Czuł w sobie opór, który początkowo nie pozwolił mu w ogóle dać szansy argumentom Geraldine - on, jako osoba, był dogłębnie zły i spierdolony, i tyle, a jej się tylko wydawało, że może się z nim porównywać, bo czuła wobec niego litość i siebie niesprawiedliwie nisko oceniała. Ale nie powiedział jej o tym, na tamtym etapie czuł się tak paskudnie, że nawet nie byłby w stanie.
Później w głowie zaświtała mu myśl, że traktował ją w tym momencie protekcjonalnie. Ignorowanie czyjegoś osądu, bo na pewno kierują nim emocje, było oznaką braku szacunku. Cóż, może miała rację. Nie znał jej na tyle dobrze, żeby wiedzieć, czy jej życie to faktycznie takie samo pasmo porażek, jak jego, ale jej ocena, że głównym problemem były impulsywne decyzje faktycznie zgadzała się z tym, co o sobie myślał.
- Chyba... mi lepiej - zauważył, podnosząc głowę w jej kierunku.
Miał spuchnięte od płaczu oczy i ogólnie był zasmarkany, ale nie szlochał już, nie czuł takiej potrzeby.
Jego twarz wykrzywił nagły grymas intensywnego bólu. Złapał ją za rękę. Pocałował wierzch jej dłoni i później, po ponownym przetarciu twarzy rękawem, przytulił do niej policzek.
- Myślę, że jestem uzależniony. - Głos mu drżał.
Kurwa, znowu to samo.