• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
« Wstecz 1 2
[04/1972] Granulat dla Mellvynów - Mellvyn & Geraldine

[04/1972] Granulat dla Mellvynów - Mellvyn & Geraldine
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#11
19.04.2023, 11:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2023, 12:06 przez Mellvyn Ollivander.)  
Z pełnego skupienia mamrotania kilkunastej próby użycia elementarnego zaklęcia wyrwało go jej pytanie. Nagle poderwał głowę, by przestronnymi źrenicami wpatrzeć się w jej oczy bez cienia zrozumienia.
- Tak - odpowiedział po kilku sekundach zastanowienia.

Oderwany od zajęcia, na którym się zafiksował, odetchnął z ulgą i odchylił głowę w górę. Zimno mu było w ręce, czuł dreszcze na plecach. Chyba haj już się "osadzał", niedługo powinna wejść faza nieokiełznanej fascynacji światem i bezskresnego zaangażowania... we wszystko. Dla niego to była najlepsza część ćpania stymulantów, chociaż zawsze musiał pilnować, żeby nie dać się rozproszyć. Skakanie między kilkunastoma czynnościami tylko męczyło i frustrowało, łatwo było skończyć płacząc z bezsilności pośrodku sterty losowego syfu.

Ściągnał brwi, przypominając sobie o jej pytaniu sprzed chwili. Ścisnęło go w piersi.
- Za... dwa? Za dwa i pół roku? Nie, wcześniej, bo trochę czasu już minęło... Ale za dwa i pół maks. - Wilgotniał mu głos, gdy uświadomił sobie upływ czasu. Wolał o nim nie pamiętać. Kurwa, myślenie o tym teraz to był najgorszy możliwy pomysł.

Aby odwieść uwagę od powolnego umierania, rozejrzał się po pokoju. Jego oczy zaczepiły o płomień lewitującej świecy, który teraz wydawał się boleśnie jasny. Zapstrykał palcami, aż przygasł. Teraz siedzieli w ciepłym półmroku, prawie w ciemności.
- Chciałbym zrobić coś widowiskowego zanim zdechnę. Coś dobrego albo chociaż bardzo głupiego - mówił, desperacko starając się utrzymywać na twarzy uśmiech.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#12
19.04.2023, 12:24  ✶  

Doszło do niej, że się zgodził, żeby mu pomogła. Zastanawiała się, czy niezbyt szybko się nie zangażowała. Sięgnęła po różdżkę, próbowała ją znaleźć. Szło jej to jednak raczej opornie. Wydawało się jej, że trwa to wieczność nim poczuła ją w kieszeni płaszcza. Złapała ją w lewą rękę i wykonała w powietrzu machnięcie, tyle, że jeszcze nie rzucała zaklęcia, postanowiła najpierw przypomnieć sobie, jaki ruch nadgarstkiem wykonać i co powiedzieć. Chyba była gotowa, chociaż czuła, że będzie to poważny test. Skoro Mellvyn próbował tak długo i nadal mu nie wyszło z nią pewnie będzie podobnie. Czas najwyższy spróbować - wbrew podejrzeniom udało jej się. Napełniła karawkę strumieniem wody z różdzki.

Postanowiła wstać, potrzebowała tej wody. Czuła, że jeszcze moment, a wyschnie. Nerwowo przygryzała dolną wargę. Podniosła się na nogi, jednak musiała chwilę odczekać, żeby nimi poruszyć. Udała się w kierunku wody, sięgnęła po karawkę i napiełniła dwie szklanki, które wcześniej przyniósł mężczyzna. Wypiła zawartość swojej jednym haustem i ponownie napełniła szklankę. Było trochę lepiej. Sięgnęła po drugą szklankę i ruszyła w kierunku mężczyzny, aby mu ją przekazać, wyciągnęła dłoń ze szkłem, tak że znalazła się tuż przed nim. - Pij. - Powiedziała takim tonem, że nie mógł jej odmówić.

Odpowiedział na jej pytanie, zawiesiła wzrok na jego twarzy. Przyglądała mu się uważnie próbując zrozumieć, czy sobie z niej żartuje, czy mówił poważnie. Chciała się roześmiać, jednak jego mina świadczyła o tym, że to chyba nie był żart. Przełknęła głośno ślinę. - Dwa lata to w sumie nie tak dużo czasu. - Geniusz był z tej Yaxley bezdyskusyjnie. - To pewne? - Może tylko gdybał, zresztą skąd mógł wiedzieć, że zostało mu akurat tyle? Los bywał przekorny. Próbowała się skupić, szło jej to jednak niezbyt dobrze. Nie spodziewała się, że przyjdzie im tu dyskutować o śmierci.

Yaxley postanowiła wrócić na kanapę, w tej chwili była to chyba najlepsza możliwość. Szła lekko bujając się na boki, w lewej dłoni trzymała swój kubek z wodą. Gdy ponownie usiadła wbiła w szklankę swoje spojrzenie, wydawała się być jej ona okropnie fascynująca, z tą wodą w środku, poruszała nią to w lewo, to w prawo i obserwowała zawartość, która uderzała w szkło to z jednej, to z drugiej strony. - Widowiskowego, hmm. - Czy powinna mu teraz podsunąć jakiś pomysł? Nie do końca wiedziała jak się zachować. - Coś głupiego bardziej do mnie przemawia, nie lubię heroizmu, a Ty nie wyglądasz mi na bohatera, po co dobro? - Uniosła spojrzenie znad szklanki, żeby na niego zerknąć. Dopiero teraz zauważyła, że w pomieszczeniu zrobiło się ciemniej, uspokajało to jej myśli.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#13
19.04.2023, 15:04  ✶  
Wziął od niej szklankę i zamieszał znajdującej się w niej wodą z zaskakującą delikatnością. Przez moment przyglądał się połyskiwaniu wzburzonej powierzchni cieczy, oblizał wargi. Mdliło go na samą myśl o wypiciu czegokolwiek. Gardło miał zaciśnięte, tętno wystrzelone w kosmos, jego ciało i umysł perfekcyjnie zsychronizowane do zapierdalania - to nie był czas na zaspokajanie podstawowych potrzeb fizjologicznych.  No, może poza jedną, bardzo konkretną. Podniósł wzrok na Yaxley.

Prawie udławił się własną śliną, kiedy jego dramatyczne wyznanie skwitowała oceną, że nie zostało mu tak dużo czasu. Zdecydowanie nie nadawała się na psychologa, ale to w sumie dobrze.
- Tak, to pewne. Nie ma na to lekarstwa - potwierdził wstrzymując śmiech.
Był tak, kurwa, skończony, że jego życie już nie wyglądało na nic poza komedią.

Przesunął dłonią po ladzie i nareszcie się od niej oddalił: ze szklanką w dłoni usiadł na małej kanapie. Żeby było zabawniej, to wcisnął się w kąt, możliwie najbardziej zwiększając dystans między sobą a łowczynią.
- O, jak możesz tak mówić - żachnął się, ciężko było z niego wyczytać, czy na poważnie, czy na żarty. - Dlaczego nie wyglądam ci na bohatera?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#14
19.04.2023, 16:51  ✶  

Yaxley nigdy nie była specjalnie delikatna. Z domu wyniosła raczej pewną oziębłość, byli wychowywani dosyć surowo. Nikt specjalnie się nad nimi nie pastwił. Pozostawało więc jej wybaczyć tą bezpośredniość. Naprawdę starała się być miła, jednak nie do końca jeszcze potrafiła walczyć z tym, żeby zastanowić się dłużej nad słowami, które wybirzemiewały z jej ust. Może kiedyś jej się uda nad tym zapanować, chociaż trochę za późno już było na takie zmiany zachowania, to nieokrzesanie pewnie zostanie z nią do samego końca.

Nie wziął chyba do siebie jej komentarza, bardzo dobrze, nie było się bowiem czym przejmować. - Nie znoszę takich odpowiedzi, nie ma na to lekarstwa. Nie ma rzeczy niemożliwych, skąd wiesz, że ktoś go nie wymyśli? Zresztą gdybyś się trochę postarał, pewnie sam dałabyś radę, mieszasz tu te różne składniki, ziółka, chuje muje dzikie węże. - Omiotła jeszcze wzrokiem to miejsce. Była laikiem jeśli chodzi o tworzenie eliksirów, jednak jego miała za specjalistę w tej dziedzinie. Chyba lepiej nie mogło trafić z tą chorobą, w końcu sam mógł zacząć pracować nad lekarstwem.

Kiedy zajął miejsce na kanapie Gerry podciągnęła nogi do góry i usiadła po turecku. Odwróciła się tak, by siedzieć bokiem. Spoglądała na niego dłuższą chwilę, musiała zebrać myśli. Czuła, że znowu zasycha jej w gardle, gdyby mogła wlałaby w siebie całą zawartość karafki, czuła jednak, że to i tak by jej nie pomogło. Dała więc sobie z tym spokój. Musiała się pogodzić z tym, że to uczucie pragnienia będzie jej towarzyszyć przez najbliższe kilka godzin.

- Tak po prostu mogę, chcę. Nie udawaj, że się tym przejmujesz. - Zresztą nie widziała w tym nic złego, nie każdy musiał być bohaterem. Świat nie był czarno-biały i nie dzielił się jedynie na tych złych i dobrych, potrzebni byli tacy jak oni - szarzy, przynajmniej w ten sposób widziała go i siebie Yaxley.

Bo tak. Miała ochotę odpowiedzieć, nie sądziła jednak, że go ta odpowiedź usatysfakcjonuje. - Bohaterzy chyba nie robią takich rzeczy; nie mieszkają w melinach, nie ćpią po nocach, chociaż się nie znam, też nim nie jestem. - Przetarła dłonią oczy, przy okazji schowała za ucho niesforne kosmyki włosów, które zaczęły jej przeszkadzać, miała wrażenie, że za bardzo ją rozpraszają, nie mogła się skupić na niczym innym. Teraz była gotowa aby kontynuować rozmowę. - Chyba, że wiesz, czujesz, że jest inaczej, to zwracam honor. - Wróciła jeszcze do jego pytania.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#15
19.04.2023, 23:16  ✶  
On znowu patrzył w wodę, trawiąc zagrzewające do walki słowa Geraldine. Nie mógł odmówić jej optymizmu. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu pokładała idiotycznie dużo wiary w jego umiejętnościach alchemicznych, które w rzeczywistości wyglądały bardzo przeciętne. Nigdy nie był w niczym naprawdę dobry i eliksiry nie były wyjątkiem, dlatego też skończył warząc mierne napoje wyskokowe i odtrutki na zjazd w zaszczanej przez szczury piwnicy.
- Nie jestem aż taki głupi, żeby myśleć, że wyleczę się sam z Nocnej Mary. Ale wróciłem do Londynu właśnie przez to, że miałem głupią nadzieję na znalezienie kogoś, kto będzie w stanie to zrobić... - Westchnął, oglądając swoje siniejące z zimna dłonie. - Chciałbym być bogaty i mieć kontakty, wszystko byłoby łatwiejsze.

Mniej-więcej w tym momencie wręczył kobiecie szklankę z wodą i sięgnął za oparcie kanapy. Chwilę się z czymś szarpał, aż wreszcie triumfalnie pokazał wyciągnięty z głębin mebla koc w panterkę. Łowczyni nie mogła tego wiedzieć, ale stanowił on cały jego zestaw pościeli, bo nie uznawał ani prześcieradeł, ani poszewek.
- Zimno, nie? Zimno. - Sam zadał pytanie i sam na nie odpowiedział; był samowystarczalny, był taki wydajny.
Później ostrożnie przykrył ją i siebie. Woń koca tonęła w ciężkim zapachu zabajonych ziołem fajek, których dzisiaj wypalił kilkanaście.

Po chwili zapalczywego pocierania dłońmi o siebie, podjął temat:
- W zasadzie... to tak. Czuję, że jest inaczej. - Myślał o tych wszystkich swoich ucieczkach, o kłótniach, o bójkach, kradzieżach i efemerycznych romansach. O chlaniu, ćpaniu i o okaleczaniu się. O trwającym miesiącami, rozrywającym duszę bólu i o nagłych zastrzykach energii, które dawały mu złudną nadzieję, że będzie lepiej. Zazgrzytał zębami. - Ja się staram, to chyba najważniejsze? To wszystko jest takie trudne. Dla mnie. Dla innych jest prostsze, inaczej by nie dali rady, by nie dali rady, tak jak ja. Chyba, że jestem po prostu jakiś głupi i tyle. Zły z natury.

Rozmowa była ciężka, pełna emocji, ale mu i tak brakowało bodźców. Gdy mówił, wyciągnał z kieszeni zmiętego szluga i wymacywał różdżki, żeby go odpalić, ale zorientował się, że zostawił ją na ladzie.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#16
20.04.2023, 00:07  ✶  

Ona uważała, że warto walczyć. Zawsze. Miała wiarę, której najwyraźniej brakowało jej dzisiejszemu towarzyszowi. Nie miała pojęcia na jakim poziomie były jego umiejętności związane z tworzeniem eliksirów, ale coś tam chyba potrafił skoro z tego żył. Ciężko jej było zrozumieć takie negatywne podejście, wydawało jej się, że się poddał, chętnie by nim potrząsnęła, mocno, żeby się opamiętał. Na szali było przecież jego życie. Nie zrobiła jednak nic, tylko wpatrywała się w niego. Faktycznie miał gorzej, jej bezsenność nie niosła za sobą żadnych dodatkowych rewelacji, jak chociażby nadchodząca śmierć.

- Ja jestem bogata. - Odparła zachrypniętym głosem. Jakby miało go to jakoś pocieszyć. - i mam kontakty. - Może lepiej by było, gdyby to ona znalazła się na jego miejscu, skoro posiadała to, czego mu brakowało. Miała świadomość, że sporo czasu spędził poza Londynem, zapewne wiele osób zapomniało o jego istnieniu, nawet jeśli kiedykolwiek było dane im go poznać. - Mogę popytać. Wystarczy jedno Twoje słowo. - Nie zamierzała robić nic wbrew jego woli, ale poczuła jakąś taką dziwną potrzebę związaną z chęcią niesienia pomocy, a to nie zdarzało się szczególnie często. Decyzja należała do niego, miała świadomość, że zdarzały się osoby, które odrzuciłyby taką propozycję.

- Nocna Mara brzmi chujowo. - Nazwę choroby pewnie gdzieś słyszała, jednak nie do końca zdawała sobie sprawę, jak wygląda jej przebieg. Z tego, co wcześniej wspominał zrozumiała, że musi postępować dosyć szybko.

Przejęła szklankę z wodą, nie zamierzała zwlekać ani chwili, wypiła jednym, sporym łykiem całą jej zawartość. Nie miała pojęcia, co on robił, jednak jego twarz zniknęła jej na moment z pola widzenia.

- Gustowny. - Skomentowała jeszcze jego zdobycz. W sumie dopiero teraz dotarło do niej, że ją samą również ogarnął chłód, taki nietypowy, który rozchodził się po całym ciele.

Koc okazał się być całkiem miły, przynajmniej na tę chwilę. Potrzebowała jednak czasu, aby znowu się rozgrzać. Wyciągnęła ręce na wierzch, nachyliła się przed siebie aby postawić szklankę na podłodze, przeszkadzała jej ona teraz tylko zupełnie niepotrzebnie. Okazało się to być sporym wyczynem, przez moment miała wrażenie, że jej twarz spotka się z podłogą. Na całe szczęście jednak jakoś udało jej się wrócić do poprzedniej pozycji.

Głupi... Zły... Nie o to jej przecież chodziło. Kurwa mać. Dlaczego była tak okropna w gadce. Zaginęła dłoń i poczuła, jak paznokcie wbijają jej się w jej wnętrze. Otworzyła ją po chwili, aby zobaczyć, czy pozostał ślad. Dostrzegła zadrapanie, przyglądała mu się uważnie, w między czasie zaczęła mówić. - To nie tak. - Chciała, aby zrozumiał o co jej chodzi. - Istotne, że się starasz. Nie ma sensu jednak uszczęśliwiać innych, ważne, żebyś to Ty był zadowolony i robił coś dla siebie. Dobro, tylko po to, żeby było dobre nie ma sensu. - Tak samo, jak to co mówiła, ale o tym nie wspomniała, czuła, że ciężko jest jej ubrać myśli w słowa.

Przestała w końcu przyglądać się swej dłoni, ponownie wpatrywała się w mężczyznę. Zauważyła fajkę, chyba czegoś szukał. - Czekaj. - Powiedziała, po czym jej dłonie zniknęły pod kocem, musiała ją gdzieś mieć, w którejś kieszeni. Wcale nie tak łatwo było ją wyciągnąć z kieszeni spodni, jednak jakoś się udało. - Pomogę. - Nachyliła się nad nim z srebrną, mugolską zapalniczką Zippo w lewej ręce. Nie tak łatwo było jej spowodować, żeby zadziałała, jednak po której próbie z kolei się udało. Wtedy zbliżyła płomień do szluga, aby mu go odpalić. - Ciagnij, w sensie weź sie zaciagnij. - Byleby pojawił się żar, wtedy będzie po problemie.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#17
20.04.2023, 13:19  ✶  
Mrużył oczy w niedowierzeniu mieszanym z zaskoczeniem, kiedy blondynka oznajmiła mu, że jest bogata i że ma znajomości.
Dlaczego w takim wypadku zjawiła się tutaj, w jego norze, aby sprzedać mu ścinki smoczego pazura o wartości jakichś dwudziestu galonów? To było nic, to były dla niej grosze, przy takim nakładzie jebania się byłaby w stanie zarobić dziesięć razy więcej, co najmniej.
Zaczynał mieć podejrzenie, zaczynał mieć obawy, ale wielokrotnie doświadczył już jakichś przekombinowanych lęków na prochach, potrafił podejść do nic z dystansem: nic się nie stało i nic się nie działo.
- Popytaj - dał jej to słowo, na które czekała, acz nie był pewien, czy faktycznie chciała je usłyszeć. Miło było poczuć się altruistą, ale pracować na ten tytuł już mniej.

To nieprzyjemne napięcie, ta nerwowość nie opuszczały go jednak. Rozpoznawał w nich początek bad tripa. Męczyła go ta myśl, gdy nachylał się nad drogą zapalniczką Geraldine i nieporadnie zaciągał ogień do fajki. Zakaszlał, ale rozpalił.
- Moje dobro, czy nawet ja ogólnie, jako jednostka, mam małe znaczenie w perspektywie tego, co jest do zrobienia. Tu są dzieci do nakarmienia, prawa do wywalczenia, rewolucje do wygrania. Siedzimy w tym swoim ukryciu, żerujemy na tym, kurwa, gnijącym ciele ludzkości jak sekretne pasożyty. Jakby świat miał być wieczny. A nie będzie... - Przerwał na moment, żeby się mocniej zaciągnąć i strzepać popiół z koca. - My tu wciągnęliśmy sobie granulat, wesolutko gadamy o biedzie, niebiedzie, chorobach. Ale poza naszym szkolnym klubem specjalnie uzdolnionych rasistów-separatystów dzieją się znacznie większe rzeczy. Wycieki ropy, ludobójstwa, wojny na skalę, której, mam wrażenie, zasrane Ministerstwo nie potrafi sobie wyobrazić.

Trząsł nogą pod kocem, drapał się po prawej ręce coraz mocniej. Czuł się źle i wiedział, że powinien przestać nurzać się w defetyzmie, ale jego umysł okazał się być absolutnie zaabsorbowany wizją niedalekiej śmierci.
- Mają bombę atomową. Znaczy, mugole. Wiesz co to jest? Wystarczy jedna, żeby zmieść nas z powierzchni ziemi w mgnieniu oka. Na coś takiego nie ma, kurwa, przeciwzaklęcia.
Najlepiej jakby zwalił sobie konia czy coś, ale sytuacja nie pozwalała na realizację tak niekonwencjonalnych i śmiałych technik przerywania błędnego koła lęku.
- Dobro jest dobrem dlatego, że ma sens, źe do czegoś służy. Niekoniecznie uszczęśliwia, bo jest na tym świecie wielu, którzy straciliby przez wprowadzenie jakiejkolwiek sprawiedliwość i równości, ale to byłoby tylko słuszne. Kluczem do dobrobytu i pokoju jest właśnie to, aby każdy mógł czerpać z owoców swojej pracy i żeby nie mógł uzurpować sobie niesłusznej władzy nad innymi.
Czerwone zaczynało się pokazywać i nie chodziło tym razem wyłącznie o krew, którą wyskrobał ze swojego prawego przedramienia.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#18
20.04.2023, 14:41  ✶  

Bogactwo nie brało się znikąd. Geraldine nie należała do tych osób, które potrafiły siedzieć bezczynnie. Lubiła polowania, może nie brzmiało to dobrze, bo łączyło się to z zabijaniem, które dla większości było czymś nie do końca zrozumiałym, ale adrenalina którą wtedy odczuwała była silniejsza od wszystkiego innego. Coś musiała później robić z tymi zwierzętami, które udało jej się zabić. Nie będzie przecież ich przecież po prostu kolekcjonować. Sprzedaż zawsze była najlepszą opcją. Zresztą jej bogactwo nie brało się tylko z tego, że była takim świetnym handlarzem - pochodziła z rodziny, która miała pieniędzy jak lodu.

- Jasne. - Teraz miała powód, aby rozpocząć poszukiwania. Powinna sobie zrobić jakąś listę osób, które mogłyby jej pomóc. W głowie zaczęła ją już sobie układać, przez co zamilkła na moment i się nieco zamyśliła. Gio do niego musiała odezwać się jako pierwszego. Zrobi to, jak tylko wróci do domu.

Jakimś cudem udało mu się odpalić fajkę, chociaż było to wybitnie trudne, synchronizacja mimo wszystko wyszła. Gdy poczuła zapach dymu, mimowolnie się nim zaciągnęła - trochę bardziej niż bierny palacz. Jej uzależnienie dało o sobie znać, bo kiedy wróciła na swoją stronę kanapy zaczęła grzebać w kieszeniach w poszukiwaniu szlugów. Wyciągnęła pomiętą paczkę, położyła ją na kocu, sama zaś wsadziła jedną fajkę w usta. Powalczyła chwilę z zapalniczką, ręce jej się trzęsły, nie mogła zrozumieć dlaczego ma tyle problemu z taką prostą czynnością. Jakoś jej się jednak i tym razem udało. Zaciągnęła się dymem, przyjemnie drapał ją w gardło. Przymknęła na moment oczy, już miała zacząć wędrówkę w menadrach swojego umysłu, ale Mellvyn skutecznie przywrócił ją do rzeczywistości.

Tematy, które poruszali były ciężkie. Tym gorzej, kiedy nie mogła się na niczym skupić. Poczuła dziwny ciężar na żołądku. Dzieci do nakarmienia, prawa do wywalczenia, rewolucje do wygrania. Przecież nie byli w stanie pomóc im wszystkim, prawda? No bo niby jak.

- Ministerstwo ma problem z tym, żeby ogarnąć swój własny kurwidołek, jakim cudem mieliby się zainteresować czymś więcej? - Gardziła urzędnikami, uważała, że nie radzą sobie zupełnie z tym, co aktualnie działo się w świecie czarodziejów, wolała nawet nie myśleć, co by musiało się wydarzyć, żeby zainteresowali się losem całego świata.

- Rozumiem, że Cię to wkurwia, ale sam przecież nie zmienisz świata, nie ma szans, a to, że odpowiednia ilość osób się tym zainteresuje jest niemożliwe. - Nie, żeby chciała go zniechęcać, ale nie do końca wiedziała, co chciał zrobić.

Widziała, że dzieli się z nią coraz to głębszymi przemyśleniami. Szkoda, że były one tak okropnie negatywne, przez niego sama zaczęła odczuwać strach. - i co myślisz, że pierdolną tą swoją bombą ot tak? - Nie tak łatwo było dostać się do magicznych miejsc, przecież czarodzieje skutecznie ukrywali się przez lata. Jak pizdną gdzieś indziej, to trudno, ważne, że ich to miało nie dotyczyć. Może była egoistką, nie uważała jednak tego za wadę. Jeśli mugole chcą się sami siebie powybijać, co jej do tego? Zresztą analogicznie teraz sytuacja wyglądała w świecie magii, bo ktoś sobie wymyślił, że jest lepszy od innych.

Nie mogła oderwać wzroku od jego ręki, okropnie ją to wkurwiało jak się tak ciągle drapał. Dopaliła papierosa, przygasiła go w tej szklance, którą chwilę wcześniej postawiła na podłodze, wcześniej również popiół do niej wrzucała. Chciała się powstrzymać, jednak jej się nie udało. - Weź przestań. - Wyciągnęła rękę, aby złapać go za tą, którą tak intensywnie się drapał. - Nie mogę na to patrzeć, zaraz ohujeje. - Jeśli jej się udało złapać go za rękę, to przytrzymała ją jakby miało to sprawić, że więcej tego nie zrobi.

- Wydaje mi się, że każdy widzi dobro na swój sposób. To, co dla Ciebie może być dobrem dla mnie nie i na odwrót. Każdemu służy na swój sposób, nie wiem, jak to oceniać. Jasne, są jakieś wspólne, a raczej powinny być, wspólne cele. Ale ni chuja to nie przejdzie. Ci, którzy mają wszystko od zawsze nie oddadzą tego tak po prostu, żeby nagle na świecie zaistniała równość. Jest tak, że nie zawsze właściwe jest to, co właściwe, tylko to, co jest właściwe według tego, kto decyduje, a nie mamy wpływu na to kto decyduje. - Mówiła coraz szybciej, przy okazji mocniej zacieśniła uścisk na jego ręce, o ile nadal jej się nie wyrwał. Mogło robić się to coraz bardziej bolesne, oczywiście nie świadomie, za bardzo się wkręciła w te rozmowę.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#19
20.04.2023, 17:29  ✶  
Zamarł w bezruchu, kiedy złapała go za rękę. Zupełnie zbiła go tym z pantałyku przeorientowywania swojego strachu w gniew; na moment panika wróciła i było ją widać w jego spojrzeniu. Nie cofnął się, nie próbował się wyrwać, ale próbował coś powiedzieć. Kilka razy zaczynał i gwałtownie urywał.
- Miałem kiedyś dziewczynę. Jak się czułem źle, to się pokłóciliśmy. I wtedy wyruchałem jej wujka - opowiedział całą historię w trzech suchych zdaniach. Na pierwszy rzut oka wyglądała na zupełnie losową, ale wydawała mu się najszybszym i najbardziej precyzyjnym sposobem zakomunikowania jego chaotycznych uczuć.

Irytacja narastała wraz z każdym wyrażeniem niemocy przez Geraldine. Jeszcze przed chwilą zagrzewała go do walki, a teraz? "Nie ma szans", "to niemożliwe", "nie mamy wpływu". A jednak Jugosławia dumnie stoi. Zawsze była szansa, zawsze był jakiś sposób. Uprzywilejowana ludność była taka spacyfikowana.

Spojrzał jej głęboko w oczy i... zgasił papierosa na samym środku podrapanego przedramienia. Syczał przy tym z bólu, ale był uparty.
- Mamy różdżki, mamy spluwy, kiedyś mieliśmy gilotyny, teraz mamy pluton egzekucyjny. - Wymruczał kilka malowniczych, serbskich wulgaryzmów, rozsmarowując resztkę dogasającego peta po swojej skórze. - To jest nasz wpływ na to, kto decyduje. Patrz na wschód. Oni już to zrobili. Już zaczęli. Kurwa, gdyby tylko magia wsparła rewolucję! Ale nie, lepiej siedzieć w piździe pod miotłą i debatować najsłuszniejszy, najbardziej pożądany stopień kazirodztwa.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#20
20.04.2023, 19:45  ✶  

Najwyraźniej jej posunięcie było nie najgorsze. Przestał sobie robić krzywdę, przynajmniej na razie. Musiała go wybić z rytmu i dobrze. Próbował coś powiedzieć, jednak szło mu to dosyć opornie. Nie mógł zebrać myśli. Obserwowała mężczyznę uważnie. Wtedy zaczął swoją fascynującą opowieść. Nie mrugnęła nawet raz. Nie miała pojęcia dlaczego chciał się tym z nią podzielić właśnie w tym momencie. - Mogłeś wyruchać jej ojca, pewnie bardziej by ją to zabolało. - Rzekła, jak gdyby nigdy nic. - W końcu wujek to prawie nie rodzina.

Nie udało jej się długo triumfować. Postanowił zgasić peta na swoim przedramieniu. Yaxley wtedy puściła jego rękę, pewnie pozostawiła na niej ślad, uścisk był dosyć mocny. Odsunęła się gwałtownie. - Teraz jebie spalenizną. - Skomentowała jeszcze, żeby nie było, że to zignorowała, jednak wygrał z nią. Przekroczył kolejną granicę. Geraldine nie potrafiła go rozgryźć, za cholerę i nawet jej się to podobało, była ciekawa do czego jeszcze się może posunąć.

- Tylko kim jesteśmy my. - Powiedziała cicho. Nie widziała tu jakoś tłumu ludzi, którzy byli gotowi rozpocząć rewolucję.

Zagryzła trochę zbyt mocno dolną wargę, przez co poczuła smak krwi w ustach. Nie do końca panowała nad swoimi zachowaniami. Odurzenie nie mijało. - Zaczęli, dobrze, ciekawe tylko jak skończą. - Zacząć można było wszystko, jednak liczyło się tylko to w jaki sposób doprowadzało się sprawę do końca. - Oczekujesz, że wstanę z Tobą teraz, pójdę im pomóc? Kurwa, to nie ma sensu. Dwie różdżki nic tu nie zadziałają, musiałbyś znaleźć wsparcie, a nie jest to najlepszy moment. Wiem, że to Cię bawi, ale ludzie zabijają się teraz przez to kazirodztwo. Może warto zacząć od tego, co jest tu i teraz, później myśleć dalej. - Wkurwiło ją to że tak lekko podchodził do sprawy konfliktu który toczył się na miejscu. Tutaj przecież też niewinni tracili życia, bez racjonalnego powodu. Czuła, że zaczyna ją nosić, wyciągnęła jeszcze jednego papierosa i go odpaliła, sięgnęła też po szklankę, do której miała zamiar znowu kiepować.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (8364), Mellvyn Ollivander (5722)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa