• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine

[04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#1
05.05.2023, 19:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:05 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Mieszkanie Geraldine Yaxley, Aleja Horyzontalna
Mellvyn Ollivander & Geraldine Yaxley

Nie czekali trzech dni, czekali cztery - na wszelki wypadek. Więcej już nie wytrzymał. Każdy wieczór i każda noc to był koszmar, ale najgorszej radził sobie o porankach. Dobrnięcie do czwartej-piątej nad ranem to była homeryczna podróż, coś jak przepłynięcie wpław jebanego Adriatyku. Ledwo zdążył zapaść w sen a już się budził, zawsze z tym dziwnym bólem i prawie zawsze lepki od potu, aż ostatecznie odmawiał spania z Geraldine dla jej własnego komfortu. Ile z tego było wywołane odstawieniem a ile Nocną Marą, nie wiedział.

Ale dzisiaj już był blisko, już był tak blisko, widział na horyzoncie jasne piaski plaż Gargano... Nie dobił jednak do brzegu. Kreska usypana na talerzyku przed nim nie jawiła mu się jako coś, czego faktycznie mógłby dotknąć. Podniósł wzrok, spojrzał na twarz Jego Pani, która siedziała na krześle obok od dobrych trzydziestu minut, bo modlił się nad tym pazurem strasznie. Jakby nie był w stanie zacząć. Jakby potrzebował od niej jasnego pozwolenia.

Mógł sobie czekać i mógł mieć nadzieje, ale doskonale wiedział, że to nie do niej należało, żeby mu tego pozwolenia udzielać. To było jego uzależnienie a ona nie mogła zachęcać go do podtrzymywania go. Gdyby robił zgodnie z jej wolą, gdyby faktycznie ją szanował tak, jak by chciał, to by zupełnie przestał. Nie usypałby tej kreski, nie siedziałby teraz przy tym stole i nie czekałby na to, aż wszystkie gwiazdy ułożą się posłusznie w astralne "T-A-K", żeby nareszcie przylgnąć z tym banknotem do blatu.

Odchrząknął, lewą dłoń wsunął pod stół. Ułożył ją na udzie Geraldine, ostrożnie gładził je palcami.
- Kiedy, uhh, kiedy jedziesz w teren? - zapytał zmęczonym monotonem, mimo emocji.
To było tylko preludium i ona o tym wiedziała, ale nie mogła się spodziewać tego, jak absurdalnym pomysłem zaraz ją zachwyci.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
05.05.2023, 22:11  ✶  

Przywykła już. Do jego obecności, do tego, że nie była już tu sama. Musiała trochę zmienić swój tryb życia, aby nie uprzykrzać mu egzystencji. Nie, żeby jej to przeszkadzało. Nie miała problemu z tym, żeby popracować nad swoimi niewygodnymi nawykami. Tak właściwie to dobrze było mieć tu kogoś, nawet nie kogoś, a wlaśnie jego. Czuła, że podjęła dobrą decyzję, choć może była spontaniczna, nie żałowała jej wcale - przynajmniej jak na razie. Miała wrażenie, że obie strony mogą wyciągnąć coś dobrego z tej relacji.

Cztery dni. Dla jednych krótka chwila, dla innych mogły okazać się wiecznością. Widziała, jak z tym walczy. Były to zdecydowanie dużo gorsze demony od tych potworów, z którymi przyszło jej się mierzyć na co dzień. Miała świadomość, że to nie będzie łatwe. Spodziewała się tego, nie zdawała sobie jednak sprawy ile go to kosztowało. Próbowała zrozumieć, postawić się na miejscu Mellvyna. Było to jednak trudne.

Siedzieli więc teraz razem, przy tym stole wpatrując się w kreskę smoczego pazura, która leżała tak zgrabnie usypana na talerzyku. Czekała. Tak jak czekała Geraldine na to, aż Ollivander zadecyduje. Nie zostawiła go samego. Bez względu na to, jaką decyzję podejmie była tutaj z nim. Nie zamierzała też go ograniczać, była wyrozumiała. Bardzo łatwo tłumaczyła sobie, że i tak już długo wytrzymał, że przecież może jeszcze od czasu sięgnąć po narkotyk. Nie było w tym nic złego. Przecież próbował z tego zrezygnować. Nie wszystko udawało się od razu, z czasem pewnie będzie lepiej.

Yaxley sięgnęła po paczkę fajek i wyciągnęła z niej papierosa. Chyba trzeciego w przeciągu tych trzydziestu minut. Odpaliła go i zaciągnęła się dymem. Nie miała co zrobić z rękoma, także zajmowała je paleniem. Spoglądała przy tym na Mellvyna, mógłby już podjąć decyzję, czy tego chce, czy nie. Inaczej będą siedzieć przy tym stole do usranej śmierci i się patrzeć na tę kreskę. - Wiesz, że to Twoja decyzja, co nie. - Tyle z tym zwlekał, że nie wiedziała, czego od niej oczekuje. Strzepnęła popiół do szklanej popielniczki, nie odrywała przy tym wzroku od jego twarzy.

Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy poczuła jego dłoń na swoim udzie. Lubiła, kiedy ją dotykał. Sprawiało jej to przyjemność. - Na dniach powinnam wyruszyć. Dostałam zlecenie na widłogona, wypadałoby się nim wreszcie zająć. - To pytanie jednak nie zostało zadane bez powodu, bardzo dobrze o tym wiedziała. - A co? - Czy chciał się jej stąd pozbyć, czy było wręcz zupełnie przeciwnie? Za chwilę pewnie się dowie.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#3
06.05.2023, 04:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.05.2023, 08:04 przez Mellvyn Ollivander.)  
Dłuższą chwilę poświęcił obserwowaniu, jak paliła. Chodziło o jej dłonie, o ruchy jej palców, były delikatne i precyzyjne. Nie chciał nic mówić, wolał patrzeć, jak od niechcenia muska wargami filtr i jak wydycha wijące się kłęby dymu. Miał wrażenie, że powietrze od tego fizycznie gęstnieje, że staje ciepłe i ciężkie. W obecnym stanie bardzo mu odpowiadało i ciepłe, i ciężkie, i delikatne. Uh, dotyk jej palców...
Przesunął rękę w górę jej uda. Ale nie pytał o nic więcej; cieszył się chwilą.

Z początku był przekonany, że jego organizm zwyczajnie szukał zastępstwa dla kreski, jednak szybko zauważył, że przecież coś takiego nie miałoby sensu. Był absolutnie pewny, że nawet gdyby przeszli teraz do rzeczy, to czułby frustrację, nie przyjemność, bo by mu zwyczajnie nie stanął. Bo czuł się źle. Czuł się skrajnie źle. Aż coś w nim pękało.

I... pękło? Tak, to chyba się działo, chyba się złamał. Od kilku godzin czuł coś dziwnego i to właśnie teraz zaczynało wynurzać się na powierzchnię. Wynurzało się powoli, metodycznie, ale ludzkiemu oku i tak umykał moment, gdy ostatecznie przerwało taflę wody.

Zaczynało mu być... całkiem przyjemnie. Pozytywnie. Chciał czegoś, chciał wielu rzeczy. Ale nie chciał po prostu osiągać celów, chciał na to pracować. Konkretnie o to mu chodziło.
I o seks. Naprawdę chciał się ruchać, to mu się nie wydawało. Jeszcze nie był pewien, co zamierza z tym zrobić, ale czuł ulgę, że jednak nie potrzebował do tego prochu, ani whisky.
Czuł też zadowolenie z siebie, bo może to właśnie jest jego naturalny stan? Że gdyby nie ćpał, gdyby nie miał w kółko zjazdów, to może właśnie tak by się czuł? Może udało mu się wygrać?

Patrzył na nią dłużej. W zachwycie. Musiała dostrzec w nim jakąś różnicę. W oczach, na twarzy, w postawie, w samym oddechu. Wydawał się... szczęśliwy?
- Ah, widziałem widłorogi w Serbii. Na Fruškiej gorze. Ale my ich nie zabijaliśmy, tylko je dokarmaliśmy. Mieliśmy takich, uhh, magizoologów, którzy je wtedy łapali, znakowali i później mapowali, jak latają. Jak polują. Gdzie budują gniazda i wychowują młode... - mówił spokojnie, stopniowo coraz mocniej zwracając się w jej kierunku. - Ale nie, nie-nie. Nie ten temat, później ci opowiem. Czuję, że się irytujesz. Czekaniem.

Zgrzyt przesuwanego krzesła - wstał. Rozejrzał się po kuchni, w której wciąż panował niemal doskonały porządek, z wyjątkiem ukrytego pod zlewem kosza pełnego opakowań po wszystkim żarciu na wynos, które dotąd zamówili. Złapał za oparcie jej krzesła, napierał na nie swoim ciężarem.
- Ale rozumiem. Wszystko rozumiem. Myślę, że dobrze ci pójdzie. Będę... czekał na ciebie - mówił coraz szybciej, ale ostatnie zdanie i tak wykrztusił z trudem. Nie patrzył też teraz na Geraldine, patrzył na kuchenkę gazową i jej palniki. - To nie jest dziwne, nie? Mam wrażenie, że jest. Że to za dużo. Ale znowu, to prawda po prostu.

Czuła, że dalej nie powiedział jej o tym, o czym na początku zamierzał, ale nie wydawał się kluczyć wokół tematu celowo. Wyglądało, jakby całkiem szczerze rozpierzchły mu się myśli.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
06.05.2023, 12:54  ✶  

Trwali w tej ciszy dłuższą chwilę. Zastanawiała się o czym myśli, kiedy się jej tak przygląda, choć może wolałaby nie wiedzieć? Trochę się tego bała, ale tylko trochę. Przygasiła papierosa, bo jeszcze moment i zaczęłaby palić filtr, a nie było w tym nic przyjemnego. Przeniosła spojrzenie na popielniczkę, na swoje dłonie, które jednym, pewnym ruchem zgasiły niedopałek, wtedy ponownie wróciła do niego. Miała wrażenie, że coś jej umknęło, że coś się zmieniło. Jego oczy wydawały się błyszczeć, widziała w nich szczęście? Tylko dlaczego, czym była spowodowana ta nagła zmiana.

Tak czy siak uśmiechnęła się do mężczyzny serdecznie, zupełnie szczerze. Cieszyła się, że poprawił mu się humor, w końcu był to dla niego trudny czas. Przyjemność sprawiało jej patrzenie na to, jak zmienia się jego nastawienie. Przyczyna jej nie obchodziła, jak na razie.

- Byliście więc bardziej cywilizowani. Ja to potrafię tylko niszczyć, zabijać, nic więcej. - Powiedziała w głos gorzką prawdę o tym, czym się zajmowała. Mogła obrać zupełnie inną drogę, jakoś jednak nigdy nie próbowała. Polowanie wydawało jej się być jedyną słuszną ścieżką. Pozbywała się problemu raz, a dobrze. Nie była dobra w oswajaniu stworzeń, może też przez to, że tak została wychowana. Zabijanie było metodą, której uczono jej od dziecka. Nie próbowała nawet negować jego słuszności; nigdy.

- Nie irytuję się. - Wcale. Skomentowała jeszcze jego słowa, choć może nie do końca była to prawda. Nie mogła się nie odezwać. Jeszcze tego brakowało, żeby zarzucał jej niecierpliwość. Fakt, zdarzało jej się być trochę narwaną, jednak jeszcze nie był to ten moment. Naprawdę robiła wszystko, co w jej mocy, aby nauczyć się nieco opanowania. Chyba jej to nie do końca wychodziło, skoro Mellvyn wychwycił to niemalże od razu.

Podążała za nim wzrokiem, kiedy wstał. Nawet na chwilę nie opuściła spojrzenia. Była ciekawa dlaczego go tak nosi. Gdy złapał za oparcie jej krzesła, odwróciła się bokiem, uniosła głowę do góry i wpatrywała się w jego twarz. Próbowała wyczytać jak najwięcej z oczu meżczyzny, szło jej to póki co średnio.

Uciekł spojrzeniem, czy naprawdę kuchenka była tak interesująca? Coś się działo, mówił bardzo szybko, nie do końca składnie. - Będziesz czekał, rozumiem, a chcesz właściwie czekać? - Próbowała zrozumieć na czym mu zależy. Mógł zauważyć, że za każdym razem pyta go o to czego oczekuje. Jego zdanie było dla niej naprawdę ważne. Czy jeśli Gerry go tutaj zostawi, to będzie miała do czego wrócić? Tego nie była pewna, nie zakładała żadnej możliwości. Nie mogła przewidzieć, jak się zachowa jeśli zostawi go tutaj samego, z własnymi myślami po tym wszystkim.

Zmrużyła oczy, układała sobie w głowie słowa, które przed chwilą do niej powiedział. Nie należała do tych specjalnie domyslnych osób, najłatwiej było mówić do niej wprost, bezpośrednio, inaczej mogła nic nie zrozumieć. - Co to za dużo? - Postanowiła zapytać wprost. Może dzięki temu pytaniu będzie w stanie jej powiedzieć konkretnie o co mu chodzi.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#5
06.05.2023, 17:03  ✶  
Nie spodziewał się, że jego nostalgiczne i, co jak co, całkiem szczęśliwe wspomnienie wywoła u Jego Pani tak negatywną reakcję. Słuchał, jak mówiła o sobie z odrazą, i kulił się lekko, bo niemal fizycznie go to bolało. Nie chciał, żeby czuła się źle i żeby myślała o sobie źle. Ostrożnie przeczesał jej włosy palcami, jakby chciał jej powiedzieć, że wszystko przecież jest dobrze. Bo, kurwa, było. Czuł się jakby wygrał na loterii, powinien gnić teraz w Podziemiach i płakać w samotności.
Była też w nim część, która nie przejmowała się konwenansami i moralnością jako taką. I tej części spodobało się to, co mówiła o sobie. Ta część czuła dumę, że udało mu się znaleźć Panią, która potrafiła niszczyć i zabijać. Chciała to zobaczyć na własne oczy i odczuć to na własnej skórze.

Starał się skupić, zostawić w spokoju spermiarskie fantazje i uporządkować te wszystkie nagłe, intensywne emocje, za którymi przestawał nadążać. Na szczęście mimo wszystko głównie czuł radość, nie przeciążenie ani dezorientację.

Wydawało się, że nic a nic nie wyłapywała z tego, co chciał jej przekazać. Spodziewał się poczuć frustrację, ale zamiast tego poczuł rozrzewnienie. Wrócił spojrzeniem do jej twarzy; była taka urocza i nawet o tym nie wiedziała. Słuchała go z uwagą, starała się tak bardzo, ale pozostawała szorstka jak zawsze.
- Że dużo uczuć - wyjaśniał z uśmiechem. - Za dużo uczuć ci dam za szybko i cię przygniotę. Bo znamy się, kurwa, tydzień i ja już zaczynam... myśleć o rzeczach.

Zabrał ręce z krzesła i cofnął się o krok. Miał trochę za dużo energii, podświadomie szukał dla niej jakiegoś ujścia.
- Wiadomo, wolałbym nie czekać, bo czasu nie mam za dużo, ale jak muszę, to będę. To też jakieś miłe uczucie, żeby mieć na kogo czekać. Tylko pewnie będę jak taka kura domowa, która nic nie robi, tylko leży i pachnie, i myśli o tobie, i wali konia sześć raz dziennie - mówił wesoło, na koniec faktycznie się śmiejąc.

Gdy monologował, zdążył strzelić kółeczko po kuchni i wrócić do stołu. Przesunął talerzyk z działką gdzieś w kąt, sam usiadł na blacie możliwie najbliższej Geraldine i patrzył na nią. To był jasny komunikat, że decyzja nareszcie została podjęta: dzisiaj nie ćpał.
- Ale mam na to pomysł. Mam pomysł co robić, żeby mieć jakieś zajęcie. Pożyteczne - kontynuował z iskrą w oczach. - Byłyby z tego pieniądze, nie że dwóch klientów dziennie. To dobry pomysł po prostu...
Ale dalej go nie przedstawił. Widać było rosnące napięcie w jego gestach.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
06.05.2023, 19:17  ✶  

Gerry była przyzwyczajona do tego, jak inni ją widzą. Często kierowali w jej stronę nieprzychylne spojrzenia, niby sami chcieli, żeby im pomagała, jednak zawsze towarzyszyła temu antypatia. Nie wzbudzała ciepłych uczuć przez wzgląd na to czym się zajmowała. Tacy jak ona nie do końca mogli znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Przyzwyczaiła się do tego, że wzbudzała strach, chociaż tak naprawdę niewiele osób miało szansę poznać ją bliżej. Oceniali ją przez jej fach, który był dość kontrowersyjny. Nie walczyła z tym, nie potrzebowała tego, po prostu pogodziła się z tym, że tak jest i będzie.

Uśmiech nie schodził jej z twarzy, gdy widziała go w takiej dobrej formie. Przestała się  zastanawiać czym był spowodowany ten dobry humor, ale udzielał jej się. Samo to, że mogła go obserwować w takim stanie bez używek wzbudzał w niej naprawdę przyjemne uczucie. Uspokoiła się nieco. - Nie tak łatwo mnie przygnieść. - Może i nie była specjalnie wylewna, nie do końca potrafiła ubierać w słowa swoje myśli i trochę brakowało jej delikatności, jednak gotowa była wysłuchać wszystkiego, co chciał jej powiedzieć. Zależało jej na tym, żeby nie bał się przed nią otworzyć. Mógł mówić szczerze oswoich planach, marzeniach, czymkolwiek, a ona by tego wysłuchała. - Niby tydzień, a czuję się jakbym znała Cię od lat. - Dodała jeszcze, bo czuła, że chce się tym z nim podzielić. Stał się jej bliski, zupełnie przypadkiem, ale wcale jej to nie przeszkadzało, raczej przeciwnie dopiero teraz dostrzegła, jak to dobrze jest nie być samą.

Obserwowała go uważnie, widziała że nie może ustać w miejscu. Zaczął się kręcić po kuchni, nie brakowało mu energii. Coś mu dzisiaj zdecydowanie służyło. - Kura domowa, to chyba nie tylko leży i pachnie, ale domem się zajmuje, ale tak tylko słyszałam. Jak chcesz możesz leżeć i pachnieć przecież, chociaż nie sądzę, że będziesz w stanie usiedzieć w miejscu. - Grunt, że będzie tu na nią czekał, jednak miała wrażenie, że się zanudzi, a w czasie nudy do głowy przychodzą różne głupie pomysły, aby tylko ona przepadła. - Będziesz myślał o mnie? O tym jak wracam cała we krwi widłoroga z trofeum w ręku? Czy bardziej o tym, jak Ci tu smutno beze mnie? - Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, bo dzięki niemu i jej humor się poprawił.

Odsunął działkę gdzieś dalej. Podjął decyzję, która wzbudziła w Ger radość. Tym bardziej, że zrobił to sam. Zadecydował, że pozostanie czysty, może to wszystko miało sens i faktycznie uda się jej wyprowadzić go na prostą? Wiedziała, że to tylko chwilowa, pojedyncza decyzja ale wzbudziła w niej nadzieję, że faktycznie mają szansę na powodzenie. Razem. Gdy usiadł na blacie przesunęła się do niego na krześle. Tak, żeby być tuż przed nim. Spoglądała cały czas na Ollivandera, nie odrywała ani na moment swojego spojrzenia. - Pożyteczne? - Ten błysk w oku ją zainteresował. - No to opowiadaj, bo ciekawość mnie zżera. - Faktycznie ten jego entuzjazm spowodował, że chciała się dowiedzieć, co wymyślił.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#7
07.05.2023, 11:19  ✶  
Rozchmurzyła się prędko, to dobrze, i aż zaskoczyła go zdecydowaną aprobatą jego koślawego uzewnętrzniania się. Sytuacja nagle zaczęła wyglądać tak... pozytywnie? Aż nawet nie było mu teraz tak przykro, że niedługo umrze, bo dobrze przeżyte dwa lata mogłyby być cenniejsze od ostatnich trzech dekad spierdolenia.
Z tyłu głowy miał jednak pewną obawę - to nie był pierwszy raz, kiedy świat mu się tak z dnia na dzień zaróżowił. Tylko czy chciał się teraz zajmować lękiem? Absolutnie nie. Przecież, kurwa, wszystko jest dobrze i będzie nawet lepiej. Negatywne myślenie mogło to tylko popsuć.

Uśmiechnął się do niej, kiedy jasno mu powiedziała, że nie wymaga od niego pracowania, ani nawet zajmowania się domem (co w przypadku tego pustego mieszkania oznaczało to naprawdę niewiele). Miło było mieć świadomość, że mógłby po prostu odpocząć, gdyby tego potrzebował.
Obecnie jednak był bardzo optymistycznie nastawiony do wizji oddania się pracy, nawet takiej słabo płatnej. Koniecznie chciał jej pokazać, że zamierza jak najszybciej wygrzebać się z gówna i stać się możliwie niezależnym, żeby nie bała się, że będzie musiała się nim zajmować jak dzieckiem.
Chciał też być w stanie po prostu sprawić jej jakiś porządny prezent za to wszystko, co dla niego dotąd zrobiła i co jeszcze planowała zrobić.

Z przemyśleń wyrwało go szuranie krzesła - przysuwała się do niego. Rozłożył kolana na boki, żeby mogła znaleźć się bliżej. Zanim się odezwała, uśmiechał się do niej swawolnie, bo myślał, że znalazła się tu w innym celu. Chciał jeszcze chwilę potrwać w tamtym zabawowych nastroju, więce jej pytanie odłożył na później.
- Co ty? Przy waleniu konia mam myśleć o tym, jak mi smutno bez ciebie?

Parsknął, kiwnąwszy się wprzód i w tył. Przebierając palcami, odrzucił głowę i spojrzał w sufit. Patrzył weń rozmarzony przez moment i kontynuował:
- Ale tak, trafiłaś. O tym pierwszym to już nawet myślałem. O krwi i o trofeum, o tym jak zwyciężasz. Jak walczysz. - Jakkolwiek intymnym było zwierzanie się ze swoich raczej niestandardowych fantazji, on pozostawał zupełnie pewny siebie. Ba!, spuścił nawet wzrok i nachylił się w jej kierunku, spoglądał jej prosto w oczy. - Myślę, że to jest, mimo wszystko, w jakiś sposób dla ciebie przyjemne, nie? Więc dla mnie też jest, może właśnie dlatego.
Poderwał ręce z blatu, oparł je na udach.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
07.05.2023, 12:18  ✶  

Dziwne było to wszystko. Nagle jakby całe gówno, które ich do siebie zbliżyło przestało istnieć. Zachowywali się jakby wszystko było normalnie, jakby oni byli zwyczajni. Dyskutowali tutaj o swoich planach, w wyśmienitych nastrojach, a to był dopiero czwarty dzień. Początek tej drogi. Nie chciała o tym rozmyślać, wolała się cieszyć tym pozytywnym nastrojem. Sama potrzebowała nieco normalności w swoim życiu, także nie widziała w tym nic złego. Nawet jeśli było to tylko chwilowe i złudne.

- Przy waleniu konia może nie, to pewnie by Ci nie służyło. - Biedny, jeszcze by się musiał męczyć zbyt dlugo, gdyby myślał o tym, jak bardzo mu jej brakuje. Niepotrzebnie to sobie wyobraziła i parsknęła głośno śmiechem. Humor zdecydowanie jej dopisywał, aż zanadto. Czuła, że bardzo szybko może się to zmienić, bo w jej przypadku to nigdy nie trafił długo. Gdy było za dobrze, to nagle, znienacka wszystko się musiało spierdolić. Wolałaby teraz tego uniknąć, chciałaby żeby chociaż raz szczęście trwało dłużej.

- Myślisz o mnie? To ciekawe. - Nie miał problemu z tym, żeby się z nią tym podzielić. Może nawet ta informacja nieco połechtała jej ego. Nie była mu obojętna, dobrze było mieć tego świadomość, szczególnie, że i ona o nim myślała. Właściwie to ostatnio ciężko jej się było skupić na czymś innym. Polowanie dobrze jej zrobi, będzie mogła na moment wyrwać się z tej codzienności. Ciekawa była nawet, jak to będzie wyglądało, bo jak do tej pory to nigdy nie miała do kogo wrócić, teraz on tu będzie na nią czekał. To było coś zupełnie nowego. - Wiesz... - Przeciągnęła wpatrując się w niego. - Mogę Cię kiedyś zabrać ze sobą. Będziesz mógł popatrzeć, a może razem zapolujemy? - Chociaż pewnie byłaby się, że coś pójdzie nie tak. Zdecydowanie wolałaby, żeby stał gdzieś z boku.

- Jest przyjemne, inaczej bym się tym nie zajmowała. - Na samą myśl o tym, że już niedługo znowu będzie w lesie podążać za zwierzyną, walczyć z nią, a na końcu zabijać zrobiło się jej błogo. Brakowało jej tego ostatnio.

Wyrwała się jednak z tego zamyślenia, bo nie o niej mieli rozmawiać. Delikatnie uderzyła swoją ręką w jego udo, aby wrócić do tematu rozmowy, który wcześniej ją tak zaciekawił. - Dzisiaj nie o mnie, to ty miałeś opowiadać o swoich planach. - Wpatrywała się w niego nadal z nieukrywaną ciekawością.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#9
07.05.2023, 13:49  ✶  
Wyglądała na taką szczęśliwą, że wyrażał zainteresowanie jej pasją, że aż zaczynał się zastanawiać, czy na pewno była świadoma tego, że jego fascynacja miała całkiem znaczący element seksualny. Ale znowu - o jednym i o drugim rozmawiali niemal jednocześnie, musiała przecież skojarzyć. Może potraktowała to tak naturalnie i bezceremonialnie właśnie dlatego, że sama odczuwała to w podobny sposób?
Gdy zapytała go, czy chciałby się z nią wybrać na łowy, wpierw entuzjastycznie kiwnął głową a dopiero później pomyślał o tym, czy faktycznie wybierać się z nią powinien. Co jak co, ale jego doświadczenie z bestiami opierało się raczej na pokojowych zajęciach.
- No jasne, możesz mnie zabrać. Zapolujemy. - Jego zdrowy rozsądek już dawno przegrał z wesołym pobudzeniem.

Gdy klepnęła go w udo, aż podskoczył. To była zbyt ostra reakcja jak na bodziec tego typu, mógł nią wybić ją z rytmu. Zamilknął później na parę sekund z pustym wyrazem twarzy i znowu się uśmiechnął.
- Czy znasz... rodzinę Chang? Matronę i córki. - Znała ją na pewno, cały Nokturn je znał, chociaż palarnię miały w Podziemiach, w najgorszej dziurze. - Za chuja nie robiłyby interesów z ćpunem. Ale ja teraz jestem... - Postukał pięścią w pierś. - Trzeźwy!
Zaśmiał się, wyciągając rękę po jej dłoń. W jego beztroskich oczach widać było cień stresu.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
07.05.2023, 15:48  ✶  

Gerry bardzo dobrze zdawała sobie sprawę jak patrzył na to, co robiła. Nie miała z tym problemu, że łączył to również z częścią seksualną. Wiedziała już przecież co lubił, nie wzbudzało to w niej żadnych negatywnych uczuć. Chyba zaakceptowała to w pełni, może też dzięki temu, że przez niego ona odkryła, że też ją to bawi. Wcześniej nie było jej dane połączyć tych dwóch dziedzin życia - a szkoda. Może szybciej zaczęłaby odczuwać satysfakcję.

- To jesteśmy umówieni, chyba, że się wystraszysz przed samym polowaniem. - Dodała jeszcze zaczepnie. Wiedziała bowiem, że nie wszyscy byli w stanie odnaleźć się w roli myśliwych. Właściwie, to trochę nie mogła go sobie wyobrazić w takiej sytuacji, ale nie było to teraz istotne. Grunt, że mieli jakieś plany, do których mogli dążyć.

Nie spodziewała się takiej reakcji na ten zupenie niepozorny gest. Wyprostowała się gwałtownie, jakby zrobiła coś złego. Nie przemyślała, może nie powinna? Chwilę trwało zanim ponownie się odezwał, ale brzmiał jak gdyby nigdy nic. Może źle to odebrała? Powinna być uważniejsza.

- Kojarzę, każdy na Nokturnie ich zna. Bliżej poznałam jedną z nich Mavis, czasem robiłam z nią interesy i Marka, ale za chuj nie wiem kim on jest, czy ich bratem, czy ojcem, czy kimś jeszcze innym. - Nigdy jednak nie wchodziła z nimi w bliższe relacje, starała się ostrożnie podchodzić do tematu. Słyszała bowiem opinie na temat tych kobiet, no rodziny, ale głównie kobiet. Były różne. Nie, żeby robiło to na niej wrażenie, ale przezorność pomagała.

- Myślisz, że to odpowiednia klientela? - Przesunęła swoją rękę w jego kierunku, aby mógł ją złapać. Naprawdę chciała, żeby czuł się potrzebny żeby mu poszły te interesy, tyle, że nie do końca wierzyła w uczciwość osób, z którymi chciał je robić. To była jej subiektywna opinia, ale wolała powiedzieć to na głos, nie żeby gasiła jego zapał. - Spróbuj, ale obiecaj, że bedziesz uważał. - Dodała jeszcze, aby mieć pewność, że rozumie o co jej chodzi.

Widziała tę dumę spodowaną trzeźwością, tak bardzo nie chciała, żeby się rozczarował. - Tylko, co to za biznesy, tak właściwie? - Jeszcze przecież nie podzielił się z nią konkretami. W razie czego przecież będzie go miała na oku, nie pozwoli, aby ktoś zrobił mu krzywdę, bo to mogła robić tylko ona.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (5950), Mellvyn Ollivander (4799)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa