• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[25.04.72, Little Hangleton] Tropem czarnoksiężnika

[25.04.72, Little Hangleton] Tropem czarnoksiężnika
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#11
13.05.2023, 00:16  ✶  
Patrick starał się prezentować jak ten przyjazny typ, któremu można zaufać i nie stanowi żadnego zagrożenia. Patrzył na Franka przyjaźnie, w myślach rozważając jak właściwie powinien zareagować na informację o długach. Z jednej strony korciło go, żeby posłać rozmówcy przyjazny uśmiech i zapewnić go, że nie podszedł do niego w związku z pożyczonymi pieniędzmi, z drugiej wtedy pewnie wypadałoby zapytać o wysokość zaciągniętej u Marvina pożyczki i (może, bardzo być może) zaproponowanie nawet, że spłaci go, gdyby okazał się stosunkowo niski a Frank mógłby mu przekazać w zamian za to jakieś przydatne informacje.
Tak naprawdę mógł od razu przyznać się, że jest aurorem i poszukuje starca w związku ze sprawą, którą rozwiązuje. Ale to pewnie obudziłoby niezdrowe zainteresowanie wśród miejscowych. W dodatku, mógł się od razu znaleźć ktoś, kto uznałby go za potencjalnie niebezpiecznego i nawet jeśli nie zaatakowałby Stewarda to ostrzegłby czarnoksiężnika. Świat czarodziejski zaś był na tyle mały, że wcześniej czy później wszyscy okazywali się jakoś ze sobą połączeni. Kierując się tą zasadą, odpowiedział w końcu:
- Można tak powiedzieć – nawiązał do sugestii mężczyzny, że mógłby poszukiwać dziadka. – Niedawno dowiedziałem się, że możemy być spokrewnieni. Chciałbym go poznać, porozmawiać, dowiedzieć się o tym jak potoczyło się jego życie… - opisał dość luźno.
Uścisnął rękę mężczyzny, skupiając się na tym, by odczytać jego aurę.
- Może w pubie będzie ktoś, kto mógłby mi pomóc? – rzucił, zastanawiając się głośno. To ostatnie pytanie powiedział głównie po to, by Frank usłyszał od niego jakąś spójną historię. – No i chętnie napiłbym się piwa. A duży masz ten dług? – dopytał jeszcze.
Gotów był wejść do pubu i rozejrzeć się po nim ukradkiem (szukając kogoś lub czegoś, co mocno przykułoby jego uwagę) a potem podszedłby do barmana. Chcąc nie chcąc miał już historię, którą mógł wyciągać dalej: szukał członka rodziny.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!

- na odczytanie aury Franka

Rzut PO 1d100 - 53
Sukces!

- dokładnie na to samo, jakby pierwszy raz się nie udało.

Rzut PO 1d100 - 38
Slaby sukces...

- na zobaczenie czegoś interesującego w pubie
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#12
14.05.2023, 17:31  ✶  
Może i nie był czarnoksiężnikiem z wizji Brenny – co dało się stwierdzić na pierwszy rzut oka – nadal jednak nie wzbudzał zaufania. Wygląd wyglądem, nie oceniało się niby książki po okładce, niemniej… Czasem zdarzało się, że włosy same z siebie niemalże dosłownie stawały dęba. Jak i teraz, choć – oczywiście – nie pokazywała po sobie tego, koncentrując się na czymś zgoła innym.
  Sam mężczyzna czarną magią nie śmierdział – ale i też niekoniecznie musiał. Zwłaszcza że z całą pewnością nie był jedyną osobą przebywającą w tym domostwie – nawet jeśli nie jego lokatorem. Nie wydawało się też, żeby kłamał, tylko… czy byłaby w stanie to wyczuć? Czy był mistrzem w maskowaniu emocji odbijających się na twarzy, skoro możliwe, iż ciało sam w sobie nieszczególnie mogło dać oznaki prób zamiecenia tego czy owego pod dywan?
  Jak na razie robiła dobrą minę do złej gry – zdając się przyjmować słowa mężczyzny za dobrą monetę.
  - To by nam bardzo pomogło – dopowiedziała jeszcze do słów Brenny, posyłając przyjazny uśmiech. Ale jeśli nic z tego… no to fakt, nie było co naciskać aż do bólu; jeszcze osiągnęłoby się skutek zupełnie niepożądany. I po co? Wtedy pozostawałoby uprzejmie podziękować i poszukać z kuzynką następnego celu, o jaki mogłyby zahaczyć.
  Niezmiennie starała się – dyskretnie - wyłowić z powietrza cokolwiek, co mogłoby stanowić przydatną wskazówkę.
Widmo
All that we see or seem is but a dream within a dream.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarownica urodziła się w 1903 roku. W 1932 roku Tilly wraz z rodziną spędziła wakacje w Ilfracombe w hrabstwie Devon, gdzie miał miejsce znany później incydent. Na plażę pewnego dnia wtargnął smok walijski zielony. Tilly z rodziną zatrzymała bestię, unikając ofiar śmiertelnych wśród ludności niemagicznej. Następnie zmodyfikowali pamięć mugolom za pomocą potężnego zaklęcia zapomnienia, oszczędzając żmudnej pracy amnezjatorom. Za ten czyn została jako nieliczna nagrodzona Orderem Merlina.

Tilly Toke
#13
06.06.2023, 03:00  ✶  

Brenna i Mavelle



Mężczyzna nie zmienił wyrazu twarzy. Stał wpatrując się w was pustym spojrzeniem i jeszcze chwilę po waszych pytaniach i słowach nic nie mówił. W ciszy, która zapadła dało się słyszeć jedynie szumienie znajdującego się nieopodal lasu.
– To nie sądzę, aby czegokolwiek tu szukał – odparł, chociaż trudno było dopatrzeć się w tym niegrzeczności. Łysy jegomość był po prostu bardzo szczery i wypowiadał swoje myśli bez, prawdopodobnie jego zdaniem, niepotrzebnej, sztucznej grzeczności.
– Nie ma nikogo w domu. Mogę przekazać wiadomość, jeżeli Panie sobie życzą – nie zamknął im drzwi przed nosem, bo też w jego słowach nie było niczego agresywnego czy spławiającego. Wydawał się albo mówic prawdę, albo być bardzo dobrym kłamcą.

Mavelle, poza poprzednio opisanymi zapachami, nie poczułaś nic więcej.

Patrick



Frank zmarszczył brwi, acz był to wyraz twarzy człowieka zmartwionego. Zupełnie jakby właśnie przypomniał sobie, że zostawił czajnik na gazie.
– Na gacie Merlina, a stary ten członek rodziny? Wiem, że to depresyjny scenariusz, ale jakbyś go jednak nie znalazł, mogę pokazać gdzie jest cmentarz. Wiesz chociaż jak się nazywa? – dopytał.
Wzruszył ramionami w manierze człowieka niezbyt przejętego acz szczerego.
– A bo ja wiem? Barman na pewno zna okolicznych częstych bywalców. To dość małe miasteczko, warto zapytać – podstawowa aura Franka była brązowa. Otaczały ją inne kolory - odrobina szarości, która wpadała w żółć mieszajacą sie z błękitem. Te kolory, które Patrick zauważył na wierzchu brązowej barwy, opisywały aktualne odczucia mężczyzny, z którym rozmawiał.
Frank również wszedł do pubu.
– Taki, coby stary Marvin nie obsikał mi wszystkich Pelargonii u Riddleów z zawziętości, jakbym mu nie oddał. Kupił mi pare kolejek. Nic strasznego, ale potrafi być okropną marudą – zaśmiał się pod nosem i zaprosił Stewarda do swojego stolika.
Pub nie wyróżniał się niczym specjalnym. Mężczyzna, który wcześniej stał na zewnątrz z Frankiem rozmawiał aktualnie z barmanem. Przy stoliku w kącie siedziała grupka mężczyzn, wszyscy w średnim wieku. Grali w karty, co chwila śmiali się głośno. W tle grała muzyka, niespecjalnie dało się powiedzieć skąd właściwie dochodziła.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
06.06.2023, 15:59  ✶  
- Nie będziemy w takim wypadku dłużej zawracać panu głowy. Dziękujemy za pański czas – odparła Brenna. Niezbyt wierzyła, że żadnego Fawleya akurat nie ma w mauzoleum, ale nie miała podstaw do podejrzewania, że coś ukrywają, a już na pewno nie mogła być natrętna w takiej sytuacji. Przecież nie było przesłanek, że nekromanta miał coś wspólnego z Fawleyami poza obszarem zainteresowań. Ten… mężczyzna mógł po prostu otrzymać przykaz, aby nie wpuszczać gości. Pożegnała go uprzejmie i wycofała się. Do Mavelle odezwała się dopiero, gdy upewniła się, że są poza zasięgiem uszu człowieka (albo ghula, wampira, czy co tam wyhodowali sobie Fawleyowie – cokolwiek to jest, mogła tylko liczyć, że powstało legalnie).
– W takim wypadku rozejrzałabym się, czy kogoś nie spotkamy przy pobliskich domach, a potem spróbowała szczęścia w kuźni Filtwicków... W Little Hangleton mieszkają jeszcze Rookwoodowie, ale Chester Rookwood już dostał portret pamięciowy i podobno go nie zna – rzuciła Brenna do kuzynki cicho, oglądając się jeszcze na domostwo. Tak, była trochę uprzedzona do tej rodziny. – Chyba że masz jakieś inne pomysły?
Jeżeli Mavelle nie zaprotestowała, taki dokładnie był plan Brenny: rozejrzeć się po okolicy za kimś, kogo można zaczepić, a z braku takich osób - planowała ruszyć znaleźć kuźnię. O innych magicznych rodzinach w okolicy nie wiedziała zbyt wiele. To znaczy poza dwiema, których sprawy w przeszłości prowadziła, ale raczej żadna nie wspominała jej na tyle dobrze, aby Brenna chciała ryzykować pukanie im do drzwi...
Liczyła, że Patrick będzie miał więcej szczęścia – Steward doskonale potrafił pozyskiwać informacje, znacznie lepiej od niej.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#15
09.06.2023, 21:29  ✶  
Nic z tego – utwierdziła się tylko w przekonaniu, że tu raczej nie było czego szukać. Ewentualnie naprawdę był kłamcą doskonałym i skrywał wiedzę, do której chciały się dobrać, niczym niedźwiedź do miodu.
  - Dziękujemy – powtórzyła za Brenną i wycofała się razem z kuzynką – dłuższe zawracanie głowy naprawdę mijało się z celem.
  - Podobno – wymruczała cicho. Cóż, gdyby ta rozmowa odbywała się jakiś tydzień później, Rookwood zapewne skupiłby na sobie o wiele większą uwagę Bones. I, jak mogła strzelać, Brenny zapewne też – Ich chyba faktycznie bym na razie zostawiła, ewentualnie na sam koniec? Może by się jakiś ze wskazówką trafił, gdzie szukać – nie brzmiała jednak na szczególnie przekonaną. Jednocześnie rozglądała się po okolicy w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby przykuć jej uwagę na tyle, by skłoniło do „hej, sprawdźmy koniecznie to miejsce!”.
  - Zmiana w psa i buszowanie po ogródkach liczy się jako pomysł? – spytała pół żartem, pół serio. W końcu bardzo możliwe, że nawet jeśli trafią na kogoś, kto zna gagatka, to niekoniecznie będzie chciał się dzielić wiedzą… a ogródek czy po prostu tyły posiadłości, o, w teorii można tam rzeczy wyniuchać i to pozostając względnie poza podejrzeniami.
  - W każdym razie Flitwickowie nie brzmią źle – podsumowała, zgadzając się z propozycją kuzynki. Spacerek, połączony z rozglądaniem się i analizowaniem zapachów, zaczepianiem przechodniów, by zasięgnąć języka…
  … brzmiało tak prosto, prawda?
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#16
10.06.2023, 00:06  ✶  
Przynajmniej jednego Patrick mógł być szczerze pewien: jego „krewniak” pozostawał całkiem żywy. Na nieszczęście nie znał jego imienia i nazwiska. Choć te dane rzeczywiście sporo by ułatwiły. Dzięki nim nie musieliby w ogóle kręcić się po okolicy w poszukiwaniu człowieka, którego potrafili rozpoznać jedynie z opisu.
- Stary – przytaknął Frankowi.
Stary, ale całkiem żywy. Odwrotnie do swoich ofiar dodał w myślach Patrick. Zmrużył nieco oczy, dostrzegając aurę jego rozmówcy. To nie tak, że sprawdzał ją wiedziony jakimś szczególnym impulsem. Robił tak z przyzwyczajenia, standardowo poznając ludzi, którzy stawali na jego drodze. Zadłużony, na jak się miało okazać, kilka kolejek Frank, zdawał się być całkiem zwyczajnym człowiekiem. Wzrok Stewarda powędrował ku jego ubłoconym kaloszom. W myślach połączył je ze słowami o pelargoniach u Riddleów.
- Jesteś ogrodnikiem? – zaryzykował pytaniem, bardziej po to by kontynuować naturalnie rozmowę niż dlatego, by naprawdę był jakoś szczególnie żywo zainteresowany życiem Franka.
Patrick bywał czasami w mugolskim Londynie. Pojawiał się tam po to by w spokoju pomyśleć i poobserwować ludzi. Świat mugoli zapewniał mu jeszcze większą anonimowość a on chętnie z niej korzystał. Miało to też tę zaletę, że zawsze nosił w portfelu trochę funtów, które mógł bez problemów wydać w jakimś pubie.
Wchodząc do środka, Patrick popatrzył po siedzących tam, szukając wśród nich kogoś, kto przykułby jego uwagę. Kiwnął głową Frankowi, dając mu znać, że niedługo wróci do jego stolika – zapytał go jeszcze jakie piwo pija, bo chciał mu postawić kolejkę, a potem skierował się w stronę barmana. Zaczekał cierpliwie aż ten skończy rozmawiać, a potem przywitał się przyjaźnie. Zamówił dwa piwa a potem sprzedał mu dokładnie tę samą historię, co swojemu wcześniejszemu rozmówcy. Był tu przejazdem. Szukał członka rodziny. Niewiele o nim wiedział. Podał jego dokładny rysopis i zapytał, czy ten opis pasuje do któregoś z mieszkańców Little Hangleton. Zaznaczył jeszcze, że z opowieści matki, wujek jest raczej samotnikiem.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Percepcja
Rzut PO 1d100 - 27
Akcja nieudana

i jeszcze raz
Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!
Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#17
12.08.2023, 16:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2024, 13:14 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Wiosny 1972 - Peppa Potter

Patrick


— Być może — odpowiedział Frank.

Rozglądając się, Patric dostrzegł, że panowie grają w karty nie na pieniądze, a na drobne fanty. Biżuteria, małe książeczki, ozdobne pióra. Nie wyglądało jak część ich osobistego inwentarza, ale nie po to czarodziej przybył do Little Hangleton.

Barman uprzejmie wysłuchał Patricka podczas wydawania mu zamówienia.

— Pan myśli, że starcy tu zaglądają? — Wzruszył ramionami. — Może i kilku by się znalazło, ale tu w okolicy jak ktoś jest stary to i marudny, i woli zdecydowanie towarzystwo siebie niż kogoś stąd. — Zakreślił dłonią półkrąg wskazując zbiorczo na obecnych w pubie. — Poza tym wspomniał pan, że dziadek to samotnik. Jak szukasz staruszków, to zajrzyj do najstarszych domów. Takich bez ogródków, bo kto ma siłę się nimi zajmować... Co ja gadam, tutaj prawie nikt nie ma ogródków. Ziemia za bardzo jest przesiąknięta truposzami. No, idź już pan. Muszę się skupić na pracy.



Mavelle i Brenna



Panie ruszyły w stronę domu Flitwicków. Mieszkali oni trochę w oddaleniu od dziwactw miasteczka. Idąc spod domu Flintów, musiały okrążyć największe zgromadzenie budynków i przejść błotnistą ścieżką pomiędzy zaniedbanymi łąkami, które kiedyś były parkiem. Gęstość zabudowy malała. Tuż obok niewielkiej, ale całkiem uroczej posiadłości Flitwicków, znajdowało się inne przestronne podwórze. Poprzez gęstwinę widać było dom. A raczej budynek, który wyglądał jak niewielkie rodzinne mauzoleum. Równie zaniedbane, jak ogród. Niesamowicie kontrastowało to z równo przystrzyżonym trawnikiem Flitwicków.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#18
12.08.2023, 18:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 18:25 przez Brenna Longbottom.)  
- Kolejne mauzoleum? Myślałam, że mają je tu tylko Fawleyowie - stwierdziła Brenna z pewnym zastanowieniem, przystając. Wszak dopiero odeszły od okolic mauzoleum Fawleyów. Sprawdzała, jakie czarodziejskie rodziny mieszkały w okolicy, zanim tu przybyli, ale akurat o tym, kto wybudował się tutaj, nie słyszała. - Hm... wątpię, by goblińską kuźnię robiono w sąsiedztwie mugoli.
Brygadzistka wahała się przez chwilę. Rozważała opcje. Pukać do drzwi goblińsko - czarodziejskiej rodziny i pytać, czy słyszeli coś o Hoffmanach? Wejść najpierw tutaj? Czy po prostu zrobić szybki rekonesans, zanim spróbują podejścia oficjalnego?
- Przypilnujesz okolicy? - mruknęła w końcu Brenna do Mavelle, decydując się na to ostatnie. Wcale nie była pewna, czy to dobry plan, ale i tak szukali trochę po omacku. Mieli imię, mieli nazwisko, mieli rysopis i... cóż... grób mężczyzny, którego szukali... ale ciężko było wpaść na jego trop.
Może właśnie dlatego, że oficjalnie Max Hoffman nie żył zapewne (sądząc po stanie nagrobka) od dawna.
Brenna rozejrzała się. Zabudowa była tu rzadsza, a rodzinne mauzoleum kryło się w gęstwinie, wolała jednak upewnić się, że w okolicy nikt się nie kręci. Jeżeli nikogo nie dostrzegła, weszła pomiędzy rośliny... by tam przemienić się w wilczycę. Zaniedbany teren dawał całkiem niezłą możliwość skrycia się, kiedy biegałeś na czterech łapach - a nawet gdyby ktoś ją dostrzegł, pośród krzewów mogła zostać wzięta za bezdomnego wilczura.
Chciała pokręcić się po okolicy, na razie nie podchodząc pod sam dom. Powęszyć. Sprawdzić, czy nie wyczuje żadnych podejrzanych zapachów.
W końcu trupy, krew i czarna magia miały dość charakterystyczną woń.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#19
20.08.2023, 20:54  ✶  
Wychodziło więc na to, że albo czarnoksiężnik nie przechadzał się za dnia po Little Hangleton, albo też miejscowi z jakiegoś powodu próbowali go kryć. Patrick posłał barmanowi uprzejme spojrzenie. Odwrotnie do mężczyzny nie zamierzał wychodzić na gbura tylko dlatego, że odpowiedź nie okazała się tak przydatna, jak zakładał, że mogła być.
- No nic, może tak zrobię – odpowiedział mu, biorąc alkohol i wracając do stolika zajętego przez Franka.
Postawił przed ogrodnikiem dwie butelki piwa. Po prawdzie najpierw nastawił się na to, że wypije alkohol w towarzystwie tego człowieka i po prostu będzie się przyglądał innym w pubie. Teraz nagle zmienił zdanie. Najwidoczniej wejście tutaj było błędem a Steward nie chciał tracić czasu na pogłębianie tego błędu.
- Kupiłem ci aż dwie butelki. Barman otwierał – wskazał na tego podbródkiem. Ostatnie zdanie powiedział też tak na wszelki wypadek, jakby Frankowi przyszło do głowy, że próbował go otruć. – Dziękuję za chwilę rozmowy. No cóż, przejdę się dalej, może jeszcze uda mi się odnaleźć wujka – skłamał dość gładko, głównie przez to, że dosłownie chwilę wcześniej prowadzili o poszukiwaniu wujka rozmowę. Tak naprawdę Patrick myślał również o wciśnięciu Frankowi pieniędzy w ramach podziękowania za chwilę poświęconego czasu (w końcu ten przyznał się, że miał długi), ale nagła zmiana, która zaszła w tym człowieku trochę aurora od tego odwiodła. – Będę już szedł, do widzenia – pożegnał się i wyszedł z pubu.
Już na ulicy rozejrzał się, tak dla formalności a potem zaczął kierować się w stronę miejsca, gdzie umówił się razem z Brenną i Mavelle.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#20
20.08.2023, 20:55  ✶  
- Niekoniecznie, to Fawleyów jest po prostu… bardziej jak muzeum. Upiorne, ale jednak muzeum, do którego wejdziesz, jeśli odpowiednio ładnie się uśmiechniesz i potrząśniesz sakiewką. A to tutaj… cóż, niektórzy lubią mieć swoją rodzinę blisko, zamiast na cmentarzu – stwierdziła z pewną zadumą w głosie. Na dobrą sprawę, Longbottomowie również spokojnie mogliby mieć takie mauzoleum na terenie niemałej przecież posiadłości i w zasadzie nie byłoby raczej w tym nic specjalnie dziwnego.
  Inna sprawa, że wszystko było tak cholernie zaniedbane, aż się przykro patrzyło – na to zresztą też dało się znaleźć wytłumaczenie. W końcu decyzję o postawieniu mauzoleum mógł podjąć któryś z przodków, a jego potomkowie ostatecznie nie czuli się zobowiązani do zaopiekowania nie tylko grobowcem, ale i terenem jako takim, uznając, że mają lepsze rzeczy do roboty i na które szło spożytkować galeony.
  - Albo po prostu bardzo dobrze ją ukryli – mruknęła jeszcze. Bo skoro Fawleyowie mieli swoją upiorną kolekcję pod nosem mugoli, to dlaczego by Flitwickowie nie mieli mieć również i swojej kuźni? Ba, nawet sam Mung znajdował się przecież praktycznie na widoku mugoli, bo nie powstał w sekretnej, niedostępnej dla nieczarodziejów dzielnicy Londynu. Więc skoro dało się ukryć coś tak dużego, kuźnia stanowiła w zasadzie niewielki pryszcz.
  - Przypilnuję – przytaknęła, i tak zresztą lustrując otoczenie. I nie tylko lustrując – właściwie cały czas pracowała również i nosem, szukając czegoś, co nie wpisywało się w kategorię normalnych, typowych woni, jakie powinny unosić się w miasteczku. Niestety – nie mogła dołączyć teraz do Brenny, jeśli chodziło o myszkowanie w innej formie, żeby nie wzbudzać większych podejrzeń.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3391), Mavelle Bones (2022), Papa Legba (1237), Patrick Steward (3104), Tilly Toke (1208)


Strony (5): « Wstecz 1 2 3 4 5 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa