• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[1970, Dolina Godryka] Do Doliny przybyły olbrzymy. Albo wikingowie. Albo barbarzyńcy

[1970, Dolina Godryka] Do Doliny przybyły olbrzymy. Albo wikingowie. Albo barbarzyńcy
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
22.04.2023, 21:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2023, 21:01 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna – jeśli sytuacja nie była bardzo poważna lub sytuacja biznesowa, a rozmówca jej nie znany – zazwyczaj gadała dużo i szybko. Nawet nieco za dużo i za szybko. Niektórzy to lubili, innych męczyło czasem, jeszcze innych irytowało, ale taki już miała sposób bycia i ani myślała go zmieniać, a i nauczyła się to w pewnym sensie wykorzystywać.
Kiedy jednak Hjalmar zaczął mówić, cała zamieniła się w słuch, całkowicie skupiając na opowieści i nie przerywając, póki nie skończył. Bo równie mocno, jak gadać, lubiła słuchać, a jako ciekawskie stworzenie, była chętna dowiedzieć się więcej nie tylko o sąsiadach, ale także o innej szkole magii. A temat czarnej magii… och, gdyby jej uszy były większe, strzygłaby nimi na podobieństwo królika. Zapewnienie, że on nie przepadał za czarną magią, obracała i analizowała w głowie, aż cud, że jej z uszu nie poszła para, bo choć Hjalmar mówił szczerą prawdę, ona przecież tego nie wiedziała i od razu zaczęła rozważać. Czy gdyby lubił czarną magię, to by o niej wspominał? A może uważał wiedzę o zamiłowaniach uczniów za powszechną i chciał się od niej odciąć, by nie wzbudzać podejrzeń? Tak czy inaczej, zepchnęła te myśli na bok, bo nie zamierzała uprzedzać się do Nordgersimów, zwłaszcza, że Hjalmar zdawał się człowiekiem uprzejmym, znosił jej gadaninę przyzwoicie i był wyraźnie oddany swojej pracy.
- To faktycznie zupełnie inaczej niż u nas – przyznała, trochę tym tematem zafascynowana. Czy wynikało to z mentalności ludzi w tamtych regionach? Tradycji? Tego, że szkoła zapewne została założona przez kogoś takiego, jak Slytherin, skoro nie przyjmowano tam podobno mugolaków? – Jeśli zrobimy coś wbrew regulaminowi, karają nas szlabanami i utratą punktów Domu, ale czasem mam wrażenie, że niektórzy nauczyciele bawią się z uczniami celowo w kotka i myszkę. Zwłaszcza dyrektor. Czy zdołasz się wymknąć z Pokoju Wspólnego nocą i nie dasz się złapać? Czy znajdziesz jakieś tajemne przejście i nie wzbudzisz niczyich podejrzeń? Jakby niektórzy uważali, że mamy prawo spróbować. Chociaż są i tacy, dla których dyscyplina i porządek są bóstwami. Za to za czarną magię… myślę, że gdyby kogoś na niej przyłapać, dostałby najpierw miesięczny szlaban, potem zawieszenie, a za trzecim razem wyleciał ze szkoły.
Teoria i praktyka czarnej magii. A potem byli zdziwieni, że wyhodowali sobie takiego Grindewalda.
Z drugiej strony Voldemort prawdopodobnie chodził do Hogwartu…
- Nie ma później z tym problemów? Czarna magia podobno… wypacza. Chce się więcej. Skoro obowiązkowo uczy się tego siedemnastolatków, to nie sprawia, że później siły porządkowe mają pełne ręce roboty? – zapytała. Nie była pewna, czy źle tego nie odczyta, ale komuś z jej zawodem brzmiało to jak przepis na: dziś wtorek, więc będziemy mieli sprawę kogoś, kto składa masowe ofiary, a w środę pewnie trafi się jakiś nekromanta ożywiający całe cmentarze… Wyglądało to prawie jak hodowla czarnoksiężników!
Nie obraziła się na jego stwierdzenie. A przynajmniej na to nie wyglądało, bo uśmiechnęła się na nie.
- Nie wszyscy. Niektórym z nich zdarza się grozić mi silenco, więc istnieje szansa, że nie zagadają cię tak od razu na śmierć – zapewniła, bo mama i dziadek mogliby się na nią obrazić, gdyby trafili na jakąś czarną listę z jej powodu. – Ale muszę uczciwie przyznać, że jedna z moich kuzynek czasem potrafi mi w tym zakresie dorównać. Nie każdy jest gotowy na rozmowę z nami dwiema na raz, chociaż wtedy staram się trochę hamować. Także to nie jest cecha angielskich czarodziei. Ani nawet całej mojej rodziny.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#12
23.04.2023, 19:39  ✶  

Czyli w Hogwarcie jednak też nie było, aż tak łagodnie jakby się mogło wydawać. Do tej pory Hjalmar myślał, że szkoła z której wywodzi się Brenna była dużo bardziej 'przystępna', a tutaj się okazuje, że jakieś kary, nagany i straty punktów były na porządku dziennym.

- Dyrektor was specjalnie podpuszcza? - zapytał. To była bardzo ciekawa zagrywka jeżeli była prawdą. Gdyby sama głowa Durmstrangu wpuściła Nordgersima w maliny to nawet nie były zły - to byłby sam zaszczyt - Ja bym mimo wszystko spróbował - przyznał - Czy istnieje coś lepszego niż nie do końca legalna eksploracja szkoły i jej okolicznych terenów? - niech pierwszy rzuci zaklęciem, kto nigdy nie podejmował takich wyzwań w trakcie swojej edukacji. Z czystym sumieniem można by stwierdzić, że było to jedne z ulubionych zajęć, a nawet hobby, które praktykował Hjalmar.

- To i tak chyba całkiem łaskawie jak za praktykowanie czarnej magii, nie uważasz? Dopiero za 3 razem lota ze szkoły? - zdziwił się. Może w Hogwarcie "pozwalano" na naukę tej dziedziny pod warunkiem, że nauczyciele nie będą o tym wiedzieli? Ale czy w takim wypadku nie lepiej pójść w otwarte karty i zezwolić na to  oficjalnie tak jak w szwedzkiej szkole?

- Podobno okazja czyni złodzieja, czyż nie? Część osób, które były bardziej zainteresowane tematem na pewno zaczęły stanowić problem dla służb porządkowych. Nie będę owijał w bawełnę, że tak nie było, ponieważ to są fakty... - zamyślił się na chwilę bo sam nie do końca wiedział jak mógłby wytłumaczyć to zjawisko bez niszczenia reputacji swojej szkoły - Jestem jednak przekonany, że ilość osób, które stoczyły się na tą złą ścieżkę była mniejsza, niż ilość czcigodnych czarodziejów, którzy opuścili mury Durmstrangu - zapewnił - Z drugiej zaś strony nie można zaprzeczyć, że pewnie nawet część tych dobrych ludzi, praktykowała jakieś "treningi" po za murami szkoły. W lesie, górach... Te w końcu są tam gęste i wysokie. Jest gdzie się ukryć przed oczami gapiów... - lekko posmutniał kiedy skończył mówić. O ile nikt z jego znajomych czy kumpli się do takich aktów nie przyznawał, tak sam Hjalmar miał pewnie podejrzenia co do niektórych koleszków z czasów pobytu w Szwecji. Już nawet nie wspominając o uczniach, którzy z niemal fanatyczną fascynacją czytali kolejne tomy, które były im podrzucane przez profesorów. Tych absolwentów nie chciałby spotkać na swojej drodze...

- Nie myślałaś o karierze w sądzie albo jakiś mówca lub inny profesor? Przypominasz mi moją sorkę od nauk przyrodniczych. Mówicie tak szybko, że nie idzie za Wami nadążyć z pisaniem - przyznał - Która kuzynka? - zapytał, a następnie sięgnął po swoją kartkę aby zapisać sobie drugie imię, którego powinien się wystrzegać jak ognia. O ile nie chodziło mu o unikanie całkowitego kontaktu, a raczej o kwestię nie wchodzenia w dyskusje, które zahaczają o miano kłótni - tej by po prostu z Brenną nie wygrał. A już na pewno nie jeżeli miałaby wsparcie w postaci swojej kuzynki - Wiesz. Wolę być przygotowany w razie czego - uśmiech powrócił na jego twarz.

- Mam takie pytanie jeszcze... Orientujesz się może trochę w kwestii Ministerstwa Magii? Bo mam pewną kwestię tam do załatwienia... - podrapał się po szyi, a wzrokiem uciekł na bok. Hjalmar w końcu był likantropem i według tego co udało mu się do tej pory ustalić, w Anglii był obowiązek wpisania się do jakiegoś rejestru pod groźbą pobytu w Azkabanie, jeżeli się tego nie dokona. I o ile wolał się nie chwalić swoją "drugą osobowością" tak pobyt w więzieniu był na samym końcu listy jego zainteresowań, dlatego wolał się na taką listę zapisać...

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
24.04.2023, 15:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2023, 16:28 przez Brenna Longbottom.)  
- Nie do końca podpuszcza… chyba zakłada, że to naturalne, że młodzi ludzie… no… próbują. I że jeśli są dość sprytni i ostrożni, to mają do tego prawo – stwierdziła, uśmiechając się tylko na jego „ja bym mimo wszystko spróbował”. Nie zamierzała przecież się przyznać ani do wyciągania kuzynki na nocne espady, ani do nauki animagii w Zakazanym Lesie, ani do tego wieczora, kiedy po pijanemu wyciągnęła Victorię na rajd po okolicach szkoły, co było wybitnie nieodpowiedzialne. – To jeszcze zależy, co rozumiesz przez czarną magię. Tutaj zalicza się do niej każdego zaklęcie, którego intencją jest większa krzywda. Jeżeli jakiś uczeń rzuci na innego cruciatusa, wyleci na pewno… nie, żeby to w tym wieku było w ogóle łatwe… ale jeżeli wściekły zada komuś ranę, pewnie dano by mu szansę – wyjaśniła. Chociaż bez ogromnych kar by się nie obyło.
Wysłuchała jego opowieści, dość uważnie. To wszystko w jej uszach brzmiało dość strasznie – dzieci uczące się czarnej magii, czarnoksiężnicy praktykujący w lesie i górach. Podziękowała losowi, że mieszka w Wielkiej Brytanii nie jakieś Bułgarii czy Polsce. Musiało tam być upiornie.
– A mieliście… takie teoretyczne przedmioty? Ich nauka chyba musi być bardzo trudna w obcym języku wieku… dziesięciu lat? – Ostatnie słowo wypowiedziała z pewnym namysłem, bo coś kojarzyła, że Durmstrang miał bodaj ośmioletni cykl edukacji. Brenna właściwie cieszyła się, że do Hogwartu szło się po ukończeniu jedenastego roku życia. Rozstanie z rodziną na początku było trudne nawet dla niej, i to mimo tego, że na miejscu miała brata i kuzynkę. – Pół biedny same inkantacje, ruch różdżką ktoś może pokazać, ale takie rzeczy jak historia albo eliksiry? „Oko traszki” to chyba nie pierwsze słowo, którego uczy się w obcym języku – stwierdziła. Dopiero teraz przyszło jej do głowy, że Durmstrang, przyjmujący uczniów ze wschody Europy, musiał być szkołą bardzo zróżnicowaną etnicznie.
- Sądy to nie moja działka, chociaż pewnie wygrywałabym sprawy, bo sędzia przychylałby się do mojej strony tylko po to, żebym przestała mówić. A profesorka… nie nienawidzę młodzieży dostatecznie mocno, by ich na to skazywać – stwierdziła z wyraźnym rozbawieniem, odnośnie jego sugestii. I omal nie roześmiała się, kiedy zapytał, „która kuzynka”. Rozważała przez chwilę, czy podawać mu imię i robić Dani taką „złą” opinię na starcie, czy też nie – co jednak w konsekwencji mogłoby się skończyć podejrzliwością wobec wszystkich w okolicy. – Ma na imię Danielle – zdecydowała w końcu. – Ale nie przejmuj się, ona jest w tym wszystkim dużo bardziej urocza, jestem pewna, że nie uschną ci uszy i nie będziesz chciał uciekać na drugi koniec świata. – Bo najmłodszej z kuzynostwa naprawdę ciężko było nie lubić. Brenna wiedziała, że ona denerwuje przynajmniej niektórych, za to nie znała nikogo, kogo irytowałaby Dani.
- Tak, całkiem nieźle. Jeśli chodzi o jakieś pozwolenia handlowe, to mniej, ale powinnam być w stanie powiedzieć, do kogo się zgłosić – powiedziała, na razie nieświadoma, że chodzi o „mały futerkowy problem”. Hjalmar w tej kwestii jednak nie mógł trafić lepiej. Podczas gdy wielu czarodziejów wilkołaków się bało albo nimi pogardzało, ona mieszkała z takim pod jednym dachem. Co więcej wszystkie formalności, przepisy i wymagania dotyczące wilkołaków byłaby w stanie bez zająknięcia wyrecytować wyrwana ze snu o trzeciej nad ranem. O ile nie wiedziała prawie niczego o wampirach, nie znała się na klątwach, a istoty w rodzaju selkie były dla niej bajką, o tyle w kwestii wilkołaków mogłaby konkurować ze specjalistami.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#14
24.04.2023, 22:58  ✶  

A więc wystarczyło być sprytniejszym od profesorów - to całkiem logiczne. W Durmstrangu działało to dokładnie tak samo. Jeżeli zrobiłeś coś głupiego i nie dałeś się złapać to brawa dla Ciebie - uniknąłeś kary.

- Jak jakaś historia magii, astronomia czy inne zielarstwa? - zapytał aby sprostować - Jeżeli o to pytasz to tak, mieliśmy z tego zajęcia. I to co gorsza obowiązkowe. A język szwedzki nic w tym nie ułatwiał - zaśmiał się. Przypomniały mu się te wszystkie zarwane nocki kiedy to był zmuszony do czytania obszernych ksiąg o niezbyt interesujących go tematach, które jednak były wymagane do zdania na następny rok - Nie było zbytnio wyboru. Staruszek chciał abym ukończył Durmstrang i załatwił mi nauki tego języka u absolwentów tej szkoły, którzy zamieszkiwali naszą ojczyznę - przyznał. To były piękne czasy - kucie w kuźni, pierwsze rzucanie toporami i nauka szwedzkiego pomiędzy tymi dwoma zajęcia. Kiedyś to się żyło...

Słowa Brenny miały jak najbardziej sens. Dziewczyna bez problemu poradziłaby sobie z przegadaniem sędziego. Za pewne byłaby pewnie nawet w stanie tak go przegadać, że obróciłaby sprawę o 180 stopni na korzyść swojego klienta. A to już był prawdziwy talent. Wypuścił powietrze nosem na słowa o tym, że aż tak "nie nienawidzi młodzieży" aby zostać psorką. Chociaż Hjalmar podtrzymywał swoje zdanie - uważał, że jak najbardziej by się nadała na to stanowisko mimo swojego pozytywnego nastawienia do przyszłych czarodziei.

- Danielle... - powtórzył pod nosem, a następnie zapisał imię kuzynki pod Brenną. Nie zatoczył jednak trzech kółek wokół jej imienia, a jedno - ostrzegawcze, na wszelki wypadek - Daj spokój. Przecież mi nie usychają. Dobrze się Ciebie słucha, zwłaszcza jeżeli mówisz na temat - zapewnił ją - Jakbyście któregoś dnia zobaczyli, że kuźnia jest zamknięta i nikt ze środka nie daje znaku życia to znak, że uciekliśmy z powrotem na Islandię aby się uchronić przed Tobą - zaśmiał się pozwalając sobie na mały żarcik ze swojej rozmówczyni. Nie miał pojęcia na ile może sobie pozwolić, jednak nie uważał aby słowa, które wypowiedział mogłyby kogokolwiek urazić.

- Umm... Nie chodzi mi o żadne pozwolenia handlowe... - zaczął powoli mówić z pewną dozą niepewności w głosie - Te już Dagur zdążył pozałatwiać w Londynie... To sprawa taka innej natury... I to w dosłownym tego słowa znaczeniu... - ścisnął pięść na blacie i zaczął się zastanawiać jak mógłby to ubrać w zdanie żeby nie wyjść na jakiegoś dziwaka czy kogoś tego pokroju. Wszak nie miał pojęcia, że Brenna ma do czynienia z "tego typu" ludźmi na co dzień. Gdyby jednak miał taką wiedzę - czułby się dużo pewniej ze swoim pytaniem - Z tego co się dowiedziałem u Was jest pewien rejestr... Jakby trochę odmiennych ludzi... - starał się naprowadzić ją na to o co mu chodzi - Gdzie niewpisanie się na tą listę grozi wizytą w Azkabanie jeżeli ktoś wpadnie w ręce sił sprawiedliwości... - pochylił zrezygnowaną głowę do przodu. Hjalmar wiedział, że strasznie kręci aby wytłumaczyć Brennie o jaki rejestr mu dokładnie chodzi. Bał się jednak wypowiedzieć te jedno słowo na głos. Już wystarczająco dużo emocji wzbudził ich przyjazd, a co dopiero fakt, że jeden z nowych mieszkańców jest wilkołakiem? To nie brzmiało zbyt zachęcająco do jakiegokolwiek kontaktu...

- Przepraszam... To trochę ciężki temat dla mnie. Po prostu ja się przemieniam w pełnię - podniósł wzrok na dziewczynę - Jestem likantropem. Wilkołakiem - przyznał, zbierając się w końcu na odwagę do przyznania się co go tak naprawdę w tym momencie trapiło. W głowie miał już ułożone same najgorsze scenariusze, a przecież nie miał żadnych złych zamiarów i tym bardziej nie chciał nikogo z nowych sąsiadów skrzywdzić. A o wpis do tego dokumentu starał się właśnie ze względów bezpieczeństwa - swoich i wszystkich wokół.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
24.04.2023, 23:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.04.2023, 23:31 przez Brenna Longbottom.)  
- Musisz więc być utalentowany językowo, bo po angielsku też mówisz dobrze. – Ona sama nie znała ani jednego języka obcego i po prawdzie, nie czuła potrzeby, żeby się ich uczyć – nie miała do tego talentu. A on nie tylko skończył szkołę wykładającą po szwedzku, ale jeszcze przeprowadził się do kraju, gdzie obowiązującym językiem był angielski.
Odruchowo spuściła wzrok na kartki i omal nie roześmiała się, gdy zorientowała się, że zapisywał imię jej kuzynki. Naprawdę poważnie traktował wszystkie ostrzeżenia. Za to na kolejne stwierdzenie uśmiechnęła się już bez żadnych oporów. Nie wyglądała na urażoną i urażona nie była. Po prawdzie trzeba było się postarać, aby Brenna poczuła się dotknięta.
- Zostawcie wtedy jakąś karteczkę na drzwiach, coś w rodzaju „Wyprowadzamy się gdzieś, gdzie nie ma Brenny”, żeby moja sława poniosła się po całej Dolinie – poinstruowała jeszcze żartobliwie.
„Rejestr”, „odmiennych ludzi” i „niewpisanie się na listę grozi wizytą”, to wszystko już podpowiadało Brennie, o co chodzi. Czekała jednak cierpliwie, aż Hjalmar sam to z siebie wykrztusi.
Nie olbrzymy. Nie barbarzyńcy. Nie wdowcy. Wilkołak.
Czy cieszyła się, że w sąsiedztwie zamieszkał wilkołak? Nie – bo nie życzyła wilkołactwa nikomu, w dodatku wiedziała, że pod wpływem silnych emocji może być niebezpieczny. Czy to oznaczało, że poderwie się z przestrachem albo przynajmniej zacznie traktować Nordgersima gorzej? W żadnych wypadku. Od dnia, gdy Erik został pogryziony, Brenna z jednej strony stała się gorącą orędowniczką wychwycenia wszystkich niezarejestrowanych i potencjalnie niebezpiecznych wilkołakach, z drugiej – jeszcze gorętszą zwolenniczką walki o ich prawa i miejsce w społeczeństwie. Nie mogła w żaden sposób uznać żadnego wilkołaka od gorszego od zwykłego czarodzieja. Nie tylko dlatego, że nie leżało to w jej charakterze, ale także ponieważ Erik był jedną z najważniejszych osób w jej życiu. Zresztą, Erik nie był jedynym wilkołakiem, jakiego miała okazję poznać. Skoro klątwa nie miała dla niej znaczenia (przynajmniej pod kątem tego, jak ich traktowała) w przypadku brata i Alastora, nie powinna mieć go także w przypadku Hjalmara.
Wyraz jej twarzy nie zmienił się. Upiła malutki łyk herbaty, w której dotąd ledwo zwilżyła usta, zanim zaczęła mówić. Równie dużo, co wcześniej, chociaż odrobinę wolniej, wszak sam mówił coś o tym, że gada jak jego profesorka, a za nią nie nadążał, by zapisać.
- Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, czwarte piętro w Ministerstwie Magii. Dział Zwierząt, dokładnie biuro Rejestr Wilkołaków, nie pomyl z drzwiami na końcu korytarza, bo tam jest jednostka ds. Łapania Wilkołaków, większość jej pracowników może nie być zbyt uprzejma. To jeden z największych departamentów, więc warto dopytać w rejestracji, do którego pokoju się zgłosić. W formularzu, który można pobrać w rejestracji, wymagają uzupełnienia szczegółów na temat pochodzenia klątwy i tego, jak długo się z nią zmaga oraz wskazania miejsca, w którym przebywa się podczas pełni. Konieczne jest przygotowanie kryjówki na czas pełni. Standardowe wymagania, które warto spełnić, to między innymi wzmocnione ściany, podwójnie zabarykadowane drzwi, regularnie odnawiane tuż przed pełnią zaklęcie odstraszające mugoli oraz albo ukryte wejście, albo prawidłowe oznaczenie, ostrzegające czarodziejów przed potencjalnym niebezpieczeństwem… nie zaszkodzą też kajdany, wprawdzie nikt nie sprawdzi, czy je zakładasz, ale lepiej mieć je w środku na wypadek wizyty nadgorliwego pracownika ministerstwa, który będzie to sprawdzał. Dobry pomysł to też wygłuszenie, inaczej sąsiedzi mogą narzekać. Szczegółowych informacji udzielają w ministerstwie. Jeżeli nie ma się możliwości przygotowania kryjówki ze względów finansowych, wydziela taką ministerstwo, ale nie polecam takiego rozwiązania. Aha… odwiedź koniecznie aptekę Lupinów. Podejrzewam, że do waszego kraju ich specyfik jeszcze nie dotarł. Słyszałeś o nim? Eliksir tojadowy. Łagodzi skutki przemiany. Spada poziom agresji i podobno niektóre wilki są w stanie nawet przespać całą przemianę, zamiast kąsać siebie albo każdego, kto się nawinie. Formalności najlepiej załatwić jak najszybciej, chociaż samo uzyskanie wpisu nie zajmie dużo czasu. Coś powtórzyć?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#16
25.04.2023, 23:09  ✶  

Czy był językowo utalentowany? Raczej nie. W końcu za równo szwedzki jak i angielski uważał za barbarzyńskie języki i najchętniej rozmawiałby wszędzie w swoim ojczystym islandzkim. Nie było jednak na to możliwości. Za równo w Durmstrangu jak i w Anglii. A jak nie było wyboru to trzeba było się nauczyć języków, które obowiązywały w obydwóch miejscach.

- Dzięki - odparł z uśmiechem. Zawsze wydawało mu się, że duka po angielsku, a tu takie zaskoczenie. I to dodatkowo pochwała z ust rodowitej angielki! Kto inny mógłby dać lepszą ekspertyzę niż osoba, która wywodzi się z wysp Brytyjskich?

- Słuszna uwaga. Tak też zrobimy - tak jak w przypadku innych, cennych informacji jakie podawała mu Brenna, dopisał jej uwagę do swojej kartki.  Jeszcze by zapomniał i co by się wtedy stało? Biedna dziewczyna musiałaby ich szukać po całej Islandii, aby tylko wrócili zamieścić informację o której zapomnieli.

No i się zaczęło Ta myśl pojawiła się w jego głowie tak szybko jak szybko Brenna zaczęła mu to tłumaczyć. Jeżeli wcześniej nie miał szans wypisać nazwisk osób, które zamieszkiwały Dolinę Godryka, tak teraz tym bardziej był bez szans aby spisać te wszystkie dane jakie mu w tym momencie serwowała. Nawet nie spróbował swoich sił w tej nierównej konkurencji. Po prostu stał i się poddał, a następnie lekko uchylił usta w szoku. Wszystko wskazywało na to, że Longbottom recytowała to jakby była na jakimś konkursie czy na egzaminie ustnym - Ummm... Nie wiem... - odparł niepewnie, będąc nadal w całkowitym szoku z zaistniałej sytuacji. Z jednej strony wytłumaczyła mu to bardzo dokładnie, instruując krok po kroku, co należy zrobić w jego sytuacji. Z drugiej zaś strony, Hjalmar nie spodziewał się, że otrzyma od niej pełną procedurę. Liczył raczej na jakiś mały protip czy uwagę.

- Dzięki Brenna... Pomogłaś mi na pewno... - powiedział ze strachem w oczach. Ten cały wpis na listę wydawał się być dużo straszniejszy niż pisało o nim w dokumentach - Także po kolei... Czwarte piętro w Ministerstwie... - próbował sobie zanotować sobie od podpunktów co należy zrobić - Drzwi na końcu korytarza... - odnotował - Formularz w recepcji należy pobrać... - pokiwał przecząco głową. Na Merlina ile szczegółów. Chyba nie dam rady - Macie może jakąś ulotkę, która prowadzi za rękę lub krok po kroku w tej całej procedurze? - zapytał z nutką nadziei, ciężko wypuszczając powietrze.

- Ludzie na miejscu w Ministerstwie też będą tacy mili i skorzy do pomocy? - spojrzał na nią swoimi przerażonymi oczami. O ile nie bał się prawie niczego, tak ilość papierologii jaką należało załatwić wprawiała go w zawrót głowy oraz nagłą chęć wyprowadzki z powrotem w rodzinne strony - do lasu gdzie mógł żyć bez żadnej listy - Orientujesz się może ile mam czasu aby to załatwić od momentu sprowadzenia się na teren wspólnoty? - dopytał, wiedząc, że nie będzie mógł wrócić na swoją wyspę. Dlatego planował odłożyć wizytę w ministerstwie tak długo jak tylko będzie w stanie.

- Ooo... Wiem! - podniósł palca w górę jakby dokonał przełomowego odkrycia - Można to załatwić listownie? Wiesz. Wypełniłbym wszystkie dokumenty bez konieczności zwiedzania tej całej instytucji. To by bardzo dużo pomogło, ponieważ nie musiałbym się uczyć gdzie muszę coś znaleźć i do jakiego pokoju to później zanieść... - przyznał chociaż nie łudził się zbytnio, że istnieje taka możliwość.

- Przyznaję się bez bicia, że przeraża mnie złożoność tego wpisu, dlatego tak kombinuję jak koń pod górę. A potem jeszcze szykowanie jakiejś kryjówki... Masakra... - stwierdził ze zrezygnowaniem w głosie. Z tego wszystkiego, Hjalmar zaczął się zastanawiać czy istniałaby możliwość, aby spróbować wmówić Brennie, że to wszystko był tylko niewinny żart i tak naprawdę to nie jest żadnym likantropem.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
26.04.2023, 09:40  ✶  
Najwyraźniej nawet, kiedy nieco zwolniła, Hjalmar miał pewne problemy z nadążeniem - a Brenna poniewczasie przypomniała sobie, że angielski to nie jego język ojczysty, więc i nic dziwnego. Wyciągnęła więc rękę... w stronę jego pióra i papierów. Aż zrobiło się jej głupio z tego powodu, w końcu to była poważna sprawa.
- Mogę? - poprosiła, a jeżeli się zgodził, zaczęła po prostu wszystko zapisywać, punkt po punkcie, jedynie kluczowe informacje i podkreślając te bezwzględnie najważniejsze. Dzieląc to na dwie osobne listy, z których jedną nazwała FORMALNOŚCI (i gdzie wpisała numer pomieszczenia, piętro, nazwiska osób, do których można się zgłosić oraz numer formularza), a drugą KRYJÓWKA - wypisując wymagania ministerstwa odnośnie tej i sugestie.
Na końcu dodała adres apteki Lupinów z adnotacją "sprzedają eliksir tojadowy, łagodzący agresję podczas przemiany i ułatwiający zachowanie zdrowych zmysłów".
Pismo miała może nie szczególnie piękne, ale nie było też paskudne, a starała się zadbać o duże litery. W przygotowywaniu takich list, miała pewne doświadczenie, bo robiła to regularnie – nie tylko w pracy, ale także nieraz, nie dwa dla brata. Od planów balu, przez plany szukania lekarstwa na klątwę aż po zaplanowanie wspólnego pikniku.
- Nie przejmuj się, wbrew pozorom to nie jest takie skomplikowane. Musisz po prostu pobrać formularz, podać swoje dane, zaznaczyć, jak długo jesteś likatropem i wskazać adres kryjówki, a potem oddać to w ręce urzędnika - pocieszyła go, dostrzegając przerażenie na twarzy tego biedaka. Pożałowała go, bo przecież był w obcym kraju, a załatwianie niektórych spraw w Ministerstwie było stresujące nawet dla rdzennych Anglików. - Wizyta osobista jest bezpieczniejsza, bo wtedy żadne papiery nie zaginą. I powinieneś to załatwić jak najszybciej, w miarę możliwości przed następną pełnią. W Anglii podczas takiej pełni trzeba przebywać w zabezpieczonej kryjówce. Nie wiem, jak było u was, ale tutaj... nawet w lesie z dala od cywilizacji jest za duża szansa, że natkniesz się na jakiegoś człowieka.
I go zabijesz albo przemienisz, dokończyła Brenna. Sądząc po tym, co mówił, w jego rodzinnych obszarach być może niektóre wilkołaki podczas pełni po prostu szalały po górach czy kniejach. Rzecz w tym, że w Anglii właściwie nie było miejsca, w którym wilkołak mógłby spokojnie wpaść w swój dziki szał, bez ryzyka, że natknie się na jakiegoś mugola albo czarodzieja.
- Co do kryjówki, skoro oferujecie usługi renowacji i pieczętowania, jestem pewna, że dacie radę, kluczowe są przecież wytrzymałe ściany i zatrzymanie ciebie po przemianie w środku, ale jeżeli to was przerośnie, możesz wystąpić o wskazanie takiej przez ministerstwo. Po prostu zaznaczasz w formularzu X w odpowiednim miejscu. Tak czy inaczej, potrzeba przede wszystkim porządnego pomieszczenia albo... wykopania takiego i zadbania, żeby nie dało się z niego łatwo wyjść. Jeżeli będziecie mieli z tym problem, mogę pomóc – zadeklarowała, głównie dlatego, że sytuacja zdawała się Hjalmara chyba przerastać. A ona kryjówkę Erika sprawdzała z niemalże obsesyjną dokładnością, wymagania ministerstwa kontrolowała regularnie, na wypadek gdyby jakiś drań je zmienił i miał zamiar wykorzystać do oczernienia Longbottoma (albo narobienia problemów wilkołakom w ogólności), i często spędzała pełnię na jej progu. Tak na wszelki wypadek. Gdyby jednak czegoś nie dopatrzyli. O ile o większości remontów i zabezpieczeń wiedziała tylko tyle, że istnieją, to gdy szło o pomieszczenie dla wilkołaka… tu już miała wiedzę, kogo w razie czego zatrudnić, gdyby ich zdolności nie wystarczyły i potrafiła wypatrzyć każdy szczegół, którego mógłby przyczepić się jeden z urzędników ministerstwa.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#18
26.04.2023, 20:23  ✶  

Longbottom nie musiała go dwa razy przekonywać. Kiedy tylko wyszła z inicjatywą odebrania mu kartki, nie optował - przekazał jej władzę nad notatkami bez mniejszego problemu. Hjalmar kiwał tylko głową kiedy zaznajamiał się z każdym napisanym zdaniem. Teraz wszystko wydawało się być dużo prostsze, kiedy mógł na spokojnie i w swoim tempie to przeczytać. Ogólnie większość rzeczy była prosta kiedy miało się ze sobą eksperta w danej dziedzinie - a za takiego właśnie w oczach Nordgersima uchodziła Brenna.

Wysłuchał również porad dotyczącej kryjówki. Było tam kilka słusznych uwag na które należałoby zaimplementować w "klatce" bezpieczeństwa. Wszystkie oczywiście na wagę złota - Dzięki Brenna. Doceniam bardzo Twój gest - odparł. Zrobiła na nim piorunujące wrażenie - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W tym momencie Hjalmara nie obchodziło już co inni o niej mówili - o tym, że za dużo gadała i potrafiła kogoś zanudzić na śmierć? Non sens! Zrobiła dużo dobrego dla niego, prowadząc go krok po kroku w tym całym procederze, niczym jak przez mgłę. Młody kowal nie miał zamiaru zapominać o tym co dla niego zrobiła - Jeżeli byłaby możliwość abym mógł się jakoś odwdzięczyć to daj znać. Z wielką chęcią odpłacę się za Twoją pomoc - oznajmił. Nie lubił być niczyim dłużnikiem, lecz w zaistniałej sytuacji nie miał zbytniego wyboru. Większość ludzi wykorzystywała swoje zaległe przysługi aby coś uzyskać i to najczęściej kosztem osoby odpłacającej. Czy Brenna była taka sama jak przeciętny czarodziej? Nie. Na pewno nie, więc może i obawy Hjalmara były trochę bezpodstawne? - Z pomieszczeniem damy już radę. Nie będziemy Cię zadręczać wszystkimi drobiazgami. Już i tak streściłaś mi chyba wszystkie możliwe dokumenty związane z wilkołactwem - stwierdził i zaczął rozmyślać nad swoim pomieszczeniem. Pierwsze na co wpadł to wielka, zaklęta runami metalowa klatka, która zostanie umieszczona w piwnicy - to powinno się sprawdzić.

- A ten cały eliksir tojadowy to działa? - dopytał z ciekawości, a następnie złożył szczegółową instrukcję w małą kostkę i schował ją do kieszonki swojej koszuli - będzie strzegł jej jak własnego warsztatu. Eliksir tojadowy... Nigdy wcześniej o niczym takim nie słyszał. W jego rodzinnych stronach nie korzystano z takich rzeczy. Nikt nawet nie myślał, że istniała taka możliwość. Może wynikało to z różnic kulturowych? W końcu w rodzinnych stronach Nordgersimów, likantropia nie była aż taką karą, a wręcz momentalnie nagrodą - I to naprawdę można złagodzić wszelkie defekty przemiany? - nie do końca chciało mu się wierzyć, że ktoś wymyślił coś takiego. Z drugiej strony przecież Brenna nie miała żadnego zysku w tym aby kłamać. I co ważniejsze, ona zdawała się być po prostu osobą, która takich nie dokonuje takich czynów - co bardzo dobrze świadczyło o niej w oczach Dagura.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
27.04.2023, 10:15  ✶  
W pewnym sensie Hjalmar pomoc zawdzięczał Erikowi, nie Brennie. Jej wiedza o wilkołakach byłaby zapewne zerowa, podobnie jak o wampirach czy większości klątw, gdyby pewnego letniego dnia jeden z niezarejestrowanych likantropów nie zaatakował jej brata. I nie oczekiwała właściwie niczego w zamian, bo o przysługi prosiła nader niechętnie, i jeżeli już, zwykle członków rodziny.
Poza tym dostała dokładnie to, po co tu przyszła. Dowiedziała się sporo o Hjalmarze i trochę o jego rodzinie. Bo Brenna naprawdę przyszła tutaj, bo to leżało w jej charakterze: z jednej strony z ciekawości, z drugiej z gościnności i chęci przywitania nowych sąsiadów.
Ale nie były to jedyne powody. Żyli w niespokojnych czasach, a jej zależało na sprawdzeniu, kto zamieszkał w sąsiedztwie.
Dowiedziała się, jaki interes otwierają, jakie plany mniej więcej mają, kto jest niekwestionowanym panem tej kuźni, jak odnoszą się do obcych, że - prawdopodobnie - Hjalmar niektóre rzeczy bierze na poważnie, być może ze względu na różnice kulturowe.
Ale przede wszystkim...
Nie podała swojego nazwiska, a on bez dopytywania zaprosił ją do środka - potencjalnie ryzykując, że wpuszcza do domu córkę mugoli czy jakiegoś mugolaka. Na pytanie o sprzedaż produktów mugolom, nie wykazał ani odrobiny niechęci, ot przerzucił decyzję dla Dagura. Umiał też zapanować nad emocjami, bo gdy nazwała Dagura Dagnarem, mimo szacunku jaki do niego żywił, sprostował ją ze spokojem. Sprawdziła, w jaki sposób zareagował na wieści o konkurencji i ten zdawał się przyjmować to dobrze.... chociaż nie była pewna, jak zareaguje Dagur. To wszystko jeszcze nie świadczyło, że z czasem nie wesprą Voldemorta, ale przynajmniej oznaczało, że raczej nie zrobią tego szybko.
Czasem to te słowa, których nie wypowiedziano, przekazywały więcej znaczeń.
Miała nadzieję, że ich poglądy się nie zmienią i że Hjalmar nie jest doskonałym aktorem, bo po prostu go polubiła.
- Kiedy wykujecie jakąś broń, dajcie mi ją obejrzeć, zamiast na mój widok ryglować drzwi i gasić wszystkie światła, i będziemy kwita – obiecała Brenna, odsuwając filiżankę – upiła tylko trochę herbaty. Cóż, nie tylko dziadek w tej rodzinie był fanem broni białej. – Z tego, co mi wiadomo, owszem, działa, po dobraniu odpowiedniej dawki. Nie jest w stanie sprawić, że wilkołak przestanie być niebezpieczny dla otoczenia, ale go uspokaja. Te, które wcześniej kąsały same siebie z wściekłości, że nie mogą zaatakować człowieka albo demolowały pomieszczenie, często przesypiają najgorsze godziny. Na twoim miejscu po prostu kupiłabym dawkę na jedną pełnię i sprawdziła, jak działa.
Podniosła się. Nie chciała nadużywać uprzejmości nowego sąsiada, zwłaszcza że nie wątpiła, że w związku z przeprowadzką mają mnóstwo rzeczy. Zresztą sama też musiała iść i naszykować się na nocny dyżur w pracy.
- Będę się zbierać. Miło było poznać, Hjalmar. Myślę, że was polubię – oświadczyła z taką samą bezpośrednią, z jaką mając lat trzynaście oświadczyła Theseusowi Fletcherowi, że go lubi i powinni zostać najlepszymi przyjaciółmi. – Miłego wieczora.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#20
03.05.2023, 10:43  ✶  

Gdyby nie fachowa pomoc Brenny, Hjalmar za pewne by się zagubił w tej całej spirali biurokracji. A tak miał całą instrukcję na wyciągnięcie ręki i nie omieszkał z niej skorzystać kiedy tylko uda się do Ministerstwa Magii. Przyglądał się przez moment tym kółkom jakie namalował wokół imienia sąsiadki - może potraktował ją zbyt surowo? Skoro dziewczyna mówiła na temat, a nie gadała dla samej kwestii gadania to skąd miała o sobie takie przeświadczenie? Koniec końców pomogła i to bardzo. Czy w takim razie Nordgersim powinien przerysować 'kółka ostrożności' na Danielle? Może to właśnie ta druga kuzynka była tą 'złą', a Brenna ją tylko kryła?

- Na pewno tak zrobimy. Będziesz pierwszą która się o tym dowie - zapewnił ją. Jeżeli to był sposób aby mógł się jej odpłacić to czemu nie. W końcu pokazanie swojego dzieła to nie był żaden problem, a nawet lekki obowiązek - To się na pewno nie stanie. Drzwi do naszego domu zawsze będą stały dla Ciebie i Twojej rodziny otworem. Nie ważne co by się działo. Czy by się waliło czy paliło. Zawsze możecie na nas liczyć - powiedział ze spokojem. Hjalmar nie miał zamiaru jej unikać czy udawać, że nie ma go w domu. Z sąsiadami należało się dogadywać i przyjaźnić, a nie nienawidzić - przynajmniej z takiego założenia wychodził młody kowal. Z drugiej strony, Brenna przyniosła bardzo dobre pyszności, co mogło świadczyć, że przyniesie je ponownie przy kolejnej wizycie - co oczywiście było dużym plusem. Ale co najważniejsze pomogła jego rodzinie, a oni - Nordgersimowie, nie zapominali o takich gestach.

- Tak zrobię. To brzmi jak bardzo ciekawy wynalazek - przyznał, a następnie zaczął trochę żałować, że nigdy wcześniej o tym nie słyszał. Tyle biednych drzew czy zwierzyny straciło swój żywot podczas jego wilkołackich harców po lesie. No ale cóż... Czasu nie cofnie, a może temu tylko teraz próbować zapobiegać - zwłaszcza kiedy remedium jest na wyciągnięcie ręki.

- Mi również, cała przyjemność po mojej stronie. Nie przejmuj się tym co mówią inni Brenna. Może mówisz dużo ale wartościowych rzeczy, co się bardzo ceni - powiedział unosząc rękę na pożegnanie - Spokojnej nocy - uśmiechnął się do niej, a następnie zaczął zbierać filiżanki. Skusił się również na jeszcze jednego pączka - te trzeba było spożyć zanim Dagur wróci. Przed Hjalmarem była jeszcze wizja długiego i nawet miłego wieczora z przygotowywaniem kuźni.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (5514), Hjalmar Nordgersim (5589)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa