę, nie widziałeś za sobą nic niepokojącego. Kiedy wreszcie wróciłeś do domu i położyłeś się spać, śniło ci się, że ktoś stoi nad twoim łóżkiem. Wysoki, chudy mężczyzna w mugolskim stroju, ze strzelbą myśliwską, uśmiechnął się do ciebie i powiedział: „pozbyłem się go, na jakiś czas da ci spokój...”. Kiedy się obudziłeś, jedno z okien było otwarte, chociaż byłeś pewien, że je zamykałeś.
Przez cały dzień czułeś na sobie czyjeś spojrzenie. Nieprzyjemne uczucie towarzyszyło ci od rana, odkąd zwróciłeś uwagę na dziwaczny cień gdzieś w okolicy swojego miejsca zamieszkania... Za każdym razem, kiedy odwracałeś głowę, nie widziałeś za sobą nic niepokojącego. Kiedy wreszcie wróciłeś do domu i położyłeś się spać, śniło ci się, że ktoś stoi nad twoim łóżkiem. Wysoki, chudy mężczyzna w mugolskim stroju, ze strzelbą myśliwską, uśmiechnął się do ciebie i powiedział: „pozbyłem się go, na jakiś czas da ci spokój...”. Kiedy się obudziłeś, jedno z okien było otwarte, chociaż byłeś pewien, że je zamykałeś.
– Mav! Wstawaj, potrzebuję cię.
Głos Brenny, budzący Mavelle w tej porze tuż przed świtem, gdy słońce dopiero malowało niebo na wschodzie pierwszą szarością, nie był niczym nowym. Brenna czasem wpadała tak do kuzynki do jej dormitorium w Hogwarcie, by koniecznie coś pokazać Mavelle, wybrać się skoro świt do Hogsmeade albo wymknąć gdzieś nocą. Nawet potem bywało, że albo Mavelle nocowała w posiadłości, albo Brenna u Mavelle, i przy takich okazjach nie raz, nie dwa, okazywało się, że Brenna ma Plany – na przykład na wspólne szukanie skrzatów na wrzosowiskach, a te pojawiały się głównie o wschodzie i zachodzie albo włóczęgi po mugolskim Londynie.
Ale tym razem w głosie Brenny słychać było zaniepokojenie.
Wczoraj miała nieodparte wrażenie, że ktoś za nią chodzi. Obserwuje. Zwalała to wprawdzie na karb swojej paranoi, zresztą w pędzie, gdy czekało tysiąc i jeden spraw, nie miała czasu przejąć się tym bardziej niż na tyle, by nieco bardziej uważać, częściej oglądać się za siebie i stale trzymać różdżkę pod ręką. W domu, w warowni Longbottomów, Brenna zawsze czuła się bezpiecznie i prawie o tym zapomniała…
…i może dlatego była tak zaniepokojona.
Przedziwny sen, który miała, zdawał się aż nazbyt realny. Sny Brenny nie zawsze były tylko snami, ale tym razem nie wyglądało to na wspomnienie przodka czy kogoś, kto mieszkał w tym domu. Mężczyzna w mugolskim ubraniu. Zająłem się nim… nim, czyli kim? I to otwarte okno, kiedy, do cholery, była całkowicie pewna, że je zamknęła.
Czy ktoś zdołał pokonać zabezpieczenia domu Longbottomów? Przedostać się przez nie? Czy był to tylko dziwny sen? Czy nie mogli się czuć bezpiecznie nawet tutaj, w miejscu zwanym nie bez powodu warownią? Jak niektóre rody czystej krwi miały muzea, inne oceania albo wspaniałe ogrody, tak oni mieli ogromny budynek, chroniony najpotężniejszymi zaklęciami, jakie wynaleźli czarodzieje…
Tamten cień, który zobaczyła...
Czy ten cień był czymś więcej?
To dlatego Brenna poderwała się z łóżka i wpadła do pokoju kuzynki. Wciąż ubrana w swój nocny strój, wypłowiałą, czerwoną bluzę oraz spodnie od piżamy, rozczochrana bardziej niż zwykle, ze śladem na policzku od poduszki.
– Musisz obwąchać mój pokój – zażądała tonem nieznoszącym sprzeciwu. Było to z pewnością niegrzeczne i prawdopodobnie ktoś obcy mógłby się oburzyć. Ale cóż, w tej rodzinie ludzie już dość spokojnie przyjmowali, kiedy jakiś krewny (tudzież przyjaciel) wpadał do ich pokoju (albo słał sowę czy patonusa) domagając się pomocy w sprawie klątw, złamań, śledztw, napadów i tak dalej, i tak dalej. Brenna w podobnych sytuacjach po prostu stawała i szła sprawdzić, co się dzieje. I jakoś odruchowo wobec Mavelle postąpiła tak, jak zwykle ludzie wobec niej. Ewentualnie zaniepokojona i zaspana nie wpadła nawet na to, jak absurdalnie brzmią jej stwierdzenia. – A potem powinnyśmy narysować portret pamięciowy – oświadczyła.
Normalnie w kłopotach zwróciłaby się pewnie do brata. Ale Mavelle miała w tej chwili nad Erikiem dwie przewagi. Po pierwsze, słynny nos Bonesów. Brenna była pewna, że wychwyci obcy zapach w jej pokoju i jeżeli to nie był tylko sen, ona będzie mogła o tym powiedzieć. Po drugie, robiła w Departamencie portrety pamięciowe, dzięki temu, że była niezła w rysunku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.