• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
« Wstecz 1 2
[04/1972] "Na tym polega odpowiedzialność" - Mellvyn & Geraldine

[04/1972] "Na tym polega odpowiedzialność" - Mellvyn & Geraldine
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#1
25.04.2023, 17:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2025, 23:27 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic IV

Szybkie Eliksiry, Podziemne Ścieżki
Mellvyn Ollivander & Geraldine Yaxley

Ocknął się pierwszy. Nie pamiętał, kiedy zasnął. Po samym poruszeniu powieką poczuł, że jest odwodniony w pizdę, ale poza tym było zaskakująco dobrze. Lepiej, niż po ścierwie. Mógłby wstać, ogarnąć się i zapierdalać dalej. Prawie, jakby faktycznie był wyspany.

Oderwał twarz od brzucha Geraldine, rozejrzał się ostrożnie. Za cholerę nie mógł odgadnąć, jaka jest teraz pora dnia. Nie miał przy sobie zegarka, żaden nie wisiał na ścianach i, oczywiście, nigdzie w tej piwnicy nie było ani jednego okna.

Delikatnie dźwignął się na rękach, zsunął nogi na podłogę. Bolały go stawy od spania w dziwnej pozycji, coś kuło go w piersi. Na piersi. Gdy wstał, dotknął skóry pod obojczykiem i wybadał gojący się ślad po papierosie.
- No tak - szepnął pod nosem sam do siebie i zaczął od dołu zapinać guziki koszuli.

Czuł się, kurwa, nieświeży. Niedomyty. I bardzo, bardzo wygłodzony, aż słaby. W przygaszonym świetle ledwo cokolwiek widział, ale sam obrys syfu na ladzie go męczył. Męczyła go też kwestia tego, co się tu wczoraj... dzisiaj? stało. Co z tych wszystkich rozmów okaże się prawdą, a co nie? Ile z tego wydarzyło się tylko dlatego, że byli naćpani?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
25.04.2023, 18:19  ✶  

Obudziła się, kiedy się podniósł. Sen miała lekki, wystarczyła byle pierdoła, aby został przerwany. Dała sobie chwilę, aby się dobudzić. Nie otwierała oczu. Przez ułamek sekundy zastanawiała się gdzie jest, była otumaniona, ale tylko przez krótki moment.

Poczuła suchość w gardle, nie była ona zbyt przyjemna. Poza tym jednak było jej dziwnie dobrze. Nadal ogarniał ją spokój. Dawno się tak dobrze nie wyspała. Nie miała pojęcia ile czasu minęło od kiedy zmrużyła oczy. Miejsce w którym się znajdowała wcale nie ułatwiało orientowania się jaka jest pora dnia. Nie było to jednak kłopotliwe, nigdzie się przecież nie spieszyła.

Zrobiło jej się chłodno, kiedy się podniósł, wszak jego ciało przez całą noc ją ogrzewało. Był to chyba czas, aby się podnieść. Wróciła do wspomnień z minionego wieczoru, żeby przeanalizować, czy nie zrobiła czegoś, co powinno spowodować u niej moralniaka. Wydawało jej się jednak, że nie zrobiła nic złego.

Podniosła się do pozycji siedzącej, dobrze było trochę rozprostować kości. Sięgnęła po swój sweter, bo jeszcze chwila i zacznie się trząść z zimna. Nie czuła póki co typowego zjazdu, może dopiero nadejdzie?

Wypadałoby się odezwać. Zastanawiała się, co właściwie powinna mu powiedzieć, w końcu naprawdę wiele wydarzyło się tutaj wczoraj, albo dzisiaj? - Cześć. - Warto było chyba od tego zacząć. - Wyspany? - Dostrzegła paczkę swoich szlugów, sięgnęła po nią i wyciągnęła jednego, wsadziła sobie w usta i odpaliła srebrną zapalniczką. Zaciągnęła się głęboko dymem, jak dobrze było czuć go w płucach.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#3
25.04.2023, 19:19  ✶  
Raptownie przerwał zapinanie koszuli w połowie. Czuł frustrację, nie był w stanie się od niej oderwać. Zazgrzytał zębami i w trakcie tego zgrzytania zauważył, że wnętrze obu jego policzków jest przeżute. Pogryzł się do krwi przez sen, prawdopodobnie wielokrotnie. Sięgnął po stojącą na ziemi karafkę, przepłukał usta. Wstępnie wydawało mu się, że poczuł się lepiej.

Kiedy już był pewien, że się obudziła, wypstrykał świeczki do sensownego poziomu jasności i spojrzał na nią. Nawet w ich ciepłym, miękkim świetle widział po niej, jak wielogodzinny haj wycieńczył jej ciało. Miała teraz ten sam szarofioletowy kolor sińców wokół oczu, co on.
- Przepraszam - powiedział gorzko.
Później milczał, nie zrywając z nią kontaktu wzrokowego.

Narastający ciężar w piersi zaczynał utrudniać mu oddychanie. Wystarczyła chwila, żeby łzy zaczęły płynąć z niego ciurkiem. Otarł twarz rękawem.
- Nie chcę, żebyś skończyła tak, jak ja - mówił dosyć bełkotliwie, starał się ignorować swój płacz. - Nigdy nie robię niczego mądrego, do chuja. Niszczę wszystko w kółko. I wszystkich.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
25.04.2023, 21:17  ✶  

Światło. Nie było niczym przyjemnym. Poczuła, jak razi ją w oczy. Przymknęła je na moment. Ciemność zdecydowanie bardziej jej odpowiadała. Przetarła oczy ręką, starała się przyzwyczaić do tego poziomu jasności, który teraz ich otaczał. Nie było to jednak wcale takie proste.

Spoglądała na niego uważnie, miała świadomość, że sama wygląda jak gówno. Nie był to jednak pierwszy raz, na pewno nie ostatni. Zatrzymała w powietrzu dłoń z papierosem w ręku, kiedy usłyszała, że ją przeprasza. Nie do końca wiedziała za co.

Poczuła się nieswojo. Przecież prosił ją, żeby go nie zostawiła. Została tu dla niego, teraz czuła się tak, jakby zrobiła coś złego. - Tak, czyli jak? - Nie widziała w tym nic złego. Nerwowo zbliżyła papierosa do ust, zaciągnęła się dymem, a po chwili zgasiła go w tej szklance, którą postawiła przy kanapie wcześniej.

Wstała z kanapy dosyć szybko. Zareagowała odruchowo. Może jednak miała w sobie trochę empatii? Łzy zawsze wzbudzały w niej dziwne uczucia. Nie do końca wiedziała jak się zachować, zbliżyła się jednak do mężczyzny. Wydawało się jej, że tak musi postąpić. Chciała go po prostu przytulić, jeśli ją do siebie dopuścił zrobiła to delikatnie. - Spokojnie. - Starała się go uspokoić. Nie mówiła nic więcej,wydawało jej się to być zbędne.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#5
25.04.2023, 22:17  ✶  
Niepewnie omiótł ją wzrokiem, kiedy zbliżyła się do niego. Był zaskoczony, że próbuje go przytulić i potrzebował paru sekund, żeby zastanowić się, co z tym powinien zrobić. Ostatecznie dał się objąć i sam ją objął, i z tych objęć jej nie wypuszczał, bo okazało się, że czuje się tak znacznie lepiej. Zazwyczaj sam musiał radzić sobie z podobnymi stanami, teraz był głównie zdezorientowany.
- Powinienem zrobić z tobą coś dobrego, a nie powoli cię uśmiercać. Ćpanie to jest właśnie to, umieranie po trochu. Mi obojętnie, dużo przyszłości nie mam, ale dlacz-czego mam wciągać w to innych - mamrotał jej w ramię nerwowo.

Pociągnął nosem, dalej skręcało go w środku. Walczył ze sobą, żeby nie zacząć opowiadać jej o tym, że najbardziej na świecie to chciałby się zajebać. To byłoby zbędne, zbyt skrajne, za bardzo by ją zmęczyło. Musiał się sam uspokoić.
- To było w chuj prochu. W chuj. Nie musiałem tyle sypać. - Zaniósł się szlochem, bo właśnie wyobraził sobie, jak ściągałby jej bezwładne ciało z kanapy, gdyby zeszła na zawał. - A mogłaś umrzeć. Mogłem cię zabić. Taką głupotą. Rozumiesz?

Kręcilo mu się w głowie z niedotlenienia. Geraldine mogła poczuć, że opiera na niej coraz więcej swojego ciężaru.
Wracały do niego kolejne wspomnienia z zeszłego wieczoru, lub z nocy, lub z dzisiejszego poranka. Wcale nie miał się z tym dobrze.
- Przepraszam za nieufanie ci i za tamto. Tamto o ruchaniu. I o byciu łatwą. - Jego łzy sukcesywnie przesiąknęły jej sweter.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
25.04.2023, 22:47  ✶  

Dla Geraldine to również było coś nowego, zresztą wiele się o sobie dowiedziała przez te kilka godzin. Została. To było w tym wszystkim najdziwniejsze, nie odeszła, naprawdę było to dla niej coś zupełnie obcego.

Nie odtrącił jej, na szczęście. Tak wydawało się być prościej. Mogła tu być, tak po prostu. Dla niego. Nie miała pojęcia, czy właśnie tego potrzebował, ale chyba tak, tak się jej wydawało. - Ja zawsze byłam trochę martwa w środku. - Nie chciała żeby się obwiniał, to nie miało najmniejszego sensu. - Wiesz, że sama jestem odpowiedzialna za swoje decyzje, to nie Twoja wina. - Zależało jej, aby sobie to uświadomił, by przejrzał na oczy.

- Rozumiem, nawet jeśli, to nie byłaby Twoja wina, tylko moja. Zadecydowałam, że tak postąpię. Ty nie miałeś z tym nic wspólnego. - Zaczęła się powtarzać, ale musiało do niego dotrzeć, że jej też zabrakło zdrowego rozsądku. Zaryzykowała, nic się nie stało, chociaż mogło. Po co jednak gdybać o tym, co nie miało miejsca.

Stała tu z nim teraz, nadal była obok, chciała zostać jego oparciem, czuła dziwną potrzebę tkwienia w tym uścisku. Wydawało jej się, że służył on i jej i jemu.

Czuła, że coraz bardziej opierał na niej swój ciężar. Widać bardzo go to ruszyło, przeżywał to mocno. - Nie przepraszaj mnie, zasłużyłam. - W końcu sama nie była specjalnie delikatna, przynajmniej wczoraj. Miała wrażenie, że bardzo wiele się zmieniło od wieczoru. Czuła, że sweter zaczyna się jej robić mokry od łez, nie przeszkadzało jej to wcale. - Wszystko jest dobrze i będzie, będzie dobrze. - Wyszeptała jeszcze cicho.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#7
25.04.2023, 23:28  ✶  
Gdy mu mówiła, że sama jest odpowiedzialna za swoje decyzje, wcale nie czuł, że to prawda. Czuł za to, że to po jego stronie leży wina. Za wszystko. Przecież to on stworzył dla niej opcję wciągania, on jej z tym pomógł i on jakoś tak emocjonalnie ją oplótł, zmanipulował, że przesadzanie z rozmiarem działki wyglądało na atrakcyjniejszy pomysł, niż w rzeczywistości. Wszystko to miało sens, wydawało się zupełnie możliwe i rozsądne. Wierzył temu.

Gdyby nie to, że go podtrzymywała, to prawdopodobnie po prostu by się przewrócił. Słuchał jej i oddychał w miarę regularnie przez parę minut; czuł, jak siły mu wracają.
- Zawsze jestem najgorszym człowiekiem. Nawet jak czasami o tym zapomnę, to później jest t-tylko gorzej. - Mówił na tyle szybko, że jego słowa pozwoli zaczynały zbijać się w jednolity strumień, stopniowo degenerujący się do czegoś w rodzaju rozpaczliwego rzygu. - Ja nie myślę, po prostu nie myślę. I później się otrząsnę z tego, patrzę wstecz i muszę wytrzymać to, co zrobiłem. Konsekwencje. Muszę to jakoś uzasadnić, ale nie potrafię. Jak to robiłem, to wcale tego nie rozumiałem. Wtedy to wszystko wydawało się być okej. Nic wielkiego. Przez to właśnie zachowuję się jak chuj, bo mi się wydaje, że to wszystko to nic wielkiego. Nie myślę o tym, co inni muszą przeze mnie przechodzić.
Urwał nagle, jakby wpadł na jakiś pomysł. Sprytny, kurwa, pomysł.

Oderwał się od niej, ruszył za ladę.
- Nie chcę cię zanudzić - wydukał, odwrócony do niej bokiem.
Próbował zwinąć banknot w rurkę, ale ręce za bardzo mu się trzęsły. Uniòsł brwi, starał się wymrugać łzy z oczu. Może powinien po prostu wetrzeć to w dziąsła?
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
25.04.2023, 23:56  ✶  

Mogliby nad tym dywagować czyja to jest wina. W końcu to Yaxley przyniosła mu narkotyk, gdyby nie ona, to nie miałby co ćpać, a ona by się tu nie pojawiła. Nic by się nie wydarzyło, ale podjęła decyzję. Przyszła tutaj dobić targu. Dopiero teraz do niej dotarło, że miała do niego prośbę, ale chyba nie był to odpowiedni moment, żeby poruszać ten temat. Pewnie za kilka sekund o tym zapomni, a uświadomi sobie to w nocy, kiedy nie będzie mogła spać i pozostanie sam na sam z bezsennością.

- Nie jesteś najgorszy. Naprawdę. - Bo spotykała na swej drodze zdecydowanie gorszych. Takich, którzy w ogóle by się nie zastanawiali nad tym, czy są źli, czy nie, którzy nie mieli żadnej moralności, on był inny. Inaczej by o tym nie mówił, nie przejmował się wcale.

Ogarnęło ją ciepło. Takie dziwne uczucie, kiedy słyszała kolejne słowa, które wylatywały z jego ust bardzo syzbko, tak, że ledwie mogła je zrozumieć. Jakoś nadążyła, to co mówił uderzyło w nią dosyć mocno. Brzmiało to tak, jakby mówił o niej, jakby była jego lustrzanym odbiciem. Dlaczego nie dostrzegła tego wcześniej? Nie mieli szansy się poznać na tyle, aby to zauważyła, ale widziała analogię w tym co mówił do swoich zachowań. Też często się obwiniała, ale było zbyt późno na jakąkolwiek reakcję. - Jak to kurwa możliwe, że jesteś do mnie, aż tak bardzo podobny. - Nie powinna tego mówić, ale po raz kolejny najpierw wypluła z siebie słowa, a później do niej dotarło, że lepiej, gdyby wcale tego nie zrobiła.

Przestał mówić. Może miał dość tego spoufalania się. Obserwowała go uważnie, dopiero, gdy stanął przy ladzie zrozumiała dlaczego.

Uniosła wzrok i zauważyła sztylet wbity w ścianę za nim. Powinna chyba pozbierać swoje zabawki, bo jej rzeczy były porozrzucane po całym pomieszczeniu, ale jeszcze nie teraz. Zbliżyła się do niego. Oparła się o ladę, a po chwili podniosła się na rękach i usiadła na niej. Widziała, że ręce mu się trzęsą. Postanowiła zainterweniować. - Daj. - Nie czekała na jego reakcje, tylko sięgnęła po banknot, zwinęła mu to w rulon i wręczyła do ręki. - Proszę. - Nie oceniała go w tej chwili, jeśli chce sobie przyćpać, niech to robi, nie była osobą, która zamierzała kogokolwiek umoralniać, byłaby to hipokryzja. - Tylko może mniej niż wczoraj. - Coś ją tknęło, żeby jednak się odezwać, nie chciałaby tu skończyć z trupem.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#9
26.04.2023, 00:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2023, 00:48 przez Mellvyn Ollivander.)  
Nie mógł uwierzyć, że dalej tu była i że próbowała mu pomóc. On był dla niej taki nieprzyjemny, nie potrafił doprowadzić się do porządku, a ona dalej się starała. Nie potrafił połączyć jej uśmiechu i delikatnego tonu ze swoim bólem, ta sytuacja nie miała sensu.
Będzie mu później tak głupio, tak, kurwa, głupio, że go widziała w takim stanie. Przecież jemu nawet nie da się pomóc, powinna wyjść. Powinien zostać z tym sam, żeby nikt nie był w jego polu rażenia.

Ale ona znowu się zbliżała. Zmieszany patrzył, jak siada na ladzie. Miała teraz widok na wszystko. Mogła podziwiać jego żałośność w pełnej krasie.

Zajście z banknotem zupełnie wybiło go z rytmu. Biernie patrzył, jak mu go zabiera i jak zwraca go mu w formie rulonika. Na tę krótką chwilę przestał zapierdalać, później, jak usypywał działkę, wyglądał na spokojniejszego. Jakby wpadł w zadumę.
Gdy upomniała go o rozmiarze kreski, zastygnął w bezruchu na parę sekund i później posłusznie przedzielił usypaną kreskę na pół. Wcześniej była gigantyczna. Dalej takiej chciał, ale zamierzał się powstrzymać.

Zassał raz, drugi, trzeci. Później zaskomlał i ukrył twarz w dłoniach. Czuł się źle, ale tym razem szybciej i mocniej. Czuł się gorzej. Tracił nadzieję. Oparł łokcie o blat, zwiesił głowę - próbował to przeczekać.
- Dlaczego podobny. To nawet nie ma sensu. Czemu to powiedziałaś - mruczał z zamkniętymi oczyma.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
26.04.2023, 01:17  ✶  

Obiecała mu, że tu dzisiaj będzie. Słowa miały dla niej znaczenie, kiedy już się do czegokolwiek zobowiązywała, a nie zdarzało się to zbyt często. Nie mogła stąd wyjść, tak po prostu. Zostawić go tutaj. Miałaby do siebie wyrzuty sumienia. Dlatego też została i nie zamierzała opuścić tego miejsca dopóki nie będzie pewna, że jest to odpowiedni moment.

Nie wiedziała czego powinna się spodziewać. Średnio się znała na narkotycznych ciągach, nigdy jakoś specjalnie nie gustowała w tego typu substancjach. Od czasu do czasu, kiedy przytrafiła się okazja pozwalała sobie nieco odpłynąć, jednak nie były to zbyt częste wyskoki. Zazwyczaj też dosyć mocno je odchorowywała, przez to, że nie była przyzwyczajona do zjazdów. Dzisiaj jednak czuła się wyjątkowo dobrze, spokojnie, może wyglądała jak gówno, jednak w środku wszystko wydawało się być w porządku.

Nie spodziewała się, że jej posłucha. Obserwowała ruch jego dłoni i dostrzegła to, że podzielił kreskę. Zaskczyło ją to,  aż tak, że uśmiechnęła się sama do siebie. Wciągnął, co miał wciągnąć, nie wpatrywała się wtedy w niego chcąc mu dać chociaż odrobinę intymności, i tak była dosyć natarczywa w tym wszystkim co robiła.

Gdy skończył oparł się o blat, nie wiedziała, czy powinna zareagować. Póki co nie, niech się ogarnie. Zaraz wszystko powinno wrócić do normy. - Wspomniałeś o tym, że nie myślisz. - Zaczęła odpowiadać na jego pytanie. Ton jej głosu był bardzo spokojny, wręcz usypiający. Mówiła powoli, wyraźnie. - Mam podobnie, ja działam, a później dociera do mnie, że wszystko robię źle, że gdybym krótką chwilę poświęciła na zastanowienie, to mogłabym uniknąć wielu niepotrzebnych sytuacji, nie wkurwić aż tylu osób. - Wiele razy wpadała w kłopoty przez ten temperament, jednak zawsze, za każdym cudem jakoś udawało jej się wychodzić cało. Może ludzie wokół niej cierpieli, jednak ona, ona zawsze miała szczęście. Pozostawało jej jedynie żyć z tymi rozmyśleniami, co by było gdyby krótką chwilę poświęciła analizie. - Tylko nie do końca mi się podoba, że ująłeś to jako zachowywanie się jak chuj. - Zastanowiła się chwilę. - Gdyby tak się zastanowić, to kurwa każdą drobnostkę możnaby rozkładać na jeszcze drobniejsze części, tylko po co. Zależy od punktu widzenia, co jest wielkie, a co nie. Nie wnikam nigdy, co może kogoś urazić, ale uważam też, że nie ma sensu się zmieniać na siłę. Zadowalać wszystkich wokół. To trochę jak walka ze swoją naturą. Nie wszyscy muszą być empatyczni. - Starała się wytłumaczyć o co jej chodzi, miała jednak wrażenie, że trochę popłynęła. Najwyżej jej nie zrozumie i ją wyśmieje, czy coś. Pewnie i tak by się nie przejęła.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (2239), Mellvyn Ollivander (1882)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa