• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[wiosna 1972] porozmawiajmy o rzeczach ważnych | Erik i Gerry

[wiosna 1972] porozmawiajmy o rzeczach ważnych | Erik i Gerry
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
03.05.2023, 23:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:06 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Niewielki pub przy ulicy Pokątnej


Geraldine Yaxley & Erik Longbottom

Gerry otrzymała list od Erika. Nie do końca wiedziała po co i dlaczego chce się z nią spotkać. Był dość enigmatyczny, jednak komu, jak komu - jemu nigdy nie odmówiłaby spotkania. Wyjątkowo nie chodziło o żaden sparing, czego nieco żałowała. W końcu zawsze chętnie z nim konkurowała. Uważała, że to dość istotne, aby regularnie trenować swoje umiejętności. Rozczarowało ją to jednak tylko troszeczkę i tak ucieszyła się, że będzie jej dane spędzić trochę czasu z przyjacielem jeszcze z czasów nauki w Hogwarcie. Uwielbiała jego towarzystwo, także szczerze cieszyła się na to spotkanie.

Jako, że wybrali godzinę wieczorną to pojawiła się przy ulicy Pokątnej ubrana jak na siebie dosyć elegancko. Miała czas, żeby ogarnąć się po pracy - nie wyglądała jakby właśnie wyszła z lasu, co było dla niej charakterystyczne. Włosy miała uczesane, na nogach jak zawsze nieco zniszczone, skórzane buty, ale też i dzwony w kolorze burgundowym. Do tego ubrała koszulę w kwiaty, która była wyprasowana - Erik powinien to docenić, w końcu nie na wszystkie spotkania się tak dokładnie przygotowywała. Włosy zaplotła w dwa warkocze, co zdecydowanie odejmowało jej lat. Mogło mu to przypomnieć to, jak zazwyczaj prezentowała się podczas nauki w Hogwarcie.

Zjawiła się w miejscu spotkania przed czasem. Dopaliła jeszcze papierosa, po czym weszła do środka nie czekającna towarzysza tego wieczoru. Od razu skierowała się do baru, gdzie poprosiła o szklankę ginu i popielniczkę. Odwróciła się wtedy plecami do lady, aby wybrać dogodne miejsce. Najbardziej odpowiedni wydawał się jej stolik przy ścianie, w głębi sali. Pewnie dlatego, że był najbardziej oddalony od wszystkich innych. Nie miała pojęcia o czym Longbottom chciał z nią rozmawiać, jednak zawsze warto dbać o to, aby treść konwersacji nie dotarła do nieodpowiednich uszu. Skierowała się więc w jego stronę i usiadła na krześle. Upiła łyk ginu ze szklanki i odpaliła kolejnego papierosa. Przyjemny gorzki posmak pozostał na jej ustach. Spoglądała na drzwi, czekając aż Erik się w nich pojawi.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
04.05.2023, 00:57  ✶  

Nie wiedział, czy dobrze postępował, organizując to spotkanie. Bądź co bądź, oryginalne ustalenia były zgoła inne. Organizacja pragnęła pozyskać składniki rzemieślnicze oraz alchemiczne od kogoś zaufanego, a przy tym obytym w pracy ze zwierzętami. Zdecydowanie chodziło o materiały z wyższej półki; coś, czego nie można było dostać ot tak w pierwszym lepszym zakładzie czy na bazarze, w co bardziej podejrzanych dzielnicach miasta. Przy tym osobom przodującym w łańcuchu dowodzenia zależało na poszerzeniu siatki kontaktów. Erik to rozumiał i w całości popierał. Tylko że nie spodziewał się, że z uwagi na różne zbiegi okoliczności, rola... minimalnego wtajemniczenia Geraldine przypadnie właśnie jemu.

Będziesz musiał się przemóc. Takich spraw pewnie będzie więcej, pomyślał, wpatrując się w swoje odbicie w pękniętym lustrze. Właściciele baru raczej niezbyt dbali o to, aby męska toaleta zachowywała, chociaż pozory estetyczności. Wyjątkowo Longbottom nawet pasował do tego obrazu; poznaczona znakami zmęczenia twarz, nieco stłumiony blask w oczach i ciemne ubranie, które miało pomóc mu nieco zniknąć w tłumie. Na tyle, o ile taki olbrzym jak on mógł wtopić się wśród gości. Wziął głęboki oddech i po raz ostatni zwilżył twarz chłodną wodą, po czym wrócił na salę. Panna Yaxley powinna już tu być.

— Miło cię widzieć, Ger — przywitał się, unosząc minimalnie kąciki ust, gdy w końcu ją znalazł. Skinął w jej stronę głową w geście szacunku. — Wybacz, że spotykamy się w takim miejscu, ale lepsze to niż wejście do Ministerstwa. — Zaśmiał się zdawkowo. — Za dużo tam ciekawskich. W tym tych sępów z gazet. — Pokręcił z niedowierzaniem głową, jakby nie potrafił odgadnąć, czemu dziennikarzy tak ciągnie do coraz to nowych plotek. — Zamawiałaś już coś?

Dosiadł się do stolika, przytulając się ramieniem do chłodnej ściany. Otaksował kobietę uważnym spojrzeniem. Pamiętał, jak mu się zwierzyła ze swoich trosk i ciężko mu było o tym zapomnieć. Zwłaszcza w kontekście tego, o co chciał ją prosić. Nie mógł powiedzieć, że ufał Geraldine bezgranicznie, jednak byli ze sobą na tyle blisko, że wiedział, iż więcej ich łączy, niż dzieli. Zwłaszcza w kwestii napięć polityczno-społecznych, które obecnie królowały na ulicach. Czasami można było odnieść wrażenie, że już nikt nie był w pełni bezpieczny.

— Ładna... koszula — skomentował z krzywym uśmiechem, wracając wzrokiem do karty drinków i przekąsek. Dosyć stereotypowo narysowana wiedźma z garbatym nosem, odziana w czarno-fioletowe szaty, przeskakiwała ze strony na stronę, sugerując klientom najpopularniejsze pozycje z menu. — Chyba dzisiaj to ty poprawiasz naszą ogólną prezencję. — Podrapał się po policzku. — Myślę nad małą porcją ognistej i koszykiem krążków cebulowych. Bierzemy na dwoje?

Uniósł pytająco brwi, podając jej numery pozycji z listy.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
04.05.2023, 05:50  ✶  

Skupiona na drzwiach wejściowych nie zauważyła go, kiedy nadszedł z innej strony. Zaskoczył ją, tego to się nie spodziewała. Zmierzyła wzrokiem mężczyznę od stóp do głów. Coś jej w nim nie pasowało. Miała wrażenie, że Longbottom jest dużo bardziej posępny niż normalnie. Tylko dlaczego? Czyżby nie cieszył się z tego spotkania tak bardzo jako ona? Posłała mu uśmiech na przywitanie, chcąc niego złagodzić atmosferę.

- Ciebie też Erik, chociaż wyglądasz marnie, wszystko gra? - Yaxley nie byłaby sobą, gdyby nie wspomniała o tym w głos. Coś jej nie pasowało, nie zgadzało się w tym wszystkim. Nie miała jednak pojęcia co. - Jakiś taki blady jesteś? Może mi się wydaje. - Pewnie się jej nie wydawało. Była łowczynią, zauważała szczegóły, które umykały większości.

Nie do końca rozumiała, co ma na myśli Longbottom mówiąc o "takim miejscu". Nie było może jakoś szczególnie urokliwe, jednak nie było też jakoś specjalnie nisko na liście miejsc, o których atrakcyjności można by dyskutować. Podczas polowań zdecydowanie widziała już dużo gorsze knajpy, gdzie szczury biegały po podłogach, a karaluchy siedziały na parapetach podsłuchując rozmowy gości. Naprawdę tutaj nie było tak źle. - Na pewno jest lepiej niż w Ministerstwie. - Jeśli o to chodzi to nie mogła się nie zgodzić z Longbottomem.

Gdy zapytał ją o to, czy coś zamawiała uniosła w powietrze szklankę z ginem, żeby mu zademonstrować, co. - Jak na razie tylko to. - Zdążyła już wypić połowę zawartości szklanki, nim pojawił się obok niej. Panna Yaxley za kołnierz nie wylewała, zdecydowanie. Czuła dziwnie napięcie w powietrzu. Nie potrafiła zrozumieć z czego ono winika. Erik wydawał się być dużo bardziej spięty niż normalnie. Przyglądała mu się uważnie, kiedy siadał przy stoliku. O co do cholery w tym wszystkim chodziło?

- Dziękuję. - Wypadało podziękować za komplement. Zastanawiała się, czy powinna przejść do konkretów. Póki co, nie do końca czuła się pewnie podczas tej rozmowy, było to dla niej dość nowe. Zazywyczaj wyglądało to inaczej, sama nie do końca wiedziała o co chodzi. Wyczuwała napięcie w ppkwiettzu, gęstą atmosferę, choć Erik robił wszystko, aby było miło. - Dzisiaj? Przecież za każdym razem tak jest. - Próbowała go zaczepić, żeby zobaczyć czy zareaguje. Przekomarzanie słowne było tym, co uwielbiała w spotkaniach z Longbottomem, w końcu dzięki temu czuła się, jakby nadal byli tymi dzieciakami, którzy spotkali się w łazience z Jęcząca Martą.

- Ognista zawsze jest idealnym pomysłem, co do przekąsek, to toleruję takie tylko z mięsa, i właściwie to nie jestem aktualnie głodna, jeśli masz chęć to się nie krępuj. - Gerry akceptowała tylko mięsne posiłki, nawet jeśli chodziło o przekąski. Jedzenie samych warzyw wydawało się jej być bezsensowne.

- Co się dzieje? - Nigdy nie była specjalnie delikatna, postanowiła więc bezpośrednio zapytać Erika, dlaczego się tutaj spotkali. Nie odrywała przy tym niebieskich tęczówek od jego twarzy.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#4
06.05.2023, 22:19  ✶  

Zaskoczyło go to, że Geraldine niemal od razu zauważyła, że był tego dnia nieco inny niż zazwyczaj. Przeczesał niespiesznie włosy, jednak szybko zaprzestał, zauważając, że podświadomie zaczął szukać wymówki, która wyjaśniłaby tę zmianę w wyglądzie. Nie było sensu męczyć umysłu i próbować sformułować coś, co brzmiałoby chociaż trochę przekonywająco. To nie tak, że była to wielka tajemnica. Dużo się wydarzyło w ostatnich dniach. Odbiło się to na nim, zwłaszcza w kwestii wolnego czasu i relaksu. Uśmiechnął się z nadzieją, gdy słowo to rozbrzmiało w jego głowie. Tak, zdecydowanie zasługiwał na dłuższą chwilę odpoczynku.

— Tak, nic mi nie jest — przyznał, wyginając usta w krzywym uśmiechem. Rozluźnił ramiona, opierając plecy o twarde oparcie drewnianej ławki. — Po prostu potrzebuję więcej snu. Trochę więcej snu. Niestety, coś mam wrażenie, że zbyt szybko nie znajdę na niego czasu.

Poniekąd ucieszył się, że interesowała się tym, co u niego słychać i zwracała uwagę na szczegóły, jednak tym razem nieco go to zmartwiło. Skoro wyglądał na zmęczonego, a może nawet styranego życiem, to pewnie inni też mogliby to zauważyć. Choćby kelnerki, które zerkały przelotnie w ich stronę, przeskakując wzrokiem między jednym stolikiem a drugim, licząc, ile mają wolnych miejsc w lokalu i gdzie jeszcze powinny donieść jakiś trunek. Korzystając z okazji, Longbottom zamówił swój napitek, jednak i on wstrzymał się od przekąsek.

— Raczej nie podczas spotkań ze mną — sarknął z rozbawieniem. Komentarz Yaxley rozbudził w nim dodatkowe pokłady pozytywności. Przecież nie da się zapędzić w róg przy pierwszej okazji, prawda? Musiał jej jakoś odpowiedzieć, a przyznanie jej racji lub próba objaśnienia komplementu to byłoby za mało, jak na niego. — Chociaż jestem pewny, że na co dzień uświetniasz swoim poczuciem stylu i elegancją towarzystwo innych. Mogę ci znaleźć kontakt do dobrego krawca w mieście.

Zatrzymał na dłużej spojrzenie na jej twarzy, gdy czarownica od razu przeszła do rzeczy. Strzelił oczami na boki, jakby nagle bał się skonfrontować z jej spojrzeniem. Przecież to nie tak miało wyglądać. Mieli najpierw się przywitać, chwilę porozmawiać, coś zjeść, potem miał przekierować temat dyskusji na jej pracę i subtelnie zaproponować współpracę. Pokręcił ledwo zauważalnie głową. Geraldine nie grała według scenariusza. Sporo usunęła i dużo dała od siebie.

— A czemu miałoby być coś nie tak? Po prostu mam gorszy dzień — wymruczał, chociaż sam ton głosu wskazywał na to, że bardziej się droczy lub próbuje zachęcić ją do tego, aby pociągnęła go za język. — Po prostu miałem pewne plany, które teraz muszę przyspieszyć i nieco zmienić i chciałem cię w nich uwzględnić, ale nie wiem, czy to dobry pomysł... Na pewno masz napięte terminy i mnóstwo zleceń...

Zamilkł momentalnie, gdy wróciła do nich kelnerka z butelką ognistej i dwoma, nieco niedomytymi, szklankami do whiskey z grawerem lokalu. Erik skrzywił się na widok zabrudzeń i sięgnął po serwetkę. Trzeba było ją zaprosić do restauracji. Albo na polowanie, pomyślał, próbując doczyścić szkło, zanim rozleją w nim alkohol.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
06.05.2023, 22:50  ✶  

Być może Gerry wyglądała na taką, która nie zwraca uwagi na szczególy. Warto jednak pamiętać, że była łowcą, wcale nie tak prosto ukryć przed nią zmiany. Dostrzegła w Eriku coś innego, coś niepokojącego. Musiało ostatnio wiele się dziać w jego życiu. Widać było po nim to zmęczenie. Niespokojne czasy nadeszły, dręczyło to pewnie większość czarodziejów, a nie tylko Erika, w końcu działy się rzeczy, które jeszcze kilka lat wcześniej były nie do pomyślenia.

- Sen ostatnio jest wart więcej niż złoto mam wrażenie. - Samą Yaxley trapiła bezsenność. Wiedziała więc bardzo dobrze, co to znaczy, chociaż w jej przypadku nie chodziło wyłącznie o brak czasu i przemęczenie, była to trochę bardziej męcząca przypadłość. - Wyśpimy się w trumnach. - Rzuciła jeszcze, nie zabrzmiało to zbyt dobrze, ale miał to być żart. Widać nie do końca przemyślany. Nadal nie do końca nauczyła się obycia.

- Oj, to zabolało Erik. Jak tak możesz, zawsze stawiam się na spotkania z Tobą w pełnej gotowości, a Ty takie słowa wypowiadasz, przeciwko mnie? - Zaśmiała się w głos. Mimo wszystko nadal nie brakowało mu poczucia humoru - to było najważniejsze. - Raczej nie mam czasu na spotkania z krawcem, jeśli jednak kiedyś będę potrzebować kontaktu to na pewno odezwę się do Ciebie, myślę, że mało który może dorównać temu, który szyje dla uwielbianego przez wszystkich Erika Longbottoma. - Uśmiech nie schodził jej z twarzy nawet na chwilę.

Dostrzegła, że ucieka wzrokiem. Jakby nie chciał, aby ich spojrzenia się spotkały. Powinien wiedzieć, że ona od razu przejdzie do konkretów. Tak została wychowana, nigdy nie owijała w bawełnę. Załatwiała sprawy szybko, bez większych emocji i rozdrabnianiem się nad szczegółami. Szorstkim była człowiekiem. Miała świadomość, że nie wszyscy lubią załatwiać sprawy w ten sposób, że brakuje jej trochę kurtuazji, ale nie umiała inaczej. - Gorszy dzień? Akurat jak się ze mną spotykasz, co za zbieg okoliczności. - Nie przestawała go zaczepiać. Sprawiało jej to zbyt dużą przyjemność.

- Po co marnować czas, lepiej planować szybko. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - Czekaj, ja w Twoich planach, to brzmi ciekawie, mów dalej! - Teraz to musiał się pospieszyć, bo Ger nie usiedzi w miejscu, jeśli nie powie jej o co mu chodziło. - Mam zlecenia, ale i dużo czasu. - Przecież nie odmówi mu pomocy, zresztą cieszyło ją to, że przyszedł właśnie do niej, to by oznaczało, że jej ufa. No, nawet w małym stopniu, ale jednak.

Obserwowała z rozbawieniem Longbottoma, który walczył z zabrudzeniami na szkle. Ona nawet nie zwróciła na nie uwagi. Bywała w takich melinach, że sama wolała nie patrzeć na to z czego pije. Zresztą alkohol przecież dezynfekował. Widać było jednak, że Erik najwyraźniej nie przywykł do takich polowych warunków.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
07.05.2023, 00:32  ✶  

Pokiwał głową z kwaśną miną. To stwierdzenie z każdym kolejnym dniem zdawało się coraz bardziej prawdopodobne. I tak radził sobie lepiej od Brenny, która jego zdaniem się przepracowywała i jeszcze szukała kłopotów na własną rękę. Wystarczyło sobie przypomnieć ich wypad nad jezioro! Prawie tam umarła, bo jakieś straszydło ją wciągnęło pod wodę, a ona dalej była zacietrzewiona na punkcie tego, że należy tę sprawę doprowadzić do końca. Skaranie z nią.

— Nie szyje tylko dla mnie. Jestem całkiem pewny, że Malfoyowie i Lestrangowie też się tam zaopatrują — rzucił. W sumie odezwanie się do Elliotta w tej kwestii nie było takim złym pomysłem. Chociaż sięgnięcie po ludzi, do których na co dzień chodziła arystokracja, na pewno mocno odbiłoby się na kieszeni. Bez względu na to, czy Longbottomów, czy Yaxleyów. — Poza tym, ja też się zjawiam na naszych spotkaniach, jak mnie gdzieś zapraszasz!

Wydął dolną wargę. Oboje mieli w tej kwestii rację. Nie ignorowali swoich listów i pomimo tego, że czasy szkoły już dawno zostawili nad sobą, tak dalej dbali o to, żeby mieć ze sobą kontakt. Wprawdzie ich spotkania rzadko kiedy sprowadzały się do prowadzenia długich, filozoficznych rozmów, a częściej polegały na sprawdzaniu postępów z magicznych i niemagicznych dziedzin walki, tak... Chyba po prostu w ten sposób okazywali sobie to, że są sobie na pewnym poziomie całkiem bliscy.

— Liczę, że to spotkanie poprawi mi ten humor — odbił.

Uśmiechnął się pod nosem.

— Ekhm, a więc tak, zacznijmy od podstaw. — Wyprostował się nieco, chcąc w ten sposób nadać rozmowie bardziej oficjalny wyraz. — Jak może wiesz, u mnie w domu ostatnio przybyło sporo ludzi. Rodzina się sprowadziła, adoptowaliśmy dużą liczbę zwierząt i teraz potrzebujemy zapasów. Sporej ilości zapasów. Przede wszystkim pochodzenia zwierzęcego. Takich, które moglibyśmy wykorzystać przy lokalnej produkcji eliksirów lub wytwórstwie. — Ułożył dłonie w piramidkę, obijając o siebie nawzajem palce dłoni. — Nie podoba mi się pomysł dodatkowego opłacania pośredników lub sprowadzania hurtowych ilości z drugiego końca kraju. Potrzebuję kogoś, kto będzie w stanie zapewnić stały dopływ określonych materiałów. Często niestandardowych.

Nawet w ustach Erika brzmiało to nieco podejrzanie. Mimo to starał się zabarwić swoją propozycję drobinkami szczerości. Geraldine była na ich przyjęciu charytatywnym. Widziała, że ostatnio w posiadłości kręciło się dużo więcej jego krewniaków niż zazwyczaj. Ba, pewnie nawet wiedziała, że Thomas dalej u nich pomieszkiwał. A biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich miesięcy, chęć przygotowania się na „gorsze czasy” nie wydawała się znowuż taka dziwna. Lepiej było nie polegać na oficjalnych dostawcach. Wystarczył mały kryzys, a ceny mogły z miejsca poszybować w górę. Czy przezorność to wystarczająca wymówka, aby uśpić czujność Yaxley, dopóki nie sprawdzą, czy można ją wprowadzić na wyższy poziom wtajemniczenia?

— Wiesz, jak jest teraz na ulicach. Lepiej mieć własne zapasy składników pod ręką na wypadek, gdyby coś się odwaliło i padły łańcuchy dostaw — skrzywił się. — Poza tym latanie co chwilę do szpitala czy apteki po wypisy medykamentów... Wystarcz mi, że ostatnio pół dnia spędziłem w kolejce, tylko po to, żeby się naświetlić. — Wywrócił wymownie oczami. — Oczywiście, jeśli zgodzisz się na współpracę, możesz liczyć na konkretny zarobek. Nie oczekuję, że zrobisz to po znajomości. Bądź co bądź, zapewniasz towar o wysokiej wartości.

Szczerze wątpił, aby w ogólnym rozrachunku za składniki zapłacił ktoś inny, niż jego rodzina. W końcu udało mu się wyczyścić szkło do akceptowalnego poziomu i wlał do obu szklaneczek nieco whiskey. Podsunął Ger jej porcję, a swoją podniósł w górę, gotów w każdej chwili wznieść toast.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
07.05.2023, 21:46  ✶  

Uśmiechnęła się bardziej do siebie niż do Longbottoma słysząc komentarz o innych rodzinach, które korzystają z usług wspomnianego krawca. - Czarodziejska śmietanka towarzyska, jak widzę. - Mimo tego, że jej rodzina była czystokrwista, to nigdy nie przywiązywała wagi do takich szczegółów, jakimi były ubrania. Dużo istotniejsza była dla nich odpowiednia broń. To, co ubierali... nie miało znaczenia. Najczęściej były to wyroby ze skór stworzeń, które udało im się upolować. Wykorzystywali bowiem wszystkie części zwierząt, nie marnowali ani kawałka ciał swoich ofiar. Odnosili się do tego z ogromnym szacunkiem. Gerry nie potrzebowała pięknych strojów, aby poczuć się lepiej, nawet nie do końca rozumiała ten pęd za modą. W jej szafie gościły raczej dosyć surowe ubrania, czasem, aby wmieszać się w tłum wybierała coś bardziej kolorowego i delikatnego od skórzanych spodni, starego płaszcza i gorsetów.

- Tak, to prawda. Nie mogę narzekać, na Ciebie zawsze można liczyć. - Wiedziała, że Erik był jedną z nielicznych osób, które zawsze znajdowały dla niej czas. Może nie byłby się skłonny spotkać od razu, ale bez problemu wpychał ją w swój napięty grafik. Naprawdę to doceniała. Te ich spotkania naprawdę były dla niej ważne.

- Teraz to już nie ma innej opcji, rzuciłeś mi wyzwanie. - Przecież nie mogła pozwolić na to, aby siedział taki zachmurzony. Musiała mu poprawić humor, nawet jeśli miałaby zrobić z siebie przed nim durnia.

- Zapasy brzmią, jakbyście potrzebowali żarcia, ale to nie u mnie. - Obserwowała go uważnie. Odpaliła sobie papierosa i zaciągnęła się dymem, głęboko. Nie spuszczała oczu z Longbottoma, zrobiło się poważnie. - Eliksiry i wytwórstwo to bardziej coś dla mnie. Jakie to są ilości? - Próbowała przekalkulować czego i ile mogą potrzebować, ale było to trudne nie wiedząc dokładnie co chcieliby stworzyć. Potrzebowała konkretów. Strzepała popiół z papierosa do popielniczki, nie odrywała wzroku od twarzy Erika, nie mrugnęła chyba ani razu od kiedy na niego spojrzała przed momentem.

- Stały dopływ brzmi dobrze, musisz mi tylko zrobić listę, czego potrzebujesz. Theseus wyjechał, więc sama się zajmuję dystrybucją, ale to nie problem. Z wyprzedzeniem tylko muszę sobie rozplanować wszystko w czasie. - Była w stanie to zrobić, chociaż wszystko zależało też od tego, jak bardzo unikatowe to będą materiały. Nie, żeby wątpiła w swoje umiejętności, jednak niektóre zwierzęta było upolować trudniej od innych.

Coś jej w tym wszystkim jednak nie grało. Longbottom mógł sobie pójść do sklepu i kupić całą jego zawartość, gdyby tylko chciał. Dlaczego wolał to robić bokiem, przez nią? Może zależało my, aby nikt nie dowiedział się o tym, że z nim współpracuje, albo co mu dostarcza. Miała świadomość, że wojna trwała, walczący będą potrzebowali składników do eliksirów, może to o to chodziło? Nie powiedziała jednak tego na głos. Pewnie miał swój powód, aby się z nią tym nie dzielić. Nie sądziła, że wynikał z braku zaufania, w końcu rozmawiali już ostatnio na podobne tematy i Erik wiedział, jakie ma zdanie. Nie naciskała.

- Jasne, mogę Ci pomóc. Tylko tak jak wspominałam, potrzebuję listę, pełną listę składników, których będziecie potrzebować. Nie wiem, czy to to, co jest dostępne na miejscu, czy muszę udać się dalej. Nie mam pojęcia, jak bardzo skomplikowane eliksiry będziecie robić, niektóre stworzenia można znaleźć wyłącznie na innych kontynentach. Lista ułatwiłaby mi pracę, mogłabym to rozplanować jakoś w czasie. Oczywiście dostaniecie promocyjną cenę ze względu na naszą relację. - Nie sprzedałaby Erikowi nic po normalnej cenie, zbyt długo się znali.

Przesunęła wolną od papierosa dłoń w stronę szklanki z whisky, aby upić nieco ze środka. Uniosła jeszcze szkło do góry i uśmiechnęła się przy tym do Erika. Nie dawało jej spokoju, czy faktycznie te składniki będą tylko na ich użytek, czy czegoś więcej, ale milczała obserwując przy tym uważnie mężczyznę.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#8
09.05.2023, 20:28  ✶  

Przewrócił wymownie oczami, jednak na jego twarzy zawitał znajomy, opanowany uśmiech. Cóż, stare rody zdecydowanie wpisywały się w kategorii „śmietanki towarzyskiej”. Między innymi dlatego nie można było ich ignorować w kontekście wydarzeń towarzyskich. Zaproszenie kogoś za kim się nie przepadało z arystokratycznego rodu, mogło przynieść więcej problemów i nerwów, niż wpuszczenie takiej osoby do własnego domu i zmuszenie się do zniesienia jej obecności. Przynajmniej wtedy krążyło mniej plotek.

— Mam wrażenie, że akurat jedzenia nam nie zabraknie. Nie w momencie, gdy możemy sobie przemienić najnowsze wydanie gazety w kilka kromek chleba. Smak miałby okropny, ale przynajmniej byłby zjadliwy — skomentował, wbijając tęskny wzrok w jej papierosa. Kiedy ostatnio sięgnął po tę używkę? Na balu? Parę dni po balu? Poklepał się niezgrabnie po kieszeniach, jednak zdał sobie z niezadowoleniem sprawę, że akurat tym razem zapomniał zarówno fajek, jak i swojej zdobionej zapalniczki. — Nie wiem, tak na początek, to pewnie kilka skrzyń? — Spojrzał na nią pytająco. — Pięć albo sześć Chyba. To chyba odpowiednia ilość na domową produkcję, prawda?

Longbottomowie nie mieli w zwyczaju składać tak dużych zamówień, a zwłaszcza jeśli chodziło o składniki do eliksirów, czy magicznego wytwórstwa. Większość członków rodziny zamieszkujących rezydencję szczyciła się nieco innymi zdolnościami. Gdyby chodziło o wyliczenie, ile butelek szampana powinni zamówić na letnią zabawę, to Erik nie miałby z tym wielkich trudności. Bądź co bądź, po tylu latach wydawania przyjęć zdążył się obeznać z tym, ile butelek potrafiło zejść podczas jednego wieczora. I jaki szampan najszybciej schodził, a który zalegał potem w piwnicy, dopóki ktoś nie nabrał na niego ochoty. Ale dyptam? Drzewo wiggenowe? Muchy siatkoskrzydłe i zwierzęce skóry? To kompletnie nie była jego bajka.

— Wyślę listę za kilka dni. Na początek raczej skupimy się na zmagazynowaniu tego, co jest dostępne lokalnie. Zanim ktoś w rodzinie weźmie się za wytwarzanie, lepiej, żeby zaczął od czegoś łatwo dostępnego, prawda? Czegoś, co łatwo zastąpić, a nie od sproszkowanego rogu jednorożca czy łusek trytona...? — Zmarszczył brwi, licząc, że Geraldine rozwieje jego wątpliwości. — W każdym razie, nie zamierzam cię od razu wysyłać do Australii. — Uśmiechnął się krzywo. Wzmianka o Thesie przykuła jednak jego uwagę. — A więc teraz sama kierujesz interesem?

Pokiwał głową. Rozumiał, że nie chciała z miejsca dawać żadnych zapewnień odnośnie do potencjalnego terminu pierwszej dostawy. Prawdę mówiąc, sam nie wiedział, czego Patrick tak właściwie oczekiwał. Oryginalny plan był taki, aby wybadać teren, sprawdzić, czy Geraldine byłaby zainteresowana współpracą i dopiero potem powziąć jakieś działania. Tyle że sporo się zmieniło od tamtego czasu i musieli nieco zmodyfikować ścieżkę prowadzącą do ich obecnego celu. Oby wiedzieli już, czego właściwie chcą, pomyślał z przekąsem. Wolałby potem nie latać do Yaxley po dziesięć razy, bo komuś się nagle przypomniało, że pióra tęczowego strusia czy innego tałatajstwa nie dotarły z innego źródła, a potrzebują ich na gwałt.

— Na pewno będzie nam zależeć na miksturach regeneracyjnych. Teraz nie dość, że na mieście bywa niebezpiecznie, to wszyscy mają pełne ręce roboty w pracy. Może mamy w domu Danielle, ale nawet ona wszystkiego nie ogarnie — mruknął, wypijając swoją porcję whiskey. Wzdrygnął się, gdy alkohol rozgrzał jego gardło i powędrował dalej, rozprowadzając ciepło po całym organizmie. — Dostawałaś już ostatnio podobne zlecenia? — Zerknął na nią ostrożnie. — Biorąc pod uwagę naszych... ekstremistów i inne wypadki, niektórzy pewnie już dawno zawalili piwnice na wypadek, gdyby konflikt się rozwinął na większą skalę.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
11.05.2023, 10:21  ✶  

Gerry nie do końca wpasowywała się w wyobrażenie osoby która pochodziła z jednego z tych bardziej szanowanych rodów. Utrzymywała konktakty z rodziną - nie chciała się odcinać, bo była im wdzięczna za to, że mogła pokierować swoje życie właśnie tą drogą, jednak wyznaczyła też pewne granice, których się trzymała. Nie pozwalała specjalnie ingerować w to, co robiła. Zresztą, gdyby tego nie zrobiła zapewne już dawno byłaby czyjąś żoną i bawiła jego dzieci. Na całe szczęście skutecznie unikała tego tematu ku niepocieszeniu matki.

- To tylko złudne nasycenie głodu. Chyba znasz prawo Gampa? Czy nie uważałeś na transmutacji? - Akurat była to dziedzina, którą ona naprawdę się interesowała. Przyglądała się Erikowi uważnie, bo chyba zapomniał o tym podstawowym prawie.

Dostrzegła, że klepie się po kieszeniach, jakby czegoś szukał. Przesunęła w jego kierunku swoją paczkę papierosów, pamiętała, że zdarzało mu się popalać. Może to był jeden z takich momentów, kiedy potrzebował dymka? Jeśli zechce, to sięgnie po jednego z tych jej. Nie były to może niewiadomo jakiej jakości szlugi, ale dawały w płuco, a to było najważniejsze w tym wszystkim.

- Pięć, albo sześć skrzyń? - Powtórzyła po nim. To było dla niej trochę abstrakcyjne pojęcie, bo przecież nie była pewna, czym powinna je wypełnić. - Zależy, czego będziecie potrzebować, jak mówię, najprościej chyba będzie, jeśli mi zrobicie listę. - Wtedy będzie mogła oszacować, jak to wyjdzie objętościowo, tak to mogła jedynie gdybać, w końcu smoka by nie zmieściła do skrzyni, a druzgotków mogłaby w nią zapakować masę.

- Szczerze mówiąc, jak bym chyba zrobiła na odwrót, zaczęła od tych bardziej unikatowych składników, które mogą być trudniej dostępne. To też zależy od tego, jak bardzo skomplikowane mikstury chcecie wytwarzać. - Bo miała wrażenie, że chodzi tu o coś więcej niż o jakieś eliksiry na kaszel, czy katar.

- Szkoda, chętnie bym się wybrała do Australii, jednak nie mogę gwarantować, że szybko wrócę. - Kto by się bowiem spieszył do powrotu do kraju w którym konflikt się zaogniał, można było dostać zaklęciem w plecy? - Nie do końca sama, znaczy może interesem sama, ale mam kogoś z kim współpracuję, jeśli będziecie potrzebowali jakichś eliksirów, to możemy Wam pomóc. - Bo może i warto było wykorzystac umiejętności Mellvyna w tym wszystkim, może udałoby i mu się coś zyskać na tym układzie. Myślała o tym, w jaki sposób może mu pomóc, miała to zawsze z tyłu głowy.

- Jakby coś, zawsze możesz wysłać mi list, że potrzebujecie czegoś na szybko. Może uda mi się pogodzić to z normalnymi zleceniami. - Coś czuła, że mogą mieć sporą listę ingredientów, które będa im potrzebne.

- Tak dużo się dzieje, właściwie to całkiem rozsądne podejście, że chcecie się przygotować na każdą ewentualność. - Uważała, że warto było, w końcu później może być trudno o niemalże wszystkie składniki.

- Jest trochę więcej zleceń, to fakt, widać, że ludzie się przygotowują na każdą ewentualność. Zresztą mój brat chciał mnie zabrać na polowanie na buchorożce, nie wiem po co mu one. - Sama była zdziwiona propozycją, w końcu Theon jakoś nigdy specjalnie nie lubił spędzać z nią czasu, tutaj pewnie chodziło o jej umiejętności, bo nie ma co ukrywać, ale jeśli chodzi o bliźniaki to właśnie Geraldine od zawsze była lepsza w rodzinnej profesji.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#10
12.05.2023, 00:44  ✶  

Uważał. Zazwyczaj. A przynajmniej sprawiał takie wrażenie. To nie tak, że był na bakier z nauką. Po prostu każdy miał inne talenty, a Erika raczej nie leżał w transmutacji. Znał podstawy i potrafił dokonać drobnych modyfikacji, jednak znał osoby, które zdecydowanie lepiej sobie radziły z tajnikami tej szkoły magii. I na dodatek znały na blachę podstawowe zasady prawa Gampa.

— Wolałem Obronę Przed Czarną Magią i Latanie. — Starał się zgrywać niewzruszonego komentarzem, jednak kiedy wytknięto mu błąd, zaczął się niespokojnie kręcić na siedzeniu. Podrapał się po policzku, chcąc, chociaż częściowo ukryć rumieniec, który wykwitł na jego twarzy. — Poza tym oszukanie żołądka to też całkiem dobra strategia. Wprawdzie krótkotrwała, ale w niekorzystnych warunkach skuteczna.

Jak można zapomnieć zapalniczki? I to na dodatek tak drogiej, pomyślał z niezadowoleniem, dorzucając jeszcze w myślach parę inwektyw na temat swojej nieuwagi. Powinien przed wyjściem sprawdzać za każdym razem, czy aby na pewno ma ją ze sobą. A co jeśli nie zostawił jej w domu, tylko gdzieś w biurze? Tyle latania, zanim ją odnajdzie, o ile w ogóle ją odzyska. Może przygarnął ją jakiś leniwy współpracownik? Wodospad podejrzeń został gwałtownie wstrzymany, gdy Erik dostrzegł podsuwaną mu paczkę papierosów. Wypuścił głośno powietrze przez usta i skinął ledwie zauważalnie głową.

— Dzięki. Ratujesz mnie — przyznał, wyciągając z paczki jedną fajkę, aby po chwili ją odpalić przy pomocy różdżki. Zdecydowanie było to mniej eleganckie niż zapalniczka z grawerem od jubilera. Zaciągnął się papierosem, uspokajając się nieco. — No... Tak? — Zmarszczył brwi, skonsternowany tym, że sześć skrzyń wydało się takie dziwne. Czy to było jej zdaniem za mało? — Wybacz, może źle się wyraziłem. Wyobraziłem sobie po prostu składniki o małych gabarytach, które można dostać w sklepach. Słoiki pełne jakichś proszków i tak dalej. Wtedy duża ich ilość mogłaby zmieścić się do jednej skrzyni, więc większa dostawa zamknęłaby się na kilku skrzyniach. — Uciekł wzrokiem w bok, przeklinając się, że nie potrafi wyrazić się bardziej zrozumiale.

Może jednak nie był najlepszą osobą do tego typu zadań? Gdyby mógł mówić wprost, bez ogródek i zdradzić kobiecie całą prawdę, pewnie wytłumaczenie całej operacji poszłoby o wiele sprawniej. A tutaj musiał lawirować, operować niedopowiedzeniami i obietnicami dostarczenia szczegółów w późniejszym terminie. Zanotował jednak, żeby omówić kwestię listy ze swymi kompanami. Nawet nie tylko ze Stewardem ile, chociażby również z Danielle. Z obecnych mieszkańców posiadłości była najbardziej obyta w sztuce leczenia, więc pewnie wiedziała, jakie zapasy najbardziej by się im przydały do wytwarzania różnych specyfików.

— Hej, ja jestem tylko pośrednikiem. Pewnie nawet nie pozwolą mi spróbować uwarzyć eliksiru. — odparł, śmiejąc się niewesoło. — Ledwo odzyskałem wstęp do kuchni, nie mówiąc już o spiżarni. Jakby mnie dopuścili do tego, co jeszcze nam się ostało, to kto wie, jak by się to skończyło. — Pokręcił głową. O zupełnym braku umiejętności Erika w kuchni krążyło już kilka plotek, a przy wyrobie eliksirów szło mu niewiele lepiej. W końcu i to, i to zakładało wymierzenie odpowiednich proporcji, mieszanie w odpowiedniej chwili, odmierzanie czasu i kontrolowanie ognia. — To dobrze, że ktoś ci pomaga. Zwłaszcza po tym, co ostatnio opowiadałaś. Lepiej mieć w okolicy kogoś, kto ogarnia twoje plecy. Tak na wszelki wypadek.

Westchnął ciężko. Opowiadała mu o tym, że ma wrażenie, że wylądowała na celowniku ekstremistów. Gdyby sama wszystko robiła, szanse na to, że ktoś zdecyduje się na atak, znacząco wzrastały. W końcu samotny cel był łatwym kąskiem. Ale duet, trio, czy większa grupa? Tutaj już potrzebowaliby więcej informacji lub dodatkowych chętnych do ataku. Erik pokręcił głową, odpędzając od siebie te myśli.

— Nie mamy zbytnio wyboru. Przy tak dużej liczbie ludzi w posiadłości, pewnych braków nie można zignorować. Zwłaszcza że ostatnio adoptowaliśmy jeszcze w sumie cztery psy. Wykarmienie ich to też niemałe wyzwanie — Uśmiechnął się pod nosem. Osobiście nie przeszkadzała mu taka ilość zwierzaków w domu, aczkolwiek podejrzewał, że rodzice i dziadek mieli co do tego nieco inne podejście. Ubytki w portfelu były jednak zauważalne. W końcu zakup ekwipunku czy dobrej karmy musiał swoje kosztować. — Buchorożce, serio? Może ktoś sobie wymyślił, że chce nowe trofeum do salonu, żeby mieć czym się pochwalić na jesień.

Czystokrwiści mieli swoje zachcianki. Jak zresztą wszyscy ludzie. Jedyne co ich wyróżniało od innych to fakt, że mieli więcej pieniędzy, co pozwalało im zainwestować w nieco niestandardowe hobby. Posiadanie własnej stadniny koni? Bogaty ogród z posągami na każdym kroku? Biblioteka z czarnomagicznymi manuskryptami? Wypchane hipogryfy? Posiadanie pamiątki w formie buchorożca nie odbiegało zbytnio od tego obrazu.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (3834), Geraldine Greengrass-Yaxley (3841)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa