• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine

[04/1972] Modliszki - Mellvyn & Geraldine
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#21
10.05.2023, 15:39  ✶  
Gdy zauważył, że zaczęła odwracać wzrok, uśmiechął się. To było zwycięstwo, mimo wszystko. Nie zasłaniała się humorem, nie unikała tematu, nie próbowała odwracać jego uwagi.
Czekał, aż zdejmie koszulę, później ostrożnie ją pocałował. Nagrodził ją za odwagę.

Czuł satysfakcję - jednak miał rację. Miał rację z tym, co myślał parę dni temu, gdy leżał w jej łóżku i się wykrwawiał. Spokój, dotyk miękki i adorujący, godziny, kurwa, godziny czasu - tego chciała.
Nie prosiła o wiele. Ale czy w ogóle potrafił "kochać się"? Gdzie było w tym miejsce na cierpienie, na smutek, na wstyd, walkę? Chciałby, żeby zadowalanie jej sprawiało mu ból. Byłoby wtedy znacznie łatwiej, z natury wiedziałby, co powinien robić.

Zahaczył stopą o krzesło, z którego Jego Pani niedawno wstała. Przyciągnął je do siebie, oparł na nim nogi. Czuł się teraz wystarczająco pewnie, żeby naprzeć na nią mocniej i odchylić ją do tyłu. Miał teraz lepszy dostęp do jej pizdy, więc wsunął rękę głębiej w jej majtki.
Twardą część dłoni zaraz pod nadgarskiem oparł na trzonie łechtaczki, miękkim wnętrzem obejmując sam żołądź i wargi mniejsze, a palcami powoli zmierzając ku wejściu do pochwy. Chwilę gładził i napierał na jego brzegi, później wsunął palce do jej wnętrza, opuszki kierując ku górze, aby sięgnąć sklepienia, na którym skupił później pieszczoty.
Dłuższy czas była mokra, to wiedział, jej pulsującego ciepła też się spodziewał, ale miękkość go zaskoczyła, z resztą jak zawsze, i wydusiła z niego cichy jęk.
Uważał, żeby przy dotykaniu jej nie pocierać za często o swoje krocze; przecież chciała od niego godzin, to byłoby antyklimatyczne.

Drugą rękę stabilnie trzymał między jej łopatkami, dociskał jej ciało do siebie. Przez to był zbyt blisko, żeby mógł patrzeć na jej twarz, ona też nie mogła patrzeć na jego. I dobrze z resztą - inaczej widziałaby po jego oczach, że błądził. Myślał o głuchych puszczach serbskich bezdroży, gdzie wył wilk i skrzeczał plugawy ptak nocy.
- Chciałbym, żeby to nie choroba mnie zabiła, tylko ty - wymruczał, poruszając ręką coraz szybciej i palcami sięgając coraz głębiej.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#22
10.05.2023, 18:35  ✶  

Było jej wstyd, że się przed nim do tego wszystkiego przyznała, że otworzyła się ten pierwszy raz. Pierwsze razy zawsze były najgorsze. Jednak, czy on również wcześniej nie był z nią szczery, sam w końcu powiedział jej o sobie wiele. Stwierdziła więc, że może mu ufać, bo mieli teraz siebie nawzajem, akceptowali swoje potrzeby, starali się sobie dać to, czego potrzebowali najbardziej.

Yaxley zdawała sobie sprawę, że to, o co prosi to mogło być dla niego zbyt wiele. W końcu miała świadomość, że ma inne upodobania, a to, czego ona potrzebowała było zupełnie inne. Nie odepchnął jej jednak, zapewne przez to, że mówił o swoim posłuszeństwie, teraz mogła sprawdzić, czy te słowa faktycznie są prawdziwe. Zastanawiała się przez krótką chwilę, czy zaangażował się w to tylko dlatego, że go o to poprosiła, czy uznał to za rozkaz, który musiał wykonać. Właściwie, czy ją to obchodziło? Dopóki jej dotykał było jej obojętne, czym to było spowodowane.

Pocałował ją. Był to chyba najdelikatniejszy pocałunek w jej życiu. Odwzajemniła pocałunek trochę za bardzo zachłannie, nie mogła się opanować.

To, że przyciągnął ją tak bardzo blisko do siebie trochę ją ośmieliło. Nie musiała spoglądać na jego twarz, nie czuła tego wstydu, który jeszcze chwilę wcześniej jej towarzyszył. Przestała myśleć o tym, jak słaba jest, jak przyziemne ma potrzeby, bo w końcu można było się po niej spodziewać czegoś więcej, a tak naprawdę przecież to, czego pragnęła nie było niczym wyjątkowym.

Dosyć szybko zaczął sprawiać jej przyjemność. Mógł poczuć, jak się napina pod wpływem jego dotyku, jej ciało reagowało dosyć gwałtownie, widać było, że faktycznie brakowało jej tego przez ostatnie lata. Inaczej pewnie trwało by to trochę dłużej. Jęknęła cicho, kiedy poczuła w środku jego palce. Sprawiało jej to ogromną przyjemność, nie potrafiła tego ukryć, zresztą wcale nie chciała tego przed nim utaić.

- Choroba Cię nie zabije, nie pozwolę na to. - Wyszeptała cicho, bo nie zamierzała dać mu odejść. Nie po tym wszystkim. Pozwoliła sobie zbliżyć swoje usta do jego, bo nie chciała znowu rozmawiać o śmierci, nie teraz.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#23
10.05.2023, 23:19  ✶  
Pozwolił się jej pocałować, ale prędko sam przejął inicjatywę - wpierw pogłębił pocałunek, później gwałtownie go urwał i spojrzał w jej oczy.
Wydawał się szczerze dotknięty tym, że Jego Pani nie chce uczestniczyć w tych ponurych fantazjach, chociaż jedynym, czym to zasygnalizował, było milczenie o kilka sekund za długo.
- Jak mówisz - posłusznie przyznał jej rację i samo to, poniekąd, sprawiło mu przyjemność.
Bo nie mógł mieć tego, co chciał. Tym razem chodziło o bezpieczeństwo. O to, że chciał być pewny dobrej śmierci. Nie dała mu żadnej gwarancji, nie zamierzała mu ulżyć. Może powinien zasłużyć?

Całował ją dalej. Najpierw po podbródku, po policzku, później po szczęce i po szyi.
Nie potrafił nie myśleć teraz o śmierci. Śmierć zajmowała całą tę część jego uwagi, której nie poświęcał Geraldine. Poniekąd z bólem, poniekąd z podnieceniem kontemplował to, że skończy jak pierdolony zmaz z przedwczesnego wytrysku. Żałosny i płonny. Umieranie miesiącami będzie katorgą. Osunięcie się w szaleństwo - ostateczną klęską. Skończy jak własna matka.

Zatrzymał się z ustami na jej obojczyku. Powoli wysuwał rękę z jej spodni, tak aby po drodze zostawić suto wilgoci na łechtaczce.
- Bogini - sapnął i wrócił do pracy.
Całował jej prawą pierś, delikatnie podążając ku sutkowi. Objął wargami areolę, lekko ssąc go. Jednocześnie wolną, śliską ręką starał się zsunąć swoje spodnie z bielizną byle niżej.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#24
11.05.2023, 08:24  ✶  

Za dużo było tej śmierci ostatnio. Chciała choć na chwilę zapomnieć o tym, co ich gnębiło, co było jego największym dramatem. Może było to trochę samolubne, ale musiała złapać oddech, przestać o tym myśleć. Poczuła to w jego spojrzeniu, dotknęło go to, ale nic nie powiedział.

A ona przecież nie zabijała ludzi. Pewnie niewiele się to różniło od zabicia stworzenia, w końcu ciało to była skóra, kości i krew, jednak musiałaby przekroczyć pewną granicę i bała się, że mogłoby już nie być odwrotu, nie był to jednak czas, w którym chciała się tym martwić. Później będzie myśleć o tych słowach. Rozumiała też, czym były spowodowane. Chyba nikt nie chciałby umierać powoli, męczyć się, zadecydowanie o swoim losie było bardziej humanitarne.

Mimo tego, że nie dała mu odpowiedzi, którą chciał usłyszeć kontynuował swoje działania. To było dla niej potwierdzeniem tego, że faktycznie zamierzał wykonywać jej polecenia, nie miała już wątpliwości.

Yaxley nie myślała właściwie o niczym. Udało się jej po prostu skupić na czerpaniu rozkoszy z tej chwili, bo jego usta tak przyjemnie muskały jej ciało. Czuła, że cierpnie jej skóra, paliła ją w każdym miejscu, które chwilę wcześniej dotykał. Ciepło rozchodziło się też w środku, wydawało jej się, że płonie, że niedługo się spali całkowicie.

Najwyraźniej każde z nich w tym momencie było w innym miejscu, bo może trwali tutaj razem w tym zbliżeniu, jednak zupełnie czymś różnym zajmowali myśli.

Pomogła mu zsunąć spodnie, następnie zajęła się swoimi. Zaczynały jedynie przeszkadzać. Zbliżał się moment, kiedy będzie chciała w pełni go poczuć. Oddech miała coraz cięższy. Pożądanie stawało się coraz silniejsze, przeradzało się w niepohamowaną cielesną potrzebę, która musiała zostać zaspokojna. Tu i teraz, i wiedziała, że to dostanie, że nie zostawi jej bez osiągnięcia spełnienia. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy będzie w stanie to zrobić bez bólu, w końcu to on go pobudzał, jednak odsunęła od siebie te myśli, licząc na to, że tym razem ona, po prostu ona mu wystarczy.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#25
12.05.2023, 00:51  ✶  
Poświęcił moment, żeby w spokoju zaciągnąć się jej zapachem. Był przyjemny i to w sposób jak najbardziej dosłowny - z każdym wdechem ogarniało go uderzające poczucie bezpieczeństwa i czułość. Pachniało jak miłość, jak dom. Nie mógł uwierzyć, że domem mu będą Geraldine Yaxley i jej mokra pizda. Chciał jej więcej, ale nie wiedział, czy seks wystarczy.

Potrzebował chwili,  żeby przygotować się do stosunku - mogła patrzeć, jak pośpiesznie usztywnia erekcję tą mokrą od niej dłonią.
Gdy nareszcie był w stanie w nią wejść, ostrożnie wepchnął pierwsze dwa-trzy cale i obiema rękoma przyciągnął ją całą do siebie. Reszta jego członka gładko wsunęła się do jej pochwy, gdy przytulał ją. Czuła, jak to doświadczenie zaparło mu dech w piersi.
Jęknął przeciągle, marzycielsko niemal, i przytulił ją mocniej, niby pożegnalnie, po czym opadł plecami na blat. Znów była na górze, zupełnie kontrolowała sytuację.

Grzecznie powstrzymał odruch pchania góra-dół; starał się posuwać wprzód i w tył, współpracować z rytmem jej biodrami. Przede wszystkim chciał, żeby to jej było przyjemnie. Jedną dłonią trzymał jej rękę, drugą gładził jej łono, szukając łechtaczki.

Bał się jednego - że nie będzie w stanie dać jej wystarczająco. Była boginią a on jej wyznawcą, mógł czcić ją do końca życia, lecz ona wciąż potrzebowałaby więcej. Był na z góry przegranej pozycji, ale mimo to walczył. Miał nadzieję, że kiedyś pozwoli mu przed sobą klęknąć.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#26
12.05.2023, 09:14  ✶  

Jej obawy były zbędne. Najwyraźniej potrafił też poradzić sobie bez bólu, pewnie nie było to dla niego tak bardzo satysfakcjonujące, jednak odwdzięczy mu się później. W końcu zaczęli żyć w symbiozie. Było to dość dziwne, że znali się tak krótko, a każde z nich tak szybko zaczęło brać wszystko, czego potrzebowało od drugiej strony. Mogło to być uznane za desperację, ale nie pojawiły się wyrzuty sumienia, potrzebowała tego i nie zamierzała się hamować. Może też zaczeła wierzyć, że faktycznie ta dziwna więź to coś więcej, aczkolwiek nadal było to dla niej coś nowego.

Wreszcie poczuła go w sobie, jęknęła cicho, bo czekała na to. Oddech się jej uspokoił; na chwilę. Przytulił ją przy tym, to było w tym wszystkim chyba dla niej najbardziej istotne. Mocno się wtedy w niego wtuliła, było to dla niej ważne. Wreszcie stali się jednością, tego najbardziej potrzebowała. Zależało jej na tym, aby czuć się kochaną i te emocje do niej przyszły.

Po chwili znalezła się na górze, nad nim. Na tym nieszczęsnym blacie. Nie było to specjalnie wygodne, ale nie myślała teraz o tym, że pewnie pojawią się ślady na ciele. Mogł dostrzec iskry w jej oczach, i uśmiech, szczery uśmiech, wpatrywała się w niego krótką chwilę.

Przymknęła oczy i zaczęła poruszać się powoli, ruchy były głębokie, zaciskała przy tym mięśnie. Oparła wolną rękę na jego klatce piersiowej, drugą trzymał w dłoni Mellvyn, co też sprawiało, że czuła tę więź; że było to coś więcej niż zwykłe ruchanie, przynajmniej dla niej.

Przyspieszyła, bo wydawało jej się, że jest to odpowiedni moment, oddychała coraz bardziej niespokojnie. Jeszcze chwila i jej ciało wypełni satysfakcja, na którą tak długo czekała. Pragnienie zostanie zaspokojone. Nie panowała nad tym specjalnie, zupełnie przypadkiem wbiła paznokcie w jego klatkę piersiową.

Wolną dłonią próbowała przesunąć go do siebie, chciała, aby znalazł się blisko, kiedy skończą, albo ona skończy, bo nie widziała, czy był w tym z nią, czy nie odnalazł się w pełni w doznaniach tego typu. Nie do końca odpowiadało jej znajdowanie się nad nim, to, czego ona potrzebowała to świadomość, że są w tym razem. Musiała go objąć nim dojdzie, żeby poczuć spełnienie.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#27
12.05.2023, 11:19  ✶  
Patrzył na nią niemal szczenięcym wzrokiem, kiedy zorientował się, że zamierzała tak intensywnie pracować dołem. Wiedział, że już niedługo będzie skończony. Powinien szybko zaprzeć się i rozproszyć, jakimś cudem odciąć się od wszystkiego, co mu teraz dawała. Ale nie mógł.

Gdy wbiła paznokcie w jego skórę, syknął i odruchowo spiął mięśnie, odrywając plecy od blatu. Nieoczekiwany ból wyrwał go z wypracowanego odrętwienia - doszedł, niemal błyskawicznie. Czuła pulsowanie jego członka, czuła to ostatnie parę desperackich pchnięć, od których nie zdołał się powstrzymać. Słyszała jego przeciągły jęk i to westchnięcie, które miała wrażenie, że zmieni się w szloch. Ale nie zmieniło się.

W jego oczach widać było znajomą błogość i... wstyd? Objął ją i przytulił, tak jak chciała. Pocałował ją i w trakcie pocałunku uniósł ją lekko, żeby wyciągnąć z niej swojego penisa. Nie chciał, żeby musiała przerywać; w jego miejsce wsunął palce. Nadgarstek oparł na jej łechtaczce, znowu.
Żałował trochę, że nie będzie mógł poczuć jej orgazmu na swoim chuju, szczególnie po tym jak pokazała siłę swoich mięśni, gdy go ujeżdżała. Ale to jej przyjemność była najważniejsza.

Pracował z nią wytrwale i starał się maskować to, jak strzykają mu stawy. Pozycja nie była wygodna: wciąż ją przytulał, momentami siłą dociskał do siebie i w dół, nabijał ją na swoją rękę. W nowy sposób odczuwał teraz jej rozmiar i muskularną, twardą budowę - jej ciało stawiało mu taki opór, że czuł się zwyczajnie słaby. Ale nie odpuszczał.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#28
12.05.2023, 13:30  ✶  

Czy poczuła rozczarowanie? Może trochę, powinna to jednak przewidzieć. Nie spodziewała się, że taki drobny gest wystarczy, mogła się tego spodziewać, ale czy na pewno? Zapomniała się na chwilę. Nauczy się tego jeszcze, w końcu dopiero się poznawali. To był początek ich wspólnego bytowania.

Nie umknął jej jego jęk. Poczuła, że już jest po wszystkim, jednak nie przestał jej zaspokajać. Nie przeszkadzało jej to, że użył do tego palców; znowu. Najważniejsze, że nie zapomniał o niej i chciał jej dać spełnienie, a była już bardzo bliska aby je osiągnąć.

Dał jej to, czego potrzebowała najbardziej. Tą bliskość, której tak bardzo pragnęła, która jak do tej pory nie była dla niej osiągalna. Naprawdę dobrze czuła się w jego ramionach, odnalazła to, czego jej brakowało. Trochę jej przeszkadzało, że nie będą szczytować razem, ale czy aż tak bardzo? Najważniejsze, że i jej udało się osiągnąć cel. Kilka ruchów wystarczyło, aby Gerry jęknęła głośno, przeciągle, bo i jej udało się dojść.

Zsunęła się z niego po chwili. Oddech powoli się jej uspokajał, na jej twarzy mógł dostrzec błogi uśmiech, była zmęczona, ale zadowolona.

Przesunęła nogą to krzesło, na którym jakiś czas temu siedziała. Stanęła przed nim, chwilę się w niego wpatrywała. - Dziękuję. - Rzekła cicho, zachrypniętym głosem, zbliżyła się jeszcze, bo miała ochotę go pocałować, żeby dopełnić tego aktu.

Następnie naciągnęła spodnie i bieliznę, zebrała z podłogi koszulę, którą pospiesznie zaczęła zapinać. Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu paczki fajek, która na pewno musiała być gdzieś obok. Znalazła ją na parapecie, wzięła jednego peta i wsadziła sobie do ust, wróciła do Mellvyna, usiadła tym razem na blacie, wyciągnęła w jego kierunku paczkę fajek, gdyby również miał ochotę się poczęstować.

Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#29
13.05.2023, 21:55  ✶  
Gdy z jej ust uleciał pierwdzy jęk, ciarki przeszły mu po plecach. Udało mu się osiągnąć to, na co tyle pracował. Dźwięk jej orgazmu był piękny, lepszy, niż się spodziewał, i tym bardziej żałował, że nie mógł do niego dochodzić. Musiał go dobrze zapamiętać na te dni, kiedy nie będzie jej z nim tutaj.

Czuł, jak rozpływała mu się w rękach, więc wyciągnął z niej palce i obiema dłońmi przycisnął ją do siebie tak, aby uniemożliwić jej jakikolwiek ruch. Skoro już przeżywała to, co przeżywała, to chciał, żeby nie mogła tego przerwać, ani próbować się przed tym ukryć.

Patrzył w przestrzeń, kiedy zsuwała się z niego, jakby zbity z tropu. Właściwie nie spodziewał się, że Jego Pani postanowi tak szybko przerwać kontakt fizyczny. Brakowało mu jej ciepła i walczył teraz z irracjonalnym smutkiem. Prędko jednak uśmiechnął się na widok rumieńców na jej twarzy - wyglądała z nimi wyjątkowo uroczo.

"Dziękuję" - za co? Zajęło mu sekundę, żeby zrozumieć sens jej słów i, znów, wstyd ścisnął go w piersi. Ale pocałował ją, tak jak chciała, i to zaskakująco namiętnie, jak na tę niewygodną pozycję, w której teraz byli. Znalazł w tym zaskakująco dużą ulgę.
- Moja Pani. Dałaś mi znacznie więcej, niż ja tobie - odparł, niezgrabnie naciągając spodnie na dupę.

Gdy podsunęła mu paczkę, pośpiesznie oblizał palce z mieszanki jej i swojego wytrysku, po czym sięgnął po papierosa. Czekał, aż da mu ognia i zaciągnął się dymem. Kurwa, to było przyjemne.

Wciąż czuł palący wstyd, że wypierdolił się tuż przed metą, bo nie potrafił kontrolować się nawet przez jebane dziesięć minut. Chciał spróbować znowu, chciał próbować do skutku. Chwilę zastanawiał się, jak Geraldine zapatrywałaby się na drugą rundkę za jakąś godzinę. Ale nie zapytał o to. Zapytał o coś innego:
- Co z tymi, uhh - mamrotał z cieniem niepokoju w oczach. - ...dziećmi?
Co jak co, ruchali się zupełnie bez zabezpieczeń. I bez zapowiedzi.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#30
14.05.2023, 09:15  ✶  

Dała mu ognia, odpaliła nawet tego szluga, jak to miała w zwyczaju. Siedziała teraz tuż obok niego paląc swojego papierosa i czuła dziwny spokój. Przyglądała mu się uważnie spod swojej jasnej grzywki, kiedy zaciągał się dymem, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Była szczęśliwa, tak po prostu, co nie zdarzało jej się zbyt często. - Uwierz, że Ty mi też dałeś wiele. - Odezwała się, bo chciała, żeby to wiedział, doceniała to, że próbował ją zadowolić. Nie umykało jej to, jak się starał, a że nie zawsze wychodziło? No cóż, zdarza się czasami. Grunt, że pomyślał o niej i wtedy.

Czuła się przy tym wszystkim dosyć brudna. Powinna za chwilę pójść pod prysznic i zmyć z siebie ten cały wstyd i brud, który się nagromadził. Nie była przyzwyczajona do tego, żeby mówić, dzielić się w głos tym, co potrzebowała, a przed nim się otworzyła. Musiała się oswoić z tym, że tak jest. Było to dosyć trudne dla zimnej i zdystansowanej Geraldine.

Zamarła kiedy zadał jej kolejne pytanie. Nie pomyślała o tym wcześniej. Mógł zauważyć zmianę jej nastroju. Wszak Yaxley niczego nie bała się tak bardzo, jak tego, że kiedyś przyjdzie jej zostać matką. To ograniczyłoby ją w każdej dziedzinie życia, nie mogłaby polować, podróżować, zostałaby uwiązana z domem. Jej największym lękiem było to, że straci wolność, która była dla niej najcenniejsza.

Dopaliła peta bez słowa. Zeskoczyła w między czasie po popielniczkę, której nie wzięła ze sobą. Wróciła na ten blat, na który teraz będzie patrzeć nieco inaczej niż dotąd. Nie sądziła, że będzie jej się kiedyś kojarzył z czymś przyjemnym, później nadal zamyślona przeniosła spojrzenie na Mellvyna. - Uwarzysz mi eliksir, bo przecież są takie. Najlepiej większą ilość, żeby zawsze był pod ręką. - Istotne było to, żeby zawsze o nim pamiętać. Akurat w tej dziedzinie życia wolała unikać spontanicznych decyzji. - Żadnych dzieci nie będzie. - Tutaj powiedziała bardzo stanowczo.

Zajmował się eliksirami, powinien nie mieć problemu z przygotowaniem czegoś takiego. Miała nadzieję, że faktycznie tak jest, bo jeśli nie będzie musiała się skontaktować z kimś innym, próbowała znaleźć w głowie kogoś znajomego, kto mógłby jej pomóc, ale na razie miała pustkę.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (5950), Mellvyn Ollivander (4799)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa