• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody

[26/11/70] — pierwsze ataki śmierciożerców g.yaxley&i.moody
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#1
22.12.2022, 15:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:08 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

26.11.1970


pierwsze ataki śmierciożerców
gerladine yaxley & ida moody



Przecięta warga krwawi, ledwo, ale i tak pozostawia krople na brudnej od poty i błota koszuli. Nawet gruba kurtka, jaką ma zarzuconą na plecy nie chroni już przed ewentualnymi atakami, czy mrozem i śniegiem. W jednej dłoni trzymała miotłę, swoją nieodzowną towarzyszkę wszystkich wypraw, a tych w przeciągu ostatnich kilkunastu godzin odbyła niezliczoną ilość. Grubowe, mahoniowe włosy spięła w warkocz, ale kosmyki zdążyły wyrwać się ze splotu, nieustannie smagane wiatrem, lub nagłymi unikami ataków Jego naśladowców. Moody była w gniewie, jaki nigdy jeszcze nie przepływał przez jej żyły, a każdy ruch wymagał koncentracji i opanowania.
Wyznaczona jako Kontakt, odpowiedzialna za dostarczanie informacji do tych, którzy niczego się nie spodziewali, spokojnie prowadzących żywot w swoich domach. Skręciła na rogu ulicy, w głowie odkreślając kolejne lokalizacje jakie musiała jeszcze dzisiaj odwiedzić. Wreszcie, dojrzała kątem oka szyld, który ją interesował. Mugolskie zabawki Freddiego Cresswella. Nic bardziej niebezpiecznego dzisiejszego wieczora nie dało się znaleźć w sercu Londynu, niż szyld, artykuł, bądź nazwę w sobie zawierającą słowa “mugol”.
Zatrzymała się gwałtownie, umiejętnie zapierając kozakami na cholewach w śniegu, gdy wreszcie mogąc dostrzec szczegóły witryny i sklepowego wejścia, zauważyła, że drzwi były otwarte. Nie nawet otwarte, a wyważone czystą siłą zaklęcia, które odrzuciło je na metr w głąb pomieszczenia. Nie mogła się spóźnić, to było niemożliwe. Wysłała do Freddy’ego sowę z odpowiednim wyprzedzeniem, otrzymała nawet od niego potwierdzenie, że uda się do bezpiecznej kryjówki natychmiast.
Czyżby naprawdę wrócił do sklepu? Przeklęła pod nosem, naciągając głębiej kaptur na głowę, tak by ukryć swoją tożsamość, chociaż na razie spotykała się jedynie z ciszą otaczającej jej ulicy. Morderczą ciszą przed burzą. Zbita witryna niczym rozsypane landrynki skrzypiała pod nogami aurorki, gdy miała już przekroczyć próg sklepu.
Prowizoryczna sieć kontaktów jaka utworzyła, działała chybotliwie i urywkowo, ale jeśli tylko któryś z jej informatorów zgłaszał wątpliwości co do tego, że informacja dotarła, tam udawała się samodzielnie.
Szyję zawiniętą miała grubym szalikiem, a chociaż jego brzeg naciągnęła na usta, by zakryć swoją tożsamość dla niepowołanego oka, zmysły wciąż pozostawały czujne, jak nigdy. Dlatego też, zanim ruszyła do przodu, zza pasa wyciągnęła różdżkę i w pół obrocie wymierzyła jej czubek ku osobie, która znalazła się po prawej stronie czarownicy.
— Ani kroku dalej. — Rzuciła donośnym głosem, a poły odsłoniętego płaszcza zachybotały na wietrze. Dobrze zbudowana sylwetka, wysportowana, na pewno jednak kobieca, dobrze znany zapach papierosa, jednak inny niż ten do których przywykła Moody, ostre rysy twarzy i jasne niczym łan zboża włosy. W oczach Idy błysnęło odkrycie. Nie obniżając dłoni wyposażonej w różdżkę, drugą uniosła do szalika i spuściła go z ust.
— Geraldine? To ty?




give me a bitter glory.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
22.12.2022, 23:20  ✶  

Dreszcz przeszedł przez ciało panny Yaxley. Zimno, zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie. Spędziła dziś na powietrzu zbyt dużo czasu. Ręce jej skostniały, czuła, że nabierały kolorów czerwieni. Dlaczego nigdy nie nosiła ze sobą rękawiczek? Nie miała pojęcia, za każdym razem mówiła, że to ostatni raz, jednak nigdy nie udało się o pamiętać o tej ułatwiającej egzystencję rzeczy. Próbowała zlokalizować stado błotoryjów, niestety wraz z nadchodzącą zimą musiały zmienić swoje miejsce życia. Nie była z tego powodu zadowolona, szczególnie, że tropiła je w lesie, w tym śniegu, który powoli zaczął się roztapiać, wyszła z tego mieszanka błota z zimną wodą. Po tym starciu tym razem nie z magicznymi stworzeniami, a warunkami atmosferycznymi zostało jej zaschnięte błoto we włosach. Nie żeby się tym specjalnie przejmowała, zazwyczaj wyglądała, jak człowiek z buszu, taki już miała zawód.

Kilka minut wcześniej wyszła z jednego z lokali na Pokątnej. Musiała poinformować kupca, że niestety nie udało jej się zdobyć tego, czego potrzebował. Wydawał się być tym faktem równie rozczarowany, co ona. Przynajmniej nie tylko jej to popsuło dzień, tyle że ona przez to nieudolne zlecenie nie zarobiła ani grosza, a zmarnowała cały dzień. Powinna zacząć brać zaliczki za samą próbę zlokalizowania zwierząt. Może wtedy wychodziłaby na tym wszystkim lepiej.

Naciągnęła na głowę kaptur, wiatr robił się coraz silniejszy, denerwowało ją, że plątał jej włosy, szczególnie, że pojedyncze kosmyki, co chwilę wpadały jej do ust, powodując to, że błoto w którym tarzała się przez cały dzień również dostawało się do jej jamy ustnej, a smak błota nie był jednym z tych, za którymi jakoś specjalnie przepadała. Wsadziła ręce głęboko do kieszeni skórzanego płaszcza, który sięgał jej niemalże do kostek. Szła całkiem żwawym tempem przed siebie, miała ochotę znaleźć się już w domu. Niby mogła się teleportować, jednak lubiła ruch, a że mieszkali z Thesem dość niedaleko to postanowiła się przejść.

Wzrok miała wbity w ziemię, nie przyglądała się specjalnie temu, co działo się wokół niej. Usłyszała wtedy głos. Ani kroku dalej. Czy to do niej? Zatrzymała się na moment, choć nie miała w zwyczaju reagować na słowa nieznajomych, dopiero wtedy dostrzegła, że mijała jakąś kobietę. Odruchowo zacisnęła rękę na różdżce, którą trzymała w kieszeni płaszcza. Nie miała pojęcia, kto raczył się do niej odezwać, powinna być gotowa do ewentualnej obrony, szczególnie, że czasy w jakich przyszło im żyć były niebezpieczne. Podniosła powoli wzrok z chodnika na kobietę, która to odważyła się do niej odezwać, wyprostowała się przy tym niczym struna. Usłyszała swoje imię, próbowała połączyć głos nieznajomej z twarzą, żadne wspomnienie jednak nie przychodziło. Wtedy tamta zsunęła z twarzy szalik. - Ida... też się cieszę, że Cię widzę, chociaż mogłabyś być mniej władcza.- Dopiero wtedy zauważyła szkło, przeniosła spojrzenie na sklep przed którym się znajdowały. Najwyraźniej komuś nie podobało się to, że sprzedawane tu były mugolskie zabawki. - Jesteś sama?- Wiedziała, że Moody pracuje w brygadzie, a może pracowała. - Co się tutaj dzieje?- Zapytała, jakby nie potrafiła połączyć faktów.

Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#3
23.12.2022, 13:21  ✶  

Musiała szybko rozważyć “za” i “przeciw”. Yaxley znała jeszcze z czasów szkolnej ławy, ich relację zaliczyłaby do tych cieplejszych, ale po wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dni, musiała zachować ostrożność nawet wobec znajomych twarzy. Być może szczególnie wobec nich. Otaksowała blondynkę wzrokiem, po czym wreszcie osunęła różdżkę w dół. Jeśli miałoby dojść do konfrontacji, lepiej byłoby, aby stały w środku sklepu, zamiast przyciągać niechciane spojrzenia na środku ulicy. Pokręciła głową, zbliżając się do kobiety i kładąc szybko wolną dłoń na jej ramieniu.
— Wejdźmy do środka. — Powiedziała cicho, ogarniając sąsiednie budynki wzrokiem. Wolała uniknąć sytuacji, w której prędzej wpędziłaby samą siebie w kłopoty, niż przyszła na ratunek Cresswellowi.
Przekroczyły próg sklepu, a pod ich podeszwami ostrzegawczo zagruchotała zbita szyba wystawy. Co tutaj zaszło i czemu nikt ze wsparcia Zakonu nie poinformował o tym reszty? Kucnęła przy zniszczonym stojaku z pluszakami. Zwykłe mugolskie zabawki, nieposiadające żadnych specjalnych mocy, teraz rozniesione w pył, który unosił się mętnie nad ich głowami. Przejechała dwoma palcami po spaleniźnie zdobiącej wyrwane z zawiasów drzwi.
— Voldermort. — Odparła grobowym tonem. On się stał. Z pozycji mówienie o swoich planach, przeszedł teraz do ich realizacji w najbardziej ostateczny ze sposobów. Dosłownie zamierzał siać chaos. — Jeśli śledziłaś jego manifest, musisz zrozumieć moją ostrożność — dodała, wracając do pozycji stojącej. — Ten sklep należy do znajomego mi czarodzieja, jest z pochodzenia mugolem. Poplecznicy Czarnego Pana obrali sobie ten dzień na kulminację szerzeń własnej propagandy i niszczą wszystko, co wejdzie im w drogę. Włącznie z żywymi ludźmi. — Niebezpieczne czasy już nie tylko nadchodziły, a były dosłownie tutaj, rozgrywając się przed ich własnymi oczami. Przyjaźnie zrywały się, wieloletnie zaufanie poddawane było w wątpliwość. Wszystko tylko i aż przez wzgląd na potwora, który skusił wizją przejęcia władzy nad światem. Najwyraźniej wyznawcy tej idei, gotowi byli ponieść wszelkie koszta i poruszać się, w najgorszym przypadku, po trupach do celu. Przerwała nagle, gwałtownie obracając głowę w stronę posłyszanego dźwięku. Ktoś tutaj jest. Wskazała różdżką w stronę magazynu na tyłach sklepu, a kolejne kroki naprowadziły obie kobiety na ślady przepychanki i niewielkiej plamy krwi, rozmazanej pośród podartych opakowań przedmiotów zrzuconych z półek.
— Jeśli chcesz iść i się nie narażać, to jest ten moment. Jeśli nie, zamierzam sprawdzić te pokoje. Nie jesteśmy tu same. — Ściszony głos Moody pozostawał wciąż czujny. Szmery kiełkującego gwaru na ulicy przecięły ledwo słyszalne stęknięcia bólu. Ktoś tam był i potrzebował pomocy, ale doświadczenie zawodowe Idy podpowiadała, że zazwyczaj niedaleko od niedoszłej ofiary, znajdował się jeszcze sam sprawca.



give me a bitter glory.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
29.12.2022, 12:34  ✶  

Gerry miała świadomość, że jej nazwisko może wzbudzać kontrowersje. Szczególnie w czasach, w których przyszło im żyć. Jej rodzina nigdy nie ukrywała, jakimi zasadami się kieruje. W końcu zasługiwali na to, aby być traktowani lepiej, od pokoleń płynęła w ich żyłach magiczna krew. Sama Geraldine nigdy specjalnie nie przywiązywała do tego wagi, szczególnie, że w swoim życiu spotykała wielu czarodziejów i nigdy nie pytała, czy są czystokrwiści. Bardziej imponowały jej ich umiejętności. Zresztą w szkolnych czasach zdarzało się jej wdawać w bójki z Ślizgonami, którzy nie do końca akceptowali to, że do Hogwartu mogą uczęszczać czarodzieje różnego pochodzenia. Nie odcinała się jednak też od rodziny, w końcu to im zawdzięczała to, że mogła się rozwijać w tej najbardziej interesującej ją rodzinie, zresztą pogodzili się z tym, że w pracy towarzyszył jej Theseus - który nie był tak czysty, jakby tego oczekiwali. Przymykali oko na te jej koneksje i liczyli na to, że Gerry kiedyś dojrzeje do tego, aby kierować się wartościami podobnymi do nich.

- Jasne.- Nie miała oporów przed tym, żeby wejść do środka z Idą. Trochę bała się, co zastaną wewnątrz. Miała świadomość, że jej brat jest jednym z tych złych. Może nie powiedział jej tego wprost, jednak czuła, że się angażuje. Co jeśli spotkają się w środku, czy będzie musiała go zaatakować? Nie miała pojęcia, jak powinna postąpić w takiej sytuacji. W końcu byli rodzeństwem, czy skrzywdzenie go przyszło by jej łatwo?

Westchnęła głośno, kiedy usłyszała kolejne słowa Moody. Spodziewała się tego, w końcu postanowili działać. - Rozumiem Ida, wiedz, że ja nie zrobię Ci krzywdy.- Geraldine nie zamierzała się angażować w ten konflikt, szczególnie, że była w tym wszystkim rozdarta, bo w końcu jej rodzina określiła, jakie ma zdanie. Sama Yaxley jednak nie zamierzała krzywdzić niewinnych, nigdy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, do którego weszły, nie wyglądało to zbyt dobrze. - Powinnyśmy sprawdzić, czy żyje, to wszystko nie wygląda dobrze.- Poplecznicy Voldemorta najwyraźniej nie mieli oporów, aby zrównać wszystko z ziemią. Gerry nie do końca się to podobało.

Ścisnęła mocniej różdżkę, którą trzymała w dłoni. Nie zamierzała teraz stąd wyjść. Miałaby zostawić Idę samą? Nie wybaczyłaby sobie, gdyby stała się jej tutaj krzywda. Może ostatnio nie spotykały się często, nie zwierzały się sobie, jednak nadal była to Moody, którą uwielbiała w Hogwarcie. Geraldine postanowiła pójść z nią sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. - Za kogo Ty mnie masz Ida?- Jak w ogóle mogła pomyśleć, że zamierza ją tutaj zostawić. - Najwyraźniej los chciał, żebym Ci w tym towarzyszyła. Musimy być cicho, nie rozdzielać się, nie wiadomo ilu ich tutaj jest.- Miała nadzieję, że stęknięcia bólu, które udało im się usłyszeć zwiastowały dobrą wiadomość, wolałaby, żeby to nie był ostatni, bolesny oddech odchodzącego z tego świata czarodzieja.

Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#5
02.01.2023, 16:59  ✶  

Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy, polaryzujące wiele rodzin różnice nabrały wyraźniejszych barw. Moody wciąż jeszcze wyraźnie pamiętała rozmowę, jaką odbyła z Profesorem Dumbledorem, podczas której dyskutowali na temat proaktywnego działania dla wsparcia zagrożonych czarodziejów i nie tylko. Czuła na sobie odpowiedzialność, ale też pewnego rodzaju ulgę, iż jej dotychczasowa bytność wywołała u Albusa zaufanie. Nie uważała się nigdy za szczególnie cnotliwą osobistość, ale ponad wszystko ceniła kompas moralny, jaki wpojono Idzie i jej bratu już od maleńkości. — Zatem jeśli chcesz zostać, wiesz dobrze, że ufam ci, że wiesz co robisz. — Yaxley najwyraźniej go z nimi dzieliła, chociaż sposób, w jaki zostały wychowane, pod żadnym pozorem nie należał raczej do podobnych.
— Po…Pomocy. — Dalsze ich rozważania zostały przerwane, kiedy dokonując kolejne parę kroków w głąb pomieszczenia, pod jedną z wyższych półek zauważyły opartego mężczyznę w średnim wieku. Jego kolorowe szaty ubrudzone były krwią i kurzem, a wcześniej eleganckie wąsy, teraz nędznie zwisały na bladej z przerażenia twarzy. Trzymał się za lewę ramię, z którego docierał ku obu kobietom niekomfortowy zapach spalonej skóry. Czarna magia.
— Moody na brodę Merlina, to ty. — Zaskrzypiał Freddy Creswell, ledwo otwierając powieki oczu. Ida skinęła porozumiewawczo do Gerry, sygnalizując jej zachowanie ostrożności i czujności na łuk do przejścia w głąb korytarza.
— Freddy, czego nie rozumiesz w wiadomości “nie wracajcie do domu, w Londynie nie jest bezpiecznie”? — Wysyczała karcącą odpowiedź, rzucając się na kolana do pomocy czarodziejowi. Wiedza czarownicy na temat magii leczniczej była praktycznie zerowa, toteż aurorskim sposobem wyrwała po prostu część jego koszuli i bez ceregieli owinęło ciasno dookoła ramienia. — Mu…Musiałem wrócić. — Odchrząknął Creswell, krzywiąc się z bólu na działania czarownicy, ale nie protestując. — Stephanie, moja Stephanie została w sklepie sama. — Resztką energii, wyrwał się z uchwytu Idy i ścisnął dłoń na nodze Geraldine. - Błagam, na górze. Musiała się gdzieś ukryć, ale zanim do niej trafiłem, była już ich dwójka. — Po bladych jak ściana policzkach mężczyzny toczyły się zmieszane z brudem łzy.
— Śmierciożercy. — Ida siłą odciągnęła Creswella i wróciła do pozycji stojącej. — Freddy, spójrz na mnie. Zajmiemy się tym, ale musisz się uspokoić. Fergatto. — Wysunęła niepozornie różdżkę przed siebie, szepcząc inkantację uroku. Chociaż osobiście nie była w stanie pomóc fizycznym ranom znajomego, mogła zaoferować mu tymczasową ulgę psychiczną. Jego ciało opadło w uśpieniu na podłogę.
— Stephanie to jego córka. Informowałam wiele osób o potencjalnym niebezpieczeństwie, ale najwyraźniej tutaj napotkałyśmy konsekwencję prowizoryczności tych działań. — Westchnęła szybko, kręcąc głową. Znała swoje zadania, nie tylko jako członkini Zakonu Feniksa, ale też pracownika Ministerstwa i chociaż w ostatnie kilkanaście godzin nawet na sekundę nie była w stanie zmrużyć oka, nawet najszczersze działania napotykały na opór. W tym przypadku, popleczników Czarnego Pana. — Chodźmy na górę, muszą być gdzieś w warsztacie. Razem ze Stephanie. — Oznajmiła grobowym głosem, mocniej ściskając za różdżkę. Miała nadzieję, którą bała się wypowiedzieć nawet w swoich myślach. Że tamta jeszcze żyje i nie stała się jedną z wielu ofiar krwistych ataków.



give me a bitter glory.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
10.01.2023, 12:02  ✶  

Geraldine nie zamierzała się angażować przynajmniej oficjalnie w żadną ze stron konfliktu. Nie należała do osób, które czułyby potrzebę, aby działać na czyjeś rozkazy. Od zawsze lubiła sama mieć władzę nad swoim losem, nie potrafiła służyć, wykonywać poleceń. To zupełnie nie pasowało do jej charakteru. Zawsze robiła to, na co miała ochotę. Jeśli więc odczuwała potrzebę, aby komuś pomóc robiła to, ale na swoich własnych zasadach. Zawsze. Miała pewne poglądy, których się trzymała, starała się nie przekraczać granic i ceniła ludzkie życie. Może z magicznymi stworzeniami było jednak trochę inaczej, ale potrafiła dostrzec różnice w polowaniu na stworzenia, z których czarodzieje tworzyli różne przedmioty, a polowaniem na ludzi, którzy zasłużyli sobie na to tylko i wyłącznie tym, że albo płynęła w ich żyłach krew nie taka jak powinna, albo zadawali się z tymi, którzy nie mieli magicznych umiejętności.

- Oczywiście Ida, jestem w tym z Tobą.- Nie zamierzała opuścić przyjaciółki w tym momencie. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby coś się jej stało. Do tego najwyraźniej ktoś tutaj cierpiał, nie zamierzała zostawić tej osoby samej sobie, szczególnie, że oprawcy mogli nadal znajdować się gdzieś w pobliżu.

Usłyszały głos, który dochodził z wnętrza sklepu. Gerry mocniej ścisnęła różdżkę, była gotowa do ewentualnego ataku, nie zamierzała się wahać. Mężczyzna stał oparty o półkę. Nie wyglądał najlepiej, choć patrząc na to, w jakiej sytuacji się znalazł, to dobrze, że żył. Mogło się to skończyć zdecydowanie inaczej. Geraldine stała za Idą, nie zamierzała się wtrącać w ich rozmowę, w końcu ona pojawiła się tutaj zupełnie przypadkowo, to Moody wiedziała co powinna robić, ona była jedynie jej wsparciem.

Kiedy mężczyzna złapał ją za nogę po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Poczuła, że jej też do dotyczy. Prosił ją o pomoc, nie zamierzała zwlekać. - Znajdziemy ją.- Szepnęła cicho do mężczyzny. Widok tego wszystkiego mocno ją poruszył. Śmierciożercy nie mieli oporów, aby zabijać ludzi, kiedy widziała to z bliska docierało do niej, że naprawdę źle się dzieje i wojna najwyraźniej już się rozpoczęła.

- Nie przewidzicie wszystkie Ida, musimy ją znaleźć, on by sobie nie wybaczył, gdyby jej się coś stało. Zresztą, ja też.- Czuła odpowiedzialność za uratowanie córki mężczyzny. - Tak, chodźmy, szkoda czasu. Powinnyśmy sobie poradzić z dwoma, co nie?- Ida jako auror na pewno miała doświadczenie, Gerry może nie do końca takie, ale również radziła sobie z niebezpieczeństwem, razem powinny dać radę.

Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#7
12.05.2023, 21:50  ✶  

Ida powoli wdrapywała się po schodach. Dobrze wiedziała, że te czasem bywają zdradzieckie i w nieoczekiwanym momencie potrafią głośno poinformować o stąpających po nich stopach. Czarownica zachowywała ostrożność, ale czas był ograniczony. Lepiej zwabić tu przeciwnika niż pojawić się za późno.

Tak też się stało. Ostatni stopień Idy zaskrzypiał, co przykuło uwagę jednego ze Śmierciożerców. Dotychczas stał on tyłem do korytarza w drzwiach warsztatu. Teraz jego maska bezdusznie spoglądała na czarownice.

Zdawało się, że parsknął, po czym świetliste zaklęcie pognało w stronę Idy.

— Protego! — Udało jej się zablokować, ale to marna pociecha. Śmierciożerca był w zdecydowanie lepszej pozycji. Ida rzuciła w niego świetlistym lassem, ale ten obronił się przed schwytaniem.

— Rzucaj w niego wszystkim, co odwróci jego uwagę — rzuciła do Geraldine, która nie miała najlepszego widoku na piętro, ale wciąż mogła dostrzec Śmierciożercę.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
15.05.2023, 11:54  ✶  

Schody nie były ich przyjacielem. Nie tylko dzisiaj, zazwyczaj sprawiały jedynie problemy, szczególnie gdy nie chciano na siebie zwracać uwagi. Drewno lubiło skrzypieć, szczególnie kiedy miało lata swojej świetności za sobą. Oczywiście tak się stało i teraz.

Gerry westchnęła cicho, gdy usłyszała dźwięk, który rozległ się po pomieszczeniu, gdy Ida wdrapywała się w górę. Teraz to już wszyscy będą wiedzieć, że one są w środku. No nic, jakoś sobie z tym poradzą. W końcu Moody była wprawioną aurorką, a ona myśliwą. Nie mogła mieć lepszego towarzystwa. Kobiety były doświadczone w boju i jakiś, pierwszy, lepszy śmierciożerca nie powinien być dla nich zagrożeniem. Nie, żeby go lekceważyła, miała świadomość, że wystarczy jedna nieracjonalna decyzja, a może się to źle skończyć.

Dlatego też panna Yaxley szła z różdżką uniosioną w górę, gotowa do ewentualnego ataku. Miało do tego dojść zdecydowanie szybciej niż się spodziewała. Ida szła przed nią, więc nie widziała zbyt wiele. Jednak słyszała, ten zmysł nigdy jej nie oszukiwał, a że była wprawiona w poszukiwaniu zwierzyny to doszły do niej dźwięki, które wydawał mężczyzna.

- Jasne, nie musisz powtarzać dwa razy. - Machnęła różdżką, aby przetransportować niewielkiego pluszaka, którego w locie transmutowała w ogromnego, miał uderzyć śmierciożercę, wybić go z rytmu, spowodować, że się przewróci i straci równowagę. Wtedy będą mogły go spętać. Powtórzyła ten manewr kilka razy, w końcu musiało jej się udać trafić.

Widmo
every human has a spark of divine nature, and sin does not separate us from it
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jeden z bogów-duchów (loa) w panteonie religii voodoo. Strażnik granicy między światem żywych i umarłych, "opiekun rozdroży", umożliwia kontakt z duchami zmarłych i innymi istotami duchowymi. Symbol Legby veve przypomina stylizowany klucz. Po śmierci pomaga duchom zmarłych odnaleźć drogę do zaświatów, gdzie spotkają się z loa.

Papa Legba
#9
15.05.2023, 18:39  ✶  

Ciemnowłosa czarownica unisła brew widząc atak potężnego pluszaka. Śmierciożerca też się tego nie spodziewał. Zignorował zagrożenie i chciał odeprzeć atak fizycznie, jednak nagle powiększony miś uderzył ze sporym impetem. Twarz mężczyzny zanurzyła się w futerku, a wtedy Ida wbiegła na górę i podtykając różdżkę tuż pod jego szyję, rzuciła zaklęcie petryfikujące.

Śmierciożerca z hukiem padł na ziemię, ale nie musiały się już obawiać hałasów. Sam początek tej potyczki dał wszystkim znak, że nie są tu sami.

Ida z uniesioną różdżką zajrzała do pomieszczenia. Stało tam dwóch Śmierciożerców. I Stephanie. Dziewczynka unosiła się do góry nogami, łzy leciały jej po twarzy.

— A kto to taki? Panienka też chciałaby sobie polatać? — Śmierciożerca jeszcze nie wiedział, że na ratunek przyszły dwie czarownice, a nie tylko jedna.

— Im szybciej ją puścicie, tym lepiej dla was — oznajmiła Ida. Jeden ze Śmierciożerców stał bardzo blisko Stephanie, więc ciężko byłoby go dosięgnąć. Może podczas tej bezsensownej konwersacji panowie zmienią pozycje.

Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
16.05.2023, 23:29  ✶  

Cóż, zaatkowanie śmierciożercy wielkim pluszakiem nie należało może do standardowych zagrywek, było jednak skuteczne. Nie ważne jak, istotne, że zadziałało. Wybiło go z rytmu, a Ida mogła się nim zająć. Całkiem zgrabnie rzuciła zaklęcie petryfikujące. Jeden z głowy. Mogły ruszyć dalej z odsieczą - to było najistotniejsze. Moody nadal szła przodem, Geraldine nie zamierzała jej w tym przeszkadzać. Trzymała się tyłu. Miała być przecież jej wsparciem.

Nie mogli jej zauważyć, bo się nie wychylała. Stała przy ścianie, aby nie zwrócić na siebie uwagi. Trzymała się cienia. Ida pojawiła się w drzwiach pomieszczenia, jak na razie więc wiedzieli jedynie o jej obecności. Dawało to im przewagę.

Musiały zadziałać szybko, żeby nie dać się złapać i przeszkodzić śmierciożercom w tym wszystkim. Geraldine nie zastanawiała się zbyt długo. Postanowiła użyć elementu zaskoczenia - wydawało się jej być to dobrym rozwiązaniem.

Wbiegła do pomieszczenia, popychając przy tym pewnie i Moody - nie zrobiła tego oczywiście celowo, chciała odepchnąć tego śmierciożercę, który znajdował się przy dziewczynce. Jako, że Yaxley była wysportowana, to użyła do tego całej swojej siły fizycznej. Chciała popchnąć go na ścianę.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Geraldine Greengrass-Yaxley (2138), Ida Moody (1348), Papa Legba (512)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa