• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[04/1972] Oswajanie | Geraldine & Mellvyn

[04/1972] Oswajanie | Geraldine & Mellvyn
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
26.04.2023, 14:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:06 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Mieszkanie Geraldine Yaxley


Geraldine Yaxley & Mellvyn Ollivander

Zdecydowanie wydawało jej się, że droga jest krótsza. Poczuła zmęczenie, po tej dosyć długiej nocy. Ogarnęło ją w jakiejś połowie drogi. Miała jednak nadzieję, że spacer dobrze im zrobi, że wiatr który wieje w twarz pomoże przynajmniej jej trochę otrzeźwieć. Nie wszystko jednak zawsze szło po jej myśli.

Podjęła tę decyzję dosyć spontanicznie, jak na razie jednak jej nie żałowała. Kiedy zmierzała w stronę swojego mieszkania czuła w środku, że postąpiła dobrze, oby się na tym nie przejechała. - Dobra, tu za rogiem, już jesteśmy. - Powiedziała kiedy znaleźli się nieopodal kamienicy, w której mieszkała.

- Żeby było bardziej chujowo, to mieszkam na ostatnim piętrze. - Zawsze ją to irytowało. Musiała wspiąć się na samą górę nim znalazła się w środku.

Weszła do klatki schodowej, poczekała, aż Ollivander zrobi to samo, po czym ruszyła na górę. Szła całkiem szybkim tempem, pomimo zmęczenia, które zaczęło jej towarzyszyć. Kiedy znalazła się przed drzwiami odetchnęła głęboko. Otworzyła drzwi, klucz trzymała w dłoni, wyciągnęła go jeszcze gdy wspinała się po schodach.

Gdy tylko nacisnęła na klamkę rozległo się szczekanie. Zamarła. Zapomniała o psie. Nie przyzwyczaiła się jeszcze do tego, że go ma. - Kurwa, Pierdoła. - Powiedziała do siebie. - Chodźmy do środka. - Zaprosiła jeszcze mężczyznę za sobą. Powinna wyjść z psem chociaż na chwilę, nie miała pojęcia, czy jej się chce. Zaraz o tym zadecyduje. Najpierw wprowadzi Mellvyna do mieszkania, pokaże mu co i jak. Ewentualnie wtedy.

Mieszkanie Geraldine Yaxley było jasne. Promienie słońca atakowały ich z każdej strony. Składało się ono z trzech pokoi, dwa z nich to sypialnie, jedna (mniejsza) była zamknięta. Należała do Theseusa. Salon był ogromny. Jednak urządzony dość minimalistycznie. Znajdowało się tam bowiem jedynie kilka szafek, wielka kanapa, stół, dwa fotele. Kiedy do niego weszła od razu zasłoniła okna, to światło okropnie ją denerwowało. - Rozgość się. Zamknięte pomieszczenie to sypialnia i pracownia Thesa, reszta jest do Twojej dyspozycji. Tu po prawej moja sypialnia. - Otworzyła drzwi na oścież, żeby mógł się rozejrzeć. Całe mieszkanie wydawało się być dość surowe. Poza kolekcją broni w jej sypialni nie było też zbyt wielu rzeczy osobistych. Geraldine nie zbierała śmieci. - Jest jeszcze kuchnia, chociaż prawie nikt z niej nie korzysta. - Ona nie gotowała, Thes zresztą podobnie. - i balkon, balkon to chyba najfajniejsze miejsce. - Uwielbiała spędzać tam ciepłe, wiosenne i letnie wieczory upijając się do nieprzytomności obserwując przy tym przechodniów.

- To jest Pierdoła. - Wypadałoby jeszcze przedstawić psa. - Dostałam go od mojego brata na urodziny, jeszcze się nie do końca dogadujemy. - Pies zupełnie ich zignorował, jakby był obrażony i położył się na swoim posłaniu w przedpokoju, był wyżłem weimarskim, póki co nie wyglądał jednak jeszcze na zwierze, które miało być stworzone do towarzyszenia jej podczas polowań. - Musze z nim chyba wyjść, trochę siedział sam. Rozejrzyj się, a ja za chwilę wrócę. - Bo nie chciało jej się wcale schodzić, ale wiedziała, że powinna to zrobić. Zniknęła więc za drzwiami, wcześniej wzięła szczeniaka na ręce.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#2
26.04.2023, 16:54  ✶  
Piesza wycieczka do dzielnicy obok wybitnie mu nie służyła. Był zbyt naćpany, żeby jego źrenice przyzwoicie radziły sobie ze światłem całkiem przyjemnego, wiosennego poranka, a jego serce powoli zaczynało niedomagać. Dyszał od zwykłego spacerku, brakowało mu siły w członkach po ponad dwudniowej głodówce. Cóż, przynajmniej dzięki granulatowi nie czuł zmęczenia.

Kiedy już pokonali parę pięter schodów, obraz mu się rozmazywał, ale nagłe szczekanie psa natychmiast postawiło go do pionu. Mieszkała z kimś? Nie mieszkała, przecież mówiła mu, że to miejsce stoi puste. Kto zajmował się tym psem, kiedy tripowali w podziemnej norze? Zestresował się tym zaskakująco mocno, z niepokojem patrzył na otwierające się drzwi.
Ale wszystko okazało się być w porządku, nie zobaczył wewnątrz oczekiwanego armagedonu o zapachu gówna i szczochów. Cóż, może miał jakąś zaklętą kuwetę i tyle.
- Ładnie tu macie. Od dziecka nie mieszkałem w ładnym miejscu - skomentował, rozejrzawszy się po salonie.

Z trudem utrzymywał uwagę na tym, co Geraldine mówiła podczas oprowadzania go po mieszkaniu. Jego spojrzenie raz po raz zbaczało w kierunku szwędającego się po mieszkaniu szczeniaka. Zwierzę, w końcu jakieś. Dawno nie miał z żadnym do czynienia, a przecież właśnie je rozumiał w życiu najlepiej. Zostawianie w samotności tak młodych psów na więcej, niż parę godzin, wydawało mu się okrutne - miał wyrzuty sumienia, że trzymał Yaxley u siebie tak długo.

- Czyli śpię w salonie? - zapytał, orientując się, że poza nim została tylko sypialnia Geraldine.
Mimikę i ton miał zaskakująco poważne. To nie było wcale pytanie o zakwaterowanie, tylko o to, jak postrzegała obecną relację między nimi i jak miała ona wpłynąć na mieszkanie razem.

Gdy wychodziła, pożegnał ją skinieniem głowy i ruszył do łazienki. Umył się szybko, w zimnej wodzie, tak jak zawsze. Później zaanektował losową szczoteczkę z kubka, nie wiedział do kogo wcześniej należała. Jaka to była ulga umyć nareszcie zęby!
Stojąc przed umywalką i oglądając w lustrze oparzenie na swojej piersi, zorientował się, że nie zabrał ze sobą różdżki; ubrań sobie nie odświeży.

Do kuchni wyszedł nago, nie miał czasu na pierdolenie się. Po to zabrał ze sobą granulat, żeby dopchnąć poprzednią działkę, zanim znowu będzie miał zjazd. Geraldine chciała wypić kawę i zjeść, nie chciał jej rozczarować. Musiał kiedyś nareszcie przestać to robić.
Na szczęście znalazł niewielki moździerz w szafce z nietkniętymi przyprawami. Musiał ręcznie zetrzeć proch, bardzo się przy tym śpieszył. Usypał kreskę bezpośrednio na blacie i po sekundzie już ją wciągał.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
26.04.2023, 22:20  ✶  

Dostrzegła jego niepokój. Nie chciała wyjść na nieodpowiedzialną, może czasem taka była, ale nie zrobiłaby krzywdy temu stworzeniu. - Triss, skrzatka moich rodziców go dogląda. Na pewno była tutaj wieczorem, nie pamiętam, czy wspominałam jej, że nie wrócę na noc, ale bywa tu kilka razy dziennie, żeby się nim opiekować pod moją nieobecność. - Miała nadzieję, że to wytłumaczenie wystarczy, nie chciała być postrzegana jako lekkomyślna, nie gdy chodziło o żywą istotę. Może często zdarzało jej się taką być, jednak opiekowała się tym nieszczęsnym psem odpowiednio. Jak tylko potrafiła.

- Dziękuję, chociaż, przy tym jak wygląda chata moich starych... - Nie dokończyła,nie warto było się nad tym rozwodzić. Mieli ogromną rezydencję otoczoną lasem. Jej mieszkanie było przy tym małą klitką.

Gdy usłyszała jego pytanie zawahała się przez chwilę. Mógł to zauważyć. Nie myślała jeszcze o tym. Przypomniała sobie poprzednią noc, to jak spokojnie spała mimo tego co się wydarzyło. Może nie trwało to długo, jednak sen przy nim był spokojny. Chciałaby to powtórzyć, bez względu na to, czym był spowodowany. Nie umiała stwierdzić, czy to przez narkotyk i zmęczenie, czy po prostu przez obecność drugiej osoby. - Możesz spać u mnie, znaczy ze mną. Łóżko jest duże, pewnie też wygodniejsze. - Uciekała wzrokiem, trochę bała się reakcji na tę odpowiedź.

Wyszła z tym biednym psem, chociaż nie miała siły. Wypadało jednak się nim zainteresować. Leander faktycznie wiedział, jak skomplikować jej życie. Nie było jej może z piętnaście minut. Wróciła do środka ze swoim psim towarzyszem. Wtedy dostrzegła go w kuchni. Trafiła chyba na nieodpowiedni moment. - Przeszkadzam, chyba. - Dodała jeszcze.

Miała ochotę wziąć prysznic, zmyć z siebie cały ten brud poprzedniego dnia, do tego wydawało jej się, że okropnie śmierdzi. - Daj mi chwilę. - Trochę było jej głupio, że już na samym początku nie ma możliwości się Ollivanderem zaopiekować w pełni w tym nowym dla niego miejscu, jednak sytuacja była dosyć specyficzna.

Poszła do łazienki. Zdjęła z siebie te wczorajsze ubrania i weszła pod prysznic. Ciepła woda przyjemnie oblewała jej ciało. Mogłaby tu zasnąć, ale wiedziała, że nie może. Wyszła więc spod prysznica, przeczesała mokre włosy, umyła zęby - miała dziwne wrażenie, że ktoś używał jej szczoteczki narzuciła na siebie jedwabny, czarny szlafrok i wyszła z niej. Wróciła do kuchni. - Jakbyś potrzebował czystych ubrań, to mogę wziąć coś od Thesa, nie obrazi się, chociaż mogą być na Ciebie za krótkie, na mnie są. - Usiadła na krześle. Doszło do niej, że jest głodna. Kurewsko głodna, a w lodówce nie miała praktycznie nic poza żarciem dla psa, masłem i mlekiem. Pewnie znalazłby się jakiś czerstwy chleb do tego. Nie dbała o to, jak się odżywiała, musiała tylko zeżreć coś mięsnego i jej ciało czuło się zaspokojone. - Napijesz się ze mną kawy? - Tego miała pod dostatkiem i to mogła mu aktualnie zaproponować.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#4
27.04.2023, 00:14  ✶  
Gdy wciągał (a wciągał na raty), myślał o tym, co powiedziała. Starał się nie pamiętać tego, jak beztrosko wspomniała o tym, że jej rodzina ma niewolnika, bo aż go wzdrygało. To nie był czas i miejsce, żeby się tym zamęczać. Chciał czegoś przyjemnego, miał dosyć rozpaczy i fatalizmu.

Oparł dłonie na blacie, wpatrywał się w rozgrzebane resztki działki. Uśmiechał się, czuł radosne budowanie narkotyku w dziąsłach i skroniach. Siniały mu usta.
Chciała z nim spać. Musiała o tym wiedzieć, kiedy go tu zapraszała. Z jakiegoś powodu aż go to wzruszało. Wydawało mu się to bardziej znaczące, niż fakt, że mieli uprawiać seks. Seks można uprawiać z prawie każdym, ale spać z nim w swoim własnym łóżku na co dzień? To była rzadkość, przejaw bezsprzecznego zaangażowania.

Pojawiła się w pomieszczeniu, kiedy kończył. Pomachał znad blatu trochę zdziwiony jej skonsternowaniem.
- Wszystko dobrze - rzucił, gdy odchodziła.
Resztę jej nieobecności spędził konsumując znalezioną w dolnej szafce konserwę. To chyba był jakiś gulasz wołowy, łatwo dał się nabierać łyżką nawet na zimno. Niezależnie od jakości i daty ważności, smakował dla niego jak papier z piaskiem, bo był naćpany.

Rozglądał się za szczeniakiem, który dalej patrzył na niego nieufnie zza bezpiecznej bariery niedomknkętych drzwi.
- Dobrze wyglądasz w tym czarnym - przywitał ją niezgrabnym komplementem. - Jak nie masz nic pod spodem.
Sam też nie miał nic pod spodem, ani nawet nad spodem. Nieskrępowany ruszył do stołu i zsiadł na krześle obok niej. Wręczył jej łyżkę i zjedzoną do połowy konserwę.
- Kawa to dobry pomysł. Masz whisky?

Przeszedł go dreszcz, który przyponiał mu o dość wartkim problemie.
- Z tymi ubraniami to nie wiem. Mogłabyś po prostu oczyścić mi moje. - Zapytał właśnie laskę, czy zrobi mu pranie. Nie wróżyło to dobrze. - Proszę, nie wziąłem różdżki.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
27.04.2023, 09:02  ✶  

Uśmiechnęła się słysząc kolejny komplement z jego ust, tym razem był dużo bardziej zgrabny niż te wczorajsze, które dotykały aspektów, które od zawsze wzbudzały w niej kompleksy. - Dziękuję? - Bo chyba wypadało coś powiedzieć, Yaxley zdecydowanie nie przywykła do otrzymywania komplementów, nie potrafiła się więc do końca zachować.

Nagość nie wzbudzała w niej skrępowania, nie przeszkadzała jej wcale. Przez moment może, wpatrywała się ponownie w ranę na klatce piersiowej, którą mu wczoraj zrobiła, później szybko odwróciła wzrok. Nie chciała zostać na tym przyłapana.

- W tym domu jest bardzo dużo alkoholu. Whisky na pewno się znajdzie. - Spojrzała jeszcze na konserwę, którą przesunął w jej stronę. Brało ją na wymioty na sam widok tego cuda, zastanawiała się, gdzie udało mu się ją znaleźć.

Podniosła się z krzesła, aby wyruszyć na poszukiwanie alkoholu, zresztą chciało jej się jarać, musiała przynieść sobie fajki. Otworzyła szafkę, jedną z większych w salonie, która była pełna kolorowych, szklanych butelek z różnymi trunkami. Wiele z nich było napoczętych. Lubiła alkohol. Raczyła się nim nocami, kiedy nie mogła spać. Sięgnęła po pierwszą, lepszą flaszkę z whisky. Po drodze wygrzebała jeszcze paczkę fajek ze swojego płaszcza, pomiętą tak, że wyglądała jak psu z gardła, ale szlugi były całe. To najważniejsze.

Wróciła do kuchni. Postawiła butelkę na stole, nizebyt delikatnie; fajki i zapalniczkę również. Sięgnęła do jednej z wyższych szafek, aby wziąć szklanki. Zastanawiała się, czy potrzebuje tej kawy, czy chce jej się ją robić, bo właściwie to mogą zostać przy samej whisky jak dla niej.

- Mogłabym, to fakt. - Nie wpadła na to wcześniej. Dużo prostszą opcją wydawało się jej skorzystanie z ubrań Thesa, chociaż pomysł Ollivandera był całkiem logiczny. - Dlaczego łazisz bez różdzki? Wiesz, że teraz to trochę głupie. - Postawiła szklanki na stole, jedną przed nim i zaczęła nalewać do niej alkoholu. - Będziesz miał coś przeciwko, jeśli kawy nie będzie? Trochę mi się nie chce jej robić. - Miała nadzieję, że jej to wybaczy. Usiadła na krześle, wsadziła sobie szluga w zęby i nalała sobie również do szklanki alkoholu. Najwyżej prześpi cały dzień, jeśli zacznie chlać rano, na całe szczęście nie musiała chodzić do pracy. Sięgnęła po zapalniczkę, odpaliła sobie szluga i zaciągnęła się dymem, przesunęła paczkę jeszcze w jego stronę, gdyby się chciał również poczęstować.

Pies zasnął w przedpokoju, najwyraźniej ten krótki spacer wystarczył, aby go trochę zmęczyć.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#6
27.04.2023, 11:49  ✶  
Nie umknęło mu, że ślad na jego piersi przyciągnął jej wzrok. Uśmiechnął się. Potrzebował więcej. Żeby miała na co patrzeć.

Konserwa wróciła do jego ręki. Jeśli Geraldine nie zamierzała jej jeść, to chciał ją dokończyć. Nie czuł się już głodny, ale przecież jej, kurwa, nie wyrzuci. Nie będzie marnował jedzenia.
Kiedy łowczyni wyszła po whisky, zajął się wyskrobywaniem resztek z zakamarków puszki. Był przy tym idiotycznie gorliwy, pewnie przez wciągnięty granulat.

Przywitał ją uśmiechem, odsuwając zupełnie puste opakowanie gdzieś na najdalszy skraj stołu. Z różdżką miała rację, więc po prostu skinął na to głową.
- Zapomniałem. Nie czułem się najlepiej, wiesz jak to jest - tłumaczył się raczej spokojnie, nie ciążyło mu teraz to skrajnie silne poczucie winy. - Na szczęście ty miałaś swoją, więc byś nas obroniła. No nie?

Upił ze szklanki. Mocny alkohol wykrzywił mu trochę mordę, ale sam w sobie okazał się całkiem smaczny. Drogi. Starał się nie zastanawiać nad tym, co połączenie tych wszystkich używek i tajemniczej konserwy zrobi z jego flakami. Kawa pewnie tylko by sprawę pogorszyła.
- To co robimy z tym leczeniem? To się idzie do uzdrowiciela? - Spojrzał na nią, zaciskając zęby. Powstrzymał się od zazgrzytania nimi. - Masz jakieś... znajomości?
Sięgnął po papierosa i odruchowo włożył go do ust, ale nie miał czym go rozpalić. Myślał o czymś innym, więc bezceremonialnie nachylił się w kierunku blondynki, żeby dała mu ognia.
- No i jest też sprawa. Jedna - dodał szybko i niewyraźnie, bo dalej trzymał fajkę w zębach.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
27.04.2023, 12:44  ✶  

- Wiem, jak to jest, ale nie możesz tak. - W jakimkolwiek by się stanie nie znajdował, musiał uświadomić sobie to, że zagrożenie było realne.

- Pewnie tak, to chyba akurat umiem robić. - Walczyć, na każdy możliwy sposób. Przemoc było tym, co wychodziło jej najlepiej. - Ale nie chodzi mi o ewentualną obronę, tylko przyzwyczajenie, musisz być uważniejszy. - Wielu było takich, którzy tylko czekali na okazję, aby zaatakować, przecież nie będzie przy nim ciągle. Nie będzie mogła zawsze go obronić. Powinien zwracać uwagę na takie pierdoły, bo może się to źle skończyć. Ale czy była tu po to, żeby go umoralniać?

Nawet zdziwiło ją to, że sam rozpoczął ten temat, pozytywnie. - Mogę Cię umówić z pewną uzdrowicielką, napiszę do niej list, zobaczymy, kiedy znajdzie czas. Napiszę, że jest to dość pilne, nie sądzę, żeby odmówiła. - Już od czasu kiedy wdawała się w bójki w Hogwarcie to właśnie Florence ją składała. Miała do niej zaufanie, a i wiedziała, że nie powinna jej odmówić. Zbyt długo się znały.

Przysunęła się bliżej z tym krzesłem, aby bez problemu dosięgnąć do jego twarzy. Siedziała teraz tuż obok. Odpaliła mu tego papierosa jednym, zgrabnym ruchem. Sięgnęła po swoją szklankę i upiła z niej spory łyk alkoholu. Przyjemne ciepło zaczęło się rozchodzić po jej ciele. Oblizała usta, żeby pozbyć się tego gorzkiego smaku.

- Jaka sprawa? - Przyglądała mu się uważnie. Strzepła również żar do popielniczki, która stała na stole.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#8
27.04.2023, 13:41  ✶  
Patrzył gdzieś w bok znużonym wzrokiem, kiedy ciągnęła temat zostawionej w podziemiach różdżki. Nic się przecież nie stało, więc co za problem? Z resztą - co mieli mu zrobić? Okraść go? Ciekawe z czego. Nie miał tutaj żadnych wrogów, nawet nie pozaciągał jeszcze nigdzie długów. No, może poza tym u swojego ojca, ale on by raczej nikogo na niego nie nasłał.
- Gerda, ja nie jestem kobietą - odparł, myśląc o tym, że nadgorliwość blondynki mogła wynikać z jej doświadczeń w typowo męskich przestrzeniach. - Nikt się mną nie przejmuje. Mogę chodzić po nocy bez strachu.
Nie należał do ludzi szczególnie odpowiedzialnych.

Zaciągnął się dymem. Było mu zimno i ignorowanie tego szło mu coraz gorzej, trzęsły mu się ręce i musiał aktywnie blokować drżące mięśnie szczęki. Ale siedziało się miło, nie chciał przerywać. Szczególnie, że była teraz bardzo blisko.

Duszkiem wypił resztę whisky z dna szklanki i uwolnioną dłoń włożył pod stół. Odszukał nią kolano Geraldine i sunął ostrożnie w górę jej uda. Dotykał jej skóry przez materiał szlafroka, żeby nie czuła zimna.
- Dajesz mi dach nad głową, przytulasz mnie, gdy płaczę, umawiasz mi, kurwa, wizyty u lekarza. Nie wiem dlaczego, może z dobrego serca, może z litości, może po prostu masz takie... upodobania - mówił oschle, patrząc w jej twarz, ale uparcie unikając jej oczu. Stres. - Chcę wiedzieć konkretnie, czego ty potrzebujesz. Czego byś chciała ode mnie. To nie musi być wymiana, transakcja, ja to rozumiem. Też tego nie lubię. Ale nie chcę, żeby to była aż tak nierówna relacja.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
27.04.2023, 14:21  ✶  

Nic się nie stało, ale mogło. Wiele bliskich jej osób zostało ofiarami ataków nieodpowiednich osób, tylko dlatego, że w ich żyłach nie płynęła czysta krew. To ją przerażało. Nie chciała nikogo więcej stracić, szczególnie przez lekkomyślność. - Znam innych, którzy też tak myśleli, teraz nie żyją. - Powiedziała chłodno. Nie brzmiało to szczególnie optymistycznie. Po ostatniej rozmowie z bratem sama zaczęła trochę się bać, bo nawet jej groził. Mówił, że tacy jak ona również staną się celami, aby dać przykład innym, żeby się nie wychylali, żeby doceniali to, że pochodzą z odpowiednich rodów.

Gerry zaciągnęła się po raz kolejny dymem, filtr poparzył ją w usta, bo praktycznie cała fajka już się spaliła. To skłoniło ja do tego, aby zgasić tę resztkę w popielniczce. Upiła spory haust alkoholu. Nie potrafiła pić powoli.

Poczuła jego dotyk. Drgnęła, jednak było to przyjemne. Pozwoliła mu więc kontynuować.

Wysłuchała uważnie tego, co do niej mówił. Nim odpowiedziała na zadane pytanie zastanowiła się - było to wyjątkowe, zazwyczaj tego nie robiła. Sama właściwie nie wiedziała, nie miała pojęcia, dlaczego wyciągnęła do niego pomocną dłoń. Może jej go było po prostu szkoda, chociaż to chyba było coś więcej. Po tym jak się przed nią wczoraj otworzył, po tym wszystkim co się wydarzyło wyczuwała między nimi jakąś dziwną więź, może było to jednostronne? Nie miała pojęcia, ale brał to, co mu oferowała, nie odrzucał jej. To oznaczało, że też tego chciał.

Dopiła zawartość swojej szklanki. Postanowiła nalać im po jeszcze jednej, wtedy zaczęła mówić. - Może szukam odkupienia? - Bo wiele razy zdarzyło jej się kogoś zawieść, obiecała sobie, że tego nie powtórzy. - To chyba jest to, do tego jestem ostatnio kurewsko samotna. Potrzebuję towarzystwa, tak po prostu. - Przychodziły do niej pochmurne myśli, że to, co powtarzała matka się spełni, że przez swoje nastawienie skończy sama, w pustym domu i przerażało ją to okropnie, że już teraz zaczęło się to ziszczać. - Dobrze będzie mieć się do kogo odezwać, zresztą dawno nie przespałam tyle godzin ciągiem, co przy Tobie. Niczego więcej nie oczekuję. - Bo przecież wszystko inne miała.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#10
27.04.2023, 15:18  ✶  
Przewrócił oczami, kiedy dalej się z nim spierała o kwestię bezpieczeństwa na mieście. Był nikim i niczym, równie dobrze mógłby być jebanym gołębiem.

Słuchał jej ze skupieniem nierealnym dla człowieka, który prawie nie spał i prawie nie jadł. Patrzył teraz prosto w jej oczy, rozszerzone źrenice przypominały o jego stanie. Trząsł się lekko.
- Szukasz towarzystwa i wybierasz niedomytego ćpuna, którego znalazłaś w zatęchłej norze pod miastem. - Uśmiechał się, strasznie go to bawiło. Strasznie go to bolało. - Cóż, mam nadzieję, że chociaż tym swoim sztyletem wyskrobiesz ze mnie dużo odkupienia.

Dekadę temu te wszystkie decyzje, które podejmował, wydawały mu się dobre. Mieszkanie w kilkanaście-kilkadziesiąt chłopa w barakach na skraju lasu, pracowanie od rana do nocy i ograniczanie dobytku do tego, co zmieści się w plecaku, kiedyś wyglądało na bardzo zachęcający tryb życia. Teraz nie miał nic i nie miał nikogo, wszystkie te lata poszły w pizdę. Zmarnował je na ludzi, których nigdy już nie spotka, zajmując się zwierzętami, których już nigdy nie zobaczy.

Jego dłoń zdążyła zjechać po wnętrzu jej uda i wspiąć się na jej podbrzusze, omijając krocze. Spali razem może ze cztery godziny, ostro musiała ją męczyć ta bezsenność.
- Nie sypiasz? - zapytał, obracając w palcach dopalającego się papierosa. Spróbował go jej podać, póki jeszcze się żarzył. - Chcesz coś na to? Ja bonusowo dodaję rogu garboroga, kiedyś nawet mnie kładło.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (5466), Mellvyn Ollivander (4640)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa